Strony

piątek, 26 listopada 2021

Miłosierdzie wobec samego siebie

 Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Polska transkrypcja przekazu wstępnego Kryona ze spotkania w Kręgu Dwunastu z dnia 17 lutego, 2021 roku
 
Miłosierdzie wobec samego siebie
Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Na początku niniejszej serii mówiliśmy, że w tym miesiącu przedstawimy wam cztery oblicza, miłosierdzia. Miłosierdzie ma więcej obliczy i aspektów, jednak skupimy się na czterech, jedne z których są łatwe do zrozumienia, a inne trudniejsze. Dzisiaj opowiemy o trzecim obliczu. Spośród wszystkich, o których mowa w tym miesiącu trzecie oblicze jest najbardziej katalityczne. Liczba trzy symbolizuje katalizator, zapowiada nadchodzącą zmianę. Jeśli potraficie zrozumieć to, o czym wam dzisiaj opowiem, wiedzcie, iż jest to zagadnienie szczególnie trudne. Dzieje się tak, gdyż dzisiaj chodzi nam o miłosierdzie wobec samego siebie, czyli dotyczy ono każdego z was osobiście.

Rozpocznijmy tak, jak zaczynaliśmy dwa poprzednie przekazy, od definicji miłosierdzia. Nie jest to definicja, którą można znaleźć w jakimś słowniku, określająca to, jak miłosierdzie postrzega się w danej kulturze; jest to definicja miłosierdzia pochodząca od nas. Co, waszym zdaniem, jest najdoskonalszą formą miłosierdzia? Będzie to oczywiście miłosierdzie pochodzące z drugiej strony zasłony, które można przekazać, osiągnąć, czy sobie przyswoić tak, aby stało się częścią was samych, a co jest możliwe, gdyż dusza każdego z was stanowi część Źródła Stwórczego.

Ponownie przekażę wam definicję miłosierdzia. Naszym zdaniem, miłosierdzie to połączenie z umysłem Ducha, umysłem Boga, jeśli tak to chcecie nazwać, umysłem Źródła Stwórczego. Jest to rodzaj połączenia, ze Źródłem Stwórczym, pozwalającego na zespolenie się nadające wam energię dojrzałej dobroczynności, otwartość serca oraz zrozumienie wszystkiego, co was otacza. Powtarzam, choć nie koniecznie dosłownie, aby was nie zanudzać: Miłosierdzie to łącze ze Źródłem Stwórczym pozwalające na zespolenie się umożliwiające osiągnięcie energii otwartości serca, dojrzałych uczuć, które z kolei pozwalają wam na zrozumienie wybiegające daleko poza to, które osiągnęliście przed zespoleniem.
Co następuje, to opis co robić po osiągnięciu tak zrozumianego miłosierdzia, co stanowi trzecie oblicze miłosierdzia i jest to miłosierdzie wobec samego siebie. Jeśli sobie przypominacie, oblicza omawiane w poprzednich dwóch przekazach mogły być łatwiejsze do zrozumienia, gdyż odnosiły się do innych. Dzisiaj mowa o każdym z was z osobna. Jednym z najtrudniejszych tematów, jaki można poruszyć, oczywiście jest zagadnienie miłości wobec samego siebie, ale odłóżmy go na inną porę. Teraz porozmawiajmy o tym, co to znaczy być miłosiernym w stosunku do samego siebie? Niektórzy powiedzą mi: „Kryonie, mówiąc o miłości i miłosierdziu, nawet nie wiem, czy w ogóle jest między tymi uczuciami jakaś różnica?” Inni zaś odpowiedzą: „Nawet nie wiem, jak się do tego zabrać?” I jedni, i drudzy będą mieli rację; ciężko jest spojrzeć na siebie z perspektywy miłości czy miłosierdzia.
Niemalże cała świadomość, zwłaszcza Ludzka, rozpoczyna się od walki o przetrwanie. Nawet później, kiedy osiągacie już dojrzałość oświeconej Istoty boskiej — którą jakże wielu z was już osiągnęło — wciąż postrzegacie siebie w zupełnie innym świetle. Wielu idzie przez życie i doświadcza niesamowitych zmagań, cały czas walczy. Wydarzają im się różne rzeczy i nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje? Kiedy coś się im przytrafia, mówią: „Nie wiem, co takiego zrobiłem złego, pewnie jestem ofiarą życia. Może w tym życiu nikt się o mnie nie zatroszczy?” I mówią tak za każdym razem, kiedy coś im się wydarza. Teraz się zapytacie: „Jak mogę być wobec siebie miłosierny, skoro ciągle mi się takie rzeczy wydarzają?” „Aha, już wiem” – odpowiadacie sami sobie – „Trzeba się nad sobą zmiłować. Będę sobie bardzo współczuł. Tak, to jest to: zlituję się nad sobą”. [Kryon się śmieje.] A przypominacie sobie pierwszy przekaz z naszej serii? Kochani, litość to nie miłosierdzie. Przecież przytoczyliśmy wam definicję miłosierdzia. Miłosierdzie wcale nie polega na litowaniu się nad samym sobą, czy nad kimś innym, och, nie. I oto teraz mamy przed sobą zagadnienie miłosierdzia wobec samego siebie.
Przez co w życiu przechodziliście? Nieważne, czy jesteście teraz młodzi, czy w starszym wieku. Każdy z was miał doświadczenia, które być może sprawiły, że obecnie czujecie się, jakbyście byli niedostateczni, czegoś wam brakowało, jesteście pokonani, czy przygaszeni. Podobne uczucia są właściwe wszystkim świadomym istotom, w czasie dojrzewania. Każdy z was może spojrzeć na dotychczasowe życie i powiedzieć: "Dużo przeżyłem i wciąż żyję oraz uczę się, jak być bardziej dobroczynnym wobec siebie”. Możecie tak mówić, gdyż na tym polega cała ta nauka, nieprawdaż? Jest to temat naszej nauki, czyż nie? Na tym polega sens Kręgu Dwunastu. Zasiadacie na krześle i zaczynacie patrzeć na własne życie z innej perspektywy. Czy stać was na miłosierdzie wobec odbywanej podróży? Powtarzam, połączenie z umysłem Boga zespolenie się w dobroczynności i zrozumieniu, nauczenie się otwartości serca wobec samego siebie. Zwracam się do każdego z was: Czy możecie się cofnąć i przyjrzeć się sobie mówiąc: „Wow, ale życie! Ależ miałem/miałam przeżycia!” Dobrze wiecie, o co mi w tej chwili chodzi.
Pragnę wam teraz przypomnieć pewien zwrot, którego niegdyś używaliśmy częściej: „żelazo ostrzy się żelazem”. Czy ostatnio macie wrażenie, jakby was ostrzono? Jeśli tak, to czy potraficie zdobyć się na miłosierdzie wobec samych siebie nie jako ofiary, lecz jako zwycięzcy? Spójrzcie an siebie jako na zwycięzcę w sensie, że wiele doświadczyliście i przez to wszystko jednak przeszliście, gdyż tak też i było, inaczej byście tego programu nie oglądali. „Wow! Ale to robi wrażenie!” Możecie posiąść miłosierdzie wobec samego siebie poprzez połączenie z umysłem Boga, poprzez spojrzenie na siebie z otwartością serca, z dobroczynnością. Może nawet zobaczycie siebie, jak zasiadacie na krześle i mówcie sobie: „Żywię miłosierdzie do tej duszy, która przezwyciężyła tyle przeciwności i tyle przeżyła! Ta dusza to zwycięzca to żadna ofiara”. Przejście z ofiary do zwycięzcy stanowi sedno miłosierdzia do samego siebie.
Zapraszam niektórych z was abyście kilka razy posłuchali/przeczytali niniejszy przekaz i dobrze zrozumieli, co pragnę wam powiedzieć, o co mi tutaj chodzi. Najtrudniej przychodzi wam nabranie dystansu do samego siebie. Wcześniej prosiliśmy was, abyście zaczęli siebie kochać. Możecie kochać samych siebie za wszystko, co w życiu przeżyliście, oraz ze względu na świętość waszej świadomości. Macie prawo się kochać, gdyż każdy z was jest stworzeniem bożym, każdego z was Stwórca kocha co z kolei daje wam możliwość żywienia miłosierdzia także wobec samego siebie.
Powtarzam. Miłosierdzie to katalizator stwarzający inne rzeczy. Jeśli potraficie okazać trzy oblicza miłosierdzia, o których była już mowa, co się stanie następnie, będzie wyjątkowe. Czy wiecie, że miłosierdzie eliminuje strach? Jeśli jesteście Człowiekiem miłosiernym, na wszystko patrzycie inaczej, nawet na samego siebie. Załóżmy, że zapuszczacie się gdzieś w nieznane, albo nawet, że przytrafia się wam coś negatywnego. Czy po wszystkim, potraficie się cofnąć i spoglądając wstecz powiedzieć: „WOW! I to przeżyłem/przeżyłam. Żelazo ostrzy żelazo”.
Czy potraficie spojrzeć na siebie, jako przechodzących przez szereg zwycięstw? Czy możecie spojrzeć na siebie jako zwycięzców triumfujących nad strachem, triumfujących nad przeciwnościami? Jest to przeciwieństwo tego, co niektórzy z was dotychczas powtarzają: „Och, znów mi się to przytrafia i pewnie jeszcze nie raz się trafi. Nigdy nie mogę się w życiu wyrwać do przodu!” [Kryon się śmieje.] przecież mówimy wam, że nie to jest waszą spuścizną. Nie po to żyjecie na Ziemi. Żyjecie tutaj, aby wszystko to pokonać i wejść w światło, które następnie stwarza sytuacje, których się nie spodziewacie. Jeśli potraficie żywić miłosierdzie, to jest to element boski. Element ten zaczyna się w was rozrastać stając się drugą naturą. Nie tylko zaczynacie żywić miłosierdzie wobec innych i planu, o czym była mowa w poprzednich dwóch częściach, ale zaczynacie je żywić wobec samych siebie. Kiedy tak się staje, to zaczyna się uzdrowienie. Komórki ciała, być może czająca się tam choroba, wszytko inne co wydaje się wam, że tkwi w genach zaczyna ustępować tylko dlatego, że postanowiliście odnosić się do siebie miłosiernie. To wtedy zaczyna się uzdrowienie. To wtedy wymazujecie wszystko, co temu uzdrowieniu stoi na przeszkodzie. Wydłużacie sobie życie. O tym wszystkim mówiliśmy wam już nie raz. Im bardziej miłosierni się stajecie, tym częściej będziecie się znajdować na właściwym miejscu, o właściwej porze, aby korzystać z synchronii, o które zawsze się modlicie. Na tym polega miłość, o której tak często mówimy, że jest możliwa, a która jest możliwa dzięki świętemu miłosierdziu wrodzonemu w Człowieka. Ono tkwi w duszy każdego z was i jest łatwo dostępne. Musicie jedynie nauczyć się go używać i jak z nim pracować; a im częściej się to robi, tym lepiej wychodzi. Z czterech obliczy miłosierdzia, to jest najtrudniejsze: miłosierdzie dla samego siebie. Gratuluję, jeśli zrozumieliście mój dzisiejszy przekaz, gdyż przekazujemy go z miłością i miłosierdziem, które Bóg żywi do każdego z was z osobna.
I tak jest.
Zdj. Andre Ferrella

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...