Strony

poniedziałek, 29 listopada 2021

Wo i muzyka

 Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo

 

Wo i muzyka
Poniższy przekaz, najpierw otrzymany na żywo, 29 czerwca, 2019 w McCloud został przeredagowany i uzupełniony przez Lee i Kryona w celu sprostania wymogom słowa pisanego. Często się zdarza, że sam przekaz na żywo niesie ze sobą pewne energie, których nie da się ująć w słowa i stąd konieczność ponownego channelingu z uzupełnieniem bądź streszczeniem pewnych rzeczy. Miłej lektury.
Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Od czasu do czasu dzielimy się z wami przypowieścią, alegorią, przekazujemy wam opowieść i właśnie dzisiaj także pragniemy to zrobić. Zwykle naszym bohaterem jest Wo, który nie jest ani kobietą, ani mężczyzną. Wo to Wo-man, czyli Człowiek imieniem Wo i tylko dla wymogów słowa pisanego nadamy mu zaimek osobowy „on”. [Nieprzetłumaczalna, zabawna gra słów, gdyż woman znaczy kobieta, a Wo-man może także oznaczać mężczyznę imieniem Wo – przyp. tłum.] Pragnę wam dzisiaj opowiedzieć jego historię, zdradzić, co mu się przytrafiło. Zacznijmy do przyjrzenia się, kim jest: Wo mieszka w małym mieście, może nie tak małym, jak wasze (McCloud, CA), może znalazłyby się w nim choć cztery skrzyżowania ze światłami. [Śmiech na sali.] Mieścina więc jest nieduża i graniczy z lasem.
Wo nigdy nie czuł, że musi należeć do jakiegoś kościoła, wyznawać określoną religię. Prawdę mówiąc, już we wczesnym wieku zrozumiał, że chodzenie do kościoła wcale mu się za bardzo nie podobało. Co prawda czuł panującą tam miłość, wiedział, że wielu z regularnie uczęszczających byli Ludźmi przyzwoitymi i rzetelnymi, lecz to nie było dla niego. Wo wolał kontakt z naturą; och, to było coś naprawdę dla niego! Był duchowo związany z Ziemią i kiedy inni co niedziela chodzili się modlić do kościoła, on wybierał się na wędrówki po lesie. Bardzo wcześnie zauważył świętość dolin, jezior, strumyków, zwierząt, drzew; wszystko to było dla niego przedmiotem czci. Podczas wędrówek czuł, że sam grunt pod nogami do niego przemawiał. Zapoznałem was z Wo, już wiecie mniej więcej kim jest, pora na opowieść o tym, co się mu przytrafiło.
Wielu z was ma bardzo wyraźne sny, czasem nawet wizje i z Wo jest podobnie. Pewnej nocy, podczas głębokiego snu, doświadczył czegoś, co można tylko określić mianem wizji. Było to coś bardzo, bardzo rzeczywistego! Chociaż jakże daleko wybiegało poza jakąkolwiek dotychczas doświadczaną rzeczywistość. Bardzo bym chciał wam to jak najdokładniej opisać, lecz cokolwiek wam opowiem, tylko w połowie odda to doświadczenie; żeby dokładniej to odczuć, musielibyście się z Wo utożsamić.
Usłyszał muzykę. Kochani, to, czego doświadczył nie da się ująć w żadne słowa, usłyszał muzykę tak cudowną, tak doskonałą i piękną, której dźwięk wybiegał poza wszystko, co kiedykolwiek na Ziemi słyszał jakikolwiek Człowiek. Nie da się jej z niczym porównać. Towarzyszące jej przepiękne obrazy było doskonale zgrane i idealnie odzwierciedlały dźwięczność melodii.
Zapytacie teraz: „Jaki to był rodzaj muzyki?” Nie da się na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ ona wybiega poza wszelką klasyfikację. Nie była to melodia ani klasyczna, ani popularna; ona po prostu dźwięczała i słychać w niej było wszystkie kiedykolwiek znane instrumenty, a wszystkie one grały doskonale w kolejności stwarzającej melodie jednocześnie romantyczne i heroiczne. Wo nie mógł uwierzyć własnym uszom. To tak, jakby dotychczas słyszał tylko na czarno-biało a teraz zaczął słyszeć w kolorze.
Rozkoszował się swą muzyczną wizją, jednocześnie nie mogąc uwierzyć, że coś takiego słyszy, że jest to prawdziwa muzyka. Bardzo szybko uzmysłowił sobie, że tak naprawdę wcale jej nie słyszy uszami, zamiast tego czuje ją każdą komórką swego ciała. Była to najpiękniejsza melodia, jaką kiedykolwiek słyszał – umykająca wszelkiej definicji, a przecież idealna – i zaraz się obudził. Cała poduszka była mokra. Wiedział, że w wizji odwiedził jakieś święte miejsce, ale nie wiedział, dlaczego w ogóle jej doświadczył.
Wo należał do Ludzi, którzy wierzą, że w życiu przewodzi im Duch poprzez różne znaki. Wcześniej widział ich już wiele, zwłaszcza podczas swych leśnych wędrówek, kiedy to jego intuicja była najbardziej wyostrzona. Pomyślał więc sobie: „Może jest to znak, żeby zaangażować się w coś mającego do czynienia z muzyką? Może zacząć się uczyć gry na jakimś instrumencie? Może przyłączyć się do jakiegoś zespołu? Ale mnie przecież żadne muzyczne występy w ogóle nie interesują?! ”
Więc Wo zaczął poszukiwania i na zasadzie synchronii dowiedział się, że w miasteczku akurat odbywały się próby na przyjęcie do chóru. „Aha, to musi być to!” – pomyślał sobie – „Na pewno mam się przyłączyć do chóru”. Udał się na próbę i bardzo się rozczarował, gdyż tam, cierpliwie i uprzejmie powiedziano mu, że nie nadaje się do chóru z trzech powodów: po pierwsze, fałszował; po drugie nie rozróżniał tonacji; po trzecie brzmienie jego głosu bardziej przypominało zgrzyt gwoździa po blasze. Okazało się więc, że w wizji wcale nie chodziło o zapisanie się do chóru.
Wo nie wiedział, co robić dalej, ale zaczął się jakoś domyślać, że tutaj nie chodzi o to, co miał pod wpływem wizji konkretnie zdziałać, że tutaj chodziło o coś innego. Poza tym wizja powróciła innej nocy. Tym razem on o to prosił, mówiąc: „Kochany Duchu, to było niesamowite przeżycie, nie wiem, o co w nim chodziło, ale proszę, daj mi to doświadczy jescze raz”. I tak się stało. Tym razem jemu się wydawało, że jakoś był wewnątrz tej muzyki. To tak, jakby stać w środku grającej orkiestry, albo siedzieć wewnątrz grającej gitary. Można wtedy dokładnie czuć każde drgnienie dotykanych strun i płakać z rozkoszy i radości z nie tylko słuchowego przeżycia. Rocker albo muzyk jazzowy określiłby to byciem „lokcked in”, kiedy to wszyscy członkowie zespołu czują i grają to samo; idealne zespolenie. Wo wciąż trwał w wizji, rozpływając się z zachwytu. Było to najwspanialsze przeżycie, jakie było mu dane kiedykolwiek doświadczyć! Kiedy się obudził, zaczął mówić: „Boże, przecież to musi coś znaczyć. Musi mieć jakieś znaczenie! Nie możesz mnie zabierać gdzieś, żebym tam doświadczył czegoś tak wspaniałego i mówić, że to nic nie znaczy!”
Wo chodził po lesie i łąkach tam szukając odpowiedzi. N a łonie natury intuicja często dawała mu dobre podpowiedzi więc postanowił i tym razem jej posłuchać. Nie pomylił się. Tym razem intuicja przywiodła go na polanę. Polana była zalana promieniami słońca, w których trawa wydawała się szczególnie zielona w samym jej środku, w kręgu uczniów siedziała piękna kobieta. Otaczający ją uczniowie także byli piękni.
Wo zauważył, że była niemłoda, choć wyglądała jakoś młodzieńczo i była piękna. Jej uczniowie wyglądali tacy odprężeni i wszyscy wydawali się w tym samym wieku. Przez chwilę nic nie mówił, tylko słuchał. Zauważył, że niezależnie od odległości, nieznaną nauczycielkę było słychać bardzo dobrze, jakby sam wiatr słał jej głos do uszu Wo. Postanowił się nieco zbliżyć, lecz ona w ogóle nie zwracała na niego uwagi, nauczała dalej a jej uczniowie też się nie rozglądali, tylko uważnie słuchali. Wo przysiadł bliżej i zaczął się przysłuchiwać. Po chwili padło zdanie, które wznieciło w nim pewną reakcję, nauczycielka powiedziała swym uczniom: „Każdy z was urodził się wspaniały”. Wo nigdy się nad tym nie zastanawiał ani nigdy nie słyszał, by ktoś mówił coś podobnego. Ludzie, nawet ci najlepsi, najbardziej przykładni, w najlepszym przypadku uważają się za adekwatnych, ale nigdy za wspaniałych. Co powiedziała kobieta było więc w stosunku do charakterystyki Ludzi czymś niezwykłym. Prócz tego, sam jej głos był zdumiewający i można go było słuchać godzinami. Kobieta odwróciła się w jego kierunku i zapytała: „Wo, dlaczego nie przysiądziesz się bliżej?” Był tym pytaniem zdumiony, bardzo się zdziwił, że wiedziała jak ma na imię. Może widziała go wcześniej gdzieś na mieście i zdołała się dowiedzieć, jak się nazywa? Przecież znano go jako wziętego stolarza. Wo był zadowolony z życia, miał dobry fach, wiódł mu się dobrze. Może więc ktoś coś o nim mówił i wymienił z imienia i ona zapamiętała? „Na pewno od kogoś o mnie słyszała” - skwitował pod nosem, jednak był zaciekawiony i przysunął się bliżej.
Usiadł wprost naprzeciwko kobiety a ta go od razu zapytała: „Czy chciałbyś mi zadać jakieś pytanie?”
-Tak – odparł.
-Dobrze – przytaknęła – ale zróbmy to na takiej zasadzie: po każdym zadanym mi pytaniu ja także ci zadam jedno.
-Kim jesteś? – Wo zapytał najpierw.
-Jestem mędrczynią, tą, która jest żywą skarbnicą prastarej mądrości, kimś, kto potrafi poprawnie odpowiedzieć na każde zadane pytanie. Oto kim jestem. A teraz moja kolej. Wo się wyprostował i przygotował, sądził, że sobie poradzi, lecz zadała mu pytanie, którego zupełnie się nie spodziewał.
- Wo, czy słyszałeś tę muzykę? – badawczo podniosła nań wzrok.
-A skąd wiesz? – wymamrotał zaskoczony.
- Poczekaj, nie zadawaj mi następnego pytania, zanim nie odpowiedziałeś na moje – uśmiechnęła się.
-To teraz zadam ci jeszcze jedno.
-Nie, nie, - wyjąkał – powiedz, skąd wiesz, że słyszałem tę muzykę?
-Wo, taka muzyka jest w każdym – odparła.
Wo się zamyślił. Och, to znaczy, że każdy Człowiek na Ziemi może mieć taką samą zdumiewającą wizję, może doświadczyć tego, co ja.
- Cudownie! Dla mnie to niesamowite odkrycie! - odparł.
- A teraz zadam ci pytanie związane z twoim, gotowy?
- Tak.
-Wo, jak brzmi twoje oznajmienie?
Zdumiał się, pytała go o jakieś oznajmienie. Co to takiego? Mędrcy są znani z cierpliwości i kobieta także cierpliwie czekała na odpowiedź. Zapadła długa cisza, po czym Wo nareszcie zaczął mówić. W jego umyśle powstawało wiele obrazów rzetelności, prawości, tego, czym naprawdę mogło być oznajmienie. Zastanawiał się nad tym wszystkim, mówiąc do siebie: „Jak brzmi moje oznajmienie w tej chwili, kiedy siedzę w obliczu mędrczyni, która zdaje się mnie znać lepiej niż ja sam siebie? Zdawał sobie sprawę z tego, że siedział w obecności kogoś starego i mądrego, kto dawał mu szansę na oznajmienie własnej prawdy oraz że wcale nie musiał się z tą odpowiedzią spieszyć.
Uczniowie też milczeli, nigdy nie wtrącali się w żadne dyskusje, po prostu siedzieli u stóp nauczycielki. Nareszcie poczuł się gotów, zaczął się domyślać, o co jej chodziło, kiedy zadała mu to pytanie.
Wstając z miejsca i się prostując Wo odrzekł – „Droga mędrczyni, oto moje oznajmienie: Ja chcę więcej”.
-I tak będzie! – uśmiechnęła się ciągnąc dalej – przychodź częściej i nauczę cię więcej.
Wo wrócił do domu bardzo zadowolony, że dzięki intuicji i synchronii znalazł kogoś, kto go będzie uczył go dalej. Cieszył się także z treści tej nauki, która skupiała się na zagadnieniu jego własnej wspaniałości, potwierdzała, że urodził się wspaniały. Wszystko to rozbrzmiewało w nim prawdą i kiedy nareszcie położył się spać, znów usłyszał muzykę.
Tym razem, prócz samej muzyki widział jeszcze inne rzeczy, zobaczył swoje otoczenie tak, jakby muzyka grała nawet wtedy, kiedy siedział w pracy, czy po prostu szedł sobie ulicą. Zobaczył, jak inni zauważali jego światło i się zatrzymywali w pół kroku. Stawali wtedy, jakby przykuci do miejsca, ale chyba nie słyszeli samej muzyki, gdyż się w jej kierunku nie odwracali, choć jej brzmienie chyba jakoś na nich wpływało. Oni się zatrzymywali, a on ją słyszał, tę równocześnie liryczną i heroiczną melodię, która sprawiała, że stawał się dumny z siebie oraz wypełniał się miłosierdziem. Słuchając, ponownie się rozpłakał ze wzruszenia. Muzyka była po prostu niewiarygodnie piękna. Przeżycie to od nowa zdefiniowało pod względem prawdy i piękna wszystko, o co kiedykolwiek będzie prosił w przyszłości.
Kochani zastanówcie się, co sami byście poczuli, kiedy także nagle zaczęlibyście słyszeć dźwięki takiej nieziemskiej, idealnie pięknej muzyki, którą choć słychać, to nie wiadomo, skąd pochodzi? Jest ona tak piękna, że wszystko, czego pragniecie, to słuchać jej nieprzerwanie, pragnąc jej mieć jej w życiu coraz więcej i więcej. Potem wszystko ucichło.
Wo z powrotem poszedł zobaczyć się z Mędrczynią. I jak tylko wszedł na znajomą leśną polanę zaproszono go, aby usiadł bliżej. Zaczęła opowiadać mu więcej rzeczy, a wszystko to stanowiło dla niego wielką i wspaniałą nowość. Wo nauczył się od niej wiele prawd. Sama nauka odbywała się powoli i stopniowo, aż pewnego razu znowu zdobył się na odwagę, aby się zapytać: „Proszę, powiedz mi coś więcej o tej muzyce”.
Odpowiedziała mu na to tak: „Większość Ludzi nie rozumie, że są jak cebula, którą najpierw trzeba obrać. Łupina po łupinie trzeba wyzbyć się wszystkiego, czego się wcześniej nauczono, gdyż nic z tych rzeczy nie zupełnie są prawdą. Obierając te łupiny, każdy dochodzi do zasadniczych prawd tkwiących w jego własnej świadomości. Obiera się więc wszystko, co czego nauczono się od innych, obiera się stare przyzwyczajenia i nawyki myślowe. Obiera się stare obawy tak długo, aż nareszcie dochodzi się własnego, pozbawionego wszelkich lęków rdzenia własnego istnienia. Dopiero wtedy każdy odkrywa, że każda Istota Ludzka jest muzyką”.
- Wo, jak brzmi twoje oznajmienie?
-Chcę więcej, chcę coraz więcej – odparł.
I tak dalej potoczyło się życie Wo. Wrócił z lasu do miasteczka w którym wciąż żył i pracował. Rozumiał już, że ta muzyka to on sam. Jak to możliwe? Otóż zaczął na jawie słyszeć tę dźwięczność i pewne bohaterskie motywy. Teraz słyszał to wszystko w tle życia codziennego i za każdym razem, kiedy się na tym łapał, na jego twarzy pojawiał się uśmiech i czuł się wtedy wspaniały!
Następnie, Wo zrozumiał także, iż rzeczywiście żyje wewnątrz wielkiej gitary, stoi w samym środku orkiestry grającej niego samego, niczym wspaniałą symfonię, którą transmitował wszędzie, dokąd by się nie udał. Niektórzy ją słyszeli, inni zaś nie, wszyscy jednak się pod jej wpływem zatrzymywali i jakoś ją odbierali. Wielu zauważyło, jak od pewnego czasu Wo się bardzo odmienił, stał się jakoś bardziej wspaniały, jakby miał w sobie coś świętego, pięknego i ogromnie miłosiernego. Stał się po prostu inny. Za niedługo i wokół niego zebrali się uczniowie i zaczął ich nauczać. Nauczał o znaczeniu miłości do Ziemi, na czym polega zrozumienie własnej wspaniałości? Co oznacza stanie się jednością ze Wszystkim, Co Jest? Co oznacza odkrycie, że Stwórca jest o wiele większy od tego, co na Jego temat kiedykolwiek nauczano? Co oznacza wiedza o celowości własnego życia na Ziemi?
Wo jeszcze raz poszedł na polanę, aby spotkać się z Mędrczynią, gdyż pragną wiedzieć coś więcej i zadać jej jeszcze jedno pytanie. Szedł, ochoczo wspinając się na pagórek, z którego widać było dolinkę z polaną o szmaragdowo zielonej trawie, w samym środku której, otoczona wianuszkiem uczniów, zwykle nauczała... ale jej już tam nie było. Zamiast Mędrczyni, w samym środku polany, wśród bujnej, soczystej trawy stało prastare, ogromne drzewo otoczone kwiatami. To sama Gaja go nauczała! Wo się uśmiechnął i usiadł w jego cieniu natychmiast uzmysławiając sobie, że nawet postać nauczycielki była wizją, tak samo, jak wizją byli jej uczniowie, którzy teraz jawili się przed jego oczami jako kwiaty. Pragnę, abyście dobrze zapamiętali, co się stało dalej, gdyż świadczy to dojrzałości Wo.
Ochoczo podszedł bliżej i usiadł tuż pod nim bezpośrednio mu oznajmiając: „Chcę wiedzieć więcej!” Wo słyszał jak w odpowiedzi zaszeleściły na wietrze liście, jak w tym szeleście dało się słyszeć odpowiadający mu głos. Siedzał tak godzinami, wsłuchiwał się w odgłosy natrury, odbierając nauki bezpośrednio od Gai. Na tym zakończmy naszą opowieść i zostawmy Wo.
Kochani, czy doprawdy muszę wam tłumaczyć znaczenie tej przypowieści? Każdy z was jest wspaniały, każdy ma do obrania własną cebulę. Z każdą obraną łupiną coraz mniej zaczynacie obawiać się życia. Wszytko, co wcześniej było postrzegane błędnie wychodzi na wierzch, zaczyna wydobywać się z was miłość i miłosierdzie, stajecie się coraz bardziej rzetelni i zdobywacie zrozumienie tego, kim jesteście naprawdę. Co więcej, zaczynacie także dostrzegać światło własnego, bohaterskiego życia, jak zaprawdę w oczach Stwórcy, każdy z was jest wspaniały. Zyskujecie zrozumienie, iż ta wspaniałość jest prawdziwym wizerunkiem, na którego wzór jesteście stworzeni, że wizerunek ten tkwi wewnątrz każdego z was.
Zaczynacie wtedy rozumieć także, że najcudowniejsze wizje wcale nie są zsyłane przez anioły, lecz tkwią głęboko w waszym własnym wnętrzu. Niektórzy ze zgromadzonych przede mną na tej sali mieli podobne wizje i doświadczenia, do tych, o których mowa. Opowiedziana przeze mnie historia to opowieść o samoświadomości, o zwycięstwie nad fałszywą rzeczywistością, według której jesteście nikim, ofiarami życia na Ziemi. Obierzcie te ciemne, niegodne waszej wspaniałości łupiny!
Koniec opowiadania na dzisiaj. Kochani, to coś więcej, jak tylko opowieść, jest to wewnętrzna symfonia zdolna odmienić życie każdego z was.
I tak jest.
KRYON

niedziela, 28 listopada 2021

**Iskra **

  Brak dostępnego opisu zdjęcia.

https://audio.kryon.com/en/The%20Spark.mp3

**Iskra **

[Głos Marilyn Harper] Dzień dobry! Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, wraz z Dr Wolf za mądre słowa. Przedstawiamy się tym, z którymi się jeszcze nie spotykaliśmy: Jesteśmy Adironnda i cieszymy się na widok waszego kochającego światła, waszej świetlistej promienności; wasze wibracje promieniują w podobny sposób jak te świece na zdjęciu, na ekranie. Uuuuu podpowiem wam, że widzieliśmy, jak nasze medium Marilyn wyciągnęła kartę z talii Codziennych Afirmacji Kryona, chcąc się z wami podzielić napisanym tam przekazem. Dobrze, że tak zrobiła, bo i tak byśmy poruszyli ten sam temat! Ha! ha!

Zatem weźcie głęboki oddech i poczujcie wibracje następujących słów: „Jestem starą duszą, mam ogromne doświadczenie, głęboką wiedzę i duchową mądrość. Jestem nadzieją tej planety i moja wartość jest znana Bogu”. [Adironnda oddycha, na sali panuje cisza.] Tak, podobnie zareagowaliśmy na te słowa! O, słyszę cichy chichot: „Skoro więc posiadam tę ogromną wiedzę i doświadczenie, duchową energię, to dlaczego czasami wydaje mi się, że tkwię po uszy w bagnie? Co do jasnej ciasnej się dzieje z moim światem, dlaczego czuję się jakbym wdepnął/wdepną w wielką górę końskiego łajna?” Ha ha ha! „Ta góra jest tak wielka, że konia nie widać!” - Ha ha! No to gratulacje! U- huu! Ewoluujecie! Widzicie, Wszechświat przynosi wam mądrość, Wszechświat przynosi wam wszelkie doświadczenia, które są wam potrzebne, a nawet takie, które wydają się wam zbyteczne, a wszytko po to, abyście mogli wyewoluować poza punkt, w którym byliście wczoraj.

Weźcie głęboki oddech. Źródło Wszystkiego, Co Jest, Bóg, Źródło, Wszechświat, jakkolwiek chcecie to nazwać, może nawet Basia? Ha ha! Tak! Bo przecież Wszechświat to wy, każdy z was! To wy to wszystko zamawiacie, poprzez kontrakt, z którym się rodzicie. Prosicie o doświadczenia, aby w ten sposób zyskać ogromną wiedzę. Prosicie o doświadczenie uczące was jak przebaczać. Prosicie o energię i informacje, które musicie następnie przewartościować. Być może, to wszystko ma do czynienia z czymś w poprzednim wcieleniu, albo nawet w tym jeszcze dalszym. Tak, na tym polega ewolucja! Zatem, kiedy następnym razem wdepniecie w wielką kupę łajna to powiedzcie: „Oj, ale fajnie, ewoluuję!” Ha ha ha! Mam nadzieję, że rozumiecie, że ewolucja jest tu kluczem. Jesteście starymi duszami hmm, choć nie wyglądacie na starych, ha, bo my was widzimy od środka, a tam widać, że jesteście bardzo starzy. Żyjecie tutaj od bardzo dawna i zgodziliście się powrócić właśnie o tej porze i dokładnie w to miejsce, kiedy świat dokoła się przemienia i zmienia swą wibrację. Znacie to z „Bohaterskiej wyprawy”, o której była mowa przed chwilą. [Temat bohaterskiej wyprawy Kryon poruszał w roku 2018 podczas II części podróży do Anglii, 8 transkrypcji z której, znajduje się poniżej na mojej stronie autorskiej – przyp. tłum.]

Jesteście swymi własnymi bohaterami, jesteście swymi własnymi czarodziejami, jesteście esencją i jako ochotnicy zgłosiliście się, żeby tutaj się urodzić po to, abyście mogli się tym wszystkim stać, aby być wszystkim, czym jesteście. Dzięki temu pozwalacie wszystkim wzorcom, programom i opowieściom, które opowiadacie sobie być może od trzech tysięcy lat, udowodnić, że tak naprawdę to one was wcale nie określają, nie oddają tego, kim jesteście, bo w istocie, to każdy z was jest miłością. To jest wasz rdzeń.

[Mówi Jeszua] Widzicie ukochani, jest w was ten sam rodzaj miłości, co we mnie. Macie to samo DNA, co ja, wszystkie jego warstwy. Będąc tą miłością proszę, abyście przestali się opierać. Och, ta stara energia wycofywania się, myślenia, że jakoś nie jesteście wystarczająco dobrzy, że robicie to wszystko zupełnie nie tak, że jakoś straciliście umiejętność podejmowania właściwych decyzji. Ha, taką macie narrację, snujecie tego rodzaju opowieści, a przecież istnieje wiele, bardzo wiele innych, ciekawszych opowieści. Pora więc przestać opowiadać sobie te stare historyjki. Przyszła pora wyewoluować, przybrać nową tożsamość przyjmującą do wiadomości ogrom własnych doświadczeń, mądrości i duchowego oświecenia, które posiadacie już od tysięcy lat. Tak? Pora teraz tej wiedzy używać.

Proszę więc was, abyście stanęli na przodzie, abyście zaczęli wyzbywać się tych starych historii, pozwólcie, aby one; nie to, żeby zostały wyrwane z waszej energii, bowiem one tworzą wasze doświadczenie, ale żebyście te opowieści zintegrowali tak doskonale, ha ha ha, że w każdej kupie łajna będzie widać konia. Widzicie, na tym polega ewolucja. To jest właśnie to, czym się zajmujecie w każdym momencie każdego dnia. W każdej sekundzie życia doświadczacie ewolucji własnej duszy. Właśnie dlatego, jeżeli wciąż będziecie opowiadać sobie te przestarzałe opowieści o tym, kim wam się wydaje, że byliście w przeszłości, to pamiętajcie, że wtedy postrzegaliście siebie z uprzedzeniem.

Dlatego teraz zaczynacie od nowa. Hm, ewoluujecie, a ja, a my z naszym kochanym, kochanym przyjacielem Kryonem, i z Lee i wszystkimi członkami tej podróżującej po całym świecie grupy jesteśmy tutaj, żeby wam pomagać, bo widzimy, kim jesteście naprawdę! A teraz, w rzeczy samej, przyszła pora, abyście sami to także zobaczyli. Czy jesteście gotowi? [cisza] Halo? [śmiech na sali] Musimy poprosić nasze medium Marilyn, żeby was trochę rozruszała. [śmiech] Tak, jesteście wspaniali!

Pragniemy wam zasugerować, abyście czegoś spróbowali. Podnieście dłoń na wysokość twarzy, jakby to było lustro. Czy widzicie tam swoją twarz? Czy potraficie zwizualizować jak teraz wygląda wasza twarz? [cisza] Halo? Dziękuję. A teraz, po cichu, do siebie, powtórzcie za mną następujące zdania: „Uczę się każdego dnia kochać samego/samą siebie coraz bardziej". Powiedzcie to w myślach, po cichu, do siebie. Za chwilę powiemy to głośno, wszyscy razem. Sam to z wami powiem głośno. [Jeszua się przejęzyczył i sam się z tego śmieje] słyszę jak ze mną śmieje się i Adironnda. Ha ha! Najpierw powiedzcie to sobie po cichu, w myślach, bowiem chcecie to zakomunikować sobie samym: „Jestem gotów/gotowa uczyć się każdego dnia kochać siebie coraz bardziej. Wiem, że wszystkim, z którymi się stykam przynoszę pewną wartość. Wiem, że jestem nauczycielem/nauczycielką. Nauczam swe otoczenie poprzez to, że jestem. Uczę swą miłością, światłem i radością. Z własnej inicjatywy uczę się kochać siebie samego/siebie samą, jednocześnie wyzbywając się samoosądu. Jestem wspaniały/wspaniała”. Połóżcie jedną rękę na sercu, abyście poczuli wibracje własnego głosu, a teraz powiemy to wszyscy głośno.

„Jestem gotów/gotowa uczyć się każdego dnia kochać siebie coraz bardziej. [Sala powtarza] Wiem, że we wszystko, z czym się stykam, wnoszę wartość, wnosząc ją w tym samym czasie w moje własne życie. [Sala powtarza] Wiem, że jestem nauczycielem/nauczycielką. [Sala powtarza]

Nauczam swe otoczenie poprzez to, że jestem. [Sala powtarza] Uczę swą miłością, światłem i radością. [Sala powtarza] Jestem wspaniały/wspaniała. [Sala powtarza] Każdy wokół mnie jest tak samo wspaniały. [Sala powtarza] Ewoluuję [Sala powtarza] I kocham tę ewolucję! [Sala powtarza] I tak jest, czyż nie?

[Głos Adironndy] Ach, ukochane istoty światła, doprawdy kochamy was niezmiernie! Widzimy was, widzimy, kim jesteście. Dlatego teraz macie w dłoni lustro, aby także się zobaczyć. Zatem, kiedy tylko oblatują was wątpliwości, wyciągnijcie dłoń przed siebie i przypomnijcie sobie jak wyglądaliście właśnie teraz, dzisiaj, tutaj. Energia tego spotkania jest wypełniona mocą, jesteście starymi duszami, ewoluujecie, jesteście swoimi własnymi czarodziejami, każdy z was jest Nowym Człowiekiem. To dlatego jesteśmy tak wdzięczni za waszą obecność. Oczekiwaliśmy was. Kochamy was, oddajemy wam cześć i żegnamy się mówiąc Namasté!

[Głos Lee Carroll] Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Przekaz, który właśnie wysłuchaliście z ust medium Marilyn, która w tej chwili siedzi po mojej lewej stronie, jest taki sam jak mój. Jeśli chcecie otrzymywanie przekazu natchnionego wynosić na jakiś piedestał, to wiedzcie, że zwłaszcza w nowej energii, wszystkie nowiny pochodzące ze Źródła będą zawierały właśnie takie słowa, będą pochodzić z podobnego punktu widzenia i będą zawierały właśnie takie spostrzeżenia i wskazówki. Właśnie to stanowi główną różnicę między starym i nowym sposobem otrzymywania przekazu natchnionego. Może później coś na ten temat powiemy. [Patrz: „Natchnione nowiny w starej i nowej energii”, na mojej stronie autorskiej.]

Medium Marilyn poruszyła pewną kwestię, którą pragniemy teraz uwypuklić. Wcześniej nazwałem to „iskrą.” [w przekazie z Buffalo pt. „Otwierając drzwi” – przyp. tłum.] Kochani, zabiorę was w pewne znane wam miejsce, do którego powrócicie ponownie. Nie chcę, żeby to miejsce kojarzyło się ze smutkiem, pragnę, aby ono się wam kojarzyło z radością. Zaraz je opiszę. Leżycie na łożu śmierci i wzięliście już ostatni oddech. Przerwę na chwilę i powiem coś, co nie zawsze jest prawdą. Wszyscy siedzący tutaj, to stare dusze. Innymi słowy, wśród was nie ma żadnych „Świeżaków”. Wszyscy już wcześniej żyliście na Ziemi, a niektórzy z was są wręcz prastarzy. Wszyscy żyliście tutaj wielokrotnie. To właśnie dlatego pragniecie przychodzić na tego typu spotkania i nas słuchać.

To, co się z wami dzieje po zaczerpnięciu ostatniego oddechu nazwę „iskrą”. [Podczas procesu umierania] Istnieje pewien punkt, kiedy sobie wszystko przypominacie. Wasz ostatni oddech, nieważne czy dokładnie w jego momencie, czy to trwa trochę dłużej, pojawia się iskra. Potem, jak już wzięliście ostatni oddech, przestajecie być logiczni i liniowi, to wszystko się kończy, ponieważ opuszczająca wasze ciało świadomość jest doprawdy wspaniała i wielowymiarowa. Iskrą więc jesteście wy sami i w momencie jej pojawienia się mówicie: „Och, ojejku! Dziękuję!” I wtedy przypominacie sobie WSZYSTKO. Uzmysławiacie sobie wspaniałość własnej duszy. Uzmysławiacie sobie, że oto skończyliście jeszcze jedno życie, oraz przypominacie sobie, że zawsze jesteście świadomi wszystkich swoich wcieleń.

I tutaj sprawy się komplikują, bowiem część tej duszy pozostaje na Ziemi. Część udaje się na drugą stronę zasłony, jeśli tak to nazwać. Część duszy pozostaje z rodziną i bliskimi. Wasza dusza jest wielowymiarowa i już wcześniej była o tym mowa, ale w tej chwili pragniemy wam opowiedzieć o czymś innym, o iskrze.

[Naśladując ostatni oddech] Och! Och! To właśnie iskra. Kochani, przychodzi taki moment, kiedy przestajecie być człowiekiem, kiedy przypominacie sobie WSZYSTKO. Czy potraficie sobie wyobrazić postrzeganie poza światłem? Czy potraficie sobie wyobrazić jak to jest, kiedy słyszycie pieśni Wszechświata i widzicie ich światło? Czy potraficie sobie wyobrazić jak w tym momencie, słysząc pieśni, jesteście również witani przez tłumy śpiewające wasze imię i mówiące: Witaj w Domu!? Wtedy być może zaświta wam, że zakończone właśnie życie, to nic innego jak mała wycieczka!

A oto co się z wami dzieje obecnie. Atrybuty tej iskry są obecnie wzmacniane. Oto co chcę wam przez to powiedzieć. Mam zamiar od nowa zdefiniować pojęcie wniebowstąpienia/Synostwa Bożego [ang. ascension] robię to, bowiem wielu z was się pyta, czy obecne czasy to czasy wniebowstąpienia? Pytacie się: „Kiedy zobaczymy ludzi stających się Synami Bożymi? Kiedy nastąpią takie czasy, bo już od dawna tak dużo na ten temat słyszałem? Oni sobie gdzieś znikną idąc tu i tam”. Odpowiem wam: Kochani, na ten temat słuchacie przekazów natchnionych w wersji dla dzieci! To wszystko są przekazy traktujące o tym, jakie dane medium, czy channeller mieli oczekiwania związane z tym pojęciem, nie mając żadnego pojęcia o majestacie i wspaniałości prawdy.

Wniebowstąpienie, dostąpienie Synostwa Bożego [Mistrzostwo] zachodzi wtedy, kiedy człowiek otrzymuje cząstkę iskry i w pewnym momencie życia od razu uzmysławia sobie — Och, ojejku! - że w oczach Boga doprawdy są wspaniali oraz że miłość znaczy o wiele więcej, niż im się wydawało wtedy, kiedy się o niej uczyli jako dzieci. Po otrzymaniu cząstki iskry, tacy ludzie zaczynają podchodzić do życia zważając na integralność i miłosierdzie, bowiem zawarte w tych pojęciach energie znaczą dla nich więcej, niż kiedykolwiek indziej.

Wtedy zaczynają widzieć związki z innymi rzeczami i rozumieją, że dotykają pola, rozumiejąc, jak wszyscy są ze sobą połączeni. Oni widzą piękno całego planu. Tutaj nie chodzi o system, ale właśnie o plan łączący was z innymi nie tylko w sposób pełen miłości, ale także przynoszący praktyczne korzyści. Tacy ludzie widzą zamysł wszystkiego i inaczej postrzegają własne ciało. Bardzo szybko dochodzą do wniosku, że ich wiek nie ma nic wspólnego z samopoczuciem. Tacy ludzie wyzbywają się wszystkich zapatrywań na rzeczywistość, których nauczyli się od rodziców, czy w kościele, bądź od znajomych. Oni zaczynają rozumieć uniwersalny charakter tego wszystkiego, jego ogrom oraz fakt, że sami stanowią jego część jako chodzący po Ziemi ludzie, wniebowstąpieni Synowie Boży, wewnątrz których jest iskra.

Kochani, to nie ta sama iskra, którą widzicie po zaczerpnięciu ostatniego oddechu. Iskra Synów Bożych jest zmodyfikowana. Chodzi o pewien rodzaj uważności, świadomości, wybiegający poza wszystko, poza każdy rodzaj olśnienia, jakiego kiedykolwiek mogliście doświadczyć. To jest iskra świadomości tego, kim naprawdę jesteście, kiedy widzicie swoje odbicie w lustrze własnej dłoni, ha ha! Kiedy widzicie tam coś, czego się nie spodziewaliście zobaczyć. Wtedy dopiero wszelkie pytania znajdują swoje odpowiedzi. „Drogi Duchu, czy to prawda, że żyję tutaj nie przez przypadek? Drogi Duchu, czy doprawdy żyję tutaj nie po to, aby cierpieć? Kochany Duchu, czy to prawda, że posiadam kontrolę nad ślepym przypadkiem? Wtedy wszystkie te pytania posiadają jedną odpowiedź: Tak, kochany to prawda. Tak, kochani to prawda. Oto, czym jest iskra!

Posiadając ją, wszystko widać jak na dłoni, wszystkie powiązania między ludźmi, nawet między tymi, którzy przychodzą na podobne spotkania. Wielu spośród was przychodzi na takie spotkania, powodowani ciekawością, a to widać zwłaszcza na tych dużych. Ciekawscy chcą zobaczyć, o co tutaj chodzi i nic więcej, bowiem metafizyka zupełnie ich nie interesuje, inni przychodzą, bo medytują i pragną doświadczyć energii i ci doświadczają zmian życiowych. Siedzą sobie na spotkaniu i nie robi im różnicy gdzie, w którym rzędzie, z przodu, czy z tyłu. Obserwacja ludzi na widowni dużych spotkań jest bardzo interesująca.

Jedni z nich rozumieją, słyszą i uzmysławiają sobie natychmiast wszystko, co się do nich mówi, bowiem mają iskrę i są na coś gotowi. Zatem, kiedy słyszą prawdę, od razu ją rozpoznają, mówią Och, ojej! I iskra w nich wchodzi. Oni nawet na swój sposób słyszą muzykę. Muzyka Wszechświata, która śpiewa ich imiona jest ważna, bowiem ona im mówi, że żyją na Ziemi nie bez przyczyny. Potem zaczynają dostrzegać możliwość samouzdrowienia, bo właśnie po to tutaj przychodzą. Na takich spotkaniach więc są tacy, którzy rozpoznawszy iskrę płaczą z radości i na miejscu dostępują uzdrowienia. Gdybyście mogli dostrzec wielowymiarowość, gdybyście mieli kwantową soczewkę, to byście zobaczyli jak tacy ludzie się świecą, ich merkaba się w całości odmienia. Siedzą z nimi również tacy, którzy już na spotkaniu w myślach komponują listy z zażaleniami, co do tematyki spotkania. [śmiech]

Kochani, na tym właśnie polega cała różnica, to jest właśnie iskra i ona się obecnie wzmacnia. Co pragnę przez to powiedzieć to to, że choć dawniej iskra była wam dostępna tylko w momencie śmierci, to obecnie stare dusze zaczynają ją dostrzegać i używać za życia. To się da zauważyć, bowiem ci z iskrą są radośni i gdzie by nie byli i czego by nie robili to potrafią się śmiać. Jeśli otrzymują jakąś smutną, niedobrą, niepomyślną dla siebie wiadomość, to po jej otrzymaniu potrafią się uśmiechnąć. Zamiast rozpaczać, potrafią się skupić na przyjemnych rzeczach, które w danym momencie także istnieją w ich otoczeniu. Kiedy otrzymują jakąś wiadomość dotykającą ich osobiście, która jest trudna, na przykład dowiadują się o śmierci przyjaciela, to od razu się uśmiechają mówiąc: „To dobrze, mój przyjaciel dostał już iskrę. On już wie, jak bardzo jest ważny we Wszechświecie, przecież przedtem tego nie wiedział”. Albo będą wtedy mówić: „Mój przyjaciel jest wspaniały!”

Z iskrą, wasza świadomość inaczej widzi pewne rzeczy. Kiedy macie w sobie iskrę, kiedy dostępujecie wstąpi-onej świadomości, to inaczej postrzegacie innych. Inaczej zapatrujecie się na pewne sytuacje. Nie tak łatwo wpadacie w gniew i łatwiej wam o śmiech. To jest właśnie to, o czym chcieliśmy wam powiedzieć, o czym mówimy wam już od trzydziestu lat. Świadomość ludzka się zmienia. Medium Marilyn określiła to najlepiej. Kiedy macie iskrę, to lepiej się widzicie i lepiej zaczynacie siebie rozumieć. To takie proste i osiągalne już teraz. Kochani, słowa wypowiadane przed samym sobą są ogromnie ważne. Ostatnio często właśnie tego was uczymy. Pragnę, abyście dobrze sobie zapamiętali, co to iskra, bowiem ona jest doprawdy ważna. I coraz więcej z was zaczyna jej doświadczać na wiele, wiele różnych sposobów. Można to nazwać przebudzeniem do większej uważności, uświadomieniem sobie, iż jesteście o wiele więksi i wspanialsi, że w oczach Boga jesteście niezmiernie kochani i wspaniali, o wiele bardziej, niż kiedykolwiek wam na tej planecie mówiono.

I tak jest.

*Zdj. Andre Ferrella*

sobota, 27 listopada 2021

Osiem przeskoków świadomości w dordze do oświecenia cz. I

 Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 

Osiem przeskoków świadomości w dordze do oświecenia cz. I
Przekaz Kryona otrzymany 20 października 2007 roku, podczas dwudniowego spotkania w Mexico City.
W celu lepszego zrozumienia i sprostania wymogom języka pisanego, niniejszy przekaz Kryon i Lee wspólnie przeredagowali i uzupełnili. Często się zdarza, że sam przekaz na żywo niesie ze sobą pewne energie, których nie da się ująć w słowa i stąd konieczność ponownego channelingu. Życzymy miłej lektury poszerzonej i uzupełnionej wersji przekazu do czytania.
Witam was kochani! Jam jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Jak wam się wydaje, skąd pochodzą ludzkie emocje? Jak wam się wydaje, skąd pochodzi miłość? Zaraz wam powiem: one pochodzą od Boga wewnątrz każdego z was! Jak wam się wydaje, kiedy jesteście zakochani, dlaczego odczuwacie to tak, a nie inaczej? Wam się wydaje, że jest to uczucie bardzo Ludzkie, nieprawdaż? Nie. Ono pochodzi od części Boga tkwiącej w każdym z was i część ta się uaktywnia nawet w stosunku do uczuć żywionych do drugiego Człowieka. Tak się dzieje nawet u tych, którzy w Boga nie wierzą. W istnienie nerek też możecie nie wierzyć, nie zmienia to jednak faktu, że każdy z was je ma. Każdy z was jest obdarzony wolną wolą, zatem każdy z was może przyjąć do wiadomości nasz przekaz, bądź go nie przyjąć. Jesteście całkowicie wolni, Duch nie dotknie nikogo i nie sprawi, że raptem zaczniecie wierzyć. Wolność wyboru to dar, którym zostaliście przez nas obdarzeni.
Salę zaczyna wypełniać świta! W takich miejscach możecie poczuć moją miłość do Ludzkości. Być może nie dajecie wiary temu, co wam mówię? Prawda pozostaje prawdą, niezależnie od tego, jakie macie do niej nastawienie. A prawda jest taka, że niezależnie jak się na to zapatrujecie, istoty duchowe kochają was ponad wszelką miarę.
Byłem przy was w wietrze narodzin, w energii waszego przyjścia na Ziemię. W takim wielowymiarowym miejscu czas nie istnieje, dzięki czemu mogę jednocześnie być przy narodzinach każdego z was i przemawiać do zgromadzonych dzisiaj przede mną. W waszej trójwymiarowej przestrzeni mówicie: „Kryon jest teraz tutaj i z nami rozmawia”. Jednak jednocześnie jestem także gdzie indziej i witam tych, którzy przechodzą na moją stronę zasłony; co wam się wydaje, że oni umierają. A ja ich witam, kiedy tutaj przychodzą i istnieję wszędzie tam, gdzie Ludzie się rodzą. Częścią tego, czym się zajmuję to bycie w wielowymiarowej bramie, gdzie te sprawy się dzieją.
Ani narodziny, ani śmieć, nie są związane z żadnymi boskimi prawami, z żadną ceremonią, czy protokołem; te sprawy są związane tylko z jednym, mianowicie z niesamowitą miłością bożą. Każdy z was ma po drugiej stronie zasłony ogromnie miłującą go rodzinę. Pragniemy trzymać was za rękę aż dotąd, kiedy wychodzicie z łona matki. Pragniemy także pierwsi was powitać, kiedy ponownie wracacie na drugą stronę zasłony, gdyż tak się zachowuje rodzina i pragnę wam powiedzieć kochani, że pierwsze, co po powrocie Człowiek słyszy, to: „Nie lękaj się, gdyż jesteś w Domu”. Na tym polega miłość boża w akcji! Czy to sobie przypominacie?
Gdybym mógł tutaj uczynić coś magicznego, pragnąłbym natchnąć was tym, co w tej chwili jako Kryon odczuwam. Jam Jest Kryon i reprezentuję sobą ogromną grupę miliardów istot, które was znają. Istnieję jednocześnie w wielu miejscach, jestem bytem grupowym poza waszą wymiarowością. Ciężko mi to wam wytłumaczyć, a wam teraz to zrozumieć, jednak uzmysłówcie sobie, że kiedy jesteście ze mną, jesteście mnie podobni.
Być może uczestniczycie w takim spotkaniu po raz pierwszy, być może czytacie mnie po raz pierwszy? Wiem, kto tutaj siedzi. Być może należycie do tych, których przywiódł tutaj ktoś inny? Proszę, wysłuchajcie mnie. Nikogo nie zmuszamy, aby przyjąć za prawdziwe wszystko, co się tutaj odbywa. Jednak prosimy, abyście tylko zrobili nam przysługę i wysłuchali naszego przekazu z otwartym sercem. Na dzisiejszym spotkaniu panuje energia potwierdzenia; pragnę także, abyście na coś zwrócili uwagę. Nic, co zostanie tutaj powiedzine nie stanowi żadnej doktryny. Nie przekażemy wam w tym miejscu żadnych reguł wiary ani nie będziemy was prosić, abyście się gdzieś zapisali. Dlaczego? To wszystko jest już wam bardzo dobrze znane z doświadczenia życia na Ziemi jako część Boga żyjąca w dwoistości.
Łączy nas ze sobą coś wspólnego, wszyscy należymy do rodziny Ducha. Wszyscy, nawet zebrani wśród nas niewierzący. Dobrze was wszystkich znam. Niewierzący, posłuchajcie: Po opuszczeniu tej sali będziecie tak samo kochani jak pozostali! Fakt, że jesteście niewierzący wcale nie powstrzymuje aniołów do tego, żeby wam towarzyszyły w drodze do domu. Tak się sprawy mają. Czy ktoś z was się tej miłości obawia? Nie jest ona agresywna, lecz pasywna i czeka, kiedy sami ją poczujecie.
W ciągu naszego dwudniowego spotkania zrobimy coś, czego jeszcze nie robiliśmy. Nasz przekaz ostatnich kilku miesięcy stał się bardzo skoncentrowany tak, aby w ciągu jak najkrótszego czasu przekazać wam jak najwięcej informacji. Fragmenty wszystkiego, o czym będzie dzisiaj mowa można znaleźć także w tym, co wam przekazuję już od ponad 20 lat, lecz żeby to wyłonić, należy przeczytać setki stron innych przekazanych wam w przeszłości nowin. W ciągu kolejnych dwóch dni przekażę wam zakrojoną na wielką skalę ułożoną jak nauka wiadomość o tym, jak wygląda osiem przeskoków w świadomości Ludzkiej otwierającej się na ideę wstąpienia.
Posłuchajcie uważnie: nie są to żadne zasady ani reguły, czy stopnie. Są to jedynie przeskoki i nie zachodzą one o pewnym ustalonym czasie. Każdy z was jest inny, każdy niepowtarzalny, każdy więc musi do tego wszystkiego dojrzeć w sobie właściwym czasie. Jednak jako Ludzie chcecie się dowiedzieć, ile czasu zajmuje takie, czy inne stadium oświecenia? Prawdę mówiąc, na takie pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, gdyż wzrost świadomości, ile to wszystko zajmie wam czasu, jest sprawą bardzo osobistą i zależy od relacji, jaką każdy z was ma z otaczającą was rzeczywistością.
Dzisiaj przekażemy wam cztery takie przymioty, czy przeskoki, a resztę przekażemy jutro. Och, cóż to za wspaniała opowieść! Zanim zacznę, pragnę wam powiedzieć, że jest to opowieść o tym, co się dzieje z Człowiekiem, kiedy wychodzi poza wymiarowość 3D zdobywając się na odwagę rozejrzenia się wokół i zadania pytania: Kim jestem?
Pierwszym krokiem na tej drodze jest więc ciekawość na temat natury świadomości. Pytacie się: Czy to wszystko to prawda? Od tego to się zaczyna. Każdy z was, każdy uzdrowiciel, każdy kroczący po ścieżce sam się nad tym zastanawiał. Dla wielu z obecnych na sali dzisiejszy weekend stanowi wspaniałą synchronię, gdyż przed wami szansa na poszerzenie własnej uważności. Zadając pytanie: „Czy to wszystko, to prawda?” - świadomościowo przeskakujecie z pozycji niewiary na pozycję neutralności, gdzie dopuszczacie do siebie możliwość, że to wszystko może być prawdziwe. I stąd mówimy wam, że dla niektórych bieżący weekend jest doprawdy szczególny. Być może, jak dotąd nie pozwalaliście sobie aby po prostu sobie usiąść i dać się kochać? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, kim jest osoba, która was na nasze spotkanie przywiodła? Czy rozumiecie, że oto siedzicie w otoczeniu setek Ludzi, którzy nigdy, przenigdy by was za waszą postawę nie osądzili, ani za nic, co mogliście w życiu uczynić? Co mówię to prawda i sami możecie się o tym przekonać (używając własnego rozeznania). Już teraz, podczas przekazu ze sceny widać kolory, pokazujemy je wszystkim, którzy potrafią te sprawy zobaczyć jako potwierdzenie, że wszystko, o czym tutaj mowa, to prawda. Rodzaj informacji zawarty w niniejszym przekazie wcale nie jest niestosowny. Niczego od was nie wymagamy, do niczego nie zmuszamy. Pragniemy jedynie, abyście na chwilę otworzyli serca. Czy pamiętacie pierwszy przeskok w waszej świadomości? Czy pamiętacie tę nowo nabytą uważność? „Czy to możliwe, że to prawda? A jeśli to prawda, to co dalej?” Ten pierwszy przeskok w świadomości sprawia, że zakochujecie się w Bogu. „Czy to możliwe, że wszystko, o czym mówił channeler to prawda? Co, jeśli życie to coś zacznie więcej?” Jest to doprawdy bardzo ważny przeskok. A jednak 90% Ludzkości nigdy doń nie dojdzie. Tylko mniej niż pół procent wszystkich Ludzi zdobędzie się na ten przeskok.
Jednakże to całkowicie wystarczy! Sami policzcie; pół procent siedmiu miliardów to wciąż bardzo dużo Ludzi! To dużo światła. A co się dzieje, potem kiedy już zaczyna się czuć miłość bożą we własnym sercu? Wtedy się zastanawiacie, czy to, co czujecie jest prawdziwie, nieprawdaż? Niektórzy stłamszą w sobie to poczucie, gdyż nie potrafią w to uwierzyć. A przecież to prawda. Czy zdajecie sobie z tego sprawę, co się z wami dzieje podczas tego przeskoku w świadomości? Zastanawiacie się wtedy, czy schwycić tego towarzyszącego wam przez całe życie anioła za rękę. Anioł ten ma swoje imię; ten anioł to Wyższe Ja każdego z was. Na tym polega pierwszy przeskok świadomościowy i jest on doprawdy doniosłą sprawą.
Drugi przeskok następuje wtedy, kiedy decydujecie, że to wszystko to prawda i postanawiacie coś z tym zrobić. Wszystkie osiem przeskoków w świadomości to taki swoisty szablon Ludzkiego rozwoju duchowego, jednakże większość nigdy nie wychodzi poza punkt pierwszy. Będą uczęszczali na podobne naszemu spotkania tylko po to, aby tę energię poczuć. Będą wierzyć w prawdziwość wszystkiego, o czym mowa, będą czuli wzrastającą w ich wnętrzu miłość bożą, lecz na tym poprzestaną, gdyż często jest to wszystko, czego pragną i czego im potrzeba. Jednakże wielu będzie chciało czegoś więcej i to oni będą się dopytywać, mówiąc: „Co mogę uczynić, aby być bliżej tego anioła, którego odkryłem we własnym wnętrzu? Czy mam coś teraz na Ziemi do zrobienia? Czy istnieje jakaś metoda na kontakt z Bogiem? Jeśli tak, to co to takiego i co z tym robić dalej?” Drugi przeskok świadomościowy sprawia, że Człowiek zaczyna pchać drzwi wiodące na drugą stronę zasłony. Każdy z was, którzy tutaj siedzicie, sami dobijaliście się do tych drzwi. Większość z was te drzwi pchała. Och i tutaj sprawy zaczynają wyglądać trochę strasznie, nieprawdaż? Dzieje się tak, gdyż teraz oto macie postępować na przekór tej rzeczywistości, którą znacie od urodzenia! Możecie stracić przyjaciół i znajomych, a wszystko dlatego, że ten drugi przeskok stawia was na ścieżce ku wiedzy. Błogosławiona Istota Ludzka, która przechodzi drugi przeskok świadomościowy, gdyż oto co wam obiecujemy: Żaden z was nie zostanie pogrążony w ciemności, ani pozostawiony samemu sobie. Po drugiej stronie tych drzwi istnieje legion istot anielskich i kiedy je pchniecie, legion ten wleje się w wasze życie. Pierwsze, co wtedy poczujecie, to spokój wobec tego, co uczyniliście, wobec podjętego kroku. Niech będzie to dla was dowód, że to, co uczyniliście jest stosowne, dzięki czemu czujecie, że idąc przez życie jesteście kochani.
„No dobrze, Kryonie. A jak to zrobić?” Każdy poszczególny Człowiek robi to na swój własny sposób. Niektórzy w medytacji zadadzą pytanie: „Jestem gotów, pokaż mi co robić dalej?” inni będą odpowiedzi szukali w książkach, będą szukali stopni ku wzniesieniu i szukali jakichś systemów. Wszystko to jest stosowne i poprawne. Każdy Człowiek ma swoje własne potrzeby w zależności od wychowania, kultury, w której się wychował oraz do ziemskiego doświadczenia. Bóg patrząc na was nie powie: „Nie, robisz to nie tak”. Bóg jest cierpliwy. Jeśli macie zamiar wspinać się po tysiącu schodów, to my będziemy się wspinać razem z wami. Na tym polega miłość boża, która nie zna żadnego osądu. Czy zatem należycie do tych, którym do tego potrzeba jakiegoś systemu? Anioły będą przy was siedziały, kiedy będziecie tego systemu używali.
Niektórzy powiedzą mi na to: „Taka odpowiedź niczego nie wyjaśnia! Mówisz, że cokolwiek byśmy nie zrobili, to będzie to właściwe, tak?” Tak! Możecie popchnąć te drzwi jak tylko wam się podoba. Poświęćcie na to tyle czasu, ile uważacie za stosowne. Efekt tego wszystkiego będzie taki sam: zaczniecie odczuwać własne mistrzostwo. Nie będziecie wiedzieli, co z tym robić, ale będziecie wiedzieli, że to prawda i że to osiągnęliście samodzielnie.
Ciężko mi to wytłumaczyć. To tak, jakby żyjący od urodzenia w ciemności Człowiek raptem otworzył drzwi, do pomieszczenia, gdzie świeci jasne światło. Jedni będą wtedy stali na progu, nie wiedząc co robić dalej, nie mając ochoty odkrywać, co tam jeszcze może być. Inni zaś tylko trochę uchylą tych drzwi by zobaczyć, co to takiego, to światło. Jeszcze inni od razu szeroko otworzą podwoje mówiąc: „Kochany Duchu, jestem gotowy, chodźmy! Mów mi, co powinienem robić?” Na tym polega drugi przeskok świadomościowy i raz ten proces rozpocząwszy, trudno go zatrzymać. Dzieje się tak, gdyż raz coś poznawszy, Człowiek nie potrafi się tego oduczyć, zwłaszcza jeśli jest to coś naprawdę bardzo głębokiego, jak poznanie Boga. Pozwólcie, że was zapytam: jak już raz poczuliście miłość bożą, raz widzieliście pokazywane wam kolory, to czy można o tym wszystkim potem zapomnieć? Czy można udać, że się tego nie widziało? Czy można udać, że nic z tych rzeczy się nie poczuło? Odpowiedź: Nie. Dobrze będziecie wiedzieli, czego doświadczyliście.
Co następuje potem, jest bardzo ciekawe. Często między tym drugim przeskokiem i następnym mija sporo czasu. Zależy to od tego, jak szybko dany Człowiek ma się zamiar rozwijać. Przypominam, mówimy wam o tym w tym miejscu, bez żadnego osądu. Niektórzy mówią: Coś takiego nie powinno mi zabrać dłużej niż kilka dni, czy tygodni”. Doprawdy? A jak będziecie mierzyć własny postęp? Skąd będziecie wiedzieli, że doszliście do jakiegoś końca? To nie tak; jest to coś bardzo osobistego. Na sali wśród was siedzą ludzie, którzy mogą wam tutaj pomóc, gdyż ich celem życia jest pomaganie innym w otwieraniu drzwi. Czy zaczynacie to rozumieć? Są to Ludzie, którzy nauczą was, jak się odprężyć w miłości bożej, jak w tej miłości się zrównoważyć. Słyszeliście wcześniej, co miała wam do powiedzienia Nauczycielka Peggy [Phoenix Dubro, oryginatorka EMF Balancing Technique®, która miała prelekcję przed channelingiem]. Czy wiadomo wam, jakie ona ma na Ziemi zadanie? Wcale nie tak trudno je określić. Ono polega na pomocy wam w utrzymaniu równowagi, abyście mogli w sercu czuć miłość bożą. Zatem kiedy przejdziecie przez wszystkie fazy jej sposobu pracy z energią [a jest ich XII plus jedna- przyp. tłum.] i stajecie się absolwentem, dopiero wtedy możecie powiedzieć: Teraz dopiero lepiej rozumiem, na czym polega wewnętrzne mistrzostwo”. Peggy pomaga Ludziom w otwieraniu drzwi i rozumieniu światła. Jej metoda pracy z energią była na Ziemi zupełnie nieznana 25 lat temu. Czy wiecie dlaczego? Wibracja samej Ziemi nie była wtedy do tego gotowa. Przed Harmoniczną Konwergencją [sierpień 1989] te sprawy było na Ziemi ciężko zrozumieć. Wiele innych metod pracy z energią także wyłoniło się po tamtej dacie, a zostały one wam przekazane jako nowe informacje w nowej energii, w duchu odkrycia.
Trzeci przeskok jest najcięższy do wytłumaczenia i następuje wtedy, kiedy Człowiek nareszcie zaczyna widzieć sens w bilansie światła i ciemności we własnym życiu. Mówiliśmy wam o tym już kilka miesięcy temu, gdyż jest to wam najciężej zrozumieć i zaakceptować. Jest to jednakże konieczny krok ku dalszym przeskokom, gdyż świadomość już taka po prostu jest. Nikt z was nie przejdzie przez następie drzwi, zanim nie przejdzie przez te, gdyż wszystkie przeskoki wiodą do doświadczania kolejnych. Przechodzicie przez nie wszystkie liniowo, jeden po drugim, nie dlatego, że są ciężkie czy skomplikowane, ale dlatego, że w nich tkwią pewne odmieniające na zawsze świadomość objawienia.
Ludzie w 3D czynią bardzo ciekawe obserwacje; jeśli przytrafia się im coś wspaniałego, dostępują uzdrowienia, czy coś w tym rodzaju, to zwykle mówią wtedy: „To pochodzi od Boga! Dzięki, Boże!! Jeśli zaś przytrafia się im coś naprawdę okropnego, kiedy zdawać by się mogło, że porywa ich w jakieś nieciekawie miejsce ciemność, to ktoś taki mówi wtedy: To na pewno za sprawą Szatana! Tylko Szatan mógł minie chwycić i ściągnąć na manowce”. Widzicie, Ludzie pod tym względem są bardzo interesujący. Im się wydaje, że za nic w życiu nie są odpowiedzialni. Jeśli w ich życiu dzieje się coś dobrego, to za sprawą Boga, a jak coś złego, to za sprawą Szatana. Pozwólcie zatem, że się więc was zapytam: W takim razie, po co wy tutaj żyjecie? Czy żyjecie niby neutralni i tylko czekacie, która z istot nadprzyrodzonych schwyta was najpierw? Czyż sami za nic w życiu nie jesteście odpowiedzialni?
Błogosławiony ten, kto uzmysławia sobie tkwiącą wewnątrz moc nad ciemnością i światłem. Tam wewnątrz kryje się i Bóg, i jego bark. Pozwólcie, że wam w tym miejscu zdefiniuję, co to ciemność: Ciemność to brak światła. Światło to pełna mocy iluminacja niezawierająca w sobie żadnej ciemności. Ciemność nie potrafi uczynić nic, co by mogło wpłynąć na światło, choć światło jest zdolne zniszczyć ciemność. Swym istnieniem na Ziemi, każda Istota Ludzka ma wolny wybór w stworzeniu sobie albo jednego, albo drugiego.
Oto co w tym wszystkim najbardziej niesamowite, a czego nie chcecie przyjąć do wiadomości: wszystkie demony, które mogliście widzieć, czy doświadczać, czy o jakich słyszeliście, zostały stworzone mocą Ludzkiej świadomości. Wszystkie najpiękniejsze cuda, jakie kiedykolwiek na Ziemi oglądaliście pochodzą z Ludzkiej świadomości. Mistrz światła tkwi w każdym z was!
Kiedy żył tutaj Mistrz Miłości, Żyd Jezus, to czyż nie mówił wam: „Jam Jest Syn Boży, tak samo, jak każdy z was?” [Aluzja do słów zawartych w 1 Liście do Koryncjan, 3-6: Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? ] Przecież tak jest napisane, sprawdźcie to! Jego słowa to uznanie synostwa bożego wewnątrz każdego z was. Kiedy Człowiek zrozumie, że nie ma żadnej walki o panowanie nad jego duszą, że sami są odpowiedzialni za wszystko, za światło i za ciemność, jest to w ich życiu bardzo ważny przełom. Nazywa się to podjęciem odpowiedzialności za wszystko. Przyjmujecie do wiadomości, że nikt w niczym wam nie zawinił, nie sprawił, że sami czujecie się jakoś niegodni. Nikt na was nie czyha. Każdy z was jest wartościowy, każdy zdolny samodzielnie nieść światło.
Zatem przejdźmy do ostatniego w tym przekazie przeskoku. Zanim jednak to nastąpi, zróbmy powtórkę. Najpierw Ludzka świadomość się poszerza poprzez ciekawość. Następnie wobec tego, co Człowiek zdołał odkryć przez ciekawość, przychodzi pora na podjęcie decyzji, co z tym robić dalej, w wyniku czego postanawia otworzyć drzwi do światła. Wtedy w życie takiego Człowieka wlewają się odpowiedzi na jego życiowe kwestie, co odmienia go do tego stopnia, że poznanie Ducha zalewa komórki jego ciała, taki Człowiek staje się bardziej wyczulony na intuicję, intuitywnie otrzymuje przekaz o tym, jak się sprawy mają, co się okazuje poprawne. Człowiek staje się więc mniej osądzający, bardziej przypomina Syna Bożego, gdyż podobnie jak on sam wyzbywa się w życiu własnej złości, dzięki czemu odpada od niego dramat, co przyjmuje jako potwierdzenie tego, że jak dotychczas jest na właściwej ścieżce. Następnie taki Człowiek dostrzega w sobie całe spektrum energii światła i ciemności, uzmysławiając sobie własne mistrzostwo, i dochodzi do czwartego przeskoku świadomościowego.
Definicję tego przeskoku przytoczyliśmy wam niemalże 20 lat temu… nazywając go „implantem neutralnym”. [I Księga Przekazu Kryona, „The End Times”.] Jest to wszczepienie wam pozwolenia na pójście naprzód bez karmy. Jest to pojęcie trudne do wytłumaczenia, jednak tłumaczyliśmy je wam już niejednokrotnie.
Czwartym przeskokiem świadomościowym jest zmazanie karmy urodzeniowej oraz zrozumienie własnego udziału w życiu na duchowej ścieżce. Jeśli ktoś nigdy nie postanawia poszerzyć swej świadomości, to zawsze będzie odpracowywał karmę, gdyż stanowi ona część systemu Akaszy. Chyba się orientujecie, że nie żyjecie tutaj po raz pierwszy? Wszystkie te wcześniejsze życia budują pewną kumulatywną energię i stąd przeszłe życia wywierają wpływ na potencjały dostępne wam w obecnym. Na tym polega znany wam od bardzo dawna system zwany karmą.
Pozwólcie, że obecnym na sali rodzicom zadam pytanie odnośnie do waszych dzieci: Czy kiedy przyszły na świat, to były jak niezapisana tablica i musieliście ich wszystkiego uczyć od nowa? Dobrze wiecie, że to nie tak. Niby kto ich uczył zazdrości? Ko ich uczył złościć się i wpadać we wściekłość? Kto ich uczył bać się wody, czy pewnych zwierząt? Wy przecież ich tego nie uczyliście, nieprawdaż? Skąd się więc u nich to wzięło? A dlaczego jedno dziecko rodzi się wszechstronnie utalentowane, a drugie jest pozbawione najmniejszego talentu? Dlaczego jedno pięknie okazuje miłość, a drugie jest takie mądre? Ach, przecież wiecie, o czym w tej chwili mówię? Dlaczego jedno walczy ze wszystkim, drugie zaś nie? Odpowiedź: Karma. Dzieci się rodzą z energią predyspozycji i one z nimi pozostaną na zawsze, będą je pchały do tego, a odciągały od tamtego, będą im dawać poczucie niezakończenia pewnych spraw.
Każdy Człowiek ma taki przymiot, chyba że sam podejmie decyzję się tego pozbyć. Możliwość wymazania karmy istnieje na Ziemi od ponad 20 lat. Obecnie jest to dostępne każdemu, kto tutaj siedzi, bądź to czyta. Kochani, zaraz wam coś na ten temat powiem. Niektórzy z zebranych przede mną wciąż mają karmę. Karma ta odpowiada za wiele wyzwań, gdyż nigdy nie wyraziliście zgody aby ją wymazać.
Oto powtórka, jak wymazać karmę. Wymazujecie tę energię niedokończenia, zwaną karmą, tym samym schodząc ze ścieżki skłonności i zaczynacie sami sobie stwarzać nowy rodzaj energii, jakbyście się już urodzili pozbawieni wszelkiej karmy, przez co zmieniają się charakterystyczne przymioty, określające wasze dotychczasowe życie. Opuszczą was bojaźnie i obawy, gdyż stanowią część karmy. Mój partner tak postąpił i nawet pamięta, gdzie i kiedy to zrobił. Kiedy się urodził bardzo pragnął służyć jako officer w marynarce wojennej oraz miał zadatki na pustelnika. Kiedy jednak wyraził pozwolenie na wymazanie karmy, wszystko to od niego odeszło. Teraz jego prawa półkula mózgowa jest tak samo rozwinięta, jak lewa. Wiele z tego, z czym się urodził także zniknęło i zostało zastąpione tym, czego sam pragnął posiąść. Błogosławiona Istota Ludzka, która podejmuje taką decyzję, gdyż coś takiego jest najpierw niewygodne, lecz potem daje wiele nagród, kiedy dochodzi się do wniosku, że się zawiaduje własną przyszłością.
Na zakończenie: gdy Człowiek rzuca energię karmy, z którą się urodził, to tak, jakby nago staną przed obliczem Boga, gdyż doprawdy nie wie, dokąd w życiu zmierza. Nie wie, jakiej synchronii oczekiwać, która wskaże, dokąd iść dalej. Nie wie ani czego oczekiwać, ani gdzie się w życiu znalazł. To tak, jakby stał cały czysty i gotowy na stworzenie sobie nieznanej jak dotąd ścieżki. Dla Człowieka jest to sytuacja niewygodna, wprowadzająca w niepokój. Jednakże, jak była mowa przy drugim przeskoku na naszej liście, rzucamy przed wami wyzwanie, abyście tę niepewność celebrowali. „Oto Boże stoję sobie tutaj i nie mam pojęcia, co dalej. Czyż to nie wspaniałe?” Wasi krewni i znajomi będą się wam przyglądać mówiąc: „On chyba do reszty oszalał!” Ale jak im wytłumaczyć, że stoicie tak ramię w ramię z całym legionem anielskim trzymającym was za rękę?
Przy czwartym przeskoku macie całą wspaniałą grupę pomocniczą i ona wtedy zaczyna się ujawniać. Dzięki czwartemu przeskokowi świadomościowemu możecie wchodzić w ciemność nucąc sobie pod nosem, nie obawiając się żadnych zasadzek trójwymiarowego systemu. Dzieje się tak, gdyż przeskok ten pozwala wam zrozumieć, że sami bierzecie udział we własnym dziele stwórczym. A jak można się obawiać czegoś, co się samemu stwarza? Jak można się bać choroby, skoro samemu stwarza się własne uzdrowienie? Czyż nie sądzicie, że wiem, kto się tutaj znajduje?
Kochane Istoty Ludzkie, nie żegnamy się z wami, gdyż zaraz spotkamy się ponownie. Dla mnie to tak, jakby Lee tylko mrugnął oczami i znów pora na spotkanie i ciąg dalszy. Dla was nasze rozstanie dobrze wam zrobi. Nie zdziwcie się, jeśli w drodze do siebie będą wam towarzyszyły anioły. Nie zdziwcie się, jeśli niektóre z nich nie dadzą wam dzisiaj zasnąć. Niby dlaczego miałoby być inaczej? Może jednak zdecydujecie się popchnąć te drzwi nieco mocniej, bo one aż nie mogą się doczekać, żeby pochwycić was za ręce. Czy im na to pozwolicie? Czy im pozwolicie was schwycić za ręce? Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej i jestem w Ludzkości zakochany. Ciąg dalszy nastąpi jutro.
I tak jest.
Zdj. Keith Allen Kay

piątek, 26 listopada 2021

Miłosierdzie wobec samego siebie

 Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Polska transkrypcja przekazu wstępnego Kryona ze spotkania w Kręgu Dwunastu z dnia 17 lutego, 2021 roku
 
Miłosierdzie wobec samego siebie
Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Na początku niniejszej serii mówiliśmy, że w tym miesiącu przedstawimy wam cztery oblicza, miłosierdzia. Miłosierdzie ma więcej obliczy i aspektów, jednak skupimy się na czterech, jedne z których są łatwe do zrozumienia, a inne trudniejsze. Dzisiaj opowiemy o trzecim obliczu. Spośród wszystkich, o których mowa w tym miesiącu trzecie oblicze jest najbardziej katalityczne. Liczba trzy symbolizuje katalizator, zapowiada nadchodzącą zmianę. Jeśli potraficie zrozumieć to, o czym wam dzisiaj opowiem, wiedzcie, iż jest to zagadnienie szczególnie trudne. Dzieje się tak, gdyż dzisiaj chodzi nam o miłosierdzie wobec samego siebie, czyli dotyczy ono każdego z was osobiście.

Rozpocznijmy tak, jak zaczynaliśmy dwa poprzednie przekazy, od definicji miłosierdzia. Nie jest to definicja, którą można znaleźć w jakimś słowniku, określająca to, jak miłosierdzie postrzega się w danej kulturze; jest to definicja miłosierdzia pochodząca od nas. Co, waszym zdaniem, jest najdoskonalszą formą miłosierdzia? Będzie to oczywiście miłosierdzie pochodzące z drugiej strony zasłony, które można przekazać, osiągnąć, czy sobie przyswoić tak, aby stało się częścią was samych, a co jest możliwe, gdyż dusza każdego z was stanowi część Źródła Stwórczego.

Ponownie przekażę wam definicję miłosierdzia. Naszym zdaniem, miłosierdzie to połączenie z umysłem Ducha, umysłem Boga, jeśli tak to chcecie nazwać, umysłem Źródła Stwórczego. Jest to rodzaj połączenia, ze Źródłem Stwórczym, pozwalającego na zespolenie się nadające wam energię dojrzałej dobroczynności, otwartość serca oraz zrozumienie wszystkiego, co was otacza. Powtarzam, choć nie koniecznie dosłownie, aby was nie zanudzać: Miłosierdzie to łącze ze Źródłem Stwórczym pozwalające na zespolenie się umożliwiające osiągnięcie energii otwartości serca, dojrzałych uczuć, które z kolei pozwalają wam na zrozumienie wybiegające daleko poza to, które osiągnęliście przed zespoleniem.
Co następuje, to opis co robić po osiągnięciu tak zrozumianego miłosierdzia, co stanowi trzecie oblicze miłosierdzia i jest to miłosierdzie wobec samego siebie. Jeśli sobie przypominacie, oblicza omawiane w poprzednich dwóch przekazach mogły być łatwiejsze do zrozumienia, gdyż odnosiły się do innych. Dzisiaj mowa o każdym z was z osobna. Jednym z najtrudniejszych tematów, jaki można poruszyć, oczywiście jest zagadnienie miłości wobec samego siebie, ale odłóżmy go na inną porę. Teraz porozmawiajmy o tym, co to znaczy być miłosiernym w stosunku do samego siebie? Niektórzy powiedzą mi: „Kryonie, mówiąc o miłości i miłosierdziu, nawet nie wiem, czy w ogóle jest między tymi uczuciami jakaś różnica?” Inni zaś odpowiedzą: „Nawet nie wiem, jak się do tego zabrać?” I jedni, i drudzy będą mieli rację; ciężko jest spojrzeć na siebie z perspektywy miłości czy miłosierdzia.
Niemalże cała świadomość, zwłaszcza Ludzka, rozpoczyna się od walki o przetrwanie. Nawet później, kiedy osiągacie już dojrzałość oświeconej Istoty boskiej — którą jakże wielu z was już osiągnęło — wciąż postrzegacie siebie w zupełnie innym świetle. Wielu idzie przez życie i doświadcza niesamowitych zmagań, cały czas walczy. Wydarzają im się różne rzeczy i nie rozumieją, dlaczego tak się dzieje? Kiedy coś się im przytrafia, mówią: „Nie wiem, co takiego zrobiłem złego, pewnie jestem ofiarą życia. Może w tym życiu nikt się o mnie nie zatroszczy?” I mówią tak za każdym razem, kiedy coś im się wydarza. Teraz się zapytacie: „Jak mogę być wobec siebie miłosierny, skoro ciągle mi się takie rzeczy wydarzają?” „Aha, już wiem” – odpowiadacie sami sobie – „Trzeba się nad sobą zmiłować. Będę sobie bardzo współczuł. Tak, to jest to: zlituję się nad sobą”. [Kryon się śmieje.] A przypominacie sobie pierwszy przekaz z naszej serii? Kochani, litość to nie miłosierdzie. Przecież przytoczyliśmy wam definicję miłosierdzia. Miłosierdzie wcale nie polega na litowaniu się nad samym sobą, czy nad kimś innym, och, nie. I oto teraz mamy przed sobą zagadnienie miłosierdzia wobec samego siebie.
Przez co w życiu przechodziliście? Nieważne, czy jesteście teraz młodzi, czy w starszym wieku. Każdy z was miał doświadczenia, które być może sprawiły, że obecnie czujecie się, jakbyście byli niedostateczni, czegoś wam brakowało, jesteście pokonani, czy przygaszeni. Podobne uczucia są właściwe wszystkim świadomym istotom, w czasie dojrzewania. Każdy z was może spojrzeć na dotychczasowe życie i powiedzieć: "Dużo przeżyłem i wciąż żyję oraz uczę się, jak być bardziej dobroczynnym wobec siebie”. Możecie tak mówić, gdyż na tym polega cała ta nauka, nieprawdaż? Jest to temat naszej nauki, czyż nie? Na tym polega sens Kręgu Dwunastu. Zasiadacie na krześle i zaczynacie patrzeć na własne życie z innej perspektywy. Czy stać was na miłosierdzie wobec odbywanej podróży? Powtarzam, połączenie z umysłem Boga zespolenie się w dobroczynności i zrozumieniu, nauczenie się otwartości serca wobec samego siebie. Zwracam się do każdego z was: Czy możecie się cofnąć i przyjrzeć się sobie mówiąc: „Wow, ale życie! Ależ miałem/miałam przeżycia!” Dobrze wiecie, o co mi w tej chwili chodzi.
Pragnę wam teraz przypomnieć pewien zwrot, którego niegdyś używaliśmy częściej: „żelazo ostrzy się żelazem”. Czy ostatnio macie wrażenie, jakby was ostrzono? Jeśli tak, to czy potraficie zdobyć się na miłosierdzie wobec samych siebie nie jako ofiary, lecz jako zwycięzcy? Spójrzcie an siebie jako na zwycięzcę w sensie, że wiele doświadczyliście i przez to wszystko jednak przeszliście, gdyż tak też i było, inaczej byście tego programu nie oglądali. „Wow! Ale to robi wrażenie!” Możecie posiąść miłosierdzie wobec samego siebie poprzez połączenie z umysłem Boga, poprzez spojrzenie na siebie z otwartością serca, z dobroczynnością. Może nawet zobaczycie siebie, jak zasiadacie na krześle i mówcie sobie: „Żywię miłosierdzie do tej duszy, która przezwyciężyła tyle przeciwności i tyle przeżyła! Ta dusza to zwycięzca to żadna ofiara”. Przejście z ofiary do zwycięzcy stanowi sedno miłosierdzia do samego siebie.
Zapraszam niektórych z was abyście kilka razy posłuchali/przeczytali niniejszy przekaz i dobrze zrozumieli, co pragnę wam powiedzieć, o co mi tutaj chodzi. Najtrudniej przychodzi wam nabranie dystansu do samego siebie. Wcześniej prosiliśmy was, abyście zaczęli siebie kochać. Możecie kochać samych siebie za wszystko, co w życiu przeżyliście, oraz ze względu na świętość waszej świadomości. Macie prawo się kochać, gdyż każdy z was jest stworzeniem bożym, każdego z was Stwórca kocha co z kolei daje wam możliwość żywienia miłosierdzia także wobec samego siebie.
Powtarzam. Miłosierdzie to katalizator stwarzający inne rzeczy. Jeśli potraficie okazać trzy oblicza miłosierdzia, o których była już mowa, co się stanie następnie, będzie wyjątkowe. Czy wiecie, że miłosierdzie eliminuje strach? Jeśli jesteście Człowiekiem miłosiernym, na wszystko patrzycie inaczej, nawet na samego siebie. Załóżmy, że zapuszczacie się gdzieś w nieznane, albo nawet, że przytrafia się wam coś negatywnego. Czy po wszystkim, potraficie się cofnąć i spoglądając wstecz powiedzieć: „WOW! I to przeżyłem/przeżyłam. Żelazo ostrzy żelazo”.
Czy potraficie spojrzeć na siebie, jako przechodzących przez szereg zwycięstw? Czy możecie spojrzeć na siebie jako zwycięzców triumfujących nad strachem, triumfujących nad przeciwnościami? Jest to przeciwieństwo tego, co niektórzy z was dotychczas powtarzają: „Och, znów mi się to przytrafia i pewnie jeszcze nie raz się trafi. Nigdy nie mogę się w życiu wyrwać do przodu!” [Kryon się śmieje.] przecież mówimy wam, że nie to jest waszą spuścizną. Nie po to żyjecie na Ziemi. Żyjecie tutaj, aby wszystko to pokonać i wejść w światło, które następnie stwarza sytuacje, których się nie spodziewacie. Jeśli potraficie żywić miłosierdzie, to jest to element boski. Element ten zaczyna się w was rozrastać stając się drugą naturą. Nie tylko zaczynacie żywić miłosierdzie wobec innych i planu, o czym była mowa w poprzednich dwóch częściach, ale zaczynacie je żywić wobec samych siebie. Kiedy tak się staje, to zaczyna się uzdrowienie. Komórki ciała, być może czająca się tam choroba, wszytko inne co wydaje się wam, że tkwi w genach zaczyna ustępować tylko dlatego, że postanowiliście odnosić się do siebie miłosiernie. To wtedy zaczyna się uzdrowienie. To wtedy wymazujecie wszystko, co temu uzdrowieniu stoi na przeszkodzie. Wydłużacie sobie życie. O tym wszystkim mówiliśmy wam już nie raz. Im bardziej miłosierni się stajecie, tym częściej będziecie się znajdować na właściwym miejscu, o właściwej porze, aby korzystać z synchronii, o które zawsze się modlicie. Na tym polega miłość, o której tak często mówimy, że jest możliwa, a która jest możliwa dzięki świętemu miłosierdziu wrodzonemu w Człowieka. Ono tkwi w duszy każdego z was i jest łatwo dostępne. Musicie jedynie nauczyć się go używać i jak z nim pracować; a im częściej się to robi, tym lepiej wychodzi. Z czterech obliczy miłosierdzia, to jest najtrudniejsze: miłosierdzie dla samego siebie. Gratuluję, jeśli zrozumieliście mój dzisiejszy przekaz, gdyż przekazujemy go z miłością i miłosierdziem, które Bóg żywi do każdego z was z osobna.
I tak jest.
Zdj. Andre Ferrella

czwartek, 25 listopada 2021

Akt miłosierdzia

 Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

 

Polska traskrypcja przekazu wstępnego Kryona zse spotkania w Kręgu Dwunastu z dnia 24. Lutego, 20221 roku.
Akt miłosierdzia
Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Za każdym razem, kiedy się spotykamy, bardzo jesteśmy świadomi, kto przed nami zasiada. Dobrze znamy wszystkich, którzy nas słuchają i czytają. Od lat przekazujemy wam nowiny i od lat są one nagrywane i umieszczane w miejscu, skąd można je za darmo pobierać i słuchać o każdej porze. Lata temu prosiłem mego partnera, aby tak uczynił. Od lat przypominam wam także, iż dla istot wielowymiarowych nie robi różnicy, kiedy słuchacie naszego przekazu, czy go oglądacie, gdyż i tak jesteśmy świadomymi, kto nas będzie słuchać.
Świadomość słuchaczy. Jeśli słuchacie, czy oglądacie nasz program z nagrania, rok po transmisji, to my i tak was widzimy. Stanowicie część rodziny, zawsze jesteśmy z wami, żaden z was nigdy nie jest pozostawiony samemu sobie. Wasze oczy i uszy, wasza świadomość jest z nami, tu i teraz. Mamy miłosierdzie do tego procesu, gdyż na tym polega miłosierdzie Źródła Stwórczego. Znamy każdego z was, zatem niezależnie, kiedy nas czytacie, oglądacie, czy słuchacie, zawsze transmitujemy na żywo. Od zawsze pragnęliśmy się z wami tym spostrzeżeniem podzielić, gdyż taka świadomość was jako odbiorców czyni to, co robimy tak głębokim.
Niniejsze to ostatni przekaz z serii czterech o miłosierdziu. Oczywiście w przyszłości możemy jeszcze nie raz o nim mówić, jednak seria ostatnich czterech jest czymś, czym pragniemy się teraz z wami podzielić w związku z zaistniałą na Ziemi sytuacją. Po raz czwarty powtórzymy definicję miłosierdzia tak, jak je odbieramy po drugiej stronie zasłony, a nie tak jak się to pojęcie definiuje na podstawie słownika. Zresztą nawet ta definicja, którą za chwilę wam przekażę, także jest pełna metafor. Posłuchajcie: miłosierdzie to połączenie z Bogiem, Duchem, Źródłem Stwórczym, które pozwala na zespolenie z energią otwartości serca, z dojrzałą dobroczynnością, ze zrozumieniem wszystkiego, co jest.
Powtarzam i wyjaśniam jeszcze bliżej: Miłosierdzie to połączenie ze źródłem Stwórczym. Jest to krytyczny, pierwszy krok: połączenie z Duchem. Następnie zrozumcie, że takie połączenie pozwala wam na całkowite zespolenie się z czymś, z czym na co dzień się nie zespalacie: z energią, z otwartością serca. Być może niektórzy czują, że daleko im do takiego stanu. Gdybyście byli połączeni, poczulibyście to inaczej, osiągnęlibyście otwartość serca i dojrzałą dobroczynność, a nie tylko zwykłą dobroczynność/życzliwość/uprzejmość. Dojrzała dobroczynność pochodzi od Starych Dusz, które tak wiele przeżyły i doświadczyły, które się urodziły w tych czasach (i wciąż się rodzą) rozumiejąc różnicę między dobroczynnością i dojrzałą dobroczynnością. Na koniec przychodzi zrozumienie tego, co przed wami. Jest to doprawdy ważny punkt. Wielu nie rozumie tego, co widzą, gdyż polegają jedynie na tym, co widać w 4D. Ci, którzy są wielowymiarowi widzą jaśniej, nawet może trzykrotnie jaśniej, posiadają lepsze zrozumienie tego, co postrzegają w związku z czym osiągają spokój. Na tym polega miłosierdzie.
Czwartym obliczem miłosierdzia jest coś, o czym nauczam was od lat, a co nazwałem aktem miłosierdzia [w oryginale: „compassionate action”, co wcześniej tłumaczyłam jako „miłość w akcji” – przyp. tłum.] Założenie: Kiedy wyrażacie miłosierdzie w którymkolwiek z wcześniej wymienionych trzech obliczy: (1) wobec innych, (2) wobec planu i (3) wobec samego siebie, to jaki rodzaj działania wynika z tak zrozumianego miłosierdzia? Jak wtedy postępujecie? Aktów miłosierdzia nie wyraża się zawsze, nie jest to coś automatycznego. Wielu z was jest ludźmi miłosiernymi, którzy jedynie posiadają empatyczne wyczucie pewnych spraw, którzy pod wpływem tych odczuć wyrabiają sobie pewną percepcję i kropka; na tym poprzestają. Nie ma w tym nic złego, ale podaję teraz całą resztę znaczenia tak pojętego miłosierdzia. Zatem, osiągnąwszy miłosierdzie wobec innych, wobec planu i wobec samego siebie, co dalej? Poniżej opis tego, co rozumiemy przez pojęcie aktu miłosierdzia.
Co wy na to, jeśli wszystkie oblicza miłosierdzia są dwuczęściowe? Drugą ich częścią jest zrozumienie, uzmysłowienie i wtedy przychodzi kolej na akcję: Patrzycie na coś, rozumiecie to i podejmujecie działanie. Niemalże wszystko, co w takim stanie uzmysłowienia czynicie będzie aktem miłosierdzia. Pozwólcie, że podam na to przykład. Żywicie miłosierdzie wobec pewnej osoby. Cofamy się teraz do pierwszego opisanego oblicza miłosierdzia, tego żywionego wobec innych. Jak wspominaliśmy, nie polega ono na tym, żeby się nad tym kimś litować, czy mu współczuć. Miłosierdzie to nie litość. Żywiąc miłosierdzie zepspalacie się z Duchem postrzegając Pełnię danej osoby, wobec której je żywicie. Powiedzmy, że ten ktoś jest w żałobie po utracie ukochanej osoby. Powiedzmy, że spotykacie tę osobę właśnie wtedy, kiedy jest pogrążona w żałobnym smutku, kiedy płacze. Wszystko to dokładnie czujecie tutaj [Lee puka dłonią w serce] ogarnia was wielkie miłosierdzie wobec tej osoby, jej duszy, sytuacji, w której się znalazła. Jak postępujecie dalej? Ile macie w sobie mocy? Czy wydaje się wam, że wtedy jesteście połączeni z Duchem? Czy sądzicie, że do tej osoby trafi, co jej wtedy powiecie?
Powiadam wam, miliony nas słuchają wszystkiego, co do nas mówicie. Słyszymy was w każdej chwili. Co wam powiedziano na temat tego, czym jest modlitwa? W liniowości waszych czterech wymiarów nie macie na ten temat żadnego pojęcia! Za każdym razem, kiedy otwieracie przed Duchem wasze serca, jesteśmy tuż przy was. Więc widzicie, jak ten ktoś płacze i co wobec tego robicie?
Co by się stało, gdybyście położyli wtedy rękę na sercu i poprosili: „Kochany Duchu, daj tej osobie siłę i spokój! Widzę, jak ją tuli sam Bóg. Widzę jak osiąga głębsze zrozumienie zaistniałej sytuacji dzięki czemu ta sytuacja nie zaciąży na całej reszcie życia tej osoby”. „Widzę matkę opłakującą śmierć swego dziecka, wyraźnie widzę tę matkę, może więc zezwolisz, kochany Duchu i ześlesz jej energię miłości, aby doznała ukojenia?” Nic nie sprawi, że to, co się stało się odstanie, lecz jej reakcja na tę śmierć może się odmienić i całe życie będzie mogła patrzeć na to wydarzenie z innej perspektywy; może osiągnąć dojrzałą dobroczynność, dzięki której wciąż tę śmierć będzie pamiętała, lecz pamięć ta nie zabarwi całej reszty jej życia. Nie będzie musiała płakać za każdym razem, kiedy się jej ta śmierć przypomni. „Zamiast tego, spraw Duchu, aby poczuła miłość i osiągnęła zrozumienie”. Właśnie na tym polega akt miłosierdzia w tej sytuacji: natychmiast w ten sposób zaczynacie się za tę osobę modlić. Prosicie, aby Bóg zesłał jej miłość tak, aby ją poczuła. A może nawet więcej: „Kochany Duchu, niechaj ta osoba znajdzie światło tam, gdzie tego światła nie oczekuje”.
Możecie także zetknąć się z kimś pogrążonym w smutku, choć nie stracił nikogo bliskiego. To się zdarza, gdyż wiele Ludzi cierpi na depresję; są to osoby, które nie potrafią w niczym ujrzeć światła. Stykacie się z kimś takim i myślicie sobie: „Naprawdę życzę im poprawy samopoczucia, życzę im aby...” A przecież możecie zrobić dla nich coś więcej! Akt miłosierdzia w tym wypadku polega na tym, że łączycie się z Duchem — co zresztą przychodzi wam tak łatwo — pomagając im w osiągnięciu zrównoważenia. „Kochany Duchu, niechaj znajdą to, czego szukają. Postaw coś na ich drodze, czego nie będą mogli nie zauważyć tak, jak to miało miejsce w moim własnym życiu! Niech odnajdą to we właściwym dla nich miejscu, o właściwej dla nich porze, na zasadzie wolnego wyboru. Postaw na ich drodze coś, co natchnie ich spokojem, którego im na razie brak, a dzięki któremu będą mogli osiągnąć zrozumienie, że wcale nie muszą się o nic nieustannie martwić”. Przecież wielu z was znajdywało coś takiego na własnych ścieżkach.
Lee określa to mianem: „Made you look” [Idiomatyczne (i nieprzetłumaczalne) stwierdzenie, dające do zrozumienia, że coś niespodziewanie przyciąga naszą uwagę – przyp. tłum.] Jest to coś, na skutek czego, na zasadzie wolnego wyboru, postanawiacie się czemuś przyjrzeć dokładniej mówiąc: „Być może tkwi w tym coś więcej niż mnie o tym uczono? Co, jeśli w tym wszystkim w całym tym dziwacznym zjawisku channelingu, Duch ma jakiś wspaniały plan? Co, jeśli to wszystko jest naprawdę rzeczywiste? ” Jest to rzeczywistość daleko wybiegająca poza to, co wam na jej temat mówili wszyscy żyjący na Ziemi przywódcy duchowi. Co wy na to, że ta rzeczywistość wybiega daleko poza wszystko? Co wy na to, że każdy z was jest wspaniały?
Kiedy więc coś w ten sposób przykuwa waszą uwagę i się temu przyglądacie, mówicie sobie: „Aha!” To wtedy bierzecie udział w podobnych spotkaniach jak nasze. Zaczynacie zgłębiać wszystko, co wydłuża życie, czy powoduje uzdrowienie. I raptem w otoczeniu spostrzegacie kogoś, kto na ten temat nie ma najmniejszego pojęcia. Pod nosem mówicie wtedy: „Och, gdyby tylko on to wiedział, gdyby tylko on to wiedział!” I mówicie to z miłosierdziem, to teraz możecie także zadziałać z miłosierdziem poprzez modlitwę, czy wizualizację nawet samego odczucia miłosierdzia. „Kochany Stwórco, wiem, że kochasz tę duszę. Postaw na jej ścieżce coś, co przykuje jej uwagę, aby się temu, na zasadzie wolnego wyboru przyjrzała. I jeśli się temu nie przyjrzą za pierwszym razem, to pokaż im to jeszcze raz i jeszcze raz, tak, aby nareszcie ujrzeli światło i doznali ukojenia, tak samo, jak to uczyniłeś w moim życiu, jak to uczyniłeś w moim życiu”.
Akt miłosierdzia; co wy na to, że za każdym razem, kiedy ogarnia was miłosierdzie, możecie je okazać poprzez jakiś czyn? Kiedy okazujecie miłosierdzie wobec planu, o którym była mowa we wcześniejszej części naszej serii, na czym wtedy polega akt miłosierdzia? Natychmiast wchodzicie w przestrzeń serca i mówicie: „Kochany Duchu, dziękuję za wszystko, przez co kazałeś mi przechodzić, gdyż przywiodło mnie to do punktu, w którym sam, niczym po drabinie, zaczynam z tego wszystkiego wychodzić. Stając się coraz bardziej oświeconymi, jako Ludzkość wydobywamy się z brudów, oczyszczamy środowisko, społeczeństwa, kultury. Bardzo powolutku sprawiamy, że już nigdy więcej nie będzie wojen, zaczynamy się wzajemnie coraz lepiej rozumieć i ze sobą współpracować. Dziękuję ci za to”.
Czy to możliwe, żeby wdzięczność była aktem miłosierdzia? Tak. Jeśli raz doświadczyliście, co to jest miłosierdzie, to każdy z was potem jest zdolny samodzielnie wybrać, taki rodzaj działania, który będzie w danej sytuacji najwyższym aktem miłosierdzia. [Kryon się śmieje.] Tak, wiemy, że jest to pojęcie bardzo zaawansowane i dlatego przytaczamy je wam na zakończenie całej serii. Mam nadzieję, że zrozumieliście znaczenie wszystkich czterech obliczy miłosierdzia. A jeśli nie, to przecież zawsze możecie te przekazy przeczytać jeszcze raz, gdyż przekaz wstępy ze spotkań w Kręgu Dwunastu jest dostępny dla wszystkich, nie tylko tych, którzy biorą udział w cotygodniowych, odpłatnych spotkaniach. To, co czytacie teraz, bierzecie w tym udział „na żywo” i to do was się teraz bezpośrednio zwracam, mówiąc: „Wiem, kto mnie czyta”, tak samo, jak znam tych, którzy mnie oglądają podczas emisji programu na żywo. Jam Jest zakochany w Ludzkości Kryon.
I tak jest.
Zdj. Andre Ferrella

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...