Strony

poniedziałek, 31 maja 2021

W jedności ze wszystkim

 Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „One with Everything”

W jedności ze wszystkim
Kochani, nie da się ukryć kogoś, kto jest w jedności ze wszystkim! Takie osoby się świecą! Lśnią jasnym światłem, uśmiechając się w radości zjednoczenia. – KRYON
Osobisty wgląd Lee:
Jeśli stykacie się z taką kartą, stanowi ona oznajmienie jednego z zasadniczych pojęć nauki Kryona: Bóg nie istnieje w oderwaniu od niczego i nikogo. Kryon od zawsze z miłością nam przypomina, że wszystko jest ze sobą wzajemnie powiązane: tak samo fizycznie, jak i duchowo, oraz że oddzielanie naszej świadomości w jakikolwiek sposób jest tożsame z ograniczaniem naszej pięknej więzi ze wszystkim, co istnieje.
W starszej energii Ludzkość postanowiła walczyć i konkurować o byt. Zmagaliśmy się o zasoby naturalne, o polityczne systemy rządzenia, o przywództwo duchowe. Taki stan rzeczy niezmiennie prowadził do wojen, wyraźnie dowodząc dysfunkcji myślenia kategoriami oderwania.
Pojęcie „Bycia w Jedności ze wszystkim” zaczyna się na poziomie indywidualnym, w naszych własnych związkach z innymi, z Ziemią, z samym Źródłem Stwórczym. Im bliżej dochodzimy do zrozumienia tej relacji, tym stajemy się zdrowsi i spokojniejsi. Po jakimś czasie taki stan bytu w Jedności przemienia zamysł walki o byt, stwarzając w jego miejsce kojące przekonanie o tym, że każdy z nas stanowi część dobroczynnego systemu, który może wszystkich nas przywieść do Pokoju na Ziemi.
Oddychaj … i odpręż się z myślą, że wszystko, co tylko istnieje, stanowi cząstkę tego, kim jesteś.
Tłumaczyła: Julita Gonera

niedziela, 30 maja 2021

Bernie, ptaszek który bał się latać

 

 Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Bernie, ptaszek który bał się latać
Lee zwraca się do zebranych
Cześć! Witam wszystkie zebrane dzieci. Widzę, że najmłodsze z was ma około dwóch miesięcy, a najstarsze koło 74. lat. Nie podnoś ręki, jeśli jesteś tym najstarszym, bo i tak cię poznaję! [śmiech] Nadzwyczajna sprawa, tylko raz przedtem robiłem channeling dla dzieci, więc wyobrażam sobie, że gdybyśmy takie sesje robili tylko raz w roku, to na książkę z transkrypcjami trzeba by było czekać przez dziesiątki lat! [śmiech] Jeśli jesteś na tej sali i masz od dziewięciu do 20. lat, to przepraszam, że zwracam się do ciebie jak do dziecka, bo przecież wszystkim wiadomo, że wcale już nim nie jesteś, nieprawdaż? Ten channeling jest tak naprawdę dla nas wszystkich, choć skierowany jest do obecnych tutaj dzieci. [Słychać płacz dziecka. Lee przerywa i patrzy w jego kierunku.] Często czuję się tak samo, jak ty! Ale nie mogę płakać, bo ten dorosły mi nie pozwala.
Okay, nasze spotkanie jest tylko dla dzieci. Nie wiem, czy wiecie na czym polega channeling, ale to nie jest nic ani dziwnego, ani strasznego. Sami to czasami robicie, tylko się do tego nie przyznajecie. Wiem, że to robicie! Robicie to wtedy, kiedy pytacie się o coś aniołów i oni wam odpowiadają. Niektórzy z was nawet widzą anioły, ale nie mówicie o tym dorosłym. Powiem wam, co się za chwilę stanie. Nazywam się Lee Carroll – to jestem ja — i za chwilę połączę się z aniołem, który ma na imię Kryon. Możecie tego anioła nie widzieć, możecie nie widzieć żadnych wielkich skrzydeł, ani niczego podobnego, ale zamknę oczy i przekażę wiadomości od tego szczególnego anioła skierowane specjalnie do was. Prawdopodobnie słyszeliście już o Kryonie, bo powiedzieli wam o nim siedzący tutaj dorośli. To oni was tutaj przyprowadzili, ale ta sesja jest tylko dla was, więc możecie teraz spokojnie udawać, że ich tutaj nie ma. Bieżąca sesja channelingu kochającego anioła, Kryona, jest tylko dla was. Wcale nie musicie wraz ze mną zamykać oczu. Nie musicie w ogóle nic robić, na co nie macie ochoty, zapraszam, tylko abyście posiedzieli spokojnie i posłuchali. Kiedy pojawi się Kryon, być może powie wam jakąś bajkę... zobaczmy co się stanie. [sala cichnie]
Witam was kochani, witam dzieci, zaprawdę Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej!
Nie pomylcie się, naprawdę jestem aniołem, różnię się i od was, i od dorosłych. Różnię się, bo nigdy nie byłem człowiekiem – nigdy! Choć trudno to wytłumaczyć, ale taki stan rzeczy oznacza, że mam w sobie coś z dziecka. Oznacza to również, że rozumiem wasz tok myślenia i dlatego mogę was kochać i lepiej wam pomóc!
Nim zaczniemy naszą historyjkę, zwracamy się do trochę starszych od was, którzy są tutaj zebrani i którzy czytają zapisane na tej stronie słowa, które kiedyś zostaną opublikowane. Bądźcie cierpliwi, porozmawiam z nimi tylko chwilę.
Wam, kochani, którzy już nie jesteście dziećmi, lecz pamiętacie jak parę lat temu nimi byliście – pragnę coś przypomnieć. Czy pamiętacie, kiedy jako dzieci patrzyliście na dorosłych? Być może widzieliście wtedy w nich coś, o czym nigdy z nikim nie rozmawialiście, bo to było zbyt osobiste, żeby się tym dzielić? Ale ja wiem, co wtedy myśleliście. Patrzyliście wtedy na dorosłych i mówiliście do siebie: „Wcale nie chcę taki być, bo dorośli zatracili radość! Oni się nie śmieją. Oni już się nie umieją bawić”. A zatem przesłanka dla was: Nie traćcie radości dziecka, albowiem ta radość jest bezcenna! Ona jest katalizatorem oświecenia. Można ją zachować na całe życie. Wciąż możecie się bawić. Czas spędzony na zabawie jest ważny, ale przychodzi pora, kiedy o tym zapominacie. Jest to wasz wybór.
Wśród dorosłych istnieje powiedzenie: „Kiedy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko i myślałem jak dziecko, ale kiedy wyrosłem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”. [Aluzja do w 1. Listu św. Pawła do Koryntian 13:11] A teraz mówimy wam: Nie wyzbywajcie się dziecka! Utrzymujcie radość, która na zawsze w was tkwi, która jest tajemnicą odkrycia anioła wewnątrz.
Zwracamy się teraz do dzieci. Mówię do was jako anioł i mam dla was wiadomość, której nie znają nawet dorośli. Czy wiadomo wam, kochanie dzieci, że anioły nigdy nie dorośleją? To prawda! One zawsze mają tyle samo lat. Dorośli widzą duże anioły i im się wydaje, że one są dorosłe, ale one wcale nie są dorosłe. One są zawsze dziećmi w dużych ciałach. One zawsze mają tyle samo lat. To taka tajemnica, ale wy chyba ją znacie, czyż nie? Mamy wam jeszcze coś do powiedzenia. Przy was zawsze stoi anioł. Czy wiecie? Możecie zapytać: „Kryonie, o co ci chodzi, ja nigdy nie widuję mojego anioła?” Zaraz wam coś opowiem.
Znam historyjkę jednej takiej istoty, która też miała podobny kłopot. Ona zwykła mówić: „Skoro czegoś nigdy nie widziałem, to jak mogę wiedzieć, że to coś tam jest?” Kryon, anioł, który do was w tej chwili mówi, a który także jest dzieckiem, wie jak opowiadać takie historie z pomocą naszego partnera, Lee, który też nigdy nie wydoroślał! [śmiech]
Pragniemy opowiedzieć wam historię ptaszka imieniem Bernie. Bernie był ptakiem, który bał się fruwać. Pragniemy wam powiedzieć, dlaczego tak było, ponieważ jest to doprawdy wspaniała historia, znana w całej ptasiej krainie. Wszystkie ptaki pamiętają Berniego, ptaka, który bał się latać.
Bernie wychował się w gnieździe znajdującym się na ogromnej wysokości. Być może wiecie, jak się ptaki uczą latać? To się odbywa w bardzo piękny, ale też i trochę straszny sposób. Kiedy pisklęta są na to gotowe, Mama ptak i Tato ptak znienacka, ale ostrożnie je wypychają z gniazda. Wiecie? Oczywiście, małe ptaszki najpierw spadają, ale szybko same z siebie wiedzą, że muszą rozwinąć skrzydła i nimi machać. Kiedy to robią, nagle wiatr je unosi i już lecą w górę! Ten spadek w dół, nim rozwiną skrzydła jest trochę straszny, ale Mama i Tato nie mogą w gnieździe nauczyć dzieci latać. Pomyślcie tylko! Gniazdo jest za małe, żeby tam się uczyć latania.
Cóż, Berniemu ten proces wcale się nie podobał. Widział, jak pewnym wczesnym rankiem wypchnięto z gniazda jego siostrę a ona spadała i spadała i spadała. Dopiero w ostatnim momencie rozwinęła skrzydła i zaczęła jak najszybciej nimi machać. I w końcu zaczęła latać! Ale zanim to się stało, Berniemu się wydawało, że zanim się domyśliła, co robić, o mało co nie spadła na ziemię. Bernie się przestraszył. Nie chciał mieć nic do czynienia z lataniem! „Nie ma powodu, żebym się zajmował lataniem. Już z samą nauką latania jest coś nie tak!”
Bernie przekonał swojego braciszka Bobbiego, że latanie jest głupie. Bobbie też wcale nie miał zamiaru się uczyć latać, więc poszedł do mamy, aby jej o tym powiedzieć. Oznajmił, że się boi i wcale nie ma zamiaru uczyć się latać, zresztą w gnieździe jest tak fajnie, że on tutaj zostanie. Mama przyjrzała się mu uważnie, po czym natychmiast wypchnęła go z gniazda! Bobbie spadał i spadał, ale w końcu rozwinął skrzydła i machał nimi ile sił, aż wzniósł się do góry.
Bernie wszystko to widział. Był najmłodszy, bo się wykluł dwie minuty po wszystkich i wiedział, że teraz będzie jego kolej. Myślał sobie: „To co, że brat i siostra przez to przeszli? Nikt mnie nie wypchnie z gniazda, bo ja wcale nie muszę latać! To nie dla mnie!” Bernie musiał coś wymyślić.
Pewnej nocy, kiedy wszyscy spali, Bernie znalazł sznurek, który kiedyś Tato ptak przyniósł dla wzmocnienia gniazda. Czasem do budowy gniazda używa się różnych rzeczy, aby było mocne i stabilne. I stąd, dla wzmocnienia całości gniazda, sznurek był wpleciony w różne gałązki i źdźbła suchej trawy. Bernie postanowił przywiązać jeden koniec sznurka do nóżki, a drugi do stabilnej części gniazda tak, że gdyby mama chciała go znienacka wypchnąć, to spadłby tylko jakieś pół metra i nie upadłby na ziemię. [śmiech dzieci]. Słuchajcie, to był dobry pomysł!
Szkopuł był w tym, że Bernie nie należał do ptasiego harcerstwa i nie umiał wiązać porządnych węzłów! Postarał się najlepiej, jak potrafił, zawiązać mocny, jak mu się wydawało węzeł i starannie go ukrył, chowając się przed mamą, gdy ta była w pobliżu. I stało się dokładnie to, co Brenie przewidywał. Następnej nocy, kiedy spał, mama wypchnęła go z gniazda!
Węzeł zadziałał! Bernie wypadł z gniazda i zawisł na sznurku pół metra pod nim. Było jeszcze ciemno, więc Mama poszła spać, myśląc, że jej syn uczy się właśnie latać, rozpościerając skrzydła w powietrzu. Bernie zaś wisiał sobie pod gniazdem myśląc jaki jest sprytny. Pomagając sobie dzióbkiem wspiął się po sznurku do góry i z powrotem wdrapał się do ciepłego jeszcze łóżeczka. Był bardzo z siebie zadowolony, że nie musiał spadać i latać, jak jego brat i siostra. Ułożył się wygodnie i zasnął.
Następnego ranka mama zauważyła Berniego, jak ten krząta się po gnieździe. „Bernie”, - krzyknęła- „Co ty tu robisz?” Była bardzo zasmucona wskazując dziobem na przywiązany do nogi Berniego sznurek, który ten zapomniał zdjąć. „Chyba przyszła pora, żeby tym się zajął Tata” – wykrzyknęła – „On ci to wszystko wytłumaczy”.
„Ale głupio, zapomniałem zdjąć sznurek, a teraz całą sprawą zajmie się ojciec”.
Po pewnym czasie do gniazda wrócił Tata ptak. Był bardzo dużym ptakiem z mnóstwem piór i Bernie się go trochę bał. Ojciec jednak był bardzo czuły i troskliwy. Zaczął się wypytywać: - „Bernie, co się dzieje? Wszystkie ptaki latają. Tylko się rozejrzyj dokoła. Wszyscy latają. Dlatego jesteśmy ptakami i musisz się tego nauczyć! Dlaczego nie chcesz latać? Dlaczego?”
Bernie zastanowił się przez moment, po czym odpowiedział: - „Tato, ja się boję”.
„Jak to?” - zapytał. – „Popatrz, twoi siostra i brat latają, mama i ja też latamy, wszyscy latają. Tylko się przypatrz, wszyscy twoi ptasi koledzy latają.... ptaki już tak mają, one latają, Bernie. Ty też przecież jesteś ptakiem”.
- „Tato, ja się boję, bo tam nic nie ma! Ty opowiadasz, że powietrze powinno nas podtrzymać, ale go nie widać. Zresztą ono wcale tak dobrze nie działa. Czy widziałeś, jak brat i siostra spadali? Oni się o mało co nie rozbili!”
Po chwili zastanowienia Tata ptak odpowiedział: - „Bernie, nawet jeśli powietrza nie widać, to ono i tak wesprze rozpostarte skrzydła. Wszystko, co trzeba zrobić to w drodze w dół rozwinąć skrzydła i powietrze cię samo uniesie. Wszyscy właśnie tak latamy. Powietrze jest niewidzialne, ale ono jest”.
„To są magiczne sztuczki” - odparł Bernie. „Powietrza nie widać. Nie możesz mi wmawiać, że powietrze istnieje, bo go nie widać. Jego nie ma! Być może te magiczne sztuczki wystarczą ci, mamie, bratu i siostrze, ale nim ja sam w to uwierzę, muszę to zobaczyć na własne oczy. Powietrze jest niewidzialne, skąd więc mam wiedzieć, że mnie nie oszukujesz? Nie wiem jak latasz, ale według mnie nie ma czegoś takiego jak powietrze, bo go nie widać”.
Bernie skończył, ale za chwilę ciągnął dalej: - „Tato, ja już mam to wszystko rozpracowane. Wcale nie muszę latać. Rozpocznę nowy gatunek ptaków o nazwie "ptak chodzący". [śmiech] Dlaczego mam być taki jak wszyscy? Będę miał świetne życie. Zejdę z drzewa, zobaczę robaka, i znów wejdę na drzewo. Będzie mi się świetnie żyło. Gdzieś znajdę sobie żonę, która też będzie ptakiemchodzącym. Nasze dzieci będą ptakami chodzącymi. Narodzi się nowy ptasi gatunek. Za kilka lat patrząc wstecz będzie się mówić, że to były czasy, kiedy powstał nowy, wspaniały gatunek ptaków zwany ptakami chodzącymi".
Tata ptak długo przyglądał się Berniemu. Mamrotał do siebie wywracając oczami:- „ Ptak Chodzący. Dobrze, Bernie, widzę, że przyszedł czas, żeby cię zobaczył Zyg”.
„A kto to Zyg? – podejrzliwie zapytał Bernie.
„Jest to nasz stadny psycholog, specjalista od ptasiego mózgu”. [śmiech, Zyg oczywiście to zdrobnienie imienia Zygmunt (Freud) – przyp. tłum.] „Zawołamy go, żeby cię obejrzał. Tylko Bernie pamiętaj, Zyg jest bardzo wrażliwy, więc nie nazywaj go specjalistą od ptasiego móżdżku [śmiech]. Pamiętaj, zwracaj się do niego mówiąc panie doktorze. Żaden lekarz nie chce być specjalistą od ptasiego móżdżku”. [śmiech]
„Tato, nieważne co mi powie Dr Zyg. Nikt mnie nie przekona, że powietrze naprawdę istnieje. Jego przecież nie widać”.
I wtedy stało się: Tej samej nocy, kiedy Bernie już spał jego mama podeszła do łóżeczka i powolutku dziobem przegryzła sznurek wciąż przywiązany do nóżki dla bezpieczeństwa, a następnie wypchała go z gniazda! Odtąd rzeczy toczyły się bardzo szybko. Bernie spadał i spadał; to było okropne przeżycie. Bernie bardzo się bał. Czuł, że strach zupełnie go sparaliżował. Widział, jak kora pobliskiego drzewa tylko migała mu przed oczami, a ziemia błyskawicznie zdawała się przybliżać. „Muszę rozwinąć skrzydła, ale nie wierzę, że pod nimi jest powietrze. Nie wierzę, powietrza nie ma, gdyż go nie widać. Nie potrafię fruwać!” - myślał do siebie.
Jak się możecie domyślać, Bernie nie rozwijał skrzydeł. Spadał prosto na ziemię i wiedział, że za chwilę wyląduje dzióbkiem w piachu tak, że tylko same nóżki będą wystawały. Będzie wyglądał jak wkopany patyk. Wydawało mu się, że już zostanie tak skamieniały z dziobkiem w piachu. Nikt nie będzie mógł go stamtąd wyciągnąć. Zostanie w ziemi jak posąg. Bernie dobrze wiedział, co ptaki robią posągom w parkach i zastanawiał się, czy ludzie będą to samo robić jemu? Nagle Bernie się obudził. To był tylko sen! [śmiech] „Co za koszmar!”
Bernie ciężko dyszał...
Obudził się jak zwykle o poranku. Oczywiście, specjalista od ptasiego mózgu już na niego czekał. Dr Zyg przybył na umówione spotkanie punktualnie.
- „Dzień dobry, panie specjalisto od ptasich móżdżków”.
- „Jestem specjalistą od ptasich mózgów” - poprawił go Zyg.
- „Dobrze, panie doktorze Ptasi-móżdżek”.
- „Bernie!” - z upomnieniem wykrzykną doktor.
-„Przepraszam, przepraszam” - odparł Bernie, ale wcale nie było mu przykro.
[dzieci się śmieją]
„Bernie, powiedz, czego się boisz?” – zapytał doktor ze szczerym zainteresowaniem.
Bernie powtórzył mu to, co już mówił tacie: „Nie wierzę w istnienie powietrza. Nie widzę go, więc dla mnie ono nie istnieje. Wiem, że wszyscy latacie machając skrzydłami. Tutaj zaczął przedrzeźniająco wymachiwać swoimi. Ale mnie to nie wystarcza, ja muszę zobaczyć powietrze na własne oczy, panie Ptasi-móżdżek... to znaczy szanowny panie doktorze”.
Zyg zmarszczył brwi patrząc surowo na Berniego, który dobrze się bawił wiedząc, że doktor wcale nie lubi, kiedy się go nazywa Ptasi-móżdżek. Dlatego za każdym razem, kiedy się do niego zwracał żartując z jego specjalizacji, na zakończenie dodawał szanowny panie doktorze, co w jego mniemaniu nadawało całej zabawie bardziej poważny ton.
Zyg zwrócił się do Berniego: „Boisz się, bo nie widzisz powietrza? Powiedz, czego tak naprawdę się boisz?”
- „Cóż, szanowny doktorze Ptasi-móżdżek, boję się, że spadnę i się zabiję na śmierć, bo jak się wypada z gniazda, to ziemia się bardzo szybko do ptaszka przybliża. Ja się właśnie tego przybliżania boję” - pytanie lekarza wydawało się Berniemu niemądre, więc i odpowiedział mu trochę niemądrze.
„Jak myślisz, co powoduje, że ptak spada?” - Zyg dalej wypytywał swego młodego pacjenta.
- „No chyba grawitacja” - odpowiedział Bernie.
-„Hm, grawitacja”... - Zyg przerwał na chwilę - „Wiesz Bernie, grawitacji też nie widać!”
Bernie zaczął się zastanawiać: „No nie, grawitacji nie widać”.
-„Ale wierzysz, że ona jest, czyż nie? Pokaż mi grawitację, Bernie”.
Bernie zastanowił się i rzekł: - „Cóż, mogę pokazać grawitację, jak wyskoczę z gniazda i się zabiję. Chacha cha! To jest dopiero grawitacja. Bernie był z siebie bardzo zadowolony, bo odpowiedział na trudne pytanie.
„No właśnie!” - odpowiedział pan doktor - „Możesz udowodnić istnienie grawitacji w momencie, kiedy wyskakujesz z gniazda. Istnienie powietrza też można udowodnić w momencie wyskakiwania z gniazda, bo ono tam jest tak samo, jak grawitacja. Jego nie widać, ale ono tam naprawdę jest”.
Berniemu wcale się nie spodobało, dokąd zmierzała ta cała rozmowa. Zyg z kolei był bardzo zadowolony z przebiegu sesji ze swoim pacjentem i na jej zakończenie wyfrunął z gniazda. Lecz zamiast — jak to robił zwykle — rozwinąć skrzydła, tuż po wyskoczeniu i wzbić się do góry, Zyg zaczął spadać w dół ze zwiniętymi skrzydłami.
- „To jest grawitacja!” - Krzyknął w stronę Berniego.
-„A to jest powietrze, Bernie” – jeszcze raz zakrzyknął w stronę gniazda, tym razem wyciągając skrzydła na całą rozpiętość i spokojnie szybując w dal. Można było słyszeć, jak w locie dalej tłumaczył Berniemu: „Obie rzeczy są niewidzialne... ale obie istnieją naprawdę”.
Po spotkaniu z psychologiem Bernie długo milczał i bardzo intensywnie rozmyślał. W końcu się odezwał: - „Wiecie, ten specjalista od ptasiego mózgu ma rację! To, że czegoś nie widać, wcale nie znaczy, że to coś nie istnieje. Przecież grawitacja jest zawsze, to może i powietrze też jest? Tego się właśnie najbardziej boję, bo nie dowiem się, czy to powietrze tam jest tak długo, aż nie spróbuję pofrunąć”.
Zyg, specjalista od ptasiego mózgu udowodnił Berniemu coś ciekawego, że są rzeczy, które choć niewidzialne, to jednak istnieją naprawdę. Na przykład grawitacja, jej nie widać, ale wiadomo, że jest, bo jak się wypada z gniazda, to można się zabić. Dzięki temu Bernie zrozumiał, że nie wierzy w możliwość latania, bo nie wierzy w istnienie niewidzialnego powietrza. Zrozumiał, że tak naprawdę to boi się grawitacji! Być może niewidzialne powietrze istnieje tak samo, jak grawitacja, ale czy ono uratuje mu życie? Bernie postanowił, że jutro nauczy się latać. Zdobywając się na odwagę, poinformował o swoim postanowieniu wszystkie ptaki w lesie, wszystkie gniazda w sąsiedztwie. Wszystkim pisklętom w okolicy zapowiedział, że jutro będzie się uczył latać.
Następnego ranka Bernie stanął na krawędzi gniazda. Wokół zebrał się spory tłum, bo wszyscy w sąsiedztwie wiedzieli o jego kłopotach. Okazało się, że jeśli w którymś gnieździe pojawia się Zyg, specjalista od ptasiego mózgu, to cała okolica o tym wie! Ale to jest już zupełnie inna historia.
Bernie się wyprostował i zapowiedział wszystkim, że oto nadszedł czas, aby zaufać niewidzialnej rzeczy zwanej POWIETRZEM! Długo przemawiał do zebranych, mówiąc o konieczności ufności w rzeczy niewidzialne, po czym odważnie i z wielką ceremonią wyskoczył z gniazda i zaczął spadać... Zadyndał pół metra pod gniazdem, bo zapomniał odwiązać sznurek! [śmiech]. Bernie bardzo się zawstydził. Czuł się upokorzony. Cały las się z niego śmiał. Inne zwierzęta też. Nawet myszy i wiewiórki! Słyszał, jak echo rozbrzmiewało po całym lesie powtarzając bez końca: Chodzący ptak... wspaniały chodzący ptak! Bernie zrozumiał, że wszyscy słyszeli każde jego słowo. Musiał więc ratować sytuację.
Wspiął się po sznurku na krawędź gniazda, po czym go przegryzł i wziął głęboki wdech napełniając płuca niewidzialną substancją zwaną powietrzem. Rozejrzał się dokoła. Nagle zrobiło się bardzo cicho. Wiecie, pisklęta same nie uczą się latać. Zwykle podczas snu są znienacka wypychane z gniazda przez rodziców. Nigdy nie robią tego z własnej woli. Wszystkie ptaki zrozumiały, że są świadkami czegoś niezwykłego. Raptem dorosłe ptaki przypomniały sobie, jak to było, kiedy same uczyły się latać. Oto Bernie, założyciel nowego gatunku zwanego chodzącym ptakiem, miał sam wypaść z gniazda – tym razem bez sznurka.
Zaczął spadać. Od razu owładnął nim strach. To nie był żaden sen, to się działo naprawdę! Kątem oka widział migającą korę drzewa, a ziemia przybliżała się w bardzo szybkim tempie. Usłyszał wewnętrzny głos mówiący mu: „Skrzydła! Skrzydła! Wyciągnij skrzydła!”
„Boję się!” - Bernie krzyczał w myślach, ale wtedy, tak samo, jak siostra i brat, w ostatniej chwili, wyciągnął swoje pisklęce skrzydełka i zaczął nimi mocno machać. Natychmiast zadziałał ów niewidzialny system wsparcia zwany powietrzem. Magiczna sztuczka latania – zwana siłą nośną powietrza, na której polegali tata z mamą i rodzeństwo, również zadziałała dla Berniego. Poczuł wiatr pod skrzydłami, który go zaczął unosić coraz wyżej i wyżej!
Bernie nie mógł się nalatać. Latał cały dzień. Latał i latał. Wzbijał się tak wysoko, jak tylko mógł, dopóki starczyło mu w skrzydłach sił. Cieszył się niewidzialnym POWIETRZEM. Śmigał ponad koronami drzewami i krzyczał patrzcie, latam! Jakby był pierwszym ptakiem, który kiedykolwiek latał. Wszyscy oklaskiwali Berniego nie dlatego, że latał, ale dlatego, że zdobył się na odwagę nauki samemu.
Jest to prosta historyjka, nieprawdaż? Dużo w niej humoru, opowiada o tym, jak Bernie nauczył się ufać rzeczom niewidzialnym. A teraz wyjaśnimy, co ta opowieść znaczy dla was wszystkich. Niektórzy z was już to wiedzą, nieprawdaż? Kochane dzieci, właśnie teraz stoi przy was anioł. Od urodzenia macie przy sobie anioła, z którym możecie rozmawiać, kiedy tylko macie na to ochotę. To jest bardzo miły anioł i bardzo was kocha. On ma umysł dziecka i dobrze zna wasz sposób myślenia. Ten anioł bardzo lubi się bawić tymi samymi zabawkami, co wy. On będzie rósł wraz z wami. On zawsze jest dostępny i może w każdej chwili przyjść z pomocą.
Cóż, niektórzy z was mogą powiedzieć: - „Nie widzę żadnego anioła!” Dzieje się tak, jak z powietrzem, w opowiadaniu o Berniem, ono też jest niewidzialne, ale ten niewidzialny anioł może was podnieść do góry, wyciągnąć z kłopotów, może wam pomóc, kiedy jesteście smutni, albo kiedy nic się nie układa po waszej myśli. Ten anioł wspiera was niewidzialną energią nawet wtedy, kiedy zanurzacie się w odmęt strachu. Pragniemy, abyście o tym pamiętali, gdyż ten anioł lat dzieciństwa pozostanie przy was na całe życie. On jest piękny i choć niewidzialny, to – jak się o tym przekonał Bernie – bardzo prawdziwy.
Być może, chcielibyście się dowiedzieć czegoś więcej o swoim aniele? Wystarczy się do niego zwrócić z pytaniem. Nawet jeśli nic nie usłyszycie ani nie zobaczycie, to poczucie miłości i przyjaźni, jakie wam prześle, da wam do zrozumienia, że istnieje naprawdę!
Czy jesteś dorosłym czytającym tę opowieść? Gdzie się podział twój anioł z dzieciństwa? Czy on w dalszym ciągu jest w twoim wnętrzu, czy stopniowo go odtrąciłeś doroślejąc? Czy ten anioł śmiał się z opowiastki o Berniem? Być może, przyszła pora, żeby tego anioła ponownie odszukać? On przecież nigdzie się nie oddalił. On jest twój na całe życie i woła cię, abyś się z nim pobawił. Zaprawdę niniejsza opowieść jest dla dorosłych, albowiem traktuje o strachu właściwym ludziom dorosłym, a nie dzieciom. To jest strach właściwy temu, kto nie chce opuścić gniazda umysłu i pozornej rzeczywistości, aby móc znów szybować w przestworzach jak dziecko, aby się znów móc bawić i jak dziecko z radością ufać w rzeczy niewidzialne.
I tak jest!
Kryon
(Cytowany fragment pochodzi z nieprzetłumaczonej na polski IX Księgi Przekazu Kryona „The New Beginning”, The Kryon Writings Inc. 2002, str. 20 i dalsze.)
Tłumaczyła: Julita Gonera
Fot. Carol Cavalaris

sobota, 29 maja 2021

Ojciec i syn - przypowieść Kryona

 

 Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Ojciec i syn - przypowieść Kryona
A teraz pozwólcie, że opowiem wam historię o ojcu i synu. Podczas przekazu tej prawdziwej historii niech miłość nasączy każdą porę waszych ciał. Nadszedł teraz czas na uzdrowienie, po jakie przyszliście tutaj, lub w którego poszukiwaniu to czytacie. Tak, mówię właśnie do każdego z was. Znamy was wszystkich z imienia!
Żył na Ziemi pewien ojciec. Nie został jeszcze ojcem, ale bardzo pragnął jak najszybciej nim się stać, gdyż niedługo miało mu się urodzić dziecko. I bardzo ufał, że to będzie syn, ponieważ z męskim potomkiem wiązał wielkie plany. Był stolarzem i chciał swojego syna nauczyć stolarki. „Och, tyle mam mu do przekazania! Nauczę go wszystkich sekretów tego fachu. Wiem, że on się będzie z tego cieszył i stanie się spadkobiercą ciesielskich tradycji naszej rodziny” — myślał sobie. Kiedy więc nastąpiło rozwiązanie i istotnie, urodził mu się syn, ojciec nie posiadał się z radości. „To jest mój syn!” – radośnie oznajmiał dokoła – „Oto spadkobierca tradycji rodzinnych. To jest ten, który przejmie moje imię. To jest wielki nowy mistrz fachu, gdyż nauczę go wszystkiego, co sam wiem. Będzie nam razem bardzo dobrze, mnie i mojemu synowi”.
W dzieciństwie syn kochał swego ojca, gdyż ten świata za nim nie widział, co krok brał go na ręce i mówił: „Synu, tylko poczekaj, aż będę się mógł z tobą tym wszystkim podzielić! Spodoba ci się to, staniesz się spadkobiercą naszych rodzinnych tradycji i naszego rzemiosła. Ja i cały nasz ród będziemy z ciebie dumni na długo po mojej śmierci”. Jednak kiedy z dziecka syn stawał się młodym człowiekiem, zaczynało się dziać coś niezwykłego. Syn czuł, że ojcowska miłość zaczyna go powoli dławić; że powinien kroczyć własną ścieżką, mieć własne życie, choć jak na razie, jeszcze nie umiał dokładnie tych odczuć ująć w słowa. Zaczął się buntować. Jako nastolatek, wcale nie był zainteresowany ani fachem cieśli, ani tradycjami rodzinnymi. I zwrócił się do ojca tak: „Ojcze, proszę, uszanuj mnie. Mam swoje własne życzenia i pragnienia. Interesuje mnie coś innego niż stolarka”. Ojciec nie mógł uwierzyć własnym uszom i odpowiedział mu: „Ależ synu, przecież ty nic nie rozumiesz! Widzisz, jestem mądrzejszy od ciebie i mogę za ciebie podejmować decyzje. Ja ci wszystko pokażę, zaufaj mi. Pozwól mi być dla ciebie tym, kim powinienem być — twoim nauczycielem — i wtedy będzie nam razem bardzo dobrze”. Na co syn odparł: „Tato, to wcale nie tak. Nie chcę zostać cieślą ani nie chcę zranić twoich uczuć, sir, ale mam swoją własną ścieżkę i chcę nią kroczyć”. Był to ostatni raz, kiedy w ich rozmowie padło słowo „sir”, gdyż szacunek, jakim syn darzył ojca powoli malał i przeradzał się w czarną otchłań. [W idiomie amerykańskim do ojca rodziny, podczas doniosłych rozmów, do niedawna zwracało się jak do oficera armii: sir- przyp. tłum.]
Dojrzewając, syn uzmysłowił sobie, że jego ojciec w dalszym ciągu nalegał, aby stał się kimś, kim nie miał zamiaru zostać. Pewnego dnia, nawet się nie pożegnawszy, opuścił więc rodzinny dom. Zamiast pożegnania, zostawił kartkę papieru, na której napisał: „Proszę, zostaw mnie w spokoju”. Ojciec poczuł się upokorzony. „Mój syn!” — myślał — „Dwadzieścia lat czekałem na ten moment. On miał być dla mnie wszystkim... Miał zostać stolarzem, wielkim mistrzem swojego fachu, który nosiłby moje imię. Co za wstyd. Złamał mi życie”. Syn zaś, w swym dalszym życiu, na myśl o ojcu, zwykł mawiać do siebie: „Ten człowiek zniszczył moją młodość, starając się obrócił mnie w kogoś, kim wcale nie chciałem zostać. Nie mam zamiaru żywić wobec niego żadnych uczuć”. I rzeczywiście, między ojcem i synem istniało dużo gniewu, złości, a nawet nienawiści i tak już zostało na całe życie.
I kiedy synowi urodziło się dziecko — piękna córka — w momencie jej narodzin pomyślał sobie: „A może by zaprosić ojca, żeby zobaczył to dziecko, które przecież też jest częścią jego rodu?” Ale później jednak zaniechał tego zamiaru, myśląc: „Nie, przecież to ojciec zmarnował mi młodość i mnie nienawidzi. Niczym się z nim nie podzielę”. I stało się; dziadek nigdy nie poznał swojej wnuczki.
Dożywszy wieku 83. lat, ojciec umierał. Na łożu śmierci zastanawiał się jeszcze nad przeszłością, mówiąc: „Być może, teraz kiedy nadchodzi śmierć, powinienem wezwać syna?” I rzeczywiście, w przebłysku mądrości, idąc za głosem intuicji i czując zbliżającą się śmierć, ojciec wezwał syna do siebie. Ten jednak w odpowiedzi oznajmił mu, że się z nim nie spotka. „Nic mnie nie obchodzisz, bo zniszczyłeś mi życie. Daj mi święty spokój”. Następnie dodał jeszcze: „Ucieszę się, jak umrzesz”. Och, ile złości i nienawiści było w tym oznajmieniu!
Synowi w życiu wiodło się dobrze. Na koniec jednak i na niego — także w wieku około 80. lat — przyszła pora umierać. Łoże śmierci otoczyła pogrążona w żalu kochająca rodzina, zasmucona tym, że jego esencja już nie będzie z nimi razem chodzić po Ziemi.
I oto, kochani, gdzie nasza opowieść dopiero się zaczyna. Syn przybył do Jaskini Stworzenia, odbywszy trzydniową podróż, podczas której zebrał swoją esencję i imię [o czy mowa w przypowieści „Wo i pokój lekcji”.] teraz wszedł do sali czci. Spędził tam dużo czasu na celebracji, albowiem na stadionie, rozmiarów którego nawet nie możecie sobie wyobrazić, oklaskiwały go dosłownie miliony istot, oddając mu cześć za to, co przeszedł w swym życiu, jako człowiek na Ziemi. Widzicie, kochani, wy wszyscy także byliście na tej sali, choć nie możemy wam jej teraz pokazać, gdyż to zepsułoby to sens pobytu na Ziemi i spowodowało, że zbyt dużo byście sobie przypomnieli. Pewnego dnia i tak znów na tę salę wejdziecie, aby odebrać kolejny kolor. Barwy te widzi każdy, kto was we Wszechświecie spotyka; stanowią waszą wizytówkę mówiącą innym, że byliście wojownikami światła na Ziemi. Wiem, że obecnie, kiedy wam o tym opowiadam, trudno wam to sobie przedstawić, niemniej jednak jest to prawda. Nawet nie macie pojęcia, jak ważne są te niepowtarzalnie ziemskie wizytówki. Kiedyś, kiedy się spotkamy na ceremonii w sali czci, przypomnicie sobie moje słowa.
Tak więc syn znalazł się na sali czci, przyjmował gratulacje i nowe kolory, które wpleciono w pozostałe tak, żeby wszyscy wokół niego wiedzieli, kim jest. Pod koniec tego wszystkiego syn, odziany w płaszcz istoty uniwersalnej, gdyż naprawdę nią jest, poszedł dalej, w nieokreślone miejsce, w którym od razu zauważył swojego najlepszego przyjaciela, Daniela, tego samego, z którym się musiał pożegnać na czas pobytu na Ziemi. Ujrzawszy na drugim końcu próżni Daniela, zakrzyknął: „Poznaję cię! Ale się za tobą stęskniłem!” Innymi słowy, przybliżyli się do siebie i uścisnęli, wymieniając ze sobą energie. Zaczęli przypominać stare dobre uniwersalne czasy, które spędzali razem, zanim syn odszedł na Ziemię.
Baraszkując po Wszechświecie ze swoim przyjacielem Danielem, pewnego razu oznajmił mu: „Wiesz Danielu, na Ziemi byłeś bardzo dobrym ojcem”. „Mój najlepszy przyjacielu, a ty byłeś wspaniałym synem” – odparł Daniel – „Czyż to nie zdumiewające, co razem przeżyliśmy, jako ludzie na Ziemi? Jakżeż całkowicie oddzielała nas, najlepszych przyjaciół, ziemska dwoistość! Jak to w ogóle możliwe?” Były syn odparł: „Wtedy na Ziemi zasłona była tak gęsta, że ani na chwilę nie wiedzieliśmy, kim naprawdę jesteśmy”.
„Ale nasz plan udał się świetnie, czyż nie?" — dalej dopytywał były syn.
„Tak, świetnie!” — odpowiedział Daniel – „Przecież nawet przez chwilę nie rozpoznaliśmy, kim naprawdę jesteśmy!
Zostawmy te dwie istoty, kiedy wspólnie udają się na kolejną sesję planowania powrotu na Ziemię. Posłuchajmy, jak jedna z nich mówi do drugiej: „Ach, zróbmy to jeszcze raz! Tylko teraz to ja będę matką, a ty córką!”
Przypowieść pochodzi z nieprzetłumaczonej na polski III Księgi Przekazu Kryona „Alchemy of the Human Spirit”, The Kryon Writings, 1995. Str. 82-85.
Tłumaczyła: Julita Gonera
Obraz: Alex Grey

piątek, 28 maja 2021

Pięć rodzajów zestrojenia

 Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 Pięć rodzajów zestrojenia

Przekaz otrzymany 17 maja, 2017 w Genewie, podczas wy-cieczki Kryona po CERN.

Poniższy przekaz został przeredagowany i uzupełniony przez Lee i Kryona w celu sprostania wymogom słowa pisanego. Często się zdarza, że sam przekaz na żywo niesie ze sobą pewne energie, których nie da się ująć w słowa i stąd konieczność ponownego channelingu. Prócz tego, Kryon przekazał także dodatkowe informacje wyjaśniające niektóre trudne pojęcia nie przekazane podczas spotkania na żywo, gdyż wtedy nie było na to czasu. Miłej lektury.

Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Niejednokrotnie już przemawialiśmy do was z tego miejsca i stąd dla wielu zjawisko przekazu natchnionego nie jest nowością. Część z was tutaj zebranych dopuszcza jego istnienie, inni zaś nigdy o nim nie słyszeli. Niech spędzony wspólnie czas skłoni was do zadumy, niech będzie to pora na wzmożoną empatię, zrozumienie i tolerancję. Nasze spotkanie odbywa się wśród naukowców i celowo przepełnione jest zagadnieniami ezoteryki i duchowości, gdyż nauka i ezoteryka idą w parze. Każdy więc dzisiaj usłyszy coś dla siebie, gdyż nauka tak samo zajmuje się poszukiwaniem sposobów, w której Źródło Stwórcze (Bóg) stworzyło wszystkie systemy, jak to robią ezoterycy. Tematem naszego dzisiejszego spotkania będzie Pięć rodzajów zestrojenia. Zatem zastanówcie się, z czym się zestrajacie teraz, siedząc teraz na widowni? W świetle wszystkiego, co podczas ostatnich trzech dni zdołaliście się dowiedzieć i doświadczyć, zastanówcie się, do jakich energii i idei się teraz podłączacie?

Pierwszy rodzaj zestrojenia

Jak pasujecie do grupy poznanych tutaj Ludzi? Czy w ogóle czujecie się z nimi jakoś połączeni? Czy czujecie, że panuje tutaj coś więcej, jak tylko pewna kulturowo stosowna więź? Być może po raz pierwszy w życiu bierzecie udział w spotkaniu ezoterycznym? W ciągu ostatnich kilku dni może spotkaliście kogoś, z kim wydaje się wam, znacie się od bardzo daw-na? Niektórym się wydaje, że ci Ludzie są im tak samo znajomi, jak własna rodzina! Niektórzy z was nie wyszyli poza samych siebie, więc nie bardzo wiecie, o czym w tej chwili mowa. Większość z was jednak rozumie, o co mi chodzi.
Kochani, pragnę wam opowiedzieć, co często się dzieje, kiedy spotykają się ze sobą Stare Dusze. Być może słyszeliście o polu? Jesteśmy w doskonałym miejscu, aby porozmawiać o tym w gronie naukowców. Sam nie będę go wam opisywał, gdyż zrobili to za mnie obecni tutaj naukowcy, ale opowiem, jak ono działa. Pole umożliwia zajście synchronii, umożliwia zaistnienie harmonii i dobroczynnych zbiegów okoliczności, które mogą się wydawać wręcz niemożliwe, których sami byście sobie nie zaplanowali. Pole to niemal jak zaproszenie – zaproszenie, aby poczuć i zobaczyć sprawy, których inaczej byście nigdy nie poczuli, czy zobaczyli, gdybyście nie przyszli na takie spotkanie, jak nasze. Pole to istnieje od zawsze, ale jego wpływ i moc dramatycznie wzrosły od roku 2012.
Zestrojenie czy podłączenie to nie to samo, co przyjaźń. Jest to raczej zespolenie. Najlepszym sposobem na zespolenie się z drugim Człowiekiem jest poprzez akt miłosierdzia. Niejednokrotnie słyszeliście, jak nauczam was, że przebywanie razem często stwarza rezonans, zespolenie, przenikanie się energii, zespolenie się tych, którzy ze sobą rezonują. Na tym polega zestrojenie. Czy wiadomo wam, że każdy z was może się podłączyć do wszystkich na sali? Takie zestrojenie całkowicie zależy od tego, co się dzieje w każdym z was. Być może łączy was podobny sposób myślenia albo uzmysłowienie Boga wewnątrz? Wszystko to stwarza zestrojenie. Może to być także jakieś wzbudzające empatię wydarzenie.
Kochani, przecież nasza seria spotkań rozpoczęła się od nie-oczekiwanego wydarzenia, jedna z obecnych dusz nagle straciła przytomność i upadła. Wszystko to stało się dosłownie u stóp mego partnera, podczas wykładu i trzeba było dla niej wezwać karetkę pogotowia. Stało się tak z dwóch przyczyn: Jedną z nich była konieczność zmiękczenia waszych serc, wprawienia was w stan koherencji harmonijny z nią samą. Jak tylko upadła, medytujący natychmiast zaczęli słać jej spokój i dobroczynność. Druga przyczyna dlaczego tak się stało dotyczy jej samej i szansy na uzdrowienie. Jeśli miało tak się stać, że ona musiała stracić przytomność, to czyż ta sala nie jest do tego najbardziej nadającym się miejscem? Tak się rozpoczęła seria spotkań w Szwajcarii; ta pani upadła na naszym pierwszym spotkaniu i wydarzenie to stworzyło między wami pewne zestrojenie; wielu z was to wyczuło.
Dobrze, a teraz się was zapytam: A czy potraficie się tak koherentnie zestroić bez dramatu i wzywania karetki? Czy potraficie dostrzec Boga tkwiącego w każdym tutaj zebranym Człowieku? Nie łączy was nawet wspólny język [W Szwajcarii każdy Kanton ma swój język- przyp. tłum.] i na dobrą sprawę nie ma to najmniejszego znaczenia. Powróćmy teraz do tamtego wydarzenia, kiedy wszystkie wasze serca się zespoliły, kiedy patrzyliście, jak ta kobieta bezwładnie leżała w przejściu między rzędami widowni, a wy zaczęliście jej wysyłać spokój, wlewać w nią miłosierdzie całej grupy. Połączył was wtedy wspólny cel. Na tym polega takie zestrojenie? - nie jest to żadne uczucie przyjaźni. Zestrojenie pozwala dwóm nieznajomym uścisnąć się jak bracia pod wpływem wspólnie przeżytego momentu wielkiej empatii. Celem zestrajania jest jednakże osiąganie takiego zespolenia automatycznie, bez konieczności jakiegoś dramatu, czy wypadku.

Drugi rodzaj zestrojenia

Jak wygląda wasze zestrojenie z naturą? Zanim mój partner rozpoczął swą długą podróż [Kryon odnosi się do faktu, że jest to 44 dzień wojażu Lee], odwiedził bardzo majestatyczne miejsce, zaciszną pustynną Monument Valley [dosł. Dolina Pomników]. Panowała tam tak głęboka cisza, że można ją było niemalże dotknąć. Rozległa Dolina stanowi jedność, gdyż zamieszkujący jej teren rdzenni mieszkańcy [Indianie Navajo] od pokoleń oddają temu zakątkowi Ziemi wielką cześć. Podczas tamtej odnogi całej wyprawy, biorący w niej udział wraz z tubylcami ukochali tę ziemię i się weń w stroili. Zwiedzanie Monument Valley rozpoczęto ceremonią oddania jej czci, ona sama zaś porozumiała się z uczestnikami swą ciszą i czcią, którą tamtejszy grunt od wieków żywi wobec wszystkich, którzy na nim się znajdą.
Jadąc następnie do Europy, Lee dalej pielęgnował zestrojenie z ziemią dając serię wykładów w Irlandii, gdzie grunt tam dosłownie żyje. Wszystko tam rośnie i rozwija się tak bujnie, że tradycje i mity często traktują o skrzatach i duchach natury. Dzieje się tak, gdyż – jak już wam o tym wspominaliśmy — piach pod stopami jest wielowymiarowy. Istnieje przymierze między Ludźmi i energią planety.
A jak wygląda wasze własne przymierze z ziemią? Czy potraficie zestroić się z naturą? Niektórzy odpowiadają: „Bardzo bym tego chciał, ale pracuję w biurze. Mieszkam w wielkim mieście. Życie upływa mi między pracą i domem". Inni zaś mówią: „Choć nie pracuję, to ciężko mi się wyrwać z miasta”. Kochani, wyjazdy z miasta tutaj niczego nie zmieniają. Kiedy oddychacie, czy przyjmujecie do wiadomości skąd pochodzi wypełniające wasze płuca powietrze? Czy rozumiecie, że stworzyły je dla was rośliny, drzewa, mchy, porosty, czy nawet algi? Czy zdajecie sobie z tego sprawę, czy nie, każdy z was żyje w symbiozie z naturą; więź z nią stanowi jeden z głębszych rodzai zestrojenia, jakie istnieją, gdyż sami pochodzicie z piachu pod waszymi stopami.
Jeśli się przyjrzeć temu, jak się tutaj znaleźliście, jak rozpoczęło się samo życie, to przecież wszystko powstało z istnie-

jących tutaj pierwiastków i żywiołów, które was stworzyły. [Uwaga: Kryon używa słowa „elements” co oznacza zarówno pierwiastki jak i żywioły, jednym słowem demonstrując jedność nauki i metafizyki – przyp. tłum.] Możecie powiedzieć, że pole nawiązało symbiotyczną relację z drzewami i roślinami, aby umożliwić wam istnienie. Ta początkująca wszystko iskierka nie wygasła, żyje już całe wieki i sprowadza was w to miejsce, nie pora więc teraz o tym wszystkim zapominać, pora to wszystko przyjąć do wiadomości. Na tym polega zestrojenie numer dwa.

Trzeci rodzaj zestrojenia


Jak wygląda wasze zestrojenie z gwiazdami? Och, kochani! To doprawdy przednie! Możecie powiedzieć: „Cóż, prawdę mówiąc nie mam żadnego związku z gwiazdami”. Zapytałbym was wtedy: Dlaczego się wam tak wydaje? Na co możecie mi odpowiedzieć: „One nie mają w moim życiu żadnego znaczenia. Mieszkam w wielkim mieście, gwiazd nawet tam nie widać, więc nie przychodzi mi do głowy, się nad nimi zastanawiać”.
Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że gwiazdy i gwiazdozbiory oraz krążące wokół tych gwiazd planety, wszystko to jest z tej samej materii, co Ziemia? Już wcześniej wam to mówiłem: te same pierwiastki, które od-kryliście na Ziemi, istnieją także w całej galaktyce. Tajemniczy ogrom przestrzeni kosmicznej nie kryje w sobie zbyt wielu tajemniczych pierwiastków, które by nie występowały na Ziemi. Och, być może mieliście trudności w odkryciu, z czego się składa atom, ale nie przysporzyło to wam żadnych trudności, aby się zorientować, że te atomy, których wnętrza tutaj badacie [CERN], są wszędzie.
Oczywiście, gwiazdy te wywierają na was różny wpływ grawitacyjny, składają się z różnych kombinacji gazów, różnią się między sobą rozmiarem, lecz tutaj chodzi mi o to, że Ziemia powstała ze wszystkiego, co istnieje „tam, w odległych przestworzach”, co oznacza, że kiedy wznosicie głowy, aby spojrzeć w niebo wszystko, co tam widać, każda gwiazda, stanowi część was samych.
Czy wysłuchaliście wykładów naukowców prelegentów na temat Ludzkiej biologii, czyli o DNA? Czy słyszeliście, jak mówili, że Ludzkość przypuszczalnie nie wywodzi się od niczego rodzimego tej planecie? Jeśli więc to prawda; to niby skąd się tutaj wzięliście? Co wy na to, jeśli „brakujące ogniwo” pochodzi właśnie z gwiazd? To jest dopiero zestrojenie!
Kochani, prawda jest taka, że stanowicie kombinację wyniku naturalnej ewolucji życia na Ziemi oraz ewolucji świadomości pochodzącej z gwiazd. Chociaż nauka głównego nurtu bardzo długo dochodziła do tego odkrycia, to wciąż będzie odkrywać coraz to inne przykłady potwierdzające tę prawdę, będzie odkrywać brakujące ogniwa łańcucha ewolucji Ludzkości. Zatem pytam się ponownie: Jak wygląda wasze zestrojenie z gwiazdami i tymi, którzy stamtąd pochodzą? Czy to możliwe, że poza Ziemią istnieją inne rodzaje świadomości? Czy to możliwe, wszystkie one są aktywne, a ich dobroczynny wpływ da się odczuć? Czy to możliwe, aby oni was obserwowali, w pewnej formie wciąż będąc tutaj, skupiając się jedynie na was i waszym przeskoku świadomościowym, przez który właśnie przechodzicie? Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że wszyscy oni są dobroczynni i pełni empatii, gotowi wam w tym przeskoku pomagać? Odpowiedź brzmi: TAK. Zatem jak wygląda relacja z gwiazdami każdego z was?
Drodzy zebrani przede mną naukowcy: Czy doprawdy tak ciężko wam zburzyć ściany waszych przekonań i choć na chwilę rozważyć możliwość, że wszystko, co wam znane, jest o wiele większe niż się wam wydaje? W rzeczy samej jest to przeogromne – bezmiar rzeczywistości tego, kim jesteście naprawdę i skąd pochodzicie wprawia w osłupienie. Prawdziwy naukowiec powinien być otwarty na możliwości nowych odkryć wybiegających poza szufladkę znanych potencjałów, zatem czy na chwilę potraficie zapomnieć o wszystkim, czego was uczono?
Co wy na to, jeśli wam powiem, że liczba istot w galaktyce, które wiedzą o waszym istnieniu przekracza liczbę wszystkich Ludzi na Ziemi? Wszystkie one wiedzą, że panuje tutaj zasada wolnego wyboru, doskonale zdają sobie sprawę, że nie wolno im było ingerować w wasz rozwój, abyście samodzielnie podjęli decyzję dalszej ewolucji i zaczęli tworzyć Wielki Przeskok Świadomościowy. Wraz z dalszą ewolucją dokonacie kolejnych odkryć naukowych pozwalających wam poszerzyć świadomość do tego stopnia, że zaczniecie się domyślać, iż wasza relacja z resztą galaktyki to nie tylko samo zestrojenie się z nią energetycznie, że wiąże się ono również z więzią biologiczną. Niewątpliwie kiedyś nadjedzie taki dzień, kiedy spotkacie wasze „łącze”, które okaże się bardzo podobne do was samych.

Czwarty rodzaj zestrojenia

Jak jesteście zestrojeni sami ze sobą?„Kryonie, co masz na myśli, pytając o to, jak wygląda moje zestrojenie ze mną samym? To bardzo dziwne pytanie, przecież ja to ja”. Ach tak? A jakie macie podejście do tego ja? Czy kiedy rozmyślacie nad sobą i życiem, czujecie zestrojenie z czymś wewnątrz, czy może twierdzicie tak jak was tego nauczono, że tam nie ma nic, że nie ma żadnej bezpośredniej relacji między wami a waszą duszą? Rozpocząłem nasze spotkanie od pytania: Czy potraficie ujrzeć Boga w innych? Teraz zaś pytam, czy potraficie go ujrzeć wewnątrz siebie? Jaki rodzaj zestrojenia łączy każdego was ze sobą samym? Powtórzę wam to, co jeszcze nie raz będę wam powtarzał, gdyż wiele Ludzi, wyewoluowanych Starych Dusz, postrzega siebie jako niegodnych, czy gorszych od innych.
Czy jesteście zakochani w sobie samych? Pytanie to może wam zabrzmieć dziwnie, lecz powiadam wam, że można w pozbawiony egoizmu sposób być zakochanym w fakcie własnego istnienia równie dobrze, jak można być egoistą. Większość z was ma kłopoty z wyrażaniem miłości własnej, stajecie się wtedy dysfunkcyjni i egoistyczni. Różnica między jednym i drugim wyrażeniem tego rodzaju miłości jest ogromna i jej istota leży w poczuciu odrębności oraz wynika z dwoistości. Zestrojenie się z samym sobą więc jest jednym z pierwszych, o które powinniście zadbać, zawadza ono także o kwestię podjęcia przez każdego z was bardzo ważnego wyboru.
„Kryonie, skoro zestrojenie jest aż tak ważne, dlaczego mówisz o nim na czwartym miejscu?” Odpowiedź na to pytanie tyczy czegoś, o czym pragnę wam opowiedzieć za chwilę.
Jaki macie stosunek do samego siebie? Kiedy już niedługo opuścicie tę salę, czy nadal będziecie myśleć po cichu: „Za-sługuję na to, aby tutaj być. To było wspaniałe spotkanie, gdyż sam pomagałem w jego współtworzeniu?” Czy w ciągu ostatnich trzech dni doprawdy przyswoiliście sobie, że Ducha wcale o nic nie trzeba PROSIĆ? A z kim będziecie rozmawiać, kiedy się zwrócicie do Boga Wewnątrz? Skoro Bóg tkwi wewnątrz, to czyż prosząc Go o cokolwiek, nie prosicie samych siebie? Zaczyna zmieniać się paradygmat waszej relacji ze Stwórcą. Zamiast więc prosić, wy się teraz ZESTRAJACIE. Zestrajacie się z rzeczywistością tego, kim jesteście naprawdę.
Nauczyliście się już, że poprawne użycie afirmacji polega na oznajmianiu czegoś, co często zdaje się przeczyć bieżącej rzeczywistości. Chory oznajmiający, że jest zdrowy może się komuś wydawać niemądrym, kiedy kichając i prychając afirmuje, że jest zdrowy. Dobrze to zrozumcie, że tak czyniąc, on w rzeczywistości afirmuje zdrowie i potwierdza to, kim się staje. Taki człowiek w ten sposób zestraja się z przyszłością własnej struktury komórkowej, która jest zdrowa, a to jest bardzo wielowymiarowe zestrajanie się ze sobą samym!
A jak jest z wami, czy także już żyjecie w takim trybie? Czy rozumiecie różnicę między starym i nowym paradygmatem współpracy z Duchem? Zmiana ta polega na przejściu ze współpracy ze źródłem zewnętrznym do współpracy ze Źródłem Wewnątrz. Czy czujecie się tego godni? Czy możecie zasiąść w obliczu Boga wiedząc, że stanowicie część tej wzmocnionej i potężnej energii? Kiedy myślicie o Ziemi jako o podobnym temu audytorium, to czy jest tam zarezerwowane dla was miejsce, czy stoicie z tyłu, pod ścianą, przyglądając się jak inni coś dostają? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad podobnymi zagadnieniami?
Kochani, a jak wy się w to wszystko wpasowujecie? Czy wy-daje się wam, że stanowicie część życia na Ziemi, czy stoicie na poboczu mając nadzieję, że jakoś to będzie? Być może doświadczyliście w życiu czegoś, co was zniechęciło, przez co czujecie się zwyciężeni, jak na przykład jakaś choroba a teraz słyszycie, że wszystko jest rezultatem waszego toku myślenia? Na tym polega nowy paradygmat życia na Ziemi. Uzdrowienie pochodzi z wewnątrz, każdy z was ma nad nim kontrolę, możecie chorobę przezwyciężyć, jeśli zestroicie się z dostępnym wam zdrowiem.
Zatem jak jesteście zestrojeni ze sobą samym? Czy możecie z wizualizować jak siebie obejmujecie, mówiąc: „Dobrze mi poszło! Przeżyliśmy kolejny dzień i stajemy się coraz bardziej zrównoważeni. Zaczynamy naprawdę rozumieć, co to takiego miłość”. Czy rozpoznajecie siebie w tym oznajmieniu? Kochani, jeśli tak wybierzecie, każdy z was może tak mówić. Jak zawsze i ze wszystkim, kluczem tutaj jest wolna wola. Wszystko, o czym tutaj mowa możecie zrobić albo nie. Czy dacie temu wiary, czy wciąż będziecie się trzymać tego, czego nauczył was ktoś inny, że jest inaczej? Jeśli was tego nauczyli, to przyjrzyjcie się ich życiu. Czy jest to coś, co pragniecie naśladować?

Zestrojenie numer pięć

Jaki jest wasz stosunek do Stwórcy? Czy już to rozpracowaliście? Czy to możliwe, że wewnątrz każdego z was jest cząstka tego, co nazywacie Bogiem, a co my określamy mianem Źródła Stwórczego? Czy zauważacie różnicę w tym, jak używam języka na określenie tych pojęć: Bóg i Źródło Stwórcze? Bóg jest określeniem pojedynczego, trójwymiarowego Boga, często kojarzonego ze źródłem wszelkiej mocy i wszelkiego osądu. Pojęcie Źródła Stwórczego jest bardziej ekspansywne; ono może być tak wielorakie, jak to się wam podoba, ono jest wielowymiarowe, a zatem kwantowe. Czy wiadomo wam, że Źródło to jest nieskończone oraz że jest wszędzie? Czy wiadomo wam, że przenika każdą cząstkę materii? Czy wiadomo wam, że jest ono osobiste i zna każdego was z imienia? Źródło więc wcale nie jest czymś pojedynczym, osobliwym, Ono jest wszędzie.
Zestrojenie ze Źródłem Stwórczym powinno się wam wydawać czymś łatwym do osiągnięcia. A co na ten temat wydaje się każdemu z was? Jeśli odpowiecie na to pytanie „Tak” - nawet jeśli dajecie temu wiary tylko w znikomym stopniu, to wtedy musicie powiedzieć sobie: „Skoro jestem częścią Źródła Stwórczego, tym samym Jam Jest Ten, który Jest – jestem wielowymiarowy, więc stanowię także część każdego Człowieka na Ziemi w większym stopniu niż można to zobaczyć, tego dowieść lub to zmierzyć. Istnieję w wielu wymiarach”. Oto kochani, na czym polega dalsza ewolucja Ludzkości: na osiągnięciu koherencji ze Wszystkim, co Jest.
Zestrojenie ze Źródłem Stwórczym stwarza, że przeskakujecie w wielowymiarowość, że odmieniacie się w sposób wielowymiarowy. Ci, którzy stają się wielowymiarowi, zauważają wzrost zdolności intelektualnych, wzrost postrzegania intuicyjnego, wzrasta w nich wyczucie istnienia większej prawdy. Czy więc opuszczając tę salę będziecie mogli powiedzieć: „Jestem częścią Stwórcy, wewnątrz mnie mieszka Bóg, jestem wieczny?” Czy wypowiedzenie tych słów wtrąca was w podenerwowanie? Jeśli tak, to zastanówcie się, dlaczego tak jest? Możecie wciąż partycypować w przeszłości, dawać wiary temu, czego nauczono was wcześniej, zamiast być częścią przyszłości, w której samodzielnie można uzmysłowić sobie intuicyjną prawdę. Co więc wybieracie, której rzeczywistości chcecie?

Wspanialsza Prawda

Właśnie przekazałem wam pięć rodzajów zestrojenia. Teraz jednakże zdradzę wam tajemnicę: tak naprawdę istnieje tylko jedno! Przekazałem więc wam pięć przymiotów jednego zestrojenia. Jest tylko jedno energetyczne zestrojenie, które jest kręgiem; wszyscy razem istniejecie w Polu i nieprzerwanie jesteście zapraszani, aby ten fakt poczuć. Wszyscy istniejecie razem, zestrojeni ze Źródłem Stwórczym. Wszyscy istniejecie razem, będąc zestrojonym z samym sobą. Wszyscy istniejecie razem, każdy będąc zestrojonym z naturą i gwiazdami. Jak błyszczący jasno klejnot, jest to jedno zestrojenie z wieloma fasetami. Kiedy już zaczniecie dostrzegać, że każde z tych zestrojeń zazębia się z całą resztą, zaczniecie rozumieć, co tkwi wewnątrz każdego z was. Wtedy, w tej sekundzie, kiedy do tego dojdziecie, uzmysłowicie sobie, że to wszystko jest ze sobą połączone. Wtedy poczujecie, że nikt z was nie jest pozostawiony samemu sobie, ale jest połączony z każdym innym Człowiekiem. Stara natura Ludzka polega na odrębności, separatyzmie, lęku, wojnie i walce o byt. Człowiek Nowej Ziemi rozpoznaje jedność, miłosierdzie, a walka o przetrwanie, polega u Niego na współpracy i wzajemnym zrozumieniu.
Mówiliśmy wam, że nawet kiedy sami chowacie się do szafy, to siedzą tam z wami miliony aniołów! Kochani, skoro każdy stanowi część Źródła Stwórczego, oznacza to także, iż na pewnym poziomie, w tej szafie wraz z wami siedzi także każdy Człowiek. Czy potraficie zestroić się z tą myślą? Już wcześniej mówiliśmy na temat pięciu oszustw starej energii. Zasłona zaczyna się unosić, zaczynacie używać duchowego zdrowego rozsądku i pewne rzeczy po prostu teraz wiecie lepiej. Zaczynają do was docierać nowe podszepty intuicji, dla wielu oczywistym staje się, że kluczowe w tym wszystkim jest empatyczne wyczucie, zamiast odruchowych reakcji, nalegania na odrębność, walki o byt i przybierania postawy obronnej. Wszystko, o czym dyskutowaliśmy podczas naszego trzydniowego spotkania traktuje właśnie o tym. Na planecie panuje nowa energia i wszyscy w niej już pływacie.
Zwracam się teraz do każdego z was: Kochana Stara Duszo, co dla ciebie znaczy, nastanie nowego paradygmatu życia na Ziemi? Prosi on o spojrzenie na sprawy z innej perspektywy. Dzieje się tak ze względu na to, co się tutaj ma wydarzyć, a co zaczyna się najpierw od Starych Dusz. Wśród nas tutaj zebranych są tacy, którzy nie dają wiary prawdziwości zjawiska otrzymywania przekazu natchnionego, ale którzy mogą wierzyć w miłość. Mój, kochany, jeśli to ty, to doświadczywszy wszystkiego, co tutaj miało miejsce, opuścisz to spotkanie nieco przemieniony. Czy potrafisz od-czuć koherencję serc?
Inni zaś zrozumieli wszystko, co zostało przekazane i oni opuszczą to miejsce uzdrowieni. Kilkoro z was zostanie uzdrowionych, choć na razie tego faktu jeszcze możecie się nie domyślać. [Kryon się śmieje.] Kiedy rozpoczniecie zestrojenie ze Wszystkim, co Jest, stwarzacie rodzaj boskiej energii tego, kim jesteście i energia ta zaczyna was spowijać. Wtedy rozumiecie, że niczego nie musicie wymyślać, znać wszystkich szczegółów, wszystko, czego się tutaj nauczyliście, choć może się potem zatrzeć w pamięci, to i tak pozostanie w was. Zaczniecie inaczej rezonować, oznajmiając: „Jako Stara Dusza znam to wszystko, całe to kilkudniowe spotkanie, a cała przekazana podczas niego wiedza, to jedynie sesja PRZYPOMNIENIA”. Wszystko, o czym mowa to przypomnienie opisu Starej Duszy w nowej energii: opis kogoś, kto jest inny, kto pożąda równowagi, kto rozpoczyna samopoznanie, kto rozumie, na czym polega akt miłosierdzia. Są więc to wszyscy ci, którzy opuściwszy to miejsce będą żyli świadomi tego, czego jeszcze mogą tutaj dokonać, pokazując innym swe własne światło.
Tak wygląda początek Nowej Ziemi. Jeśli dokonacie wyboru przyjęcia do wiadomości i zrozumienia wszystkiego, co tutaj zostało powiedziane, to każdy z was stanie się Nowym Człowiekiem, żyjącym według nowego paradygmatu życia na Zie-mi. Wybór należy do was. Nie lękajcie się miłości bożej! Nie-którzy z was, tak na dobą sprawę, nigdy jej do siebie nie do-puścili. Wy ją tylko włączacie i wyłączacie, nieprawdaż? Wam się wydaje, że ona jest dostępna tylko podczas medytacji, nie rozumiejąc, że ona jest z wami 24/7? Każdy może ją w swym życiu czuć zawsze: rozmawiając z innymi, jedząc obiad, idąc spać, wstając rano. Ona nigdy nie śpi i jest zawsze obecna. Żaden kochanek nie dorównuje temu, którego macie w Źródle Stwórczym. Do następnego spotkania. Zastanówcie się nad tymi sprawami.
I tak jest.
- KRYON
Tł. Julita Gonera

 

 

 

czwartek, 27 maja 2021

„Jam Jest Syn Boży, tak samo, jak każdy z was?”

 Może być zdjęciem przedstawiającym 4 osoby

 ,,Kiedy żył tutaj Mistrz Miłości, Żyd Jezus, to czyż nie mówił wam: „Jam Jest Syn Boży, tak samo, jak każdy z was?” [Aluzja do słów zawartych w 1 Liście do Koryncjan, 3-6: Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? ] Przecież tak jest napisane, sprawdźcie to! Jego słowa to uznanie synostwa bożego wewnątrz każdego z was. Kiedy Człowiek zrozumie, że nie ma żadnej walki o panowanie nad jego duszą, że sami są odpowiedzialni za wszystko, za światło i za ciemność, jest to w ich życiu bardzo ważny przełom. Nazywa się to podjęciem odpowiedzialności za wszystko. Przyjmujecie do wiadomości, że nikt w niczym wam nie zawinił, nie sprawił, że sami czujecie się jakoś niegodni. Nikt na was nie czyha. Każdy z was jest wartościowy, każdy zdolny samodzielnie nieść światło”.
- Kryon
Tł. Julita Gonera

 Może być zdjęciem przedstawiającym niebo i tekst

 ,,Oto co w tym wszystkim najbardziej niesamowite, a czego nie chcecie przyjąć do wiadomości: wszystkie demony, które mogliście widzieć, czy doświadczać, czy o jakich słyszeliście, zostały stworzone mocą Ludzkiej świadomości. Wszystkie najpiękniejsze cuda, jakie kiedykolwiek na Ziemi oglądaliście pochodzą z Ludzkiej świadomości. Mistrz światła tkwi w każdym z was!”
- Kryon
Tł. Julita Gonera

 

 

wtorek, 25 maja 2021

Cztery rodzaje najczęstszych ludzkich reakcji wobec niniejszych informacji i ogólnie, wobec daru Umowy.

 Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, siedzi i w budynku

 Oczami mistrza, cz III

Umowa

[Niniejszy przekaz, otrzymany w dniu 31 stycznia, 2004 roku w Gooding, w stanie Idaho został później uzupełniony przez Kryona podczas procesu edytorskiego, kiedy Lee sporządzał transkrypcję nagrania. Dzieje się tak ze względu na wymogi słowa pisanego oraz w celu wyjaśnienia pewnych spraw, które podczas samego przekazu na żywo pozostają w sferze energii i są odbierane poza-słownie.]

Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Och, miejsce to pełne jest słodyczy i radości. Przywitajmy obecną tutaj świtę. Jeśli zezwala wam na to wasza świadomość, poczujcie, jak dzisiaj obmywa was Duch, a wtedy tak też się stanie. Wiemy, kto tutaj zasiada i kto to będzie czytać, gdyż intencja jest dziś wszystkim.
Zwracam się do tych, którzy w ostatniej chwili dowiedzieli się o naszym spotkaniu i postanowili wziąć w nim udział: ten wasz potencjał jest nam znany. Znamy także tych, którzy czytają transkrypcję tego przekazu, znamy wszystkich, którzy się nań natykają przez przypadek. Stawiając się teraz w tym miejscu bądź czytając niniejsze w innym TERAZ wnosicie 50% energii tego spotkania, a my wnosimy drugie 50%. Przekaz ten jest więc specjalnie dla was, gdyż w połowie sami go stwarzacie. Może to wam zabrzmieć jak kolejny przekaz nowin, lecz zwracam się do każdego z was z osobna, nie przez przypadek ludzki głos mego partnera dociera do waszych uszu, gdyż kochani Lemurianie, specjalnie tutaj przybyliście, aby go wysłuchać.
Zanim zaczniemy, oddajmy cześć temu miejscu, które jakże wiele widziało: smutek i radość; na scenie jedni tutaj ronili łzy, inni zaś wybuchali śmiechem [bardzo stary teatr]. Sam budynek także ma bogatą historię, której część dopiero musisz odkryć, Michael [Kryon zwraca się do gospodarza spotkania i właściciela teatru]. W budynku mieścił się kościół, na tej scenie odbywały się uzdrowienia, zatem nasze spotkanie to nie pierwszy raz, kiedy poszukujący prawd duchowych przybywają, aby zapełnić rzędy widowni. Załóżmy jednak, że po raz pierwszy z desek sceny tego teatru padają podobne słowa, chociaż wśród słuchaczy jest pewna grupa, która udaje, że się nie zna. Powiem wam, że zbiera się ona zupełnie intuicyjnie, jakby się wszyscy znali. Coś takiego dzieje się według bardzo szczególnych zasad i można powiedzieć, że w tym teatrze historia starej energii spotyka się z historią nowej energii, gdyż te parę spędzonych razem chwil, według waszej percepcji upływu czasu, szybko także przejdzie do historii. Sami już teraz widzimy, jak opuszczacie to miejsce, jak kończycie czytanie transkrypcji. Już teraz widzimy potencjały wszystkiego, co w związku z tym będziecie mieli do powiedzenia, jak możecie na to wszystko zareagować. Wasze serca są nam znane, każdego z was znamy z imienia.
Zanim przejdziemy do tematu naszego dzisiejszego przekazu, pragniemy coś dodać do dyskusji rozpoczętej przez Lee podczas wykładu poprzedzającego przekaz. Lee mówił o miłości, którą wielu z was żywi do Ziemi. Och, kochane Istoty Ludzkie, nie przez przypadek zbieracie się razem z podobnymi wam miłośnikami natury – sami wiecie, do kogo się teraz zwracam – którzy lubują się w odludnych miejscach Idaho. Nie jesteście w tej miłości osamotnieni. Ilu was wita się z wiatrem, ilu błogosławi piach pod stopami? Ilu z was spoglądając w niebo zdaje sobie sprawę, że oglądacie ten sam jego skrawek już od stuleci? Ilu z was czuje, że grunt pod stopami jest waszą własnością, choć nie koniecznie chodzi mi o jakiś dokument potwierdzający własność, chodzi mi o Akasz, według którego jesteście tej ziemi zaślubieni. Niektórzy z was dobrze wiedzą, że żyją tutaj od dziada-pradziada, jesteście autochtonami i jesteście świadomi swego rodowodu. Co prawda, patrząc w lustro, możecie tego nie zauważać, jednakże populacja tego regionu od stuleci się nie zmienia, brak tutaj dużej ilości ludności napływowej, zatem piach pod waszymi stopami jest ten sam, po którym stąpaliście ostatnim razem i jeszcze wcześniej, i jeszcze wcześniej, i jeszcze wcześniej. Wiatr przenosi go z miejsca na miejsce, ale wy rozpoznajecie jego zapach, rozpoznajecie ukształtowanie terenu, na którym żyjecie już kolejny raz. Drogi czytelniku, oddaj cześć rodzinie, która z twej perspektywy spotkała się tutaj w przeszłości. Wiesz? – to nie zupełnie tak. Ona cała siedzi wraz z tobą, ramię w ramię niesie ci tę nowinę. Wiedz, iż wszystko, co się musiało wydarzyć, abyś mógł ten przekaz czytać to nic innego jak oka mgnienie w sztucznie powstałym czasie, który tylko pozornie zdaje się was dzielić. Wszyscy uczestnicy tego spotkania są z każdym czytelnikiem tu i teraz.
Niektórzy z was po zakończeniu wsiądą do samochodu i pojadą do domu, nie pamiętając, że ostatnio, kiedy stąd wychodziliście, dosiadaliście konia. Co ciekawe, pojedziecie także do tych samych domów, w których już kiedyś mieszkaliście! Widzicie? Dzieje się tak, gdyż wy do tego regionu należycie! Przynależność do pewnych miejsc na Ziemi stanowi część łamigłówki - obraz której czyni jednych z was kotwicami, innych zaś włóczykijami, a wszystko to jest całkowicie stosowne i zgodne z energią każdego z was.
Niektórzy nie mają jednego własnego miejsca i wiążecie się z tym, w którym w danej chwili musicie być. Każdy z was jest tam, gdzie być powinien! Niektórzy się temu przeciwstawili i przenieśli się gdzie indziej i w ten sposób zaszli tam, gdzie nie byli potrzebni. Raptem coś was jednak przywiodło z powrotem do domu, nieprawdaż? Ciężko iść pod prąd, kiedy się budzicie i wyrażacie intencję spełnienia celu własnego życia. Niektórzy będą wiedzieli, co mam w tej chwili na myśli, inni zaś nie.

Życie z dnia na dzień

Błogosławiony ten, kto wie, na czym polega obfitość! Błąkający się po pustyni Izraelici dobrze wiedzieli, co to obfitość. Wszystkie plemiona ponad 40 lat błąkały się po pustyni zataczając na niej większe i mniejsze koła, a przecież codziennie byli karmieni. Niektórzy z was pytają: „Kryonie, biblijna opowieść o mannie z nieba to jakaś przenośnia, czy tak było naprawdę?” Odpowiedź: To prawda, Izraelici naprawdę byli codziennie karmieni. Nazwali to manną z nieba. Fakt ten da się nawet wytłumaczyć naukowo, gdyż nawet po tułaczce i wejściu do Ziemi Obiecanej, ta manna wciąż spada, choć ich tam już dawno nie ma! Chyba nigdy o tym nie słyszeliście? To szczera prawda, Izraelici byli karmieni codzienne, przez 40 lat.
Niektórzy z wodzów tych plemion budzili się w środku nocy, zmartwieni: „A co to będzie, jeśli jutro manny nie będzie? Wiem, wiem, ona spada całe nasze życie, ale co, jeśli jutro nie spadnie?” Załamywali ręce, budzili bliskich i mówili: „Wiesz, przecież rano może tej many nie być?” Bliscy wtedy budzili innych i za niedługo powstała cała grupa zmartwionych, tym, że jutro może nie być manny! Ładny mi powód do zmartwienia! O świcie znowu każdy z nich był nakarmiony i wtedy przechodzili do zmartwień na jakiś inny temat. O co tak naprawdę chodzi w tej opowieści? Duch codziennie zaspokaja wszystkie potrzeby i dzieje się tak z dnia na dzień. Patrząc wstecz, można powiedzieć, że Izraelici podczas 40. letniej tułaczki po pustyni żyli w dostatku. Nigdy nie musieli się martwić, że trzeba siać i troszczyć się o żniwa, gdyż wszystko to było troskliwie uwzględnione i każdy miał do jedzenia pod dostatkiem na jeden dzień. Na tym polega obfitość! Izraelici jednak zrozumieli to dopiero patrząc wstecz. Ci zaś, którzy patrzyli w przyszłość, zastanawiali się: „A co będzie, jeśli manna nie spadnie?”
Zatem pragniemy teraz poruszyć pewne związane z wielowymiarowością zagadnienie; że patrząc wstecz, można zobaczyć przyszłość. Kiedy stajecie się wielowymiarowi, posiadacie zdolność wglądu w przeszłość wszystkiego, co się ma stać jutro i przekonać się, że wszystko będzie dobrze. Wielowymiarowa Istota Ludzka ma takie zdolności. Może zajrzeć w przyszłość, zobaczyć przeszłość i zrozumieć, że często zaspokojenie potrzeb bieżących to obfitość. Taka istota umie zobaczyć to, co będzie jako to, co już było … a nawet znaleźć w tym powód do śmiechu, zanim to się jeszcze wydarzy! Czy to trudne? Czy stanowi zagadkę? A może to jakiś puzzle? Więcej o tym za chwilę.

Pamięć własnych narodzin

Pozwólcie, że zabiorę was w przyjemną podróż, której sami możecie nie pamiętać. Oto wiele lat temu stoicie wraz ze mną po drugiej stronie zasłony, z podobnymi do mnie innymi członkami rodziny. Wychylacie się do przodu… tylko metaforycznie, gdyż jeszcze nie macie ciała, które można gdzieś wychylić. Kochani, to taka sama metafora, jak skok z wysokości do wody – opisująca gotowość przyjścia na Ziemię podczas tego, co nazywanie porodem. Oto więc zaraz narodzicie się rodzicom, których sami sobie wybraliście, będziecie mieli wybrany przez siebie kolor skóry, narodowość i płeć. Wasze ciało przygotowywało się w łonie matki, a pewne części tego, co nazywacie duszą w tym czasie przenosiły się do ciała. Zawsze w tym miejscu zadajecie mi pytanie: „Kryonie, kiedy dusza wchodzi do ciała?” Powiem wam prawdę, pamiętajcie: dusza wchodzi w ciało w momencie, kiedy zachodzi zgoda na poczęcie, zanim jeszcze istnieje samo ciało. Nie chodzi tutaj o żadne przeznaczenie, lecz predyspozycję. Macie predyspozycję, żeby się urodzić, gdyż decyzja o waszym poczęciu zapada, zanim wasi rodzicie się na Ziemi poznają, nawet zanim sami się urodzą! Doprawdy trudno mi jest wam o tym opowiadać tak, żebyście zrozumieli. Zatem powiedzmy tylko, że życie rozpoczyna się na długo przedtem, kiedy się wam wydaje, że ono się rozpoczyna, że zanim się urodzicie, może pod tym względem zajść wiele poprawek oraz że i wy, i wszyscy, którzy biorą w tym udział, zgadzają się na nie. Wyobraźcie teraz sobie, jak się wychylacie, tuż przed skokiem w odmęt życia. Co was przed tym zatrzymuje, to wiejący prosto na was „wiatr narodzin”. Jest to przesłodki, niewinny wiatr, którego doświadczaliście już niejednokrotnie, pachnący możliwościami, potencjałami i okazjami, wy zaś przygotowujecie się do kolejnych narodzin, które oczywiście dochodzą do rozwiązania, gdyż teraz tutaj sobie siedzicie.
Otaczają was doradcy gotowi na przyjście na świat wraz z wami… rozmawiając z wami językiem światła pytają się, czy doprawdy jesteście pewni, że chcecie się urodzić, oraz czy wszystko jest gotowe? Uśmiechacie się do nich i odpowiadacie, że wszystko jest w porządku. Przypominają wam, że tym razem rodzicie się w czasach przepowiadanej apokalipsy, że istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że zginiecie przeokropną śmiercią wraz z waszymi dziećmi i przyjaciółmi. Ponownie uśmiechacie się do nich odpowiadając: „Wszystko jest w porządku”. Następnie rozglądacie się dokoła, zapewniając żywioły i całe otoczenie, „że zaraz wrócicie”... po czym skaczecie.
Pozwólcie, że powtórnie się was zapytam. Pracownicy światła, kiedy byliście aniołami po drugiej stronie zasłony, czyż nie byliście wtedy mądrzejsi niż teraz? A jeśli to prawda, to pytam się raz jeszcze: Dlaczego postanowiliście się tutaj urodzić? Czyż nie wiadomo wam było o apokalipsie? Czyż nie zrozumieliście potencjału tego, jakie losy się ważyły dla całej planety w czasach waszego przyjścia na Ziemię?
Zaraz wam odpowiem i moja odpowiedź wytłumaczy, dlaczego jesteście tak niezmiernie kochani, dlaczego świta klęka i zaczyna obmywać stopy wszystkim obecnym na sali. Wytłumaczy to, dlaczego niektórzy z was czują uścisk Ducha i zaczynają się domyślać, że to wszystko to prawda, że nie jest to wymysł kogoś, kto dla zysku chciał was tutaj zebrać. Nie. Energia, którą czujecie jest rzeczywista. Nie rozpoczniemy naszego przekazu, zanim nie pogratulujemy wam za coś, czego, kochani Lemurianie, możecie być nieświadomi: Niezależnie od znanych wam potencjałów zagłady wy i tak wybraliście się tutaj urodzić! Przyczyna tego jest prosta, wy doprawdy po drugiej stronie zasłony jesteście mądrzejsi i wiecie, jak potężna jest ludzka intencja, wiedzieliście, co potrafi esencja Starej Duszy. Rodząc się wiedzieliście, że na planecie istnieje potencjał Przebudzenia. Niektórzy z was już od urodzenia byli przebudzeni duchowo. Nie chcieliście mieć nic do czynienia z duchowością waszych rodziców, nieprawdaż? Mieliście z tego powodu kłopoty, nieprawdaż? Widzicie, dobrze wiemy, kto przed nami zasiada! Stare Dusze już takie są! Od urodzenia sprawiają kłopoty! [Śmiech na sali.] Stara mądrość sprawia kłopoty, kiedy nie może się wpasować w mądrość danej chwili. A teraz oto siedzicie tutaj. Każdy z was, zanim jeszcze przybył na Ziemię, wychylając się do wiatru narodzin, wiedział, że Ziemię da się przemienić, jeśli zbierze się was wystarczająca ilość. Okazało się, że was wystarczyło i wy ją odmieniliście. Niech więc nie umknie niczyjej uwadze, że stare przepowiednie się nie spełniły. Niech więc nie umknie niczyjej uwadze, że właśnie dlatego tak niezmiernie was kochamy! Nie macie pojęcia, co jeszcze odmieniliście w innej części Wszechświata. To, co się wydarzy na Ziemi będzie miało duży wpływ na wiele spraw i będzie w tym celu zmierzone.
Prawdopodobnie to, co wam teraz mówię wydaje się pozbawione sensu, lecz o innej porze, w innym miejscu stanie się dla was jasne. Będzie jasne, kiedy ponownie się zobaczymy. Po drugiej stronie zasłony, gdy pewnego dnia znów się spotkamy, natychmiast do mnie podejdziecie pytając: „Jak nam poszło? Jak to wygląda teraz?” Wtedy wszystko zrozumiecie bardzo dokładnie. To, co robicie w swym zwykłym, codziennym ludzkim życiu odmienia tkaninę wielowymiarowości samego Wszechświata i jest to proces zachodzący od razu wszędzie. To, co myślicie teraz jest znane miliardy lat świetlnych stąd. Dzieje się tak dzięki temu, co nazywacie stanem kwantowym, gdzie wszystko jest razem, wszystko dzieje się naraz. Na pewnym poziomie, wszystkie istoty we Wszechświecie są świadome tego, co się dzieje na Planecie Ziemia, nawet te światy, które nie mają tego, co ma wasz, czyli świadomości boskości. Na swym poziomie świadomości oni także zostaną odmienieni. Zatem dalsze losy Ziemi odmienią los czegoś znacznie większego od tego, o czym wam kiedykolwiek opowiadałem. No, jak tam kochani, czy wciąż czujecie się tacy zwyczajni? Co, według was, znaczy „zwyczajność”?
Niektórzy mówią: „Kryonie, wiem, że wewnątrz mnie znajduje się pewna boskość, wiem także, że to, co mówisz, to prawda, jednak wciąż czuję się bardzo mały i niewiele znaczący”. Ludzie starsi wiekiem mówią jeszcze tak: „Prócz tego, czuję się stary i zmęczony”. Zaraz wam coś powiem. Każdy z was czuje się staro i jest zmęczony! Możecie się zapytać: „No właśnie, a dlaczego tak akurat jest?” Odpowiadam: dzieje się tak, gdyż energia planety zaczyna się zestrajać z energią własną każdego z was, zestrajać się z tym, po co się tutaj rodziliście, oraz że to wy jesteście ci od robót ciężkich. Celebrujcie więc fakt, że każdy z was stanowi cząstkę cudu zwanego Ziemią.

Początek nauki

Kochane Istoty Ludzkie, poruszymy dzisiaj zagadnienie zaawansowanego przymiotu duchowego i w związku z tym, trudno mi to wam będzie wytłumaczyć, a wam zrozumieć. Sprawy zaawansowane niełatwo zrozumieć. „Kochany Kryonie, byłem w miejscach, gdzie medytujący i ci, którzy się modlili dostępowali uzdrowień, a siedzący tuż obok nich nie doświadczali niczego podobnego. A przecież, według mnie, i jedni i drudzy mają ten sam rodzaj świadomości. Przecież Stare Dusze urodziły się na Ziemi w tych samych czasach, wszystkie one są swymi braćmi i siostrami. Wydawać by się mogło, że każdy z nich ma to samo pozwolenie, znają te same boskie zasady przebudzenia. Każdy z nich jest więc Pracownikiem Światła, siedzą sobie ramię w ramię, a przecież jedni zostali potraktowani inaczej od tych drugich. Nie rozumiem tego. Jak coś takiego jest w ogóle możliwe?” Za chwilę porozmawiamy o tym wszystkim w sposób, w jaki dotychczas rzadko te zagadnienia poruszaliśmy. Wszystko, co od samego początku poruszam w mym przekazie to sprawy związane z wami, z relacją was z wami samymi, z waszym przebudzeniem, z energią tego, co nazywamy waszym „ziemskim kontraktem”. Dzisiaj zaczynamy bardziej zaawansowany rodzaj nauki, od czegoś, coś, wcześniej co nazwałem mianem „ziemskiego kontraktu”. Rozpoczniemy tę zaawansowaną naukę dyskusją istot we Wszechświecie, dyskusją o Bogu, o waszej więzi z Ziemią, a wszystko to ujmę warstwowo. Na dzisiejszym spotkaniu dotkniemy wielorakiej tematyki związanej z tym tematem.

Założenie wyjściowe

Pozwólcie, że oznajmię pewien postulat; oto prawo Ducha: Nie ma we Wszechświecie większej mocy, ponad tą, która zasiada teraz w rzędach widowni tego teatru. Ludziom to nie w smak. „Och, Kryonie, przecież musi istnieć coś bardziej wspaniałego ode mnie? Codziennie przeglądam się w lustrze i dobrze wiem, co tam widzę”. Nie, wy tego nie wiecie. I to cała prawda. Jest to mój postulat i prawdziwe odbicie tego, jak się sprawy mają. Nie ma na Ziemi wyższej energii czy mocy, ponad Istotę Ludzką. Nie ma we Wszechświecie wyższej energii czy mocy, prócz tej, która w boski sposób płynie w każdym z was. Owszem, możecie mieć ochotę wynieść coś na piedestał i się do tego modlić, ale to tylko takie ćwiczenie gimnastyczne. Możecie mieć ochotę oddawać Bogu cześć myśląc o Nim jako o istocie nadprzyrodzonej, jako o Duchu, który kocha was tak samo, jak kocha mądry dziadek, którego za bardzo szanujecie i otaczacie wielką czcią. Nie jest to jednak prawdziwy rodzaj modłów, gdyż obraz takiego dziadka to nieprawda.
„Ale Kryonie, my tak chcemy! Chodzimy do kościołów, gdzie modlimy się do istot nadprzyrodzonych, gdzie oddajemy cześć ideom pod każdym względem większym od nas samych: symbolicznie, fizycznie i duchowo”. Tak, wiem, że tak postępujecie, jednak prawda pozostaje prawdą i to, co pod tym względem czynicie nie jest właściwe. Nie ma niczego wyższego ponad to, co płynie w waszych żyłach, ponad to, co niesiecie w swej świadomości. Wszystko to jednakże ukrywa się przed wami pod płaszczykiem dwoistości, jest od was oddzielone i istnieje w wymiarze, który jest wam dostępny tylko częściowo. Prawda jest taka: każdy z was jest Bogiem. Kolektywnie tworzycie to, do czego co tydzień, bądź codziennie, modli się wielu. Biorąc każdego z was z osobna, każdy stanowi niepowtarzalną, integralną cząstkę Ducha, konieczną dla pracy całego systemu. Każdy z was jest wieczny w obie strony: zawsze istnieliście i zawsze będziecie istnieli; nie istnieje żaden początek, oto więc jak doprawdy jesteście starzy. Dlaczego wam o tym mówimy? Dzieje się tak, gdyż pragniemy z wami podyskutować na temat już wcześniej poruszony przez mego partnera podczas innego przekazu. Dzisiaj przekażemy wam więcej informacji, abyście mogli zrozumieć to w szerszym, niż dotychczas kontekście.

Umowa – pojęcie wielowymiarowe

Pragniemy z wami omówić coś, co niezobowiązująco określamy mianem Umowy. Brzmi to, jak Kontrakt, nieprawdaż? Kiedy przychodzicie na Ziemię, macie Umowę. Dobrze, a teraz się na moment zatrzymajcie. Tutaj wcale nie chodzi o każdego z was. Tutaj chodzi o cały Wszechświat. Istnieje Umowa zawierana z Wszechświatem, który stanowi waszą rodzinę. Rodząc się na Ziemi macie kontrakt planetarny, o którym wam wiadomo, gdyż była już o nim mowa i mieliście szansę zastanowić się nad nim. Mówiliśmy wam, że takie kontrakty to tylko warunki początkowe, określające pewne wrodzone predyspozycje, które w każdej chwili można odmienić.
Cały taki kontrakt może ulec zmianie, gdyż nie istnieje żadne przeznaczenie. Jednakże poprzez fakt, że zaczynacie się budzić i to, że żyjecie na planecie, stwarzacie pewną wielowymiarową energię zauważalną przez Wszechświat. Energia ta nazywa się Umową. Nareszcie więc możemy rozszerzyć naszą dotychczasową naukę podstawowych pojęć, którą przekazujemy wam od ponad dziesięciu lat. Są to pojęcia nieco trudniejsze do zrozumienia, choć z bożą pomocą, zrozumienie tego wcale nie jest trudne.
Umowa więc to coś zawieranego między nami i wami. Kontrakt zaś to coś, co zawieracie z planetą. Jedno odnosi się do jednego życia Ludzkiego, to drugie jest na zawsze.
Umowę zawiera się z gwiazdami, które nawet ciężko wam dostrzec przy pomocy najnowocześniejszych teleskopów. Umowa ta jest znana całemu Wszechświatu i waszej własnej strukturze komórkowej, gdyż tętni w waszej krwi. Umowa wpływa na wasz ludzki kontrakt, lecz na tym nie koniec. Umowa dotyczy Jam Jest i stąd jest boska.
Jest ona wklejona na najświętszą z Ludzkich warstw waszego DNA [Neca Merkava Eljachu: III warstwa pierwszej grupy Ludzkiego DNA, warstwa aktywacji synostwa bożego, której imię i funkcję Kryon objawił w przekazie z 20 marca, 2004 roku – przyp. tłum.]. Jest to więc umowa zawierana między każdym z was i Wszechświatem, a nie między wami i Ziemią. Dotyczy ona jednak tego, po co się tutaj urodziliście, więc stanowi swoistą narzutkę kontraktu, lecz bardziej w kontekście wielowymiarowości; taka Umowa jest wydarzeniem kwantowym, związanym z obecnie istniejącą energią kosmosu, a ta się przecież zmienia zawsze. Niniejszy przekaz może wam zabrzmieć jak powtórka, ale to nie jest powtórka. Sama Umowa może się wydawać tożsama z kontraktem, ale to nie tak. Umowa nie ma nic wspólnego z wrodzonymi przymiotami karmicznymi, choć pod pewnym względem i one są w niej brane pod uwagę. Zawierana Umowa to kombinacja wszystkich układów tego, co nazywacie przeszłymi życiami (które są obecne w teraźniejszym) z Wszechświatem (który jest zawsze obecny). Wytłumaczenie tego puzzla wybiega poza pojmowanie umysłem, lecz i tak postaram się to wam wytłumaczyć. Przede wszystkim, pozwólcie, że wymienię wszystkie typy reakcji na ten przekaz, gdyż już wiem, jakie będą.
Opowiem wam o Darze, jakim jest Umowa. Powiem wam, że od czasu Harmonicznej Konkordancji [8 i 9 listopada, 2003], każdy z was może dotknąć i manipulować tą Umową. Kochane Istoty Ludzkie, nie podchodźcie do tego z lekceważeniem, gdyż dzięki takiej manipulacji możecie przedłużyć sobie życie, oraz osiągnąć prawdziwe synostwo boże. Umowa bowiem dotyczy wielu spraw, o których, jak dotychczas, można było tylko marzyć, a teraz można je osiągnąć. Dar możliwości manipulacji Umową leży pod drzwiami każdego z was i tylko czeka, aż go otworzycie. Jest to zatem początek początku, na tym polega nowa dyspensacja. [gwoli przypomnienia, dyspensacje były trzy: w czasach starotestamentowych żyliśmy w dyspensacji Prawa, od czasów Jezusa żyliśmy w dyspensacji Miłości, a od 21. 12. 2012 żyjemy w dyspensacji Łaski- przyp. tłum.]

Cztery rodzaje najczęstszych ludzkich reakcji wobec niniejszych informacji i ogólnie, wobec daru Umowy.

1. Pierwszą, najbardziej powszechną reakcją jest ta: „Daj mi spokój, nie opowiadaj mi takich głupot. Ani mi w głowie tego słuchać, ani się nad tym zastanawiać. Zupełnie w to nie wierzę”. Kochani, wcale nikogo za taką reakcję nie osądzamy, gdyż Ludzkość jest obdarzona wolnością wyboru, aby robić tutaj, co tylko wam się podoba. Nie wszyscy z was są Lemurianami. To waszym zadaniem było przebudzenie i wy się przebudziliście. Predyspozycja na przebudzenie leży w DNA każdego Lemurianina, a ci, zebrani razem, wspólnie mogą odmienić losy tej planety… czego zresztą już dokonaliście. Kolejnym potencjałem jest potencjał możliwości odmienienia samego siebie w bardzo głębokim stopniu i wielu z was także to osiągnie.
2. Druga reakcja Ludzkości wygląda tak: „Oj, widzę to! Czyż to nie wspaniałe? Chcę oddawać temu boską cześć! Gdzie to więc jest? Trzeba to tak postawić, żeby łatwiej było na klęczkach się do tego modlić. Dajcie się temu pokłonić. Zaraz, zaraz, a ile pokłonów trzeba złożyć? W jakim kierunku zwracać wtedy twarz?” Wiecie, jest to doprawdy bardzo powszechny rodzaj reakcji. Wielu z was się wydaje, że jeśli coś jest z natury duchowe, to się do tego zaraz trzeba modlić! Zupełnie nie przyjmujecie do wiadomości, nie uzmysławiacie sobie, co to takiego naprawdę, przyjmujecie to jako ciąg dalszy tego samego rodzaju świadomości, według którego żyjecie w oderwaniu od Boga.
3. Trzeci rodzaj reakcji jest bardzo ciekawy i zwykle wspólny wszystkim Lemurianom-intelektualistom, czyli jest to reakcja właściwa Starym Duszom lubującym się w umysłowym poznawaniu Boga. „Aha! No tak, teraz to widzę! Właśnie na to czekałem. To jest warte zastanowienia się i chyba sam będę tego dociekał dalej. Ciekawe, po co to? Trzeba się zastanowić, co to takiego, ten dar? W ogóle to wszystko jest interesujące; ciekawe, co to znaczy? A jakie to ma znaczenie w porównaniu z innymi darami? Jak powinienem na niego zareagować? Czy dobrze to rozumiem, czy w ogóle powinienem w to wszystko wchodzić?” Jest to reakcja Człowieka, który wszystko bierze na umysł. Pyta się on o stosowność tego wszystkiego w stosunku do własnego życia, w stosunku do Ziemi, otoczenia, zastanawia się, jak należy do niego podejść oraz jaki jest tego wszystkiego cel. I tak zastanawiając się i roztrząsając żyje dalej swym dotychczasowym życiem. Właśnie opisałem wam pracownika światła, który tego światła jeszcze nie włączył. Taka Latarnia Morska jeszcze nie świeci, stoi na skałach i zastanawia się nad sensem własnego życia, podczas gdy statki błądzą w ciemności.
4. Czwarty rodzaj reakcji może potencjalnie pochodzić od zebranych przede mną bądź czytających te słowa. Potrudziliście się, aby się tutaj znaleźć, albo to czytać. Nic z tych spraw nie jest dziełem przypadku. Siedzicie sobie teraz tutaj lub w domach wcale nie przez przypadek. Jaka jest wasza reakcja? „Oooo gdzie ja tę Umowę podziałem? Dlaczego o niej zapomniałem? Ciekawe, gdzie ją zgubiłem? Aha, mam ją! Już jest, tak, tak, przecież wiem, że należy do mnie, pora włożyć do kieszeni. Trzeba ją zachować z namaszczeniem, bo to przecież moja własność”.
Powyżej więc cztery bardzo różne reakcje w odniesieniu do tematyki dzisiejszej nauki. Pozwólcie, że przejdę teraz do dyskusji samej Umowy. Postaramy się streścić, gdyż wychodzenie poza opowiedziane tutaj historie musi poczekać na inną okazję.

Umowa

Naszą naukę rozpoczniemy od tego. Istnieją pewne przymioty, dzięki którym można pracować z Umową. Powtarzam, tutaj nie chodzi o wasze ziemskie kontrakty. Stronami Umowy jesteście wy i Wszechświat. Chodzi w niej o wszystko w waszym życiu na Ziemi w relacji do wszystkich zagadnień tyczących Wszechświata. Całą przyczyną, dlaczego przekazuję wam tę naukę jest to, żeby wzmocnić energię synostwa bożego, którą zaczynacie otrzymywać. Zatem w celu pracy z Umową, w celu jej zmiany, w celu nauki podejmowania pełnych boskiej mocy życiowych decyzji, przekazujemy wam teraz przymioty, w których świetle tę Umowę można lepiej zrozumieć.

Partnerstwo

Pierwszy przymiot polega na tym, że jeśli macie ochotę zmienić Umowę, musicie najpierw zrozumieć, na czym polega partnerstwo z Bogiem. Opowiadałem wam o tym już dawno temu. [„Partnering with God” (Partnerstwo z Bogiem) to także tytuł nieprzetłumaczonej na język polski, VI Księgi przekazu Kryona, która się ukazała w druku w roku 1997 – przyp. tłum.] Mówiłem wam wtedy, że przymiot ten zakłada, iż sami jesteście boscy oraz że to, co nazywacie Bogiem jest waszym partnerem. Każde partnerstwo musi być zrozumiane, uzgodnione i przyswojone. Kiedy coś sobie przyswajacie, to tak, jakbyście sami to coś stworzyli, zatem partnerstwo trzeba czuć aż tak bardzo głęboko, ono musi dla was być aż tak osobiste.

Najwyższa siła

Jeśli w pracy z Umową chcecie odnieść sukces, to musicie także zrozumieć i przyswoić sobie na 100%, że każdy z was stanowi najwyższą moc we Wszechświecie. Och, nie każdy z was z osobna, ale razem z pozostałymi Ludźmi, że nie ma większej siły ponad ludzką boskość, która mogłaby was pokonać; czerpiecie tę moc od samego Stworzenia. Przyjmujecie do wiadomości, że nie ma mocy, która mogłaby was pokonać. Nie ma mocy, która by wam mogła coś uczynić, nie ma wyższej nad wami mocy, która mogłaby was przekląć, zesłać na was chorobę, czy ubezwłasnowolnić. Innymi słowy, nie istnieje nic innego, poza tym, co mogłoby na was wywrzeć jakiś wpływ, prócz tego, co sami do siebie dopuścicie według wielkiego planu waszej boskości. Nie pomylcie się, przymiot ten jest często najtrudniejszy do przyswojenia.

Strach

Jeśli chcecie rozpocząć pracę z Umową, będziecie musieli zrozumieć strach. Wcale nie mówię tutaj o jego całkowitej eliminacji, gdyż tego wam nie wolno; nawet mistrzowie mieli lęk, umieli go jednak równoważyć, postawić na swym właściwym miejscu. Widzicie, dano wam lęk, którego nie da się od Człowieka oddzielić. On musi istnieć, gdyż stanowi ważną część waszej dwoistości, na nim opiera się część całego eksperymentu życia na Ziemi. Jednakże strach, czy lęki także należy pokonywać. Wszystko, czego możecie się bać, nawet jeśli są to rzeczy drobne, musicie nazwać, rozpoznać i w razie potrzeby podzielić na kategorie, aby to wszystko następnie odłożyć na ich właściwe miejsce, z tyłu, za warstwą własnej boskości.
Staram się wam to wytłumaczyć jak najbardziej przystępnie, ale możecie się zapytać: „Kryonie, już mi o tym wiadomo i już się z tym uporałem. Nie mam żadnych kłopotów związanych z lękiem. Przejdźmy do dyskusji na inny temat”. Pozwólcie więc, że zapytam wszystkich uzdrowicieli: Czy używacie jakiejś ochrony przy pracy z chorymi? Czy stawiacie coś w swym otoczeniu tak, aby energia uzdrawianych nie wpływała na was? Może się wam wydaje, że ich negatywne energie zakłócają waszą? Może macie więc coś, co wam pomaga się z tym uporać? Jeśli tak jest, to robicie to ze strachu. Czyż nie ufacie światłu? W jakim stopniu musicie być święci, żeby niskie energie wam nie przeszkadzały? Każdy z was jest cząstką Boga! Wszędzie, gdzie byście nie poszli, wnosicie ze sobą bańkę świętości i jedyne, co może ją przebić to wy sami; brakiem wiary, strachem, sami wyzbywacie się własnej mocy.
Nie przybywamy tutaj, aby was osądzać, czy upominać. Nauczamy was tylko w formie instrukcji, jak postępować w obliczu strachu, jak postawić go na właściwe miejsce, czyli z tyłu! Nie czyńcie niczego, co miałoby was dzielić, czy chronić od energii innych, gdyż jest to niepotrzebne. To wy dzierżycie całe światło. Kiedy się gdzieś udajecie i swą obecnością wnosicie tam najjaśniejsze światło, to czy trochę się wahacie mówiąc: „No tak, przecież ciemność może powstać i zdławić światło?” Nie, tak nie postępujecie, gdyż znacie potężne przymioty tkwiącego w was światła. Zatem nie lękajcie się tych spraw, niezależnie od tego, jak ciemnymi mogą się jawić. Tkwiące w was światło samoistnie te rzeczy przemienia. Zatem podejmujcie rzucane wam wyzwania biorąc byka za rogi. Kiedy napotykacie negatywność, przemieniajcie ją. Zalewajcie miłością wszystko, napełniajcie takie miejsca boską energią Boga, którego każdy z was nosi wewnątrz, a którego mocy nie da się wyczerpać.
Dopuszczenie do siebie, że sprawy mogą się potoczyć inaczej
Bardzo ważne: pozwólcie, aby to było w porządku, że sprawy mogą przybrać w życiu obrót inny od oczekiwanego. Pozwólcie, że opowiem wam tutaj opowieść o kobiecie, która bardzo czegoś pragnęła. Powiedziała tak: „Wszystko rozumiem. Jestem Latarnią Morską, rozpoznaję Boga Wewnątrz, jestem Lemurianką, odstawiłam strach na tylne siedzenie. To samo zrobiłam nawet z przeszłymi życiami. Żyję dokładnie według nauk o tym, jak żyć i to zresztą czuję. Kocham samą siebie, kocham Boga. Kocham boskość we mnie, ale tak naprawdę bardzo bym także chciała mieć partnera. Chcę, żeby ktoś mnie kochał. Zdaję sobie sprawę z tego, że takie pragnienie jest niesamowicie liniowe, ale ja bardzo, ale to bardzo chcę mieć partnera”.
I zaczęła się modlić: „Kochany Boże, przyślij mi partnera. Daj mi partnera, daj mi partnera, daj mi partnera. Jeśli zaś nie dosłyszałeś, to powtarzam: Daj mi partnera!” Jednak go nie dostała i wtedy powiedziała tak: Użyję całej zdobytej wiedzy i sama go sobie stworzę. Kryon mówi, że jesteśmy istotami grupowymi, zatem użyję swej męskiej/żeńskiej strony i zrobię sobie partnera i będę wtedy zadowolona sama z siebie”. I tak też zrobiła. Zakochała się w sobie jeszcze bardziej i wcale nie w sposób egotystyczny, lecz właśnie boski. Jam Jest się w niej przyjęło, zauważyła boskość i jedność we wszystkim więc stwierdziła: „Wcale nikogo nie potrzebuję” – po czym, ku zakłopotaniu swego otoczenia, zawarła nawet ślub z samą sobą. [śmiech na sali.] Cóż to za historia! Była z siebie bardzo zadowolona i powiedziała: „Kochany Duchu, dziękuję, że pokazałeś mi coś, czego się nie spodziewałam. W porządku, że jestem sama, naprawdę jestem wobec tego w porządku. Nikogo nie potrzebuję”.
Czy więc będzie w porządku, jeśli w życiu sprawy potoczą się inaczej niż tego oczekujecie? Powyżej opisałem wam sytuację, w której boska mądrość przemieniła sam oczekiwany efekt modlitwy wtedy, kiedy ogromne pragnienie nie zostało spełnione. Co się stało? Kobieta sama zmieniła swą przyszłość, zmieniając pragnienie. Moglibyśmy tę opowieść na tym zakończyć, ale ona się jeszcze nie skończyła. Posłuchajcie, gdyż to ważne: W tym konkretnym przypadku kobieta tak doskonale wybrukowała gościniec dla partnera, że sam do niej przyszedł właśnie wtedy, gdy się zakochała sama w sobie. Raptem, w tej samej chwili, kiedy uzmysłowiła sobie, że go wcale nie potrzebuje otrzymała to, o co wcześniej z taką desperacją prosiła wtedy, kiedy czuła się zależna od spełnienia swej prośby. Związek z nowym partnerem, jaki sobie stworzyła, nie jest związkiem współzależnym, lecz powstał na gruncie przepięknej wspólnoty. Związek ten zjednoczył dwoje zakochanych w sobie samych Ludzi, którzy nie są od siebie współzależni, lecz którzy tak bardzo się wzajemnie kochają, że będą ze sobą, aż do grobowej deski. To jest dopiero miłość.
Czy rozumiecie, co wam wszystkim pragnę przez to powiedzieć? Z chwilą, kiedy ta pani odkryła własną boskość, odmienił się cały paradygmat jej potrzeb. W jej przypadku nie otrzymała tego, czego pragnęła od Boga, ona otrzymała to od samej siebie.
Komunikacja na poziomie komórkowym
Już od niemalże dziesięciu lat nauczamy was o komunikacji z własną strukturą komórkową. Będziecie musieli zbudować most między tym, o czym wam powiedziano, że jest niemożliwe a tym, co obecnie stało się bardzo możliwe. Będziecie więc musieli się stać jednym z tych, którzy umieją rozmawiać z własną biologią, a to wcale nie jest takie trudne. Częścią daru pracy nad Umową jest umiejętność komunikacji z komórkami ciała. Kiedyś, w przyszłości, przekażemy wam więcej wielowymiarowych informacji o sposobach takiej komunikacji, na razie jednak powinno wam wystarczyć, kiedy powiem, że taka możliwość jest dość oczywista. Tylko doświadczenie życiowe dyktuje wam, że coś takiego jest niemożliwe. Jednakże życie w innych wymiarach, które istnieją równocześnie z waszym, zdaje się błagać, abyście taki dialog rozpoczęli. Zbudujcie most między tym, co niemożliwe a tym, co możliwe; niech to będzie takie małżeństwo. Część tego, jak to uczynić przekazałem wam już dzisiaj we wstępie do niniejszego przekazu: przyjmijcie tę możliwość komunikacji do wiadomości, zawrzyjcie z nią partnerstwo, uwierzcie w jej rzeczywistość, a komórki zaczną was słuchać.

Nadmierne główkowanie

Już wcześniej powtarzałem: Przestańcie nad wszystkim zbytnio główkować! Oddajcie sprawom cześć, przyswójcie je. Doskonale znamy i szanujemy Ludzki proces myślowy i wrodzoną mu logikę, to dzięki niemu doszliście do wspaniałych odkryć naukowych. Jednak proces ten jednocześnie nie pozwala wam na zbudowanie mostu do komunikacji z komórkami, bowiem im bardziej taką możliwość będziecie analizować, tym bardziej ona się od was będzie oddalać. Gdybyście w ten sam sposób zaczęli analizować żywność, to dawno umarlibyście z głodu! Czy z każdym oddechem rozmyślacie nad procesem oddychania? Nie! Może więc przyszła pora, aby w ten sam sposób podejść do własnej sfery duchowej?
Niektórzy chcą się dowiedzieć: „Kryonie, jak możemy zacząć myśleć poza liniowość 4D?” Do tego potrzeba praktyki. Jedną z kluczowych spraw jest tutaj medytacja, umiejętność wejścia w stan „bezmyślności” pozwolić sobie na „nielogiczność” (Nawiasem mówiąc wielu z najlepszych naukowców na Ziemi medytuje regularnie w celu znalezienia rozwiązań kwestii, nad którymi pracują... zatem ich sposób myślenia wybiega poza szufladkę logiki 3D).
Niektórzy taki stan medytacji z otwartymi oczami nazwali „snem na jawie”. Wy też takiego stanu doświadczaliście, gdyż wasi znajomi was określają jako lekko stukniętych! Zatem opanujcie go dobrze, gdyż się wam przyda w urzeczywistnieniu komunikacji z komórkami. Niech to wszystko stanie się waszą rzeczywistością, nie dzielcie jej na rzeczywistość i odmienny stan rzeczywistości. Myślcie o tym jak jedno i to samo. Pamiętajcie, że możecie używać logiki, nawet będąc w tak zwanym odmiennym stanie rzeczywistości. Zrozumcie, na czym on polega i jak się go odczuwa. Moi kochani Ludzcy przyjaciele, w ten sam sposób rozumowali wszyscy żyjący na Ziemi Mistrzowie. Zbytnio więc nie główkujcie nad potęgą własnej wielowymiarowości.
Dopuszczenie, że sprawy mogą pozostać takie, jakie są
Chyba najciężej jest mi wam przypomnieć właśnie o tym. Oto, o co często się modlicie: „Kochany Boże, w ciele czai się wielkie wyzwanie. Może ono nawet zagrażać memu życiu. Dziedzicznie mam skłonność do pewnej choroby i czuję jak ona się do mnie zbliża. Och Boże, mam tę chorobę! Wiem, że ją już mam. Kochany Boże, chcę uzdrowienia. Proszę powiedz mi, co powinienem robić, gdyż jestem zdesperowany. Powiedz, co muszę robić?” [pauza.]
I znów zatoczyliśmy koło i jesteśmy tam, odkąd zaczęliśmy, nieprawdaż? Dlaczego niektórzy zdrowieją, inni zaś nie? Przyczyna: Tutaj wcale nie chodzi o ciebie, kochana Istoto Ludzka, tutaj chodzi o Umowę. Ponownie przeczytajcie powyższą modlitwę. Jest to bardzo ziemska prośba, a nie uniwersalna. W tym przypadku Syn Boży zadałby sobie następujące pytanie: „Czy to, o co proszę jest stosowne w świetle planu Wszechświata według którego teraz żyję na Ziemi? Może bardziej byłoby pożyteczne w szerszej skali, gdybym zachorował i nawet umarł?”
Jak byście się poczuli, gdybym wam powiedział, że może byłoby lepiej, gdybyście jednak zapadli na tę chorobę i przedwcześnie umarli? Co wy na to, jeśli wam powiem, że taka choroba i śmierć lepiej przysłużyłaby się planecie? Czy byście się na nią zgodzili? Człowiek odpowiedziałaby: „Nie”. Syn Boży zaś: „Tak”. Widzicie więc, co to jest boska mądrość? Tutaj chodzi o zrozumienie i współpracę z Umową.
Czyż nie sądzicie, że Mistrzowie wiedzieli o swej śmierci, nawet jeśli miała być przedwczesna? Och, oczywiście, że tak! A czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, dlaczego wielu z nich tak ochoczo tę śmierć przyjmowało? Za sprawą wspaniałości Umowy! Za sprawą odczucia wspaniałości i ogromnej skali takiej Umowy , która wykracza ponad wszystko na Ziemi, choć jednocześnie także dotyczy życia ziemskiego. Co wy na to, jeśli wasze otoczenie i sama planeta bardziej skorzysta na waszej śmierci? Czy byście się na nią zgodzili? Co wy na to, jeśli wasza śmierć wywarłaby na kimś tak ogromny wpływ, że skłoniłaby ich do pójścia tam, dokąd inaczej nigdy by się nie wybrali? Prócz tego, co, jeśli ta śmierć skłoniłby ich do uczynienia czegoś wspaniałego, daleko wybiegającego poza waszą wyobraźnię? Czy byście na nią przystali?
Dobrze zdajecie sobie z tego sprawę, że co powyżej to, to samo sedno Umowy między Człowiekiem i Wszechświatem. Czy stać was no to, aby się jej przyjrzeć? Czy potraficie rozważyć dobro całego rodu ponad dobro pojedynczego życia? Czy możecie poczuć się wobec takiego wyboru w porządku? To bardzo skomplikowane, nieprawdaż? Jest to jednak zarazem przepiękne, czyż nie? Właśnie dlatego tak niezmiernie was kochamy.
Kochana Istoto Ludzka, jak ci się wydaje, ilu widzimy kroczących swą ścieżką Wojowników Światła, którzy są chorzy? Wielu. A ilu z nich jest w wózkach inwalidzkich? Wielu. Czy znaczy to, że coś im nie wychodzi, że jakoś nie potrafią się z Bogiem porozumieć? A może jednak jest zupełnie odwrotnie? Ile maleństw umarło po to, aby ich rodzicie odnaleźli oświecenie? Bardzo dużo. Tutaj chodzi o Umowę. Przestrzegam, nie analizujcie tego zbyt nadmiernie. Nie wiecie, co w oczach Boga stosowne, a co niestosowne, dopóki sami nie wejdziecie na ścieżkę. Nie zakładajcie z góry, co możecie na niej czynić, jak ona ma wyglądać, nie zakładajcie także niczego na temat kogokolwiek innego na Ziemi. Mój przekaz nie jest nawoływaniem Pracowników światła do cierpienia. Każda z waszych ścieżek jest jedyna i niepowtarzalna, każda z nich wspaniała. Ścieżka Syna Bożego różni się, gdyż on potrafi myśleć poza ziemskie ciało, zostawiając tym samym miejsce na poszerzenie obrazu.

Koordynacja czasowa

„Kryonie, a jak jest z koordynacją czasową? Jeśli dobrze to zrozumiemy i zaczniemy nad tym pracować, to kiedy, za jak długo, będziemy mogli rozpocząć pracę z Umową? Czy jest to kwestia miesiąca, roku, czy jak?” Odpowiedź: Natychmiast i nigdy. Już chyba dawno powinniście to rozumieć? Jak wam się wydaje, kim naprawdę jest każdy z was? Jak wygląda wasza przeszłość? Po co tutaj przyszliście? Na ilu Ludzi wpływacie? Co jest najlepsze dla wszystkich? Na tym polega Umowa.

Wartość własna

Ostatni punkt naszej dyskusji zazębia się o pierwszy. Jeśli macie ochotę, choćby zacząć to wszystko rozumieć, nawet w najmniejszym stopniu, to będziecie musieli się zetknąć z zagadnieniem poczucia wartości własnej. Jaki macie stosunek do samych siebie? Pamiętacie kobietę, która się zakochała w sobie i sama siebie zaślubiła? Ona to całkowicie zrozumiała. To żadna zarozumiałość, czy egotyzm. Ludzie obdarzeni miłością własną zakochują się sami w sobie. Całe życie zerkając do lustra chichoczą, gdyż rozumieją, że to, co tam widać to tylko dwoistość, oni wiedzą lepiej! We własnych oczach widzą Obecność Jam Jest. Widzą odwieczną duszę która za każdym razem, kiedy objawia się na Ziemi przybiera inną twarz. Czyż nie brzmi to, jak partnerstwo z Bogiem? Przekazaliśmy wam już przymioty, które pomagają w podniesieniu miłości własnej, sami możecie tych przekazów sobie odszukać.
Oto cała nauka na dzień dzisiejszy. Poruszyliśmy w niej jedno z najważniejszych zagadnień, które kiedykolwiek z wami poruszaliśmy. Widzicie, chodzący po Ziemi Syn Boży rozumie swoje miejsce we Wszechświecie. Człowiek, nawet oświecony, poszukuje tylko ścieżki na Ziemi. Czy rozumiecie, na czym polega różnica? Niniejszym przekazem prosimy was, abyście przyjrzeli się sprawom uniwersalnymi i stali się wielowymiarowi. Po raz pierwszy prosimy was, abyście zaczęli myśleć grupowo, a nie indywidualnie. Abyście wychylili się poza uproszczony sposób myślenia związany z przeszłością i przeszli na oparte na mądrości zrozumienie przyszłości.
Zatem błogosławiony ten, kto rozumie dzisiejszy przekaz i zaczyna postrzegać siebie inaczej, niż uprzednio. Błogosławiony ten, kto opuszcza to miejsce będąc odmienionym. Wielu z obecnych tutaj oraz czytających te słowa będą dotknięci bardziej, niż zdają sobie z tego sprawę. Niektórzy ze zgromadzonych będą już za kilka dni musieli posłużyć się zdobytą tutaj wiedzą. I jeśli odnajdujesz się w tym, co teraz mówię, nasza świta, czyli boska rodzina chętnie i z miłością będzie ci wtedy towarzyszyć. Podczas wycofywania naszych energii z tego miejsca zabierzemy stąd pewne istoty, które były tutaj od bardzo dawna. [w teatrze były duchy!]. Niektóre z nich od dawna wyczekiwały tego momentu; są to jednak energie pozbawione siły życiowej. Tylko wam może się wydawać, że to nie tak, że są to żywe istoty. Sam temat różnic między tym, co to energia, a co życie, jest bardzo ciekawy. Nawet nad tym przyjdzie się wam jeszcze za waszego życia zastanowić, kiedy nauka odkryje nieznane dotąd formy życia w wodzie i w powietrzu. Będziecie wtedy musieli przeredagować samą definicję życia. Chodzi mi oczywiście o wielowymiarowe formy życia. Życie wielowymiarowe często wygląda jak energia gotowa na przeskok w inny wymiar, ale nie oczekuję, abyście to teraz zrozumieli. Niech więc teraz historia i przyszłość tego miejsca zejdą się razem. Niech okaże się to stosownym, boskim i nawet pobłogosławionym wydarzeniem. Nich to wszystko rozejdzie się i mnoży sposób, o którym na razie nic wam nie wiadomo. Niech wszyscy, którzy to przeczytali i dziś tej nowiny wysłuchali doznają ukojenia, zostaną ukochani i na odchodnym przytuleni.
I tak jest.
Kryon
Tł. Julita Gonera

 

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...