Strony

niedziela, 4 kwietnia 2021

Katalizatory uzdrowienia, część I: Moc słów.

 

 Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Transkrypcja przekazu wstępnego ze spotkania w Kręgu Dwunastu z dnia 3 marca, 2021
Katalizatory uzdrowienia, część I: Moc słów.
Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Powtarzam, dla nas nie ma w tym żadnej zagadki, wiemy, kto nas słucha teraz, wiemy, kto nas słuchać będzie później, kiedykolwiek by to nie było. Znamy wszystkich, którzy nas tylko słuchają, znamy tych, którzy nas oglądają i dzieje się tak dzięki istnieniu wspaniałej, wielowymiarowej świadomości Boga. Sami dobrze ją znacie. Jak energia może jednocześnie wysłuchać modlitw dziesięciu milionów Ludzi, rozpoznając każdego z nich? Na tym polega wielowymiarowość Źródła Stwórczego i jak wam już o tym wspominałem, wy także stanowicie część tej energii.
Oto przekaz skierowany do każdego z was. Czasem w ten sposób kierujemy do was całą serię przekazów i tak będzie w tym miesiącu. W bieżącym miesiącu omawiać będziemy katalizatory uzdrowienia. Nie opiszemy wam ich wszystkich, lecz cztery; opiszemy cztery główne katalizatory uzdrowienia. Niniejszy przekaz wstępny i trzy następne zawsze są nieodpłatne i będą dostępne wszystkim; można go obejrzeć, a pozostałe trzy będą dostępne w wersji audio. Przejdźmy do dyskusji tego, co pragnę wam dzisiaj przekazać, do czego z tym wszystkim zmierzamy.
Pierwszy katalizator uzdrowienia może się wam wydawać oczywisty, gdyż jest nim moc wypowiadanych przez was słów. Zacznijmy od początku. Wasze ciało działa na zasadach biochemii. Możecie powiedzieć: „Chyba nie tylko, przecież odbiera impulsy elektryczne, ma cały układ nerwowy, który wysyła określone sygnały w pewne miejsca”. I tak jest faktycznie, lecz mówiąc ogólnie, wasze ciało podlega procesom biochemicznym. Co ciekawe, biochemia ta jest czymś o wiele więcej, niż możecie to sobie uzmysłowić. Wykształcenie lekarza pochłania wiele lat, większość z których to nauka biochemii.
Pragnę, abyście takiego studenta medycyny o coś zapytali, czego się go naucza niemalże od pierwszego roku studiów, jest to nawet jedno z pytań, które może pojawić się na egzaminie: „Ile reakcji chemicznych musi zajść, aby Człowiek mógł poruszyć ręką po tym, jak mózg wyśle impuls mówiący: rusz ręką?" Odpowiedź: tych reakcji jest o wiele więcej niż możecie policzyć, bądź spamiętać. A przecież podnoszenie ręki dzieje się niemal natychmiast. Jednak nie dzieje się tak poprzez impuls elektryczny, ale biochemię. Jedna substancja chemiczna robi coś, inna wchodzi z nią w reakcję i coś się dzieje. Tutaj tylko chodzi o poruszenie ręką.
A ile reakcji zachodzi podczas procesu trawienia? Tylko się nad tym zastanówcie. Od czasu, kiedy jedzenie wchodzi do jamy ustnej do czasu, kiedy wychodzi w przemienionej formie, jak wam się wydaje, co podczas tego procesu się dzieje? Odpowiecie: „Dzieje się na pewno wiele, choć, prawdę mówiąc, sami niewiele na ten temat wiemy”. To prawda, wiecie o tym niewiele, gdyż tak zostaliście zaprojektowani, aby te sprawy odbywały się wydawać by się mogło bez konieczności myślenia. Jeśli się temu przyjrzeć, przeanalizować wszystkie procesy biochemiczne zachodzące w waszym organizmie, w każdym jego organie, od chwili narodzin aż do ostatniego tchu, to one zawsze przebiegają tak samo. Ciało nieustannie je powtarza i stąd wasza percepcja, że ciało już takie jest. Człowiek dorasta, uczy się co nieco na temat tego, jak działa ciało i dochodzi do wniosku, że nie ma nad nim żadnej kontroli, ono po prostu jakoś tam działa. Jesteście o tym tak głęboko przekonani, że wielu z was patrząc nań z góry mówicie sobie: „Mam nadzieję, że jakoś dasz rady”. To zupełnie tak, jakby Człowiek składał się wyłącznie z głowy, a wszystko inne, co do niej przylega, to jakby coś obcego, a wy tylko możecie pokładać nadzieję, że będzie się dobrze sprawować ! [Kryon się śmieje] Na tym polega praca biochemii, dzięki której dożywacie pewnego wieku.
Na szczęście pod tym względem coś ruszyło. Całe lata temu zauważono, że na biochemię można wpływać poprzez pozytywne myślenie. Właśnie od tamtego czasu zaczęliście coraz częściej słyszeć, że można się uzdrowić poprzez rodzaj odpowiednich myśli. Przyczynili się do tego między innymi psychologowie i wszyscy prowadzący badania nad umysłem, którzy zaczęli powtarzać: „Stres zabija”. Przyczyna, dlaczego stres zabija jest taka, że odmienia procesy biochemiczne, wybija biochemię z równowagi i wtedy wszystko, na czym polegacie: trawienie, rozmnażanie, i wszystko inne, co wcześniej wydawało się odbywać automatycznie, okazuje się podlegać wpływowi stresu. Do tego trzeba dodać, że bojaźń i stres również postarzają. Rozpoczęto badania nad ludźmi pracującymi w najbardziej stresowych warunkach i stwierdzono, że przeciętna długość ich życia była krótsza. I dopiero wtedy okazało się, że procesy biochemiczne w ciele wcale nie zachodzą automatycznie. Och, oczywiście, że będą wciąż zachodzić, ale można wpływać na ich jakość.
Następnie przyszła druga fala badań, kiedy odkryto, że świadomość to energia i w niektórych kręgach zaczęto rozumieć, że z ciałem rzeczywiście można rozmawiać, a procesami biochemicznymi można sterować, zwracając się do ciała jako jego szef. Eksperymenty dowiodły tego. Możecie sami o to zapytać tych, którzy je przeprowadzali i wciąż badają, zajmując się biochemią mózgu i pracą synaps nerwowych. Wszystkie te reakcje obecnie można zmierzyć, można na własne oczy zobaczyć, czy rzeczywiście stwarzacie sobie spokój wewnętrzny i koherencję; a kiedy tak się dzieje, wówczas widać, jak całe ciało się odpręża, i odmienia się rodzaj zachodzących reakcji chemicznych. Dopiero wtedy zrozumiano, że można sobie przedłużyć życie poprzez rozmowę z ciałem. Wielu z was tego nie rozumie i wciąż spoglądacie w dół wyrażając nadzieję, że ciało was jakoś nie zawiedzie.
Mam dla was przypowieść o marynarzu imieniem Wo. Powtarzam, jest to przypowieść, zatem nie odzwierciedla dosłownej rzeczywistości, mówi o czymś innym. Wo jest marynarzem i odkąd pamięta żyje pod pokładem statku. Wraz z innymi podobnymi sobie marynarzami dokłada wszelkich starań, aby jak najlepiej sprawować pieczę nad powierzoną im częścią statku. Wo karmi jego strukturę komórkową. Szuka jedzenia, gotuje, robi wszystko, co trzeba. Zajmuje się także życiowymi pracami domowymi wszystkim, co zachodzi pod pokładem. Wo zajmuje się tym od lat. Czuje, jak statkiem huśta, jak od czasu do czasu coś strzyka i jęczy, a czasem jest cicho. Wo robi to, co do niego należy; jest dobrym marynarzem, doświadczonym wilkiem morskim, na morzu spędził długie, długie lata. Przypominam, jest to przypowieść.
Pewnego dnia Wo uzmysławia sobie, że statek jest jakiś inny. Coś się dzieje, niby to jeszcze nie sztorm, ale coś już się dzieje. Wo myśli sobie, że pewnie kapitan się tym zajmie, gdyż robi to zawsze. Ze statkiem wszystko zawsze jest dobrze, więc i tym razem kapitan się tym zajmie. Ale wtedy statek zaczyna sam mówić do Wo. Wo jest zaskoczony - oczywiście, że tak — ale on dobrze wie, że statek się zwraca bezpośrednio do niego. Statek mówi: „Wo, wyjdź na pokład”. „Przecież nigdy tam nie byłem” – odpowiada Wo – „nigdy wcześniej do mnie nic nie mówiłeś”. Na co statek mu odpowiada: „Mamy kłopoty, pora, abyś wyszedł na pokład”.
Wo ma teraz wybór. Może sobie pomyśleć, że chyba zwariował [Kryon się śmieje] i odpowiedzieć: „Nie, będę robił wszystko to, co robię od zawsze, gdyż jest to jedyne, co jest mi znane i wiadome. Nie mam zamiaru sobie wyobrażać, że statek do mnie może mówić. Statku, siedź cicho, nie chcę wiedzieć, co masz mi do powiedzenia, nie chcę słyszeć żadnych głosów. Chcę tylko robić to, co robię od zawsze i zajmować się tym, co do mnie należy”. [Kryon się śmieje] Ale pewna część Wo mówi inaczej: „To ma sens, w tym coś jest. Może jednak wyjść na pokład? Może pora, aby po raz pierwszy w życiu wyjść na pokład?”
Wcześniej nawet nie było drabiny, żeby wyjść na pokład, Teraz kiedy postanowił jednak wyjść, pokazał się trap, widać luk. Wo jest onieśmielony, gdyż nie wie, czego się spodziewać. Od zawsze chciał spotkać kapitana; wspina się po trapie otwiera luk i jego oczom po raz pierwszy ukazuje się otwarte morze. Widzi koło sterowe, rozgląda się po mostku i zaczyna rozumieć, że na statku nie ma nikogo! Rozgląda się dokoła, szukając kapitana, ale nie ma żadnego kapitana. Szuka marynarzy dbających o takielunek żagli i też nikogo nie widzi. Nie ma żadnej załogi. Och, kochani, nawiasem mówiąc, ten statek to żaglowiec. Wo znowu spogląda na pokład, na mostek i na ster, ale tam nikogo nie ma. Następnie patrzy dalej, za burtę i widzi, że statek płynie na skały. I tutaj opowieść się kończy. To dlatego statek sam przemówił.
Wo podbiegł do steru i po raz pierwszy nim pokręcił. Statek zmienił kurs. Stało się to natychmiast, jak tylko dotknął steru, jakby żaglowiec sam odetchnął z ulgą mówiąc: „Nareszcie! A już myślałem, że tu nikogo nie ma!” Wo zwrócił się do statku z pytaniem: „Jak to, chcesz mi powiedzieć, że myśmy cały czas płynęli bez sternika?” „Tak!” – odparł statek – "od lat dryfujemy na otwartym morzu. Jak dotąd wszystko było w porządku, ale teraz jakoś zaczęliśmy płynąć na skały. A ty Wo schwyciłeś za ster i wyprowadziłeś na bezpieczny kurs. Już nigdy nie schodź pod pokład, gdyż teraz dowiedziałeś się czegoś, czego nie da się oduczyć. To ty zawiadujesz tym statkiem, ty potrafisz go wyprowadzić na bezpieczne wody”.
Czy rozumiecie tę przypowieść? Statek to wasze ciało, jego biochemia, która od zawsze prosi was, abyście nad nią przejęli kontrolę. Jeśli tego nie zrobicie, jeśli nie będziecie się z tym statkiem komunikowali, to sam sobie popłynie według wytyczonego kursu. Jednak, gdy wasza świadomość zacznie rozmawiać z komórkami ciała, jeśli przejmiecie ster statku w swoje ręce, kochani, kiedy staniecie na mostku, znacznie wydłużycie sobie życie. Wtedy nie przyczepi się do was żadna choroba, bowiem statek przestanie dryfować na chybił trafił wpływając tu i tam. W tej chwili dowodzi wam tego wasza najnowsza nauka. Weźcie stery w swoje ręce. Wasze słowa tutaj są bardzo istotne, gdyż statek musi usłyszeć: „Skieruj się tutaj, rób to i tamto”, bo to wy — wasza świadomość -- jesteście jego kapitanem. To się robi codziennie, gdyż tak się zachowuje kapitan. Rozumiecie? Jeśli tak zaczniecie postępować, uzdrowicie się automatycznie, bo staliście się kapitanem i zawiadujecie wszystkim. Zastanówcie się na tym, co wam powiedziałem, gdyż wszystko to jest prawda.
I tak jest.
Kryon
Tłumaczyła: Julita Gonera
Korekta: Jadwiga Fedynkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...