Strony

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Ziarenko pszeniczne


 Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba
Ziarenko pszeniczne[1]
Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ewangelia Jana 12:24

Ziarno pszeniczne jest obrazem ludzkiej duszy. Jest też ono ważnym znakiem w rozwoju przyrody. Jeżeli przyjrzelibyście się bliżej pszenicznemu ziarnu i prześledzili jego historię, zrozumielibyście całkowicie historię ludzkiej duszy. To samo dzieje się z ludzką duszą, co z pszenicznym ziarnem, gdy wpada ono do ziemi, obumiera, gdy kiełkuje, wyrasta i daje nasiona. Możliwe, że w porównaniu z wami ziarno pszeniczne jest czymś bardziej skromnym, czymś, co nie ma żadnej ceny – to jedna szesnastotysięczna cześć kilograma. Na ile byście je wycenili, jeśli jeden kilogram kosztuje jeden grosz? Jednak w ziarnie pszenicznym tkwi siła, możliwości, duch samo-wyrzekania się, i tą siłą karmi ono siebie i pozostałych. Gdy zasiadacie przy stole w ogóle nie myślicie o pszenicznym ziarnie, nie wiecie, jaką radość ono wprowadza w was, jakie myśli wnosi. Nie znacie jego pochodzenia. Nikt go nie docenia – ani ludzie, ani ptactwo. Ale ono stanowi wielką tajemnicę tego świata.
Teraz, o tym, co się ukrywa w ziarnie pszenicznym.
Jest ono obrazem życia. Jeśli weźmiemy bułgarską literę Ж, na którą zaczyna się ten wyraz[2], stwierdzimy, że ów znak całkowicie odpowiada wyglądowi ziarna pszenicznego - na dole widzimy dwa ogonki, stanowiące korzenie, na górze - dwie gałązki.
Gdy posiejemy ziarno pszeniczne, wskaże nam ono, dokąd musimy dążyć. Mówi nam, że powinniśmy dążyć do Tego, z którego wyszliśmy - do Boga. I żeby dojść do Boga powinniśmy rozgałęzić się, zapuścić korzenie, zakwitnąć i dostarczyć pokarm dla świata, czyli „pomagać i poświęcać się dla swoich bliźnich, tak jak ja to robię”. Chrystus mówi w innym miejscu: ”Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba” (Jan 6:51). A chleb z czego powstaje? Z ziarna pszenicznego właśnie.
Współcześni ludzie mówią, że ich życie jest nieszczęśliwe. Wszyscy są niezadowoleni – królowie, księża. Poczynając od najważniejszych do najbardziej maluczkich, każdy czegoś pragnie. Gdy otrzymają, znów są niezadowoleni i chcą czegoś. Zapytajcie ich, dlaczego są niezadowoleni. Okaże się, że poszukują czegoś więcej.
Ale wrócimy do historii ziarna pszenicznego. Załóżmy, że zostało posiane w ziemi. Co powiedzielibyście, będąc na jego miejscu? Powiedzielibyście zapewne – Koniec z nami, znikło nasze życie, zgniło! Ale w ziarnie pszenicznym jest więcej wiary niż w was. Kiedy jest pogrzebane w glebie, wprawdzie gnije i rozkłada się, ale od razu rozumie język słońca i jak tylko pierwsze promienie pojawią się, mówi do siebie –Ja nie umrę, ja zmartwychwstanę i przyniosę owoce dla innych. Rodzi się w nim energia i zaczyna dążyć ku słońcu. Przyjmuje się, dojrzewa. Ludzie jednak nie pozostawiają go w spokoju: biorą sierp i ścinają je.
Jego cierpienia nie kończą się w tym miejscu. Po zżęciu związuje się je w snopki, potem nabija na widły i wrzucana wóz. Następnie układa snopki jeden na drugim w wysokie sterty i konie w kieracie depczą je. Co byście powiedzieli, będąc na jego miejscu?
Podobny proces zachodzi także w ludzkim życiu. Zapytacie: – Dlaczego trzeba przejść przez cały ten proces?
Człowiek powinien wyciągnąć wnioski z historii pszenicznego ziarna. Cepy uderzają w nie, kopyta konia depczą je, wyciąga się je i zostawia w stodole. Jego męczeństwo wydaje się nie mieć końca – przesiewa się je. Gorsze ziarna spadają w dół, lepsze pozostają na górze. Wsypuje się je do worka i jazda! Do młyna! Tam zaś pod dwoma ciężkimi kamieniami, jest rozcierane i miażdżone na proszek. Co powiedzielibyście, będąc na jego miejscu? – I to miało być życie i świat, który stworzył Bóg?! – Ale ziarno pszeniczne ma wielką cierpliwość. Mówi – Wy zobaczycie jeszcze, jaka naprawdę jest moja historia.
Z młyna wydostaje się jako mąka. Rozwiezione zostaje do domów. Tutaj znów nie zaznaje spokoju – kobieta bierze sito i przesiewa mąkę. Część odkłada, do reszty dodaje zaczyn i wyrabia ciasto. Na miejscu ziarna pszenicznego powiedzielibyście zapewne: – Nasze cierpienia się już skończyły. Okazuje się jednak, że wcale nie! Gdy bowiem ciasto wyrośnie, bach! Ładuje się je do pieca! Stamtąd zaś wydobywane jest w postaci chleba. Widząc ziarno w takiej postaci, pomyślelibyście, że na reszcie kończą się jego cierpienia, ale okazuje się, że po jakimś czasie zaczynają łamać te krągłe bochenki i zjadać je. Ziarno pszeniczne w ten sposób pojawia się w żołądku, gdzie tworzą się soki, które przenikają do naszego umysłu i co się dzieje? W naszym mózgu tworzą się wielkie myśli, w naszym sercu zaś - nowe pragnienia. Ziarno pszenicy niesie w sobie odzież, która ubiera nasze uczucia. Objawia się ona jako pióra pisarzy, poetów, jako do instrument skrzypka. Oto, co ofiaruje ziarno pszenicy. Jeśli to ziarno nie przeszłoby owego procesu rozwoju, nigdy nie zobaczylibyśmy tych pięknych rzeczy w przyrodzie. Dlaczego? Ponieważ ziarno pszeniczne daje nam siłę abyśmy widzieli i postrzegali.
Chrystus mówi: „Ja jestem chlebem żywym”4. Człowiek zaś, aby mógł być „żywym” musi obcować ze swoim środowiskiem, odnaleźć w nim swoje miejsce, winien pomagać i pozwalać, by jemu pomagano. Niczym ziarno pszenicy przechodzące ten ciężki proces musimy poświęcić się. Składana ofiara nie jest tak ciężka, jak się wydaje.
Teraz zwróćmy się do historii Chrystusowego życia, do historii żydowskiego narodu. Jak wytłumaczycie sobie ten paradoks? Naród tysiące lat czeka na swojego Zbawiciela, swego Króla, aby nadszedł i dał mu wolność, lecz, gdy On się pojawia, kapłani zwracają się przeciwko Niemu?
Zapewne powiedzielibyście, że gdyby Chrystus przyszedł w naszych czasach, postąpilibyście lepiej. Wątpię.
Przytoczę wam pewien przykład. Popatrzcie jak postępuje małżonek ze swoją żoną i jak ona postępuje z nim. Będziecie wtedy wiedzieć, jak byście uczynili z Chrystusem.
Gdy Prawda pojawia się na świecie, nie zjawia się ubrana w świąteczny strój, lecz w najskromniejszą odzież. Dlatego Chrystus pojawił się wśród ludu żydowskiego w tej prostej formie. To jest przyczyną, tego, że ludzie nie mogą zrozumieć Prawdy. Takie są prawa na tym świecie.
Ale jest też inne prawo, które przejawia się w świetle słońca. Gdy słonce zaczyna świecić na wszystkie zarodki i istoty na ziemi, światło, które wznieca u jednych radość i wesołość, wywołuje u innych złość i nienawiść. Światło, które doprowadza jednych do dyspozycji, uczyni innych okrutnymi! Wilka, światło i ciepło zmuszają do myślenia, gdzie może on znaleźć owce i zjeść je. Te same promienie sprawiają, iż złodziej myśli, jak by tu ukraść wam pieniądze. Jeśli światło owo natrafi na człowieka, który chce czynić dobro, pomyśli on sobie o znalezieniu jakiegoś biednego człowieka i pomoże mu.
Dajcie jedno ziarno pszenicy kurze, ona wytworzy ładne pióra. Dajcie je świni, ona wytworzy ładną szczecinę. Dajcie je wilkowi, on wytworzy ładne zęby i szpony. Dajcie je rybie, ona wytworzy ładne łuski.
Fizjologowie nie mogą wytłumaczyć tego procesu. Każda istota dostosowuje pokarm, ciepło i światło do swojego stopnia rozwoju i pojmowania. To prawo staje się bardziej zrozumiałe, kiedy doświadczy się przeciwległych biegunów danej rzeczy. Nie da się po prostu wytłumaczyć, dlaczego w ludziach istnieje zło, dlaczego wolą nienawiść niż miłość, kłamstwo niż prawdę. Tego nie możemy wytłumaczyć. Wiele pytań: ”dlaczego” zostaje bez odpowiedzi.
Bułgarskie słowo: ”zaszto”, oznaczające: „dlaczego” kojarzy się ze stwierdzeniem: ”Ja chcę”.
Dlaczego musimy chcieć? Jest pewne prawo, które to objaśnia. Poucza ono, iż pragnąc, musimy dążyć ku postępowi.
Chrystus mówi, że jeśli ziarno pszeniczne, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, pozostanie samo na tym świecie.
Czym jest samotność w życiu? Samotność jest najcięższym cierpieniem, którego człowiek może doświadczyć. Rozmnażać się - to jest sens życia. Wszystkie cierpienia na świecie pochodzą z tego, że ludzie chcą żyć sami dla siebie. Zło zawsze rodzi się z pragnienia bycia samemu i stania się centrum świata. W Boskich prawach jest to nie do pomyślenia. Nasze myśli i pragnienia poniosą w takim wypadku klęskę, ponieważ budujemy je na niepewnym gruncie. Na świecie możemy być szczęśliwi właśnie, gdy żyjemy dla Boga. I trzeba żyć dla Niego. Wytłumaczenie tej rzeczy znajdujemy w Przyrodzie.
Gdy słońce rano wschodzi, wschodzi dla wszystkich, ponieważ ono wszystkich kocha, ono jest przyjazne wszystkim istotom od najniższych do najwyższych, i dlatego wszyscy kierują oczy ku niemu. Daje nam energię, która sprawia, iż zmartwychwstajemy i wznosimy się. Ale czy słońce mówi nam, abyśmy się do niego garnęli (jak rośliny)? Ono chce jedynie, byśmy korzystali ze wspaniałości, którymi nas obdarza i tak jak ono rozpromienia świat, tak i my powinniśmy obdarzać wiedzą i światłem.
W naszym umyśle są pewne przewrotne pojęcia, które pochodzą z naszego indywidualnego życia. Na przykład, jeśli wejdziecie do pewnego domu, w którym jest tylko jedno okno, a wewnątrz dwadzieścia, trzydzieści osób, powiecie im: – Odsuńcie się! Ja chcę oglądać! – i podczas, gdy wy patrzycie na słońce, wszyscy pozostali będą pozbawieni jego światła. Powinniście ich raczej wezwać, aby też je zobaczyli. Powinniście pokazać im drogę wyjścia z tego domu, by ujrzeli światło. Dlatego nie jest wskazanym, aby człowiek miał wokół siebie wiele osób, ponieważ nigdy wszyscy naraz nie mogą korzystać ze słonecznego światła i ciepła. Musimy ich nakłonić, aby wyszli na zewnątrz.
Jezus powiada: ”Kto miłuje siebie, powinien wyjść na zewnątrz” i w innym miejscu: ”Kto miłuje ojca albo matkę nade mnie, nie jest mnie godzien” (Mat 10:37). Gdy ktoś stanie zbyt blisko okna, zasłoni pozostałym cały widok. Trzymajcie się zatem z dala, na dwadzieścia, trzydzieści metrów, pamiętając, że to tylko ulokowanie, sytuacja fizyczna. Przez to Jezus chce powiedzieć, że życie nie sprowadza się do materialnych dóbr. One są tylko prostym środkiem pomocniczym, tak jak podręczniki i przyrządy do pisania stanowią pomoce szkolne dla uczniów. Czy myślicie, że Bóg przygotował dla was tylko te drobniutkie rzeczy? On przygotował dla was rzeczy znacznie większe.
Zapytajcie żabę, jakie są jej koncepcje na temat życia. Ona odpowie: – Chciałabym, aby nad bagnem, w którym mieszkam, przelatywało więcej much, by były bliżej, aby łatwiej było mi je chwytać. I gdy kiedyś zobaczycie jak filozoficznie patrzy i milczy, domyślicie się, że ona po prostu obserwuje muchy: jak zbliżają się do niej, by mogła je schwytać. Taka jest jej koncepcja życia.
Kiedy podążamy tą drabiną ewolucji do góry, zauważymy, że wcale nie jesteśmy na szczycie rozwoju. Na drabinie owej pomiędzy nami a drogą, do której dążymy jest jeszcze duży odcinek do przejścia. Odległość pomiędzy ludźmi, a aniołami jest tak duża, jak pomiędzy kijanką, z której powstała żaba, a człowiekiem. Z punktu widzenia aniołów, my jesteśmy wciąż żabkami. Niektórzy mówią: – Ależ człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże! Nie stał się jeszcze owym obrazem i podobieństwem. Sami widzicie, co my, ludzie robimy. Abyśmy mogli o sobie powiedzieć: „Jesteśmy jako obraz i podobieństwo Boga: musimy posiadać Jego cztery cechy, a są to: Cnota, Miłość, Mądrość i Prawda. Obecność cnoty wyklucza zło, miłości – nienawiść, mądrości – szaleństwo, prawdy zaś – kłamstwo. Gdy owe cechy eliminują z nas zło, nienawiść, szaleństwo itd. stajemy się podobni Bogu. Jeśli nie dokonuje się ich wykluczenie, jesteśmy ciągle żabkami.
Nie mam nic przeciwko żabie. Ona musi jeść muchy. Dlaczego? Powiem wam. Mucha latając, żyje w pewnym wyższym stanie. Żaba także pragnęłaby latać, więc w ten sposób stara się przejąć wibracje muchy, rozwinąć je i latać. Dlaczego wilk zjada owce? Po to, by stać się łagodnym, ponieważ gdy jemy dobre rzeczy, stajemy się dobrzy. Artyści dramatyczni, gdy chcieli pokazać na scenie idealną miłości, spożywali przez długi okres czasu mięso owcy, ponieważ to mięso wywołuje takie uczucia.
Zatem wilk ma prawo jeść owce, jeżeli chce stać się łagodny. I na pewno stanie się taki. Teraz wilk jest o wiele łagodniejszy niż był kiedyś. Ludzie, którzy jedzą owce i kury, powiedzą wam, że jedzą owce po to, aby stać się ładnymi, kury, ponieważ chcą stać się uskrzydleni jak anioły. Macie prawo spożywać je. Zło nie jest zawarte w pożywianiu się. Gdy zabrania się spożywania danego pokarmu, czyni się tak, aby nie powodować cierpienia istocie, którą posługujemy się, by się pożywić. Mówię, że możecie jeść. Pójdziecie do kurnika i złapiecie kurę, jeśli ona nie skrzeczy, możecie ją zarżnąć i zjeść. Jeśli skrzeczy zostawcie ją. Tak samo w przypadku owcy – jeśli zacznie beczeć, zostawcie ją: ona chce żyć. Musicie pytać tych istot o zdanie. Pytajcie, która kura i owca chcą żyć w was.
Chrystus mówi: ”Ja jestem chlebem żywym, kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (Jan 6:51). Żeby pojąć znaczenie Chrystusowych słów, musimy oczyścić się: oczyścić swój wzrok i umysł. Nasz umysł może stanowić wspaniałe narzędzie, gdy wiemy jak się nim posługiwać, lecz może być ono także bardzo niebezpieczne, jeśli używa się je w nieodpowiedni sposób. Gdy orzecie pługiem ziemię pod uprawę, postępujecie zgodnie z naturalnym prawem, nie robicie nic niestosownego. Gdy jednak orzecie grunt już zasiany, robicie głupstwo.
Niektórzy ludzie sądzą, że w takich wypadkach powinno się zwracać uwagę, gdyż bez krytyki nie można się obejść i w nauce. Trzeba jednak wiedzieć, jak krytykować. Krytyka przypomina chirurgię gdyż ma podobne zadanie – usuwa chore miejsca z ludzkiego ciała. W takim wypadku jest pożyteczna. Nie rozumiem jednak, po co usuwać zdrowe miejsca? Nie sztuka być takim chirurgiem: każdy może wziąć piłę i odciąć komuś nogę. Każdy z was ma tę umiejętność, lecz niewielu jest takich, którzy umieją przeprowadzić tę właściwą operację chirurgiczną. Żeby się tego nauczyć, koniecznie musimy przyswoić sobie prawa dobrotliwości i miłości. Gdy prawię wam o miłości, nie polecam wam spodziewać się sielanki i spokoju. Człowiek, który chce kochać, musi doświadczyć największych cierpień na świecie. Ten, kto nie cierpiał, nie może doświadczyć Boskiej zasady miłości. Gdy kochamy Boga, musimy być gotowi poświęcić się, tak jak Bóg poświęcił się dla nas. Chcąc poznać (działanie) Boga, wołacie: – Panie! Daj nam! Potrzebujemy!. Daj, daj, daj! - oto, jaki głos niesie się z jednego krańca świata na drugi.
Nigdy pieniądz nie był tak mało wart, jak dziś. Każdy z nas dostaje dziś prawdopodobnie trzy, czterokrotnie większą pensję, niż kiedyś otrzymywano, lecz znów nam ona nie wystarcza. Pieniądz stracił na wartości, ponieważ nie ma swojego odpowiednika. Inaczej byłoby, gdyby zamiast pieniądza człowiek pragnął pszenicy, kukurydzy, gruszek czy jabłek.
Wołacie: – Panie! Chcę być piękny, chcę być bogaty! Pragniecie posiadać wiele rzeczy. Nie spodziewacie się jednak, że w tym tkwić może dla was nieszczęście. Gdy staniecie się bogaci, każdy będzie wam zagrażać. Będziecie musieli się strzec, jak amerykańscy bogacze, którzy biorą po trzech, czterech ochroniarzy.
Nam nie są potrzebne bogactwa, lecz podstawowe rzeczy, które uczynią życie dobrym. Zaniedbaliśmy rozwój swojego serca, powinniśmy zatem wrócić do tej podstawowej zasady – winniśmy rozwijać i uszlachetniać swoje serce. Zło nie gnieździ się w mózgu, lecz w sercu.
Każdy z nas powinien zapytać swojego serca, czego ono pragnie. Nasze serce zepsuło się z naszej winy. Wielokrotnie zmuszaliśmy je, niczym najniższego sługę, by kłamało, miało złe myśli.
Pan mówi w Piśmie: „Daj mi swoje serce”. On zna i widzi błędy ludzkie. Nie pragnie od nas nic ponadto, niż byśmy otworzyli swoje serca, aby On mógł w nich zagościć.
– Spytacie, jak miałoby się to dokonać? W ten sam sposób, w jaki otwieramy okno, aby napłynęło światło do naszego pokoju. Mówi się, że „Do pokoju, gdzie światło wchodzi, lekarz nie przychodzi, ni choroba” lub: ”Gdzie światło nie wchodzi, stamtąd lekarz nie wychodzi”. Ów pokój symbolizować może ludzkie serce, zaś lekarz – Boga. Ludzkiego serca bowiem, w którym zagościł Pan, nie nawiedzi szatan. W tym sensie jest Pan lekarzem.

Lekarz, gdy odwiedza chorego, mówi zazwyczaj: „Musisz więcej jeść, musisz więcej pić, musisz robić to i tamto”. My zaś cierpimy i cierpimy, dopóki wreszcie kręgosłup się nam nie złamie.
Często przypomina to sytuację na pustyni, gdzie podróżnik prowadzi wielbłąda, ten zaś ledwie niesie swój ładunek. Podróżnik znajduje na pustyni lisie skóry, wrzuca je na kark zwierzęcia, lecz kość się łamie. Ładunek zaś z konieczności musi pozostać, gdyż kręgosłup wielbłądzi nie uniesie już tego ciężaru.
My jesteśmy niczym ten wielbłąd. Podróżujemy przez życie, i jeśli wrzucimy na plecy więcej ładunku, niż możemy unieść, pewnego dnia zatrzymamy swój rozwój. Nie nakłaniam was do ubóstwa. Polecam wam natomiast wzbogacanie się w potrójnym kierunku, nie tylko fizycznym, nie tylko umysłowym, lecz też duchowym.
Niebo potrzebuje bogatych, ponieważ mogą być oni szczodrzy i hojni. Gdy Chrystus mówi: „Gromadźcie sobie skarby w niebie” (Mat 6:20), ma na myśli takie właśnie skarby. Gromadźcie wasze skarby w niebie, niczym kapitał, z którego odsetek wyżywieni zostaną ubodzy[3] na ziemi. To nie anioły wypracowują nasze zbawienie, my samy musimy tego dokonać. Mamy wszelkie warunki, po temu już teraz. Prawo nie wymaga, abyśmy wszyscy byli tak samo wykształceni. Każdy musi wiedzieć tyle, ile jest mu potrzebne.
Ktoś stawia zarzut – Mój mózg jest mały! – Odpowiadam mu – Jeżeli nie jesteś w stanie zająć się małym koniem, jak chcesz wyhodować większego? Jeśli nie możesz kierować swoim małym sercem, czy będziesz w stanie pokierować większym, które żywi większe pragnienia?

Czym powinniśmy się zająć? Nie musimy głowić się nad przyszłością. Powinniśmy skupiać się na wszelkich wspaniałościach, które daje nam dzień dzisiejszy dla naszego dobra. Zawierają one w sobie zalążek przyszłych wspaniałości, które na nas czekają. Takie bowiem jest prawo. Bóg, który troszczy się o nasz dzień dzisiejszy, zatroszczy się także o każdy kolejny. Nie ma sensu się głowić, co będzie jutro. Możemy być o nie spokojni.
Są pewne prawa, które regulują stosunki między ludźmi. To, że ktoś wyrządza jakąś szkodę nie jest całkiem przypadkowe. Dzieje się to zgodnie z pewnym prawem. Każde nieszczęście da wam błogosławieństwo, a każde cierpienie odkryje wam nowy horyzont. Można tego doświadczyć zawsze, dlatego nie warto martwić się o cierpienia, których moglibyśmy ewentualnie doświadczyć.
Niektórzy pytają mnie o życie polityczne Bułgarii. Zastanawiają się, co się z nią teraz stanie. Dziwi mnie to. A co niby się z nią teraz dzieje? Przechodzi swoistą rekonwalescencję. Zdjęto z niej trochę ładunku niczym ze wspomnianego wielbłąda. Dano jej nowe doświadczenia i nowe zadania, z którymi musi się zmagać. Zamiast pomyśleć rozumnie nad prawami, które naprawdę rządzą życiem zajmujemy się szukaniem winnych. Kto jest winny, powiedzcie? Winnych teraz nie znajdziecie. Winne jest indywidualne życie człowieka. Gdy człowiek chce stać się dla innych królem – ma powody czuć się winnym. Winę widzę również w tym, który chce obalić króla. Obojętnym jest dla nas kto jest królem, ten czy inny: wszyscy idą tą samą drogą. Nie twierdzę, że pragnienie bycia królem jest rzeczą złą. Ważne jednak, komu chce się królować. Trzeba królować sobie i swojemu umysłowi, rządzić swoim sercem i swoją wolą.
Jak się mają wasi poddani? – wasze myśli, uczucia i pragnienia. Czy podporządkowaliście je sobie, czy zapanował w was porządek?
Wy pierwsi stańcie się przykładem dla świata. Jaki byłby ze mnie kaznodzieja, gdybym, wpajał szczodrość i hojność, a sam był sknerą, radził nie kraść, a sam kradł, radził nie kłamać, a sam łgał? Nauczyciel, który naucza ludzi, musi być dla nich wzorem– musi swoim życiem dawać przykład.
Gdy Jezus przyszedł nauczać ludzi, jako pierwszy pokazał, jak postępować i jeśli skorzystamy z Jego nauki, świat od razu się zmieni.
Drzemie w nas ukryta (dynamiczna) siła, którą nie umiemy się posługiwać, ponieważ nie wiemy jak z nią postępować.
Pewnego razu tarnina zagrodziła ludziom drogę. Podróżnicy, chcąc ją usunąć, uderzali kijami, lecz im bardziej uderzali, tym silniej wrastała w podłoże, aż powodowała, że przewracały się wozy. Zjawił się w końcu pewien człowiek z narzędziem i zaczął kopać, podkopując z daleka. Powiedział – Niech ja pokażę swoją sztukę. - Tarnina wyśmiała go: - Tylu ludzi nie mogło mi dać rady, myślisz, że mnie przestraszysz? Lecz człowiek kopał głębiej i głębiej, dokopując się wreszcie do korzeni, a tarnina powiedziała – Znalazł moje słabe miejsce.
Dopóki nie użyjecie narzędzia w sobie wasza tarnina będzie się z was śmiała i jeszcze bardziej wrastała.
Tę alegorię musicie sami zrozumieć. Co dla was jest narzędziem? Myślcie, a znajdziecie odpowiedź.
Powinniśmy być dla siebie niczym sprawiedliwy sędzia.
W czasie amerykańskiej wojny domowej, przywiedziono przed oblicze sędziego dwóch przestępców. Pierwszy był ślepy, a drugi kaleki. Ich przestępstwo polegało na kradzieży jabłek. Ogrodnik przyłapał ich na gorącym uczynku, lecz wypierali się: – Ja jestem ślepy, nie kradłem jabłek. Zbierałem po prostu to, co leżało na ziemi – mówił pierwszy. – Ja nie mam nogi – twierdził drugi – nie mógłbym pójść kraść. Sędzia jednak po zastanowieniu się rzekł:– Postawcie chromego na plecy ślepca. Ten, który ma oczy znalazł jabłka, a ten ze sprawnym ciałem obcinał je.
I rzeczywiście, tak ich złapano.
Człowiek podobny jest owym przestępcom. Nosi w sobie dwie ułomne istoty – ślepca i kalekę. Mimo, iż złapane na miejscu przestępstwa, wypierają się. Jednak Pan nie daje się zwieść i osądza je sprawiedliwie. Kim są te istoty? Ślepiec to ludzki instynkt, zaś kaleką jest umysł. Obojgu zachce się kraść jabłka i dopomogą sobie w tej sprawie. Gdy jednak zostają złapani – Czemu mnie bijecie?– pytają każdy z osobna.
Oboje jednak są winni.

Ewolucja jest nam potrzebna. Czekają na nas jeszcze większe wspaniałości, lecz musimy stać się wystarczająco mądrzy i wystarczająco dobrzy. Musimy zmężnieć, aby przekazano nam to dziedzictwo. Te trzy cechy, o których wspominałem – cnota, sprawiedliwość, mądrość – są wielkimi bogactwami i gdy je posiądziecie, będziecie zdrowi i szczęśliwi.
Zapytacie: – Jak możemy zastosować tę naukę na świecie? Nie wymaga się od nas, abyśmy naprawiali świat – świat jest już uleczony. Nie ma tu żadnych nieprawidłowości. Wszystko biegnie wyznaczonym dawno torem. Znamy już prawdziwe powody pojawiania się pewnych wydarzeń naturalnych czy politycznych. Nie ma sensu próba odwracania biegu tych spraw. Jedno jest potrzebne - indywidualne zreformowanie osobowości na świecie, niezależnie czy to kobiety, czy mężczyzny. Gdy ulepszy się osobowość, ulepszy się również jej dzieci - synów i córki. Gdy ci zaś przyjmą tę postawę, naśladować będą ich inni i w ten sposób dokona się zmiana postawy całego świata. Jaki pierwotnie był kwas, taki będzie zakwas.
To jest zasada, którą zastosował Chrystus, i Chrystus działa nadal, aby się ona urzeczywistniła w świecie. Tak, jak poczwarka rozpoczyna się rozwijać i przekształcać w owada, tak samo świat rozpocznie swój rozwój i przejście do lepszej formy. Na tym świecie panuje duże zaniepokojenie. Wielu jest jak poczwarka, nie mogąca wytworzyć kokonu, w którym ukryłaby się i przetrwałaby nadchodzące mrozy zimą. W naszym umyśle, sercu i woli musi dokonać się przeobrażenie. Gdy ono nastąpi poczujemy w sobie wewnętrzną siłę. Uda nam się wtedy zetknąć z wyższymi, zaawansowanymi w rozwoju istotami, których nazywamy świętymi. Gdy wejdziemy z nimi w połączenie, nasz umysł rozjaśni się, tak jak umysły uczniów wtajemniczanych przez swoich nauczycieli. Święci są nauczycielami ludzkości i my wszyscy powinniśmy się poddać ich kierownictwu – oni nauczają świat, jak powinien żyć.
Spytacie zapewne – Gdzie są ci nauczyciele, w jakim miejscu? Widzimy tylko ich obrazy w kościele.
Każda rzecz ma swój cień i poprzez niego możemy dopatrzyć się przedmiotu. Wasze pragnienia na świecie są jakby cień, wasze dążenia podobnie. Jeśli chcecie pojąć istotę sprawy, zgodnie z prawem, musicie podążać ku górze – od serca do umysłu, myśleć o Bogu.
Jak wyobrazić sobie Boga? My możemy Go sobie wyobrazić jako najbardziej dobrego, doskonałego Człowieka, u którego nie ma żadnej złości, żadnej nienawiści, który kocha ludzi, tak jak prawdziwy ojciec kocha swoje dzieci – taki jest stosunek Boga do nas. Jak myślicie, czy On teraz nas słucha czy nie? On słyszy i pracuje (od wewnątrz) nad naszymi umysłami. Dyspozycję, którą mamy na co dzień, Jemu zawdzięczamy. Tak, jak słońce codziennie daje nam dobrą dyspozycję, wschodząc, tak samo szczęśliwe minuty w życiu zawdzięczamy temu wewnętrznemu słońcu, które nas ogrzewa. W duchowym życiu również istnieją również wschody i zachody (wewnętrznego słońca).
Osiąganie dojrzałości jest niczym wschód słońca. Wy doszliście już do pory południowej. Gdy nadejdzie wasza starość, wasze słońce zajdzie, by potem wzejść ponownie. Pan będzie wschodził w sercach i umysłach wielu, lecz u wielu na razie to nie nastąpi. Ci, w których Bóg wschodzi, poczują radość i wesołość, lecz tamci, powiedzą: –Dla nas życie to nieszczęście, smutek i cierpienie. Oni muszą poczekać. Dlaczego? Ponieważ brak u nich koniecznych warunków, by Pan mógł wschodzić. Gdyby Pan przedwcześnie zaczął wschodzić, zrodziłoby to u nich nieszczęście. Lepiej dla nich, aby teraz poczekali. Nie mówię, że zginą – w żadnym wypadku. Przekazuję wam jedynie pewną prawidłowość.
Gdy mowa jest o zachodzeniu, każdy myśli o umieraniu. Czymże jest jednak umieranie? To jest przypuszczenie. Każdy z was musiał umrzeć, aby mógł opowiadać, jaka jest śmierć, lecz teraz tylko sobie ją wyobraża.
W pewnej swojej książce Tołstoj opowiada, że spotkał pewnego rosyjskiego zakonnika. Miał on osiemdziesiąt pięć lat i długą białą brodę. Zapytał go, dlaczego został zakonnikiem, ten zaś opowiedział krótko swoją historię: Pochodzę z książęcej rodziny. Gdy miałem dwadzieścia parę lat, moi rodzice pragnęli ożenić mnie z pewną księżniczką. Zdarzyła się jednak dziwna rzecz, zapadłem w letarg. Przychodzili lekarze, badali mnie. Stwierdzili, żem zmarł i radzili pochować. Zastanowiłem się – czyżby to była śmierć? Nie mogłem żadnym znakiem przekazać, że żyję. Obserwowałem jak przychodzą ludzie, zjawia się narzeczona z ojcem, a on namawia ją, by popłakała. Chciałby, by ludzie sądzili, że mnie kochała. – Nigdy go nie kochałam – odpowiada ona – lecz kocham jego bogactwa. Ja wtedy rzekłem sobie – Jeśli Pan pozwoli mi wrócić do świata, rozpocznę inne życie.
Cóż to za ciężar być żywym i nie móc o tym nikogo powiadomić! Wszyscy cię opłakują, a ty nie możesz dać im znać, żeś żywy! I tylu ludzi jest w ten sposób pochowanych?! Nie ma nic straszniejszego, niż być pochowanym za życia. Toć to największe nieszczęście tkwić cały czas na ziemi, nie mogąc uwolnić się z ciała. Ono jest najcięższym więzieniem! Piekłem! Będąc czystymi, poznalibyśmy moment, w którym dusza wychodzi z ciała i nigdy nie doznalibyśmy takiego cierpienia. Gdy lekarz stwierdzi zgon, ludzie od razu każą zabierać ciało. Sprawią mu piękną trumnę i wśród dźwięków pięknej muzyki wywiozą je. Gdzie podziała się jednak miłość tych ludzi? Taka to jest miłość bliźnich i społeczności! Załóżmy, że ktoś wam oświadcza, że was kocha. Zapytajcie – Jak? Jak kot kocha mysz, czy może jak wilk – owcę? To też miłość, lecz taka, przez którą świat cierpi. Potrzeba na świecie miłości, która powoduje, że kochając bliźnich, chcemy pomagać im w dążeniu do szczęścia, tak jak my jesteśmy szczęśliwymi. O tym mówi Jezus w słowach „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (Jan 14:23).
Zastanawiacie się, co się stanie z Bułgarią?
Ja was pytam, co się z wami stanie? Nie zdajecie sobie sprawy z tego, że szatan posiadł już wszystko, co mieliście, nawet waszą skórę, a martwicie się o Bułgarię? Wy jesteście Bułgarią. Musicie prosić Pana, by wypędził z was tego niechcianego gościa, byście mogli zachować siebie samych, swój umysł i swoje serce. Szatan jest winny waszych cierpień, lecz nie powinniście się na niego gniewać. W jednej kwestii go pochwalę – jest bardzo pracowity, nie zniechęca się łatwo. Jeśli wypędzicie go jednymi drzwiami, wchodzi innymi. Jeśli nie uda mu się w ten sposób, szuka drugiego, trzeciego, czwartego. Oto jedna jego odróżniająca i zachęcająca cecha. I Pan mówi: ”Weźcie z niego przykład. On jest wam nauczycielem i nauczy wszystkich. Okłamuje was i okłamuje, aż wreszcie nie będzie w stanie was więcej okłamać”.

Pewien człowiek rzekł innemu – nie dasz rady oszukać mojej małpy. Ten zaś przyjechał do domu tamtego i udawał przed małpą, że śpi. Ona tez się zdrzemnęła, on zaś zabrał kosztowności i uciekł. Gospodarz zbił małpę, gdy wrócił. Następnym razem dokładnie otwierała oczy, gdyż miała w pamięci kij.
Dzięki nauczce, jaką dają cierpienia, gdy zjawi się szatan, będziecie mieli oczy szeroko otwarte. Gdy zaś zaczniecie cierpieć, macie znak, że jeszcze nie przeszliście przez cały proces pszenicznego ziarna. Gdy wasze myśli i serce przeobrażą się, staniecie się jako obraz i podobieństwo Boga. Wtedy Bóg sprawi, że zmartwychwstaniecie niczym słońce ożywiające posiane ziarnko pszenicy.

Wykład Nauczyciela Beinsy Duno z cyklu „Siła i Życie” wygłoszony 23 marca 1914 roku w Sofii



[1] Oryginał tytułu brzmi ‘żytnie ziarenko’, jednak tekst nawiązuje do Pisma Świętego, gdzie w polskiej wersji przekładu, w odróżnieniu od bułgarskiej, mowa o ziarnie pszenicznym.
[2] Chodzi o wyraz: „żyto”, po bułgarsku: „жито”.
[3] też ubodzy w duchu.



© Tłumaczenie: Gerasim Stojczew Galitonow
Podziękowania dla Alicji Kiejko za pomoc w pracy nad polską wersją


Copyright (c) 1997 Publishing House "Byalo Bratstvo" All Rights Reserved
Web-site with url: http://www.beinsadouno.org


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...