Strony

czwartek, 6 lipca 2023

Proces uzdrawiania

Może być rysunkiem
Proces uzdrawiania
Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Tematem niniejszej konferencji jest miłość, lecz równie dobrze może nim być uzdrawianie, gdyż właśnie go dostępujecie. Czy miłość i uzdrawianie w ogóle da się oddzielić? Jakże często przecież samo doświadczenie miłości przynosi uzdrowienie; jakże często bez miłości nie zachodzi żadne uzdrowienie. Teraz pragnę z wami porozmawiać właśnie o uzdrawianiu, o ludzkim ciele, pragnę poruszyć pewne zagadnienia, które wprawią Lee w zakłopotanie...
Kochani, ciało ludzkie zostało tak zaprojektowane, żeby się samoistnie równoważyć. Ono zostało zaprojektowane, żeby się samoistnie równoważyć. Ciało ludzkie jest zaprojektowane tak, żeby się samodzielnie odmładzało, żeby żyło bardzo długo. Ciało ludzkie jest tak zaprojektowane, żeby przeciętna długość życia była o wiele, wiele dłuższa od tej, którą cieszycie się obecnie. A pomimo tego doświadczacie chorób! Macie mnóstwo zdrowotnych wyzwań, o czym zresztą sami dobrze wiecie...
Oto więc dożyliście do obecnej chwili w odbywającym się na Ziemi Wielkim Przełomie świadomościowym i macie do czynienia ze wciąż stosunkowo krótką przeciętną życia ludzkiego, która jednak zaczyna się wydłużać. Dzieje się tak dzięki zdobyczom współczesnej medycyny oraz dzięki wzrostowi poziomu waszej świadomości. Wielu z was zadaje to samo, trudne to wyjaśnienia pytanie: Skoro dostępne jest nam tyle przeróżnych procesów, mających za zadanie pomóc nam w powrocie do zdrowia, w tym, żeby siebie pokochać – a są ich przecież setki i nawet podczas bieżącej konferencji przedstawiono nam ich sporo — jak to jest, że niektórzy się dzięki tym procesom uzdrawiają, a inni nie? Istnieje wiele dowodów na to, że ciało ludzkie jest zdolne uzdrowić się niemal ze wszystkich chorób, zwłaszcza jeśli bierzemy pod uwagę zjawisko znane jako spontaniczne ozdrowienie. Dla was jest to zjawisko nie do wytłumaczenia, cudowne, tak zdumiewające, że kiedy zachodzi, to rzeczywiście traktujecie je jako prawdziwy cud. Nikt z was nie mówi wtedy: Jesteśmy świadkami naturalnych zdolności ciała ludzkiego.
A jak takie spontaniczne ozdrowienie spowodować? Mam nadzieję, że wiadomo wam, że istnieją tylko trzy zasadnicze przyczyny, dlaczego niektórzy potrafią się samoistnie uzdrowić, a niektórzy tego nie potrafią? Zanim przejdziemy do sedna naszej dyskusji po prostu wam te przyczyny teraz przytoczę, gdyż o dwóch z nich rozmawialiśmy cały weekend. Pierwszą z nich jest to, że jesteście za bardzo wykształceni! Hmmm. Prócz tego, wiele czasu zabiera wam oduczanie się całej tej edukacji! Jest ono całym procesem, gdyż każdy z was stanowi produkt tego, czego was nauczono na temat waszych możliwości, na temat waszych wrodzonych zdolności i umiejętności. Tego rodzaju nauka zapada w was bardzo głęboko i stąd przychodzicie tutaj już „wykształceni” a następnie zapadacie na jakąś chorobę. Nazwijmy ją X. Kiedy się objawia, to jesteście zbyt wykształceni, za mądrzy, żeby od razu wyzbyć się wszystkiego, czego was nauczono a co wzbudza w was lęk i niepokój, które z kolei blokują wszystkie naturalne zdolności samouzdrawiania. A wszystko dlatego, że jesteście ciut za mądrzy, za bardzo wykształceni.
Drugą przyczyną jest to, że szybko się uznajecie za chorych, za szybko utożsamiacie się z X, nigdy do końca nie rozumiejąc, że wasza podświadomość nie rozróżnia prawdy od fałszu, działa według waszych własnych przekonań na podstawie wszystkiego, czego was nauczono oraz o to, co sami jej mówicie. W podświadomości kryje się niesamowita moc, a wy udajecie się do lekarza, ten stawia wam diagnozę: Pan/Pani ma X. A wy co na to? Idziecie do domu i natychmiast oznajmiacie wszystkim: Mam X! Czy zdajecie sobie z tego sprawę, że oto właśnie utożsamiliście się z X? Czy jesteście tego świadomi? Właśnie oznajmiliście podświadomości, że jesteście chorzy, że macie X! Och, kochani pracownicy światła, bądźcie bardzo ostrożni, uważajcie na to, co i jak mówicie, gdyż macie w sobie ogromną moc i musicie jej używać ostrożnie. Kiedy więc w domu dzielicie się tym, co powiedział lekarz, mówcie tak: „Zdiagnozowano u mnie X”. Nigdy nie ujmujcie tego tak: Mam X! Niech tego rodzaju słowa nigdy nie wychodzą z waszych ust, gdyż wasza podświadomość wam tę chorobę urzeczywistni. Ona sobie pomyśli tak: Aha, ona mówi, że ma X! I presto: Macie X. Nawet jeśli po takim oznajmieniu będziecie się starali leczyć na X, to i tak w podświadomości już wam zapadło, że jesteście chorzy na X.
Jeśli jednak podjedziecie do tego inaczej i nie będziecie się od razu z X utożsamiać, czy przyznawać, że ją „macie”, jakby stanowiła waszą własność, to wtedy macie lepsze szanse na wyzdrowienie, na cuda, na samoistne uzdrowienie się za pomocą procesów i sposobów na uzdrowienie, nawet tych, które poznaliście podczas naszej konferencji.
Trzecia przyczyna, dlaczego jedni się uzdrawiają a inni nie, jest najtrudniejsza do wyjaśnienia. Jak to wytłumaczyć, że właśnie wśród podobnych wam pracowników światła dzieje się to najczęściej, że jedni się uzdrawiają, a inni umierają? Każdy z was zna kogoś, kto imał się wielu procesów alternatywnego uzdrawiania, a mimo tego odszedł. Można się więc zapytać: Co to wszystko, czego się was tutaj naucza, daje? Po co to wszystko? Dlaczego ci Ludzie umarli? Jest to trzecia przyczyna, dlaczego alternatywne uzdrawianie jednym pomaga a drugim nie i jest najtrudniejsza do wytłumaczenia, gdyż zawadza o pojęcie głównego Planu! [zainteresowanych Planem odsyłam tutaj: https://www.facebook.com/photo?fbid=1587513578257902...] Coś takiego zdarza się najczęściej właśnie wśród was, Starych Dusz i pracowników światła. W innych grupach Ludzi zdarza się zaś niezmiernie rzadko. Dlaczego tak jest!? Dlaczego pewni Ludzie odchodzą niezależnie od tego, jakich metod uzdrawiania czy konwencjonalnego leczenia się imają? Dzieje się tak, żeby mogli tutaj wrócić jak najszybciej, mieli czas, żeby dojrzeć i jako młodzi Ludzie odmienić tę planetę. Rozumiecie? Zatem tutaj czasem wchodzi w grę coś, co nazwiemy planowaniem dusz, a co nie pozwala komuś się uzdrowić. Nie jest to zjawisko spotykane często, ale jest wam ono dobrze znane i najczęściej zachodzi właśnie w grupie pracowników światła. [W rodzinie Kryonitów tak było z Kahuną Kalei, która odeszła podczas pierwszej, inauguracyjnej medytacji w Kręgu Dwunastu, tak było z Dziadkiem Makuą, duchowym bratem Lee oraz z jego bliskim przyjacielem Dr’em Sid Wolf – przyp. tłum.] zatem czasem kwestie uzdrowienia zawadzają o główny Plan powrotu dusz i stąd niektórzy celowo są powstrzymywani przed uzdrowieniem. Nie dzieje się to często, ale kiedy się dzieje, to właśnie zachodzi w grupie pracowników światła.
A teraz pragnę z wami porozmawiać o czymś doniosłym. Jest to kwestia doniosła także dla samego Lee, gdyż kiedy i jemu postawiono diagnozę, odniósł się do niej z wielkimi emocjami i wieloma pytaniami, które skierował bezpośrednio do mnie. Lee się zdenerwował nie ze względu na stan zdrowia, ale z zupełnie innego powodu. On się zaniepokoił, tym, jak to będzie wyglądało w oczach innych. Prócz tego nie wiedział, co miał robić z postawioną diagnozą? W tym miejscu przechodzimy do omawiania spraw, których Lee wcale nie chce, żebym wam o nich opowiadał. Lee w ogóle nie lubi opowiadać o sobie, ale ja chcę co nieco wam o nim opowiedzieć. Kilka miesięcy temu zauważył, że jest w opałach, bo nie mógł ani złapać tchu, ani wejść po schodach na piętro. Zrozumiał, że jest w prawdziwych opałach. Natychmiast zwrócił się do Ducha tak: „Kochany Duchu, wiem, że mojej kondycji nie da się wyleczyć niekonwencjonalnymi środkami, wiem, że z sercem jest coś nie tak. Jednak byłem świadkiem tego, jak Marilyn Harper uzdrowiła się samodzielnie, byłem świadkiem wielu takich cudów i stąd wiem, że i ja wydostanę się z tych tarapatów”. Ale stan jego zdrowia się pogorszył. Z ociąganiem i wbrew temu, jak sobie wyobrażał własne wyzdrowienie, poszedł do kardiologa. Ten powiedział mu, że ma wadliwą zastawkę, której prawdopodobnie nie da się naprawić, dziurę w sercu i prócz tego potrzebuje pomostowania. Trzeba cię otworzyć i zobaczyć, co się da zrobić.
Po otrzymaniu takiej diagnozy Lee wrócił do domu i pod prysznicem zwrócił się do mnie tak: No przecież mnie nie wypada iść pod nóż! Jak to!? Przecież prowadzę program o alternatywnym uzdrawianiu! [Kryon się śmieje i wtóruje mu cała sala, słychać salwy śmiechu.] Popatrzą się na mnie i powiedzą: Pozer! Nie rozumiesz, prowadzę program o alternatywnych formach uzdrawiania, dlaczego więc sam nie mogę wyjść z tych opałów tu i teraz? Odpowiedziałem mu na to tak: Gdybyś zastosował się do tego, co ci na temat stanu zdrowia mówiłem już dwa lata temu, to nie potrzebowałbyś teraz żadnych operacji. Gdybyś poszedł do lekarza po diagnozę natychmiast, jak tylko poczułeś, że coś nie tak, to sam mógłbyś się uzdrowić! Tak, nawet z taką diagnozą można się samoistnie uzdrowić, jeśli się do tego zabrać wystarczająco wcześnie, gdyż to wszystko wymaga poświęcenia i czasu. Jest to pewien proces, ale ciało pójdzie na współpracę ze wszystkimi alternatywnymi metodami, których byś nie użył, nawet tych, o których była mowa z tej sceny. Mogłeś się do tego zabrać już dwa lata temu, gdyż samouzdrowienie prawdopodobnie by ci zabrało właśnie dwa lata. Następnie przypomniałem Lee coś jeszcze, zapytałem się go tak:
- Lee, a czy pamiętasz, na co umarł twój ojciec?
Tak! – olśniło go — Ojciec miał dziurę w sercu.
- Lee – zwróciłem się doń pod prysznicem – bądź logiczny i rozważ to wszystko pragmatycznie: jeśli doznaje się ciężkich poszkodowań w jakimś wypadku drogowym, to dokąd zabiera się rannego, do domu, żeby tam się nad nim modlić, czy do szpitala, natychmiast na stół operacyjny? Twoja sytuacja jest na tyle poważna i pilna, że musisz zaakceptować to, co oferujemy wam w postaci współczesnej sztuki medycznej. Lee, sztuka medyczna też jest od Boga, czy zdajesz sobie z tego sprawę? Nie okażesz się pozerem, jeśli się poddasz operacji. Przyślę ci odpowiedniego chirurga oraz powiem ci, co masz robić, żeby się pozbierać po operacji tak szybko, jak nikt nigdy dotąd.
I tak Lee podjął decyzję poddania się operacji serca i zastosowania się do wszystkich przekazanych mu pod prysznicem instrukcji. Poszedł na operację dobrze wiedząc, że gdyby zabrał się za siebie wcześniej, to by się uzdrowił samodzielnie. Dwa lata temu jednak Lee się przestraszył. Teraz więc dostał nauczkę, bo się nie posłuchał. Ha!
A ja teraz się zastanawiam, czy przypadkiem i w waszym gronie nie ma kogoś, kto też się nie słucha tego, co się do niego mówi? [Gromki śmiech i oklaski.] Słuchajcie tego cichego głosu mówiącego wam, że jeśli postawiono wam diagnozę, że coś z wami nie tak, to zabierajcie się za samouzdrawianie jak najszybciej, zacznijcie używać metod, o których się dowiecie dzisiaj. Zdarza się jednak, że jest na to wszystko za późno. W przypadku Lee było za późno na alternatywy i dlatego poddał się operacji, choć jest prowadzącym program o samouzdrawianiu.
Powtarzam: Lekarze, zdobycze techniczne i metody współczesnej medycyny dane są wam po to, żebyście żyli jak najdłużej nawet wtedy, kiedy się nie słuchacie własnej intuicji. Kochani, sztuka medyczna idzie w parze ze wszystkimi alternatywnymi sposobami uzdrawiania. Co wy na to, że obecnie wśród lekarzy jest wielu, którzy zgodzą się ze wszystkim, o czym wam opowiadam, gdyż sami są pracownikami świata i dobrze o tym wiedzą? Są to lekarze z powołania, którzy wiedzą, że są ostatnią deską ratunku jakiegoś pacjenta, który też nie chciał słuchać głosu własnej intuicji, albo ratują życie kogoś z wypadku, kto nie miał nawet czasu na żadne procesy samouzdrawiania! Tacy lekarze dobrze wiedzą, że zostali do tego powołani — POWOŁANI! – żeby w odpowiednim miejscu i o właściwej porze uratować życie komuś, kto bez ich pomocy by nie przeżył.
A teraz powiem wam, co w tym wszystkim wywarło na Lee największe wrażenie. On sam ujmuje to tak: Mój ojciec umarł przez dziurę w sercu, ponieważ w jego czasach nie było aż takiego postępu w sztuce medycznej ani takich zdobyczy technicznych, jak teraz. W dzisiejszych czasach to wszystko istnieje i korzystając z tego, mogę żyć dalej! [Pauza]
Na sali coś się dzieje. Coś takiego mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło na żadnym spotkaniu na żywo i muszę przerwać przekaz, którym zamierzałem się z wami dzisiaj podzielić. Nazwijcie to, jak tylko wam się podoba, ale tutaj się coś dzieje, coś doprawdy szczególnego. Na sali wyzwoliła się energia, której wyzwolenia niektórzy z was zupełnie nie oczekiwali. Wielu z uczestników naszego spotkania osiągnęło ze sobą koherencję w energii miłości. Wielu wśród was w tej chwili przyjęłoby do siebie coś, czego inaczej byście nie przyjęli. To, co tutaj nastąpi za chwilę prawdopodobnie zostanie przez niektórych poddane w wątpliwość ponieważ każdy z was ma możliwość wolnego wyboru. Tutaj jednak za chwilę coś się wydarzy. Dziękuję za ten bezruch. Bardzo chciałbym, żebyście ten bezruch utrzymali dłużej.
Kochani, tutaj czuje się przepiękną anielską obecność. Obecność ta podchodzi do was zaczynając od tylnych rzędów. Obecność ta niczym mgiełka płynnego, zielonego światła przybliża się do was od końca sali. Mgiełka rozchodzi się po całym audytorium i dochodzi do każdego z was, do każdego rzędu i każdego fotela. Posiedźcie jeszcze w bezruchu. Jeśli ktoś teraz zacznie kasłać, to znaczy, że nie chce tego słuchać. Ten kaszel da się stłumić, ale wiedzcie, że jest to bardzo powszechna reakcja kogoś, kto nie chce tego słuchać. W postaci tej mgiełki między rzędami i fotelami przechadza się teraz uzdrowienie i dotyka każdego z was po kolei. Dzieje się to właśnie tutaj i właśnie teraz. Uzdrowienia więc dostąpi każdy, kto wyrazi na nie przyzwolenie. Cała sala wypełnia się teraz mgiełką płynnego, zielonego światła uzdrowienia. Jest to dyspensacja boskiego uzdrowienia. Och, wyście o czymś takim już słyszeli, może nawet byliście tego świadkami a może już dostępowaliście podobnego uzdrowienia? Coś takiego jednak jeszcze nigdy nie odbywało się podczas mego przekazu! Powiem wam tyle: To wy swoją obecnością stworzyliście taką koherencję, dzięki której mogą tutaj teraz zajść cuda. Zatem wytrzymajcie jeszcze trochę w bezruchu, skorzystajcie z panującego tutaj przyzwolenia na uzdrowienie. Wśród was są tacy, którzy teraz zostali dotknięci. Sami wiecie, do kogo się w tej chwili zwracam. Anioły rozpylające tę mgiełkę płynnego, zielonego światła wpływają do audytorium od tyłu do przodu i z powrotem do tyłu. Wypełnia je radość. Anioły mówią wam tak: Czas najwyższy, żebyście się nauczyli, jak to się robi!
Posiedźcie w bezruchu. Niektórzy z was przyjechali tutaj tylko po to, żeby tego doświadczyć, gdyż wiedzieliście, że to się zbliża i ta wiedza was tutaj przywiodła. Odjedziecie stąd będąc innymi niż kiedy tutaj przyjechaliście. Posiedźcie w bezruchu. Wiedzcie także, iż proces tego rodzaju boskiego uzdrowienia jest procesem rozciągniętym w czasie. Będziecie wiedzieli, czy dostąpiliście uzdrowienia, czy nie po tym, jak się będziecie czuli dalej. Rozpoznacie to uzdrowienie po ustaniu bólu oraz po zmianie podejścia do samego siebie, do tego, kim się wam na co dzień wydaje, że jesteście oraz do czego jesteście zdolni. Kochani, czego teraz doświadczacie jest bardzo rzeczywiste i dzieje się naprawdę. Nie ruszajcie się jeszcze. Anioły dotykają każdego, kto tego dotyku potrzebuje, kto wyraża przyzwolenie na ten dotyk. Możecie teraz nawet wyciągnąć rękę do góry, mówiąc: Ja, ja, ja! To ja, dotknijcie mnie! Przecież po to tutaj jestem, dotknijcie mnie!
Och kochani poczujcie jak Anioł wlewa w każdego z was mgiełkę płynnego zielonego światła. Poczujcie, jak to światło rozmawia z każdą komórką ciała. Poczujcie jak komórki z zachwytem biorą głęboki wdech mówiąc: Ojej, nareszcie! Och, tak! Jeszcze chwilkę tak sobie tutaj posiedźcie. Hmm...
Kochani, a teraz kończymy, wracamy do codziennej świadomości. Powtarzam, że nawet ja jako Kryon nie przewidywałem, że coś takiego może nam przerwać dzisiejszy przekaz. Coś podobnego nigdy mi nie przerywało w samym toku przekazu. Ale w celu takiego uzdrawiania możecie mi przerywać, kiedy tylko się wam podoba. Dzisiaj na widowni wydarzyło się kilka cudów. Może na razie nic wam na ich temat nie wiadomo, ale się o nich dowiecie. Nie mogę uzdrowić każdego z was i dobrze wam o tym wiadomo. Jak tam, czyżby jesteście za mądrzy, żeby się teraz samodzielnie uzdrowić? Czy potraficie się z tym uzdrowieniem utożsamić i potraktować jako swoją własność? Czy może je oddalicie? Wszystko, co tutaj zostało powiedziane, wzmacnia bądź osłabia tego rodzaju uzdrowienie. Sami to po sobie zobaczcie. Powtarzam: Opuście to miejsce będąc innymi niż doṅ przybyliście. Jam jest zakochany w każdym z was Kryon.
I tak jest.





  • Anna Rombek
    Dziękuję ślicznie.

  • Jolanta Stasiak-Kuligowska
    Julito,czy mogłabyś zamieścić link tego nagrania.Warto go przesłuchać,czytając Twoje tłumaczenie.To jest fenomenalny przekaz👍♥️

  • Administrator
    Najbardziej zasłużony członek
      
    Rozmowy z Aniołem, cz. II
    Czerwcowa afirmacja:[powtarzana trzykrotnie]
    Kochany Duchu, dziękuję za mą boską iskrę. Jestem gotowy/gotowa ją wzmocnić. Uzmysławiam sobie istnienie Złotego Anioła wewnątrz, przedstawiającego moje własne Wyższe Ja. Kochany Duchu, prowadź mnie za pomocą podszeptu intuicji ku światłu, ku większemu zrównoważeniu i mądrości w życiu codziennym. Kochany Złoty Aniele wewnątrz, wyrażam przyzwolenie na zespolenie mojej codziennej świadomości z Twoją boskością. Wspólnie okazujmy światu miłosierdzie, wspólnie promieniujmy radością, spokojem, zrównoważeniem i jednością.
    Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej.
    Poniższy przekaz jest drugim z serii Rozmów z Aniołem. Powtarzam to, co już wam mówiłem w zeszłym tygodniu: po drugiej stronie zasłony nie ma pojedynczych istot, zatem pytanie typu KTO oraz jak ma na imię anioł, z którym macie się spotkać, nie ma sensu. Podobnie jest z w przypadku medytacji, podczas niej też nie spotkacie pojedynczego anioła. Wam ciężko to zrozumieć, trudno osobie liniowej stawiać się na spotkanie i nie zadać pytania: Przepraszam, ale jak ma na imię anioł, z którym mam się spotkać?
    Jednym z powodów, dlaczego w ogóle chcecie to wiedzieć, jest bezpieczeństwo, innym zaś to, że macie swoich anielskich faworytów, no i po prostu chcecie to wiedzieć. A co wy na to, że energia, która stawi się na takie spotkanie będzie tak elegancka, tak miłująca i tak piękna, że obojętne wam będzie, jak ma na imię? Co wy na to, że energia ta was otoczy tak gęstą miłością, że będzie wam wszystko jedno, jak jej na imię?
    Lee doświadczył czegoś takiego ponad trzydzieści lat temu, kiedy nareszcie zasiadł do otrzymania pierwszego przekazu, kiedy to jako liniowy Człowiek o ścisłym umyśle inżyniera nareszcie się zapytał: „Jeśli rzeczywiście tam jesteś, to mi to udowodnij”. Już niejednokrotnie wam o tym opowiadałem. Lee nie mógł wtedy zadać lepszego pytania, gdyż jak tylko je usłyszałem, to mu zaraz udowodniłem. Doszedł wtedy to takiego punktu w swym życiu, w którym wyczerpał wszystkie inne opcje samodzielnego dojścia do odpowiedzi na pytanie, co się w jego życiu wtedy działo, postanowił więc przyjąć wyzwanie i zasiąść na krześle. Och, kiedy usiadł do przekazu, nie odezwałem się ani słowem, nie przekazałem ani jednej informacji. Po prostu objąłem go i ukochałem. Kochani, wcale nie musiałem mu wtedy nic mówić. Po prostu go ukochałem i ta miłość sama w sobie stanowiła sedno całego przekazu. Lee się rozpłakał, gdyż zrozumiał to, co pragnąłem mu przekazać. Odczuł wtedy największą miłość, jakiej kiedykolwiek doświadczył. Już więc nie pytał ani kim jestem, ani o mą płeć. Nie musiał mi zadawać takich pytań, gdyż to, czego doświadczył wybiegało poza wszelką liniowość. Można powiedzieć, że zabrałem go wtedy do samego punktu zerowego miłości. On tę miłość odczuł wszystkimi komórkami ciała.
    Może nie opowiadał wam, jak wtedy zareagował; jego reakcja była bardzo liniowa, gdyż raptem wstał z krzesła i się zezłościł. [Kryon się śmieje.] Jego złość oczywiście wynikała z ego, gdyż Lee poczuł się nią zmanipulowany, choć nie potrafił się jej na dłużej oprzeć i odczuwa ją zawsze, kiedy otrzymuje przekaz. Odkrył, że ona nigdy się nie zatarła, że nie sposób się do niej przyzwyczaić, że nawet teraz często czuje ją tak intensywnie, że aż płacze. Miłość się nie nudzi. Miłość się nie nudzi.
    Anioł, z którym się dzisiaj spotkacie będzie wyglądał podobnie, jak go opisałem w pierwszym przekazie naszej serii. Możecie powiedzieć, że będzie tak samo wspaniały, jak ten pierwszy. Nowinę, którą wam przekaże, będzie dotyczyła najwspanialszych przeżyć w waszym życiu.
    Posłuchajcie mnie uważnie. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszyscy mieliście miłe dzieciństwo, ale każdy z was kiedyś był radosnym, skorym do zabaw dzieckiem. Byliście wtedy tak bardzo otwarci na okazje do zabaw, że nie posiadaliście się z radości, kiedy się pojawiały albo stawaliście się smutni, kiedy ich nie było. Podczas dzisiejszej medytacji w Kręgu Dwunastu przekażę wam coś, o czym jeszcze nigdy wam nie wspominałem, co jeszcze bardziej uwypukli to, o czym mowa, ale na razie tego nie musicie wiedzieć. To, co już na ten temat wiecie wystarczy, żeby odebrać bardzo dojrzałą i ważną nowinę od drugiego anioła. Odczujecie i zrozumiecie jej wagę, jak tylko ją usłyszycie, gdyż jest to czysta prawda. Oto ona: Powróćcie do dziecka, powróćcie do dziecka, powróćcie do dziecka.
    Znajdą się tacy, którzy odpowiedzą: Nie! To nie tak. Jestem dojrzały, dziecinne sprawy do mnie już nie pasują. [Aluzja do 1 Listu do Koryncian, 13:11 – przyp. tłum.]
    Odpowiem wam tak: Anioł wcale nie każe wam stawać się dziecinnym, jedynie pragnie dopełnienia waszej osobowości. To, czego nauczyliście się w pierwszych sześciu latach życia należy do prawdopodobnie najważniejszych spraw, których się kiedykolwiek uczyliście: jak się bawić, jak być ufnym, jak umieć się chichotać z niczego, jak pragnąć zabawy tak bardzo, jak tylko można oraz pamiętać związane z nią poczucie beztroski.
    Niechaj słowa tego przekazu zapadną w was głęboko, niech przenikną całą strukturę komórkową, niechaj ona znów zacznie ją odczuwać, gdyż tutaj właśnie o to chodzi. Po co to sobie przypominać? Dlaczego Duch nieustannie przypomina wam, aby pamiętać o dziecku wewnętrznym? Jeśli wciąż tego nie wiecie, to powtórzę, iż dzieje się tak, ponieważ radość i śmiech wyzwalają procesy biochemiczne, których inaczej nie da się wyzwolić. Pewne procesy biochemiczne są wyzwalane tylko przy pomocy dziecka wewnętrznego, tylko jako rezultat perlistego śmiechu i beztroskiej radości. Czy wam o tym wiadomo?
    Zwracam się do tych z was, którzy stali się zbyt dorośli, którzy są dumni z tego, że sprawy dziecinne pozostawili za sobą: stając się za nadto poważni wyzbywacie się możliwości powstania w ciele procesów biochemicznych, które mogą was uzdrowić. Procesy biochemiczne przecież mają za zadanie utrzymywanie w ciele naturalnej równowagi. Wasze ciała pragną żyć w równowadze. Wiele ze środków chemicznych, które przyjmujecie na poprawę zdrowia nie działa, gdyż ma wiele działań ubocznych; wprowadzają równowagę w jednym narządzie a zaburzają ją w drugim i wtedy musicie brać kolejny lek. Nowy lek zaś burzy naturalną równowagę w jeszcze innym miejscu. Co wy na to, że w celu wyzdrowienia wystarczy przywrócić tę naturalną równowagę? Czasem wszystko, co trzeba zrobić w danej sytuacji to się całkowicie i zupełnie poddać: „Poddaję się” – mówicie wtedy i podnosicie ręce do góry. W procesie poddania się dzieje się coś jeszcze zaczynacie się śmiać sami z siebie.
    Wielu z was już doświadczyło czegoś podobnego. Jak tylko podnosicie ręce do góry, myśląc, że to koniec, nie macie już więcej nic do stracenia, buch, wkracza dziecko wewnętrzne. Zaczynacie się z nim śmiać i chichotać wyzwalając biochemię radości. Oto najbardziej uzdrawiająca podpowiedź, jaką wam kiedykolwiek zdradziłem.
    Trzeci anioł będzie opowiadał o biologii, może nawet powie wam na jej temat coś, czego jeszcze nie słyszeliście. Powie wam to, co powinniście usłyszeć o tym, co, jak i dlaczego. Drugi anioł jednak podpowie, że już teraz, bez wiedzy o tym, co, jak i dlaczego, bez konieczności czytania kolejnych książek, bez poddawania się procesom, bez zdobywania żadnych stopni, każdy żyjący na Ziemi Człowiek ma w sobie umiejętoność samodzielnego przywracania równowagi w procesach biochemicznych poprzez więź z dzieckiem wewnętrznym.
    Tak, zawsze znajdą się tacy, którzy mi odpowiedzą: „Ja tak nie mogę, bo nie mam dobrych wspomnień o moim dziecku wewnętrznym”. Opowiem takim w ten sposób: To sobie te wspomnienia przeredagujcie! Albo przeredagujcie wspomnienia z dzieciństwa, albo zastąpcie je nowymi. Może w tym celu zechcecie się wybrać na wycieczkę to jakiegoś lunaparku? Wtedy wasze dziecko wewnętrzne ożyje. Udajcie się do takiego parku i podpatrzcie, jak się tam bawią inne dzieci. Przyglądajcie się ich zabawom, jak piszczą z uciechy, jak się chichoczą i mówcie do siebie: „Ja też! Ja też się tak bawię”.
    Jeśli macie kłopot z dotarciem do dziecka wewnętrznego, to używajcie afirmacji, które wam swego czasu przekazaliśmy. Dzięki nim wasze ciało zrozumie, że to w porządku, jeśli w opałach dajecie przyzwolenie na śmiech i zabawę, na wręcz głupawe zachowanie. Ciało po jakimś czasie też to sobie przypomni i będzie mówiło: „Tak, w dzieciństwie w takich sytuacjach był śmiech i takie głupawe zachowanie”. Może więc tajemnicą samouzdrowienia jest właśnie nauczenie się takiego głupawego zachowania? Jakkolwiek byście tego nie nazwali, warto zrobić wszystko ku temu, żeby to sobie przypomnieć, gdyż wyzwolone przez dziecko wewnętrzne procesy biochemiczne zaczną w sposób nieoczekiwany równoważyć ciało. Zaczniecie przyjmować coraz mniej leków.
    Kochani, nie opowiadałbym wam o tym, gdyby to była nieprawda. Wszystko, o czym mowa, to część przywracania zdrowia – przywracania właściwej równowagi. Jam Jest zakochany w was wszystkich Kryon.
    I tak jest.

     

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    Witam was kochani, Jam Jest Kryon

      Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...