Strony

środa, 18 stycznia 2023

Chronologia energii Kryona

 Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Chronologia energii Kryona
Coraz więcej z nas zaczyna rzeczywiście odczuwać, że żyje w nowych czasach, o czym od niedawna z radością informacją nas także sami naukowcy. Pragnę więc pogratulować im, że oto wyłamali się ze starego paradygmatu obowiązującego w świecie nauki jednocześnie przypominając, że trajektoria „świtu” tych nowych czasów sięga znacznie dalej niż 28 sierpnia, 2021, bo czasów Harmonicznej Konwergencji roku 1987, inaczej zwanych czasem 11:11; gdyż to wtedy właśnie, w uznaniu za nasz wysiłek w samodzielnym wzniesieniu się na wyższy poziom świadomości, z kosmosu otrzymaliśmy pozwolenie na dalszą ewolucję (dobroczynną mutację) naszego DNA.
Kod 11:11 pozwolił nam ewoluować/wzrastać w świadomości bez konieczności umierania, co stanowi wielką nowość i pierwszy krok do wzniesienia. Stąd wielu z nas widziało albo wciąż widzi na zegarach godzinę 11:11. Po zaszczepieniu kodów pozwolenia na przemianę, w roku 1994 otrzymaliśmy także kod pozwalający na podjęcie własnej mocy zwany inaczej „Przekazaniem Pochodni” albo kodem 12:12. Wtedy odeszły z Ziemi istoty niebiologiczne pomagające nam w uniesieniu energii własnego Wyższego Ja (Merkaby). W międzyczasie, w roku 1989, na Ziemię przybył Kryon ze świtą istot pomocniczych i rozpoczął się proces rekonfiguracji ziemskiego pola magnetycznego, który trwał do roku 2002.
Między rokiem 1989 i 1992, kiedy Kryon objawił się Lee Carroll, Mistrz Magnetyczny wraz ze świtą istot pomocniczych znajdującą się w okolicach Jowisza rozbroili asteroidę o przekroju mniej więcej 10 km. o ezoterycznym i numerologicznie uzasadnionym imieniu Myrva, która miała stać się przyczynkiem do zagłady ludzkości w latach 2000-2012. Cały proces ostatecznego ustawienia siatki magnetycznej Ziemi w celu umożliwienia ewolucji świadomości ludzkiej trwał od roku 1989 do końca grudnia 2002 roku.
Po zakończeniu pracy nad siatką magnetyczną przystąpiono do oczyszczania siatki krystalicznej Ziemi. Następnie w listopadzie 2007 roku miała miejsce tzw. Harmoniczna Konkordancja na niebie pojawił się układ gwiazd w kształcie Merkaby na znak potwierdzenia, że Ziemia znajduje się na nowej linii czasowej, chociaż jeszcze wtedy potencjał, że na nią faktycznie wejdziemy, wcale nie był taki pewny. W międzyczasie rozpoczęło się także związane z tranzytem Wenus (2004-2012) wprowadzanie na Ziemię bardziej zrównoważonego bilansu między energiami męskimi i żeńskimi. Z perspektywy zbiorowej świadomości, ostateczną decyzję o zaniechaniu samozagłady podjęliśmy dopiero podczas ostatniego pomiaru wzrostu poziomu naszej świadomości, czyli 21. 12. 2012, odtąd także nie było już mowy o cofnięciu się na mniej świadomy poziom.
Data ta stanowi swoisty punkt demarkacyjny między starą i nową świadomością/energią, jest to dzień, w którym, jak to przepowiadali Majowie, rozbłysło Piąte Słońce i rozpoczęła się SZÓSTA cywilizacja ludzka. Następnie, od mniej więcej roku 2015, kiedy to odnotowano najniższą aktywność Słońca (która jest cykliczna i wzwamga się i cichnie w 11. letnich cyklach), Ziemia wraz z całym układem słonecznym wydostała się spod ochronnej heliosfery i teraz podlega coraz silniejszemu wpływowi promieniowania kosmicznego, zwanego wiatrem gwiezdnym. Cisza Słońca była konieczna, aby następnie przekazać ten wiatr polu magnetycznemu Ziemi i co za tym idzie, każdemu z nas. Od roku 2015 aktywność Słońca, częstość wybuchów się stopniowo wzmagała aż do 26 sierpnia bieżącego roku (2021), kiedy to w rezultacie jednego takiego wybuch powstało całe „słoneczne tsunami”. Wrażliwi mogą wybuchy na Słońcu odczuwać w postaci uczucia pełności w okolicach brzucha i splotu słonecznego albo nawet okresowej niestrawności spowodowanej zaburzeniem ruchu perystaltycznego jelit.
Prócz tego, od paru miesięcy Ziemia znajduje się w nowym miejscu w galaktyce, czyli w tak zwanym pasie fotonowym, a od mniej więcej połowy listopada 2019 pełną parą ruszyły odpowiednio dopasowane do siebie węzły i oczka siatki krystalicznej pomagając w ostatecznej eliminacji pewnych ciemnych aspektów starej natury ludzkiej.
Jak można się więc z powyższego domyślać, przed nami okres wzmożonego wzrostu na poziomie globalnym i indywidualnym, w czym wyjątkowo sprzyja nam kosmos i Ziemia. Dla jednych jest to nowość, dla innych potwierdzenie tego, czego 50 tysięcy lat (dwa cykle precesyjne) temu nauczały nas Gwiezdne Matki.
Co więc czeka nas dalej? Jednych czeka wstąpienie; według definicji Kryona, „wstąpienie polega na przejściu z jednego wcielenia do drugiego bez konieczności umierania”. Paradoksalnie, przejście takie może — ale nie musi — objawić się w naszym życiu jako, używając określenia Kryona: „śmierć widmowa!” Jest to nieprzyjemny, ale tymczasowy stan, kiedy czuje się tak silny odpływ siły życiowej, że może się nam wydawać, że rzeczywiście umieramy. Zamiast jednak się z tego powodu smucić, należy sobie pogratulować, gdyż śmierć widmowa daje nam do zrozumienia, że żyjemy obecnie na innym torze rzeczywistości, że sami zdołaliśmy wznieść się poza potencjalny punkt wcześniej planowanego odejścia. Jako ktoś, kto czegoś takiego już doświadczył, zapewniam, że nie jest to nic przyjemnego, ale bardzo różni się od prawdziwej śmierci. Śmierci widmowej nie towarzyszy znanych z psychologii 5 stadiów umierania: zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja i pogodzenie się. Zamiast tego, przechodzimy od razu do pogodzenia się.
Tym, którzy w obecnych czasach postanowili odejść, aby ponownie powrócić w odświeżonym ciele i posłużyć pomocą w ustawianiu dalszych potencjałów Nowej Ziemi, można w procesie umierania pomagać. Umiejętność „przeprowadzania” na drugą stronę zasłony stanowi swoisty dar, choć w tradycji zachodniej jest to sztuka do niedawna mało praktykowana (ale i to się obecnie zmienia i pojawiają się tzw. Death Dulas). Dla wszystkich zainteresowanych, którzy w najbliższym czasie zetkną się z odejściem kogoś z węższego czy szerszego kręgu znajomych i rodziny – a przypominam, że w takich przełomowych momentach jest to zjawisko częstsze — proponuję przypomnienie sztuki przeprowadzania umierających. Poniżej przytaczam „ściągawkę” autorstwa jednego z moich nauczycieli i duchowego brata, Gene Ang. Sztuka umierania bardzo nam samym także pomaga w życiu, gdyż – według Kryona — jako istoty wielowymiarowe jednocześnie istniejemy w każdym z „trzech wiatrów”: w wietrze narodzin, wietrze życia i wietrze śmierci. Nie sądzę, że należy poniżej cytowaną listę przyjąć w całości, oferuję ją jednak jako menu, z którego każdy może wybrać dla siebie to, co mu najbardziej odpowiada, aby pomóc sobie i bliskim.
Niczego się nie trzymaj- Niemalże wszystkie duchowe tradycje i ich nauczyciele z naciskiem przypominają, że najważniejszym kluczem do spokojnej i umiejętnej śmierci jest nietrzymanie się żadnych stanów emocjonalnych. Największą przyczyną cierpienia jest bowiem nasza chęć trzymania się czegoś. Kiedy przemija sen zwany życiem doczesnym, najlepszą poradą, jaką można posłużyć, to poradzić, aby umierający się niczego nie trzymał i pozwolić, aby wyrzucił z siebie wszystkie żale.
Całą uwagę skupiamy na czubku głowy – Niniejsza porada pochodzi z nauki zwanej „Dziewięć Bram”. Choć nasza świadomość może opuszczać ciało wieloma portalami (czakramami), to najlepsze jest właśnie wyjście przez czubek głowy, zatem najlepiej jest w momencie śmierci skupić się właśnie tam (bądź pomagać umierającemu, aby tam skupił swą uwagę).
W tym samym czasie, jeśli wiodło się życie skupione na miłosierdziu i empatii, można także modlić się o powrót na Ziemię tam, gdzie będzie się można najbardziej przysłużyć w ten sposób już w momencie śmierci dając instrukcje duchowemu systemowi GPS aby przwiódł nas po śmierci w najbardziej odpowiednie dla nas miejsce.
Jakie życie, taka śmierć- śmierć i proces umierania są odbiciem jakości życia doczesnego. Dobrze przeżyte życie zapewnia dobrą śmierć. Praktyki używane za życia przydają się więc także podczas umierania i odwrotnie, praktyki przygotowujące do śmierci pomagają w życiu.
Śmierć to podróż, którą należy się cieszyć- Większość nauk znanych mi nauczycieli głosi, że proces umierania należy do najlepszych momentów życia doczesnego pod warunkiem, że nie będziemy się niczego trzymali kurczowo. Lęk przed śmiercią jest po części spowodowany tym, że za życia zbyt mało uwagi poświęcamy zagadnieniu śmierci, a przecież każdego dnia jeszcze za życia umiera w nas pewna nasza cząstka, umierają poszczególne komórki ciała robiąc miejsce nowym, rodzą się i umierają pewne myśli.
Każdy z nas rodził się i umierał wiele razy; może nawet tysiące i miliony razy- Znam to z własnego doświadczenia, z praktyk szamańskich związanych ze śmiercią i umieraniem, podczas których osiągnąłem zrozumienie, że umierałem już nie raz, a może nawet miliony razy.
Niechaj ostatnia myśl będzie najbardziej pomyślną- [Z szamańskiej perspektywy] ostatnia myśl przed śmiercią nadaje kierunek dokąd wybieramy się w zaświaty. Skupienie się na pozytywnej myśli zapewnia łagodniejsze wejście z powrotem w zaświaty. Coś takiego można praktykować za życia układając się do snu poprzez utrzymywanie w głowie aż do zaśnięcia najwyższej myśli, na jaką nas stać. Praktykując to możemy sami przygotować się na własną śmierć, na długo zanim ona nastąpi.
Śmierć nie istnieje- śmierć jako taka nie istnieje, istnieje tylko przechodzenie z jednej formy w drugą. Większość tradycji wyznających reinkarnację podchodzi do śmierci jak do zmiany ubrania. Tak samo, jak za życia codziennie wkładamy nowe ubranie, po śmierci przybieramy nowe ciało. Bardzo zaawansowani mnisi postrzegają całe życie intensywnego cierpienia jako przykład pechowego dnia, z którego budzimy się następnego dnia, a całe wcześniejsze cierpienie staje się na zawsze zdobytą mądrością. Cierpienie zatem jest tymczasowe.
Medytacja stanowi dla nas złotą polisę ubezpieczeniową – Medytacja to idealna praktyka nietrzymania się niczego. Podczas niej uczymy się nietrzymania się żadnych powstających myśli, uczuć i emocji. Te same emocje, odczucia i myśli mogą powstawać także podczas procesu umierania; prócz tego, podczas medytacji uczymy się wyzbywania różnych pojęć i koncepcji tego, kim nam się wydaje, że jesteśmy. Zatem medytacja to taka zakrojona na małą skalę śmierć.
Śmierć i proces umierania powtarza się co noc jako proces zasypiania- Przestrzeń, w którą wpadamy zasypiając, w której przebywamy śniąc różne sny, podczas głębokiego, pozbawionego marzeń sennych snu, to podobna przestrzeń w świadomości, do której powracamy po śmierci. I stąd umieranie można trenować co noc poprzez utrzymywanie świadomości podczas snu. Tutaj pomocą przychodzi nam szamańska sztuka świadomego śnienia (lucid dreaming) oraz różne jogi snu praktykowane w tradycji tybetańskiej.
Zachowaj spokój wewnętrzny- Najważniejszą instrukcją na wszystkie fazy procesu umierania, jest nauczenie się zachowania spokoju wewnętrznego oraz niereagowanie na związane z nim emocje, myśli i odczucia. Najlepiej więc się cofnąć i nie reagować, gdyż nasza świadomość po śmierci jest szybsza niż za życia, każda nagła reakcja spowodowana strachem, czy niespełnionym pragnieniem, albo niewiedzą może skierować tę świadomość w niepożądanym kierunku. Najlepiej więc nie reagować na żadne bodźce i zachować spokój. Jednym ze sposobów praktykowania takiej postawy jest codzienne powtarzanie znanej buddyjskiej mantry: Forma jest pustką. Jeśli będzie się podczas śmierci o tym pamiętało, to prawdopodobnie można wtedy umrzeć świadomie, całym procesem sterując świadomie.
Trzymajmy się tylko najlepszych wspomnień- porada ta jest skierowana szczególnie do tych, którzy pozostają: Najlepsze, co można dla zmarłego zrobić nawet już po samym zgonie to pamiętać o nim wszystko, co najlepsze, gdyż wspomnienia te będzie także odczuwał on sam i to bardzo intensywnie, gdyż pozbawiony filtrów ciała bezpośrednio będzie odczuwał wszystko, co my.
Innymi oznakami wejścia we wzmożony okres ewolucji świadomości są także zmiany w upodobaniach dietetycznych. Jest to bezpośrednia oznaka zmian w Akaszy, gdyż nasze upodobania dietetyczne są właśnie z nią związane. Dla wielu może to stanowić pewną niespodziankę, ale oświecenie jest procesem włączającym w siebie całe ciało i wszystkie aspekty życia codziennego. Nie radzę interpretować zmian dietetycznych jako stałych, pod tym względem wszystko może (ale nie musi) się u nas zmieniać jeszcze nie raz. Zamiast stosowania takich czy innych sposoby żywienia gdyż pasują do wyznawanej przez nas obecnie ideologii, warto pod tym względem słuchać własnego ciała, gdyż ono wie najlepiej, co w danej chwili jest nam najbardziej potrzebne. Jak mawia sam Kryon, oświecona dieta to taka, która utrzymuje nas przy życiu i zapewnia zdrowie, a do tego każdy z nas potrzebuje czegoś innego.
Prócz tego zmieniać się teraz będzie nasze podejście do zagadnień duchowych. Niektórzy z kolekcjonerów wiedzy książkowej przekształcą się w prawdziwych pracowników światła, odkrywając to światło we własnym wnętrzu. Arkturianie nazywają to przejściem z postawy „naukowca” na postawę „czeladnika” a jak wiadomo, czeladnika od mistrza cechu różni tylko staż, innymi słowy: praktyka czyni Mistrzem!
W tym miejscu mała przestroga, gdyż będą się nam zmieniały kręgi znajomych. Na poziomie globalnym wchodzimy w okres łączenia się na zasadzie koherencji świadomości, choć wciąż stanowimy jedną Rodzinę Ludzką, to od teraz więzi nasze będą zawierane na podstawie umiejętności dzielenia się tkwiącą w każdym z nas mocą. Nadchodzą czasy łagodności tolerancji i wzajemnego poszanowania; chociaż jako rodzina dojrzewamy, to wciąż pozostajemy Planetą Wolnego Wyboru i taką będziemy jeszcze przez długi czas.
Co najlepiej teraz dla siebie zrobić? Ponieważ wchodzimy w okres wzmożonej wrażliwości na wpływy innych (gdyż wszyscy stajemy się bardziej empatyczni i coraz bardziej uaktywnia się ludzkie pole wpływowe albo instynkt), moim zdaniem najlepiej jest pozbyć się strachu i pokochać Siebie przez duże S. W lutym bieżącego roku Kryon wyczerpująco mówił o „Czterech obliczach strachu”, co można łatwo znaleźć w tej grupie używając opcji „szukaj”. Arkturianie streszczają tę naukę do 6 rodzai strachu związanych z życiem doczesnym: strachem przed starością, ubóstwem, krytycyzmem, śmiercią, samotnością i chorobą i stąd częstotliwość pomagającą w wyzbyciu się tych bojaźni nazywa się „Mistrzostwo!”[Fot. 3] A mistrz jest zawsze zadowolny z sytuacji, w której się znajduje, bowiem ufa sobie i Wyższemu Ja.
Na fotografii mandala Transformacji autor: Janosh Art


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...