Strony

wtorek, 25 maja 2021

Cztery rodzaje najczęstszych ludzkich reakcji wobec niniejszych informacji i ogólnie, wobec daru Umowy.

 Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, siedzi i w budynku

 Oczami mistrza, cz III

Umowa

[Niniejszy przekaz, otrzymany w dniu 31 stycznia, 2004 roku w Gooding, w stanie Idaho został później uzupełniony przez Kryona podczas procesu edytorskiego, kiedy Lee sporządzał transkrypcję nagrania. Dzieje się tak ze względu na wymogi słowa pisanego oraz w celu wyjaśnienia pewnych spraw, które podczas samego przekazu na żywo pozostają w sferze energii i są odbierane poza-słownie.]

Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Och, miejsce to pełne jest słodyczy i radości. Przywitajmy obecną tutaj świtę. Jeśli zezwala wam na to wasza świadomość, poczujcie, jak dzisiaj obmywa was Duch, a wtedy tak też się stanie. Wiemy, kto tutaj zasiada i kto to będzie czytać, gdyż intencja jest dziś wszystkim.
Zwracam się do tych, którzy w ostatniej chwili dowiedzieli się o naszym spotkaniu i postanowili wziąć w nim udział: ten wasz potencjał jest nam znany. Znamy także tych, którzy czytają transkrypcję tego przekazu, znamy wszystkich, którzy się nań natykają przez przypadek. Stawiając się teraz w tym miejscu bądź czytając niniejsze w innym TERAZ wnosicie 50% energii tego spotkania, a my wnosimy drugie 50%. Przekaz ten jest więc specjalnie dla was, gdyż w połowie sami go stwarzacie. Może to wam zabrzmieć jak kolejny przekaz nowin, lecz zwracam się do każdego z was z osobna, nie przez przypadek ludzki głos mego partnera dociera do waszych uszu, gdyż kochani Lemurianie, specjalnie tutaj przybyliście, aby go wysłuchać.
Zanim zaczniemy, oddajmy cześć temu miejscu, które jakże wiele widziało: smutek i radość; na scenie jedni tutaj ronili łzy, inni zaś wybuchali śmiechem [bardzo stary teatr]. Sam budynek także ma bogatą historię, której część dopiero musisz odkryć, Michael [Kryon zwraca się do gospodarza spotkania i właściciela teatru]. W budynku mieścił się kościół, na tej scenie odbywały się uzdrowienia, zatem nasze spotkanie to nie pierwszy raz, kiedy poszukujący prawd duchowych przybywają, aby zapełnić rzędy widowni. Załóżmy jednak, że po raz pierwszy z desek sceny tego teatru padają podobne słowa, chociaż wśród słuchaczy jest pewna grupa, która udaje, że się nie zna. Powiem wam, że zbiera się ona zupełnie intuicyjnie, jakby się wszyscy znali. Coś takiego dzieje się według bardzo szczególnych zasad i można powiedzieć, że w tym teatrze historia starej energii spotyka się z historią nowej energii, gdyż te parę spędzonych razem chwil, według waszej percepcji upływu czasu, szybko także przejdzie do historii. Sami już teraz widzimy, jak opuszczacie to miejsce, jak kończycie czytanie transkrypcji. Już teraz widzimy potencjały wszystkiego, co w związku z tym będziecie mieli do powiedzenia, jak możecie na to wszystko zareagować. Wasze serca są nam znane, każdego z was znamy z imienia.
Zanim przejdziemy do tematu naszego dzisiejszego przekazu, pragniemy coś dodać do dyskusji rozpoczętej przez Lee podczas wykładu poprzedzającego przekaz. Lee mówił o miłości, którą wielu z was żywi do Ziemi. Och, kochane Istoty Ludzkie, nie przez przypadek zbieracie się razem z podobnymi wam miłośnikami natury – sami wiecie, do kogo się teraz zwracam – którzy lubują się w odludnych miejscach Idaho. Nie jesteście w tej miłości osamotnieni. Ilu was wita się z wiatrem, ilu błogosławi piach pod stopami? Ilu z was spoglądając w niebo zdaje sobie sprawę, że oglądacie ten sam jego skrawek już od stuleci? Ilu z was czuje, że grunt pod stopami jest waszą własnością, choć nie koniecznie chodzi mi o jakiś dokument potwierdzający własność, chodzi mi o Akasz, według którego jesteście tej ziemi zaślubieni. Niektórzy z was dobrze wiedzą, że żyją tutaj od dziada-pradziada, jesteście autochtonami i jesteście świadomi swego rodowodu. Co prawda, patrząc w lustro, możecie tego nie zauważać, jednakże populacja tego regionu od stuleci się nie zmienia, brak tutaj dużej ilości ludności napływowej, zatem piach pod waszymi stopami jest ten sam, po którym stąpaliście ostatnim razem i jeszcze wcześniej, i jeszcze wcześniej, i jeszcze wcześniej. Wiatr przenosi go z miejsca na miejsce, ale wy rozpoznajecie jego zapach, rozpoznajecie ukształtowanie terenu, na którym żyjecie już kolejny raz. Drogi czytelniku, oddaj cześć rodzinie, która z twej perspektywy spotkała się tutaj w przeszłości. Wiesz? – to nie zupełnie tak. Ona cała siedzi wraz z tobą, ramię w ramię niesie ci tę nowinę. Wiedz, iż wszystko, co się musiało wydarzyć, abyś mógł ten przekaz czytać to nic innego jak oka mgnienie w sztucznie powstałym czasie, który tylko pozornie zdaje się was dzielić. Wszyscy uczestnicy tego spotkania są z każdym czytelnikiem tu i teraz.
Niektórzy z was po zakończeniu wsiądą do samochodu i pojadą do domu, nie pamiętając, że ostatnio, kiedy stąd wychodziliście, dosiadaliście konia. Co ciekawe, pojedziecie także do tych samych domów, w których już kiedyś mieszkaliście! Widzicie? Dzieje się tak, gdyż wy do tego regionu należycie! Przynależność do pewnych miejsc na Ziemi stanowi część łamigłówki - obraz której czyni jednych z was kotwicami, innych zaś włóczykijami, a wszystko to jest całkowicie stosowne i zgodne z energią każdego z was.
Niektórzy nie mają jednego własnego miejsca i wiążecie się z tym, w którym w danej chwili musicie być. Każdy z was jest tam, gdzie być powinien! Niektórzy się temu przeciwstawili i przenieśli się gdzie indziej i w ten sposób zaszli tam, gdzie nie byli potrzebni. Raptem coś was jednak przywiodło z powrotem do domu, nieprawdaż? Ciężko iść pod prąd, kiedy się budzicie i wyrażacie intencję spełnienia celu własnego życia. Niektórzy będą wiedzieli, co mam w tej chwili na myśli, inni zaś nie.

Życie z dnia na dzień

Błogosławiony ten, kto wie, na czym polega obfitość! Błąkający się po pustyni Izraelici dobrze wiedzieli, co to obfitość. Wszystkie plemiona ponad 40 lat błąkały się po pustyni zataczając na niej większe i mniejsze koła, a przecież codziennie byli karmieni. Niektórzy z was pytają: „Kryonie, biblijna opowieść o mannie z nieba to jakaś przenośnia, czy tak było naprawdę?” Odpowiedź: To prawda, Izraelici naprawdę byli codziennie karmieni. Nazwali to manną z nieba. Fakt ten da się nawet wytłumaczyć naukowo, gdyż nawet po tułaczce i wejściu do Ziemi Obiecanej, ta manna wciąż spada, choć ich tam już dawno nie ma! Chyba nigdy o tym nie słyszeliście? To szczera prawda, Izraelici byli karmieni codzienne, przez 40 lat.
Niektórzy z wodzów tych plemion budzili się w środku nocy, zmartwieni: „A co to będzie, jeśli jutro manny nie będzie? Wiem, wiem, ona spada całe nasze życie, ale co, jeśli jutro nie spadnie?” Załamywali ręce, budzili bliskich i mówili: „Wiesz, przecież rano może tej many nie być?” Bliscy wtedy budzili innych i za niedługo powstała cała grupa zmartwionych, tym, że jutro może nie być manny! Ładny mi powód do zmartwienia! O świcie znowu każdy z nich był nakarmiony i wtedy przechodzili do zmartwień na jakiś inny temat. O co tak naprawdę chodzi w tej opowieści? Duch codziennie zaspokaja wszystkie potrzeby i dzieje się tak z dnia na dzień. Patrząc wstecz, można powiedzieć, że Izraelici podczas 40. letniej tułaczki po pustyni żyli w dostatku. Nigdy nie musieli się martwić, że trzeba siać i troszczyć się o żniwa, gdyż wszystko to było troskliwie uwzględnione i każdy miał do jedzenia pod dostatkiem na jeden dzień. Na tym polega obfitość! Izraelici jednak zrozumieli to dopiero patrząc wstecz. Ci zaś, którzy patrzyli w przyszłość, zastanawiali się: „A co będzie, jeśli manna nie spadnie?”
Zatem pragniemy teraz poruszyć pewne związane z wielowymiarowością zagadnienie; że patrząc wstecz, można zobaczyć przyszłość. Kiedy stajecie się wielowymiarowi, posiadacie zdolność wglądu w przeszłość wszystkiego, co się ma stać jutro i przekonać się, że wszystko będzie dobrze. Wielowymiarowa Istota Ludzka ma takie zdolności. Może zajrzeć w przyszłość, zobaczyć przeszłość i zrozumieć, że często zaspokojenie potrzeb bieżących to obfitość. Taka istota umie zobaczyć to, co będzie jako to, co już było … a nawet znaleźć w tym powód do śmiechu, zanim to się jeszcze wydarzy! Czy to trudne? Czy stanowi zagadkę? A może to jakiś puzzle? Więcej o tym za chwilę.

Pamięć własnych narodzin

Pozwólcie, że zabiorę was w przyjemną podróż, której sami możecie nie pamiętać. Oto wiele lat temu stoicie wraz ze mną po drugiej stronie zasłony, z podobnymi do mnie innymi członkami rodziny. Wychylacie się do przodu… tylko metaforycznie, gdyż jeszcze nie macie ciała, które można gdzieś wychylić. Kochani, to taka sama metafora, jak skok z wysokości do wody – opisująca gotowość przyjścia na Ziemię podczas tego, co nazywanie porodem. Oto więc zaraz narodzicie się rodzicom, których sami sobie wybraliście, będziecie mieli wybrany przez siebie kolor skóry, narodowość i płeć. Wasze ciało przygotowywało się w łonie matki, a pewne części tego, co nazywacie duszą w tym czasie przenosiły się do ciała. Zawsze w tym miejscu zadajecie mi pytanie: „Kryonie, kiedy dusza wchodzi do ciała?” Powiem wam prawdę, pamiętajcie: dusza wchodzi w ciało w momencie, kiedy zachodzi zgoda na poczęcie, zanim jeszcze istnieje samo ciało. Nie chodzi tutaj o żadne przeznaczenie, lecz predyspozycję. Macie predyspozycję, żeby się urodzić, gdyż decyzja o waszym poczęciu zapada, zanim wasi rodzicie się na Ziemi poznają, nawet zanim sami się urodzą! Doprawdy trudno mi jest wam o tym opowiadać tak, żebyście zrozumieli. Zatem powiedzmy tylko, że życie rozpoczyna się na długo przedtem, kiedy się wam wydaje, że ono się rozpoczyna, że zanim się urodzicie, może pod tym względem zajść wiele poprawek oraz że i wy, i wszyscy, którzy biorą w tym udział, zgadzają się na nie. Wyobraźcie teraz sobie, jak się wychylacie, tuż przed skokiem w odmęt życia. Co was przed tym zatrzymuje, to wiejący prosto na was „wiatr narodzin”. Jest to przesłodki, niewinny wiatr, którego doświadczaliście już niejednokrotnie, pachnący możliwościami, potencjałami i okazjami, wy zaś przygotowujecie się do kolejnych narodzin, które oczywiście dochodzą do rozwiązania, gdyż teraz tutaj sobie siedzicie.
Otaczają was doradcy gotowi na przyjście na świat wraz z wami… rozmawiając z wami językiem światła pytają się, czy doprawdy jesteście pewni, że chcecie się urodzić, oraz czy wszystko jest gotowe? Uśmiechacie się do nich i odpowiadacie, że wszystko jest w porządku. Przypominają wam, że tym razem rodzicie się w czasach przepowiadanej apokalipsy, że istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że zginiecie przeokropną śmiercią wraz z waszymi dziećmi i przyjaciółmi. Ponownie uśmiechacie się do nich odpowiadając: „Wszystko jest w porządku”. Następnie rozglądacie się dokoła, zapewniając żywioły i całe otoczenie, „że zaraz wrócicie”... po czym skaczecie.
Pozwólcie, że powtórnie się was zapytam. Pracownicy światła, kiedy byliście aniołami po drugiej stronie zasłony, czyż nie byliście wtedy mądrzejsi niż teraz? A jeśli to prawda, to pytam się raz jeszcze: Dlaczego postanowiliście się tutaj urodzić? Czyż nie wiadomo wam było o apokalipsie? Czyż nie zrozumieliście potencjału tego, jakie losy się ważyły dla całej planety w czasach waszego przyjścia na Ziemię?
Zaraz wam odpowiem i moja odpowiedź wytłumaczy, dlaczego jesteście tak niezmiernie kochani, dlaczego świta klęka i zaczyna obmywać stopy wszystkim obecnym na sali. Wytłumaczy to, dlaczego niektórzy z was czują uścisk Ducha i zaczynają się domyślać, że to wszystko to prawda, że nie jest to wymysł kogoś, kto dla zysku chciał was tutaj zebrać. Nie. Energia, którą czujecie jest rzeczywista. Nie rozpoczniemy naszego przekazu, zanim nie pogratulujemy wam za coś, czego, kochani Lemurianie, możecie być nieświadomi: Niezależnie od znanych wam potencjałów zagłady wy i tak wybraliście się tutaj urodzić! Przyczyna tego jest prosta, wy doprawdy po drugiej stronie zasłony jesteście mądrzejsi i wiecie, jak potężna jest ludzka intencja, wiedzieliście, co potrafi esencja Starej Duszy. Rodząc się wiedzieliście, że na planecie istnieje potencjał Przebudzenia. Niektórzy z was już od urodzenia byli przebudzeni duchowo. Nie chcieliście mieć nic do czynienia z duchowością waszych rodziców, nieprawdaż? Mieliście z tego powodu kłopoty, nieprawdaż? Widzicie, dobrze wiemy, kto przed nami zasiada! Stare Dusze już takie są! Od urodzenia sprawiają kłopoty! [Śmiech na sali.] Stara mądrość sprawia kłopoty, kiedy nie może się wpasować w mądrość danej chwili. A teraz oto siedzicie tutaj. Każdy z was, zanim jeszcze przybył na Ziemię, wychylając się do wiatru narodzin, wiedział, że Ziemię da się przemienić, jeśli zbierze się was wystarczająca ilość. Okazało się, że was wystarczyło i wy ją odmieniliście. Niech więc nie umknie niczyjej uwadze, że stare przepowiednie się nie spełniły. Niech więc nie umknie niczyjej uwadze, że właśnie dlatego tak niezmiernie was kochamy! Nie macie pojęcia, co jeszcze odmieniliście w innej części Wszechświata. To, co się wydarzy na Ziemi będzie miało duży wpływ na wiele spraw i będzie w tym celu zmierzone.
Prawdopodobnie to, co wam teraz mówię wydaje się pozbawione sensu, lecz o innej porze, w innym miejscu stanie się dla was jasne. Będzie jasne, kiedy ponownie się zobaczymy. Po drugiej stronie zasłony, gdy pewnego dnia znów się spotkamy, natychmiast do mnie podejdziecie pytając: „Jak nam poszło? Jak to wygląda teraz?” Wtedy wszystko zrozumiecie bardzo dokładnie. To, co robicie w swym zwykłym, codziennym ludzkim życiu odmienia tkaninę wielowymiarowości samego Wszechświata i jest to proces zachodzący od razu wszędzie. To, co myślicie teraz jest znane miliardy lat świetlnych stąd. Dzieje się tak dzięki temu, co nazywacie stanem kwantowym, gdzie wszystko jest razem, wszystko dzieje się naraz. Na pewnym poziomie, wszystkie istoty we Wszechświecie są świadome tego, co się dzieje na Planecie Ziemia, nawet te światy, które nie mają tego, co ma wasz, czyli świadomości boskości. Na swym poziomie świadomości oni także zostaną odmienieni. Zatem dalsze losy Ziemi odmienią los czegoś znacznie większego od tego, o czym wam kiedykolwiek opowiadałem. No, jak tam kochani, czy wciąż czujecie się tacy zwyczajni? Co, według was, znaczy „zwyczajność”?
Niektórzy mówią: „Kryonie, wiem, że wewnątrz mnie znajduje się pewna boskość, wiem także, że to, co mówisz, to prawda, jednak wciąż czuję się bardzo mały i niewiele znaczący”. Ludzie starsi wiekiem mówią jeszcze tak: „Prócz tego, czuję się stary i zmęczony”. Zaraz wam coś powiem. Każdy z was czuje się staro i jest zmęczony! Możecie się zapytać: „No właśnie, a dlaczego tak akurat jest?” Odpowiadam: dzieje się tak, gdyż energia planety zaczyna się zestrajać z energią własną każdego z was, zestrajać się z tym, po co się tutaj rodziliście, oraz że to wy jesteście ci od robót ciężkich. Celebrujcie więc fakt, że każdy z was stanowi cząstkę cudu zwanego Ziemią.

Początek nauki

Kochane Istoty Ludzkie, poruszymy dzisiaj zagadnienie zaawansowanego przymiotu duchowego i w związku z tym, trudno mi to wam będzie wytłumaczyć, a wam zrozumieć. Sprawy zaawansowane niełatwo zrozumieć. „Kochany Kryonie, byłem w miejscach, gdzie medytujący i ci, którzy się modlili dostępowali uzdrowień, a siedzący tuż obok nich nie doświadczali niczego podobnego. A przecież, według mnie, i jedni i drudzy mają ten sam rodzaj świadomości. Przecież Stare Dusze urodziły się na Ziemi w tych samych czasach, wszystkie one są swymi braćmi i siostrami. Wydawać by się mogło, że każdy z nich ma to samo pozwolenie, znają te same boskie zasady przebudzenia. Każdy z nich jest więc Pracownikiem Światła, siedzą sobie ramię w ramię, a przecież jedni zostali potraktowani inaczej od tych drugich. Nie rozumiem tego. Jak coś takiego jest w ogóle możliwe?” Za chwilę porozmawiamy o tym wszystkim w sposób, w jaki dotychczas rzadko te zagadnienia poruszaliśmy. Wszystko, co od samego początku poruszam w mym przekazie to sprawy związane z wami, z relacją was z wami samymi, z waszym przebudzeniem, z energią tego, co nazywamy waszym „ziemskim kontraktem”. Dzisiaj zaczynamy bardziej zaawansowany rodzaj nauki, od czegoś, coś, wcześniej co nazwałem mianem „ziemskiego kontraktu”. Rozpoczniemy tę zaawansowaną naukę dyskusją istot we Wszechświecie, dyskusją o Bogu, o waszej więzi z Ziemią, a wszystko to ujmę warstwowo. Na dzisiejszym spotkaniu dotkniemy wielorakiej tematyki związanej z tym tematem.

Założenie wyjściowe

Pozwólcie, że oznajmię pewien postulat; oto prawo Ducha: Nie ma we Wszechświecie większej mocy, ponad tą, która zasiada teraz w rzędach widowni tego teatru. Ludziom to nie w smak. „Och, Kryonie, przecież musi istnieć coś bardziej wspaniałego ode mnie? Codziennie przeglądam się w lustrze i dobrze wiem, co tam widzę”. Nie, wy tego nie wiecie. I to cała prawda. Jest to mój postulat i prawdziwe odbicie tego, jak się sprawy mają. Nie ma na Ziemi wyższej energii czy mocy, ponad Istotę Ludzką. Nie ma we Wszechświecie wyższej energii czy mocy, prócz tej, która w boski sposób płynie w każdym z was. Owszem, możecie mieć ochotę wynieść coś na piedestał i się do tego modlić, ale to tylko takie ćwiczenie gimnastyczne. Możecie mieć ochotę oddawać Bogu cześć myśląc o Nim jako o istocie nadprzyrodzonej, jako o Duchu, który kocha was tak samo, jak kocha mądry dziadek, którego za bardzo szanujecie i otaczacie wielką czcią. Nie jest to jednak prawdziwy rodzaj modłów, gdyż obraz takiego dziadka to nieprawda.
„Ale Kryonie, my tak chcemy! Chodzimy do kościołów, gdzie modlimy się do istot nadprzyrodzonych, gdzie oddajemy cześć ideom pod każdym względem większym od nas samych: symbolicznie, fizycznie i duchowo”. Tak, wiem, że tak postępujecie, jednak prawda pozostaje prawdą i to, co pod tym względem czynicie nie jest właściwe. Nie ma niczego wyższego ponad to, co płynie w waszych żyłach, ponad to, co niesiecie w swej świadomości. Wszystko to jednakże ukrywa się przed wami pod płaszczykiem dwoistości, jest od was oddzielone i istnieje w wymiarze, który jest wam dostępny tylko częściowo. Prawda jest taka: każdy z was jest Bogiem. Kolektywnie tworzycie to, do czego co tydzień, bądź codziennie, modli się wielu. Biorąc każdego z was z osobna, każdy stanowi niepowtarzalną, integralną cząstkę Ducha, konieczną dla pracy całego systemu. Każdy z was jest wieczny w obie strony: zawsze istnieliście i zawsze będziecie istnieli; nie istnieje żaden początek, oto więc jak doprawdy jesteście starzy. Dlaczego wam o tym mówimy? Dzieje się tak, gdyż pragniemy z wami podyskutować na temat już wcześniej poruszony przez mego partnera podczas innego przekazu. Dzisiaj przekażemy wam więcej informacji, abyście mogli zrozumieć to w szerszym, niż dotychczas kontekście.

Umowa – pojęcie wielowymiarowe

Pragniemy z wami omówić coś, co niezobowiązująco określamy mianem Umowy. Brzmi to, jak Kontrakt, nieprawdaż? Kiedy przychodzicie na Ziemię, macie Umowę. Dobrze, a teraz się na moment zatrzymajcie. Tutaj wcale nie chodzi o każdego z was. Tutaj chodzi o cały Wszechświat. Istnieje Umowa zawierana z Wszechświatem, który stanowi waszą rodzinę. Rodząc się na Ziemi macie kontrakt planetarny, o którym wam wiadomo, gdyż była już o nim mowa i mieliście szansę zastanowić się nad nim. Mówiliśmy wam, że takie kontrakty to tylko warunki początkowe, określające pewne wrodzone predyspozycje, które w każdej chwili można odmienić.
Cały taki kontrakt może ulec zmianie, gdyż nie istnieje żadne przeznaczenie. Jednakże poprzez fakt, że zaczynacie się budzić i to, że żyjecie na planecie, stwarzacie pewną wielowymiarową energię zauważalną przez Wszechświat. Energia ta nazywa się Umową. Nareszcie więc możemy rozszerzyć naszą dotychczasową naukę podstawowych pojęć, którą przekazujemy wam od ponad dziesięciu lat. Są to pojęcia nieco trudniejsze do zrozumienia, choć z bożą pomocą, zrozumienie tego wcale nie jest trudne.
Umowa więc to coś zawieranego między nami i wami. Kontrakt zaś to coś, co zawieracie z planetą. Jedno odnosi się do jednego życia Ludzkiego, to drugie jest na zawsze.
Umowę zawiera się z gwiazdami, które nawet ciężko wam dostrzec przy pomocy najnowocześniejszych teleskopów. Umowa ta jest znana całemu Wszechświatu i waszej własnej strukturze komórkowej, gdyż tętni w waszej krwi. Umowa wpływa na wasz ludzki kontrakt, lecz na tym nie koniec. Umowa dotyczy Jam Jest i stąd jest boska.
Jest ona wklejona na najświętszą z Ludzkich warstw waszego DNA [Neca Merkava Eljachu: III warstwa pierwszej grupy Ludzkiego DNA, warstwa aktywacji synostwa bożego, której imię i funkcję Kryon objawił w przekazie z 20 marca, 2004 roku – przyp. tłum.]. Jest to więc umowa zawierana między każdym z was i Wszechświatem, a nie między wami i Ziemią. Dotyczy ona jednak tego, po co się tutaj urodziliście, więc stanowi swoistą narzutkę kontraktu, lecz bardziej w kontekście wielowymiarowości; taka Umowa jest wydarzeniem kwantowym, związanym z obecnie istniejącą energią kosmosu, a ta się przecież zmienia zawsze. Niniejszy przekaz może wam zabrzmieć jak powtórka, ale to nie jest powtórka. Sama Umowa może się wydawać tożsama z kontraktem, ale to nie tak. Umowa nie ma nic wspólnego z wrodzonymi przymiotami karmicznymi, choć pod pewnym względem i one są w niej brane pod uwagę. Zawierana Umowa to kombinacja wszystkich układów tego, co nazywacie przeszłymi życiami (które są obecne w teraźniejszym) z Wszechświatem (który jest zawsze obecny). Wytłumaczenie tego puzzla wybiega poza pojmowanie umysłem, lecz i tak postaram się to wam wytłumaczyć. Przede wszystkim, pozwólcie, że wymienię wszystkie typy reakcji na ten przekaz, gdyż już wiem, jakie będą.
Opowiem wam o Darze, jakim jest Umowa. Powiem wam, że od czasu Harmonicznej Konkordancji [8 i 9 listopada, 2003], każdy z was może dotknąć i manipulować tą Umową. Kochane Istoty Ludzkie, nie podchodźcie do tego z lekceważeniem, gdyż dzięki takiej manipulacji możecie przedłużyć sobie życie, oraz osiągnąć prawdziwe synostwo boże. Umowa bowiem dotyczy wielu spraw, o których, jak dotychczas, można było tylko marzyć, a teraz można je osiągnąć. Dar możliwości manipulacji Umową leży pod drzwiami każdego z was i tylko czeka, aż go otworzycie. Jest to zatem początek początku, na tym polega nowa dyspensacja. [gwoli przypomnienia, dyspensacje były trzy: w czasach starotestamentowych żyliśmy w dyspensacji Prawa, od czasów Jezusa żyliśmy w dyspensacji Miłości, a od 21. 12. 2012 żyjemy w dyspensacji Łaski- przyp. tłum.]

Cztery rodzaje najczęstszych ludzkich reakcji wobec niniejszych informacji i ogólnie, wobec daru Umowy.

1. Pierwszą, najbardziej powszechną reakcją jest ta: „Daj mi spokój, nie opowiadaj mi takich głupot. Ani mi w głowie tego słuchać, ani się nad tym zastanawiać. Zupełnie w to nie wierzę”. Kochani, wcale nikogo za taką reakcję nie osądzamy, gdyż Ludzkość jest obdarzona wolnością wyboru, aby robić tutaj, co tylko wam się podoba. Nie wszyscy z was są Lemurianami. To waszym zadaniem było przebudzenie i wy się przebudziliście. Predyspozycja na przebudzenie leży w DNA każdego Lemurianina, a ci, zebrani razem, wspólnie mogą odmienić losy tej planety… czego zresztą już dokonaliście. Kolejnym potencjałem jest potencjał możliwości odmienienia samego siebie w bardzo głębokim stopniu i wielu z was także to osiągnie.
2. Druga reakcja Ludzkości wygląda tak: „Oj, widzę to! Czyż to nie wspaniałe? Chcę oddawać temu boską cześć! Gdzie to więc jest? Trzeba to tak postawić, żeby łatwiej było na klęczkach się do tego modlić. Dajcie się temu pokłonić. Zaraz, zaraz, a ile pokłonów trzeba złożyć? W jakim kierunku zwracać wtedy twarz?” Wiecie, jest to doprawdy bardzo powszechny rodzaj reakcji. Wielu z was się wydaje, że jeśli coś jest z natury duchowe, to się do tego zaraz trzeba modlić! Zupełnie nie przyjmujecie do wiadomości, nie uzmysławiacie sobie, co to takiego naprawdę, przyjmujecie to jako ciąg dalszy tego samego rodzaju świadomości, według którego żyjecie w oderwaniu od Boga.
3. Trzeci rodzaj reakcji jest bardzo ciekawy i zwykle wspólny wszystkim Lemurianom-intelektualistom, czyli jest to reakcja właściwa Starym Duszom lubującym się w umysłowym poznawaniu Boga. „Aha! No tak, teraz to widzę! Właśnie na to czekałem. To jest warte zastanowienia się i chyba sam będę tego dociekał dalej. Ciekawe, po co to? Trzeba się zastanowić, co to takiego, ten dar? W ogóle to wszystko jest interesujące; ciekawe, co to znaczy? A jakie to ma znaczenie w porównaniu z innymi darami? Jak powinienem na niego zareagować? Czy dobrze to rozumiem, czy w ogóle powinienem w to wszystko wchodzić?” Jest to reakcja Człowieka, który wszystko bierze na umysł. Pyta się on o stosowność tego wszystkiego w stosunku do własnego życia, w stosunku do Ziemi, otoczenia, zastanawia się, jak należy do niego podejść oraz jaki jest tego wszystkiego cel. I tak zastanawiając się i roztrząsając żyje dalej swym dotychczasowym życiem. Właśnie opisałem wam pracownika światła, który tego światła jeszcze nie włączył. Taka Latarnia Morska jeszcze nie świeci, stoi na skałach i zastanawia się nad sensem własnego życia, podczas gdy statki błądzą w ciemności.
4. Czwarty rodzaj reakcji może potencjalnie pochodzić od zebranych przede mną bądź czytających te słowa. Potrudziliście się, aby się tutaj znaleźć, albo to czytać. Nic z tych spraw nie jest dziełem przypadku. Siedzicie sobie teraz tutaj lub w domach wcale nie przez przypadek. Jaka jest wasza reakcja? „Oooo gdzie ja tę Umowę podziałem? Dlaczego o niej zapomniałem? Ciekawe, gdzie ją zgubiłem? Aha, mam ją! Już jest, tak, tak, przecież wiem, że należy do mnie, pora włożyć do kieszeni. Trzeba ją zachować z namaszczeniem, bo to przecież moja własność”.
Powyżej więc cztery bardzo różne reakcje w odniesieniu do tematyki dzisiejszej nauki. Pozwólcie, że przejdę teraz do dyskusji samej Umowy. Postaramy się streścić, gdyż wychodzenie poza opowiedziane tutaj historie musi poczekać na inną okazję.

Umowa

Naszą naukę rozpoczniemy od tego. Istnieją pewne przymioty, dzięki którym można pracować z Umową. Powtarzam, tutaj nie chodzi o wasze ziemskie kontrakty. Stronami Umowy jesteście wy i Wszechświat. Chodzi w niej o wszystko w waszym życiu na Ziemi w relacji do wszystkich zagadnień tyczących Wszechświata. Całą przyczyną, dlaczego przekazuję wam tę naukę jest to, żeby wzmocnić energię synostwa bożego, którą zaczynacie otrzymywać. Zatem w celu pracy z Umową, w celu jej zmiany, w celu nauki podejmowania pełnych boskiej mocy życiowych decyzji, przekazujemy wam teraz przymioty, w których świetle tę Umowę można lepiej zrozumieć.

Partnerstwo

Pierwszy przymiot polega na tym, że jeśli macie ochotę zmienić Umowę, musicie najpierw zrozumieć, na czym polega partnerstwo z Bogiem. Opowiadałem wam o tym już dawno temu. [„Partnering with God” (Partnerstwo z Bogiem) to także tytuł nieprzetłumaczonej na język polski, VI Księgi przekazu Kryona, która się ukazała w druku w roku 1997 – przyp. tłum.] Mówiłem wam wtedy, że przymiot ten zakłada, iż sami jesteście boscy oraz że to, co nazywacie Bogiem jest waszym partnerem. Każde partnerstwo musi być zrozumiane, uzgodnione i przyswojone. Kiedy coś sobie przyswajacie, to tak, jakbyście sami to coś stworzyli, zatem partnerstwo trzeba czuć aż tak bardzo głęboko, ono musi dla was być aż tak osobiste.

Najwyższa siła

Jeśli w pracy z Umową chcecie odnieść sukces, to musicie także zrozumieć i przyswoić sobie na 100%, że każdy z was stanowi najwyższą moc we Wszechświecie. Och, nie każdy z was z osobna, ale razem z pozostałymi Ludźmi, że nie ma większej siły ponad ludzką boskość, która mogłaby was pokonać; czerpiecie tę moc od samego Stworzenia. Przyjmujecie do wiadomości, że nie ma mocy, która mogłaby was pokonać. Nie ma mocy, która by wam mogła coś uczynić, nie ma wyższej nad wami mocy, która mogłaby was przekląć, zesłać na was chorobę, czy ubezwłasnowolnić. Innymi słowy, nie istnieje nic innego, poza tym, co mogłoby na was wywrzeć jakiś wpływ, prócz tego, co sami do siebie dopuścicie według wielkiego planu waszej boskości. Nie pomylcie się, przymiot ten jest często najtrudniejszy do przyswojenia.

Strach

Jeśli chcecie rozpocząć pracę z Umową, będziecie musieli zrozumieć strach. Wcale nie mówię tutaj o jego całkowitej eliminacji, gdyż tego wam nie wolno; nawet mistrzowie mieli lęk, umieli go jednak równoważyć, postawić na swym właściwym miejscu. Widzicie, dano wam lęk, którego nie da się od Człowieka oddzielić. On musi istnieć, gdyż stanowi ważną część waszej dwoistości, na nim opiera się część całego eksperymentu życia na Ziemi. Jednakże strach, czy lęki także należy pokonywać. Wszystko, czego możecie się bać, nawet jeśli są to rzeczy drobne, musicie nazwać, rozpoznać i w razie potrzeby podzielić na kategorie, aby to wszystko następnie odłożyć na ich właściwe miejsce, z tyłu, za warstwą własnej boskości.
Staram się wam to wytłumaczyć jak najbardziej przystępnie, ale możecie się zapytać: „Kryonie, już mi o tym wiadomo i już się z tym uporałem. Nie mam żadnych kłopotów związanych z lękiem. Przejdźmy do dyskusji na inny temat”. Pozwólcie więc, że zapytam wszystkich uzdrowicieli: Czy używacie jakiejś ochrony przy pracy z chorymi? Czy stawiacie coś w swym otoczeniu tak, aby energia uzdrawianych nie wpływała na was? Może się wam wydaje, że ich negatywne energie zakłócają waszą? Może macie więc coś, co wam pomaga się z tym uporać? Jeśli tak jest, to robicie to ze strachu. Czyż nie ufacie światłu? W jakim stopniu musicie być święci, żeby niskie energie wam nie przeszkadzały? Każdy z was jest cząstką Boga! Wszędzie, gdzie byście nie poszli, wnosicie ze sobą bańkę świętości i jedyne, co może ją przebić to wy sami; brakiem wiary, strachem, sami wyzbywacie się własnej mocy.
Nie przybywamy tutaj, aby was osądzać, czy upominać. Nauczamy was tylko w formie instrukcji, jak postępować w obliczu strachu, jak postawić go na właściwe miejsce, czyli z tyłu! Nie czyńcie niczego, co miałoby was dzielić, czy chronić od energii innych, gdyż jest to niepotrzebne. To wy dzierżycie całe światło. Kiedy się gdzieś udajecie i swą obecnością wnosicie tam najjaśniejsze światło, to czy trochę się wahacie mówiąc: „No tak, przecież ciemność może powstać i zdławić światło?” Nie, tak nie postępujecie, gdyż znacie potężne przymioty tkwiącego w was światła. Zatem nie lękajcie się tych spraw, niezależnie od tego, jak ciemnymi mogą się jawić. Tkwiące w was światło samoistnie te rzeczy przemienia. Zatem podejmujcie rzucane wam wyzwania biorąc byka za rogi. Kiedy napotykacie negatywność, przemieniajcie ją. Zalewajcie miłością wszystko, napełniajcie takie miejsca boską energią Boga, którego każdy z was nosi wewnątrz, a którego mocy nie da się wyczerpać.
Dopuszczenie do siebie, że sprawy mogą się potoczyć inaczej
Bardzo ważne: pozwólcie, aby to było w porządku, że sprawy mogą przybrać w życiu obrót inny od oczekiwanego. Pozwólcie, że opowiem wam tutaj opowieść o kobiecie, która bardzo czegoś pragnęła. Powiedziała tak: „Wszystko rozumiem. Jestem Latarnią Morską, rozpoznaję Boga Wewnątrz, jestem Lemurianką, odstawiłam strach na tylne siedzenie. To samo zrobiłam nawet z przeszłymi życiami. Żyję dokładnie według nauk o tym, jak żyć i to zresztą czuję. Kocham samą siebie, kocham Boga. Kocham boskość we mnie, ale tak naprawdę bardzo bym także chciała mieć partnera. Chcę, żeby ktoś mnie kochał. Zdaję sobie sprawę z tego, że takie pragnienie jest niesamowicie liniowe, ale ja bardzo, ale to bardzo chcę mieć partnera”.
I zaczęła się modlić: „Kochany Boże, przyślij mi partnera. Daj mi partnera, daj mi partnera, daj mi partnera. Jeśli zaś nie dosłyszałeś, to powtarzam: Daj mi partnera!” Jednak go nie dostała i wtedy powiedziała tak: Użyję całej zdobytej wiedzy i sama go sobie stworzę. Kryon mówi, że jesteśmy istotami grupowymi, zatem użyję swej męskiej/żeńskiej strony i zrobię sobie partnera i będę wtedy zadowolona sama z siebie”. I tak też zrobiła. Zakochała się w sobie jeszcze bardziej i wcale nie w sposób egotystyczny, lecz właśnie boski. Jam Jest się w niej przyjęło, zauważyła boskość i jedność we wszystkim więc stwierdziła: „Wcale nikogo nie potrzebuję” – po czym, ku zakłopotaniu swego otoczenia, zawarła nawet ślub z samą sobą. [śmiech na sali.] Cóż to za historia! Była z siebie bardzo zadowolona i powiedziała: „Kochany Duchu, dziękuję, że pokazałeś mi coś, czego się nie spodziewałam. W porządku, że jestem sama, naprawdę jestem wobec tego w porządku. Nikogo nie potrzebuję”.
Czy więc będzie w porządku, jeśli w życiu sprawy potoczą się inaczej niż tego oczekujecie? Powyżej opisałem wam sytuację, w której boska mądrość przemieniła sam oczekiwany efekt modlitwy wtedy, kiedy ogromne pragnienie nie zostało spełnione. Co się stało? Kobieta sama zmieniła swą przyszłość, zmieniając pragnienie. Moglibyśmy tę opowieść na tym zakończyć, ale ona się jeszcze nie skończyła. Posłuchajcie, gdyż to ważne: W tym konkretnym przypadku kobieta tak doskonale wybrukowała gościniec dla partnera, że sam do niej przyszedł właśnie wtedy, gdy się zakochała sama w sobie. Raptem, w tej samej chwili, kiedy uzmysłowiła sobie, że go wcale nie potrzebuje otrzymała to, o co wcześniej z taką desperacją prosiła wtedy, kiedy czuła się zależna od spełnienia swej prośby. Związek z nowym partnerem, jaki sobie stworzyła, nie jest związkiem współzależnym, lecz powstał na gruncie przepięknej wspólnoty. Związek ten zjednoczył dwoje zakochanych w sobie samych Ludzi, którzy nie są od siebie współzależni, lecz którzy tak bardzo się wzajemnie kochają, że będą ze sobą, aż do grobowej deski. To jest dopiero miłość.
Czy rozumiecie, co wam wszystkim pragnę przez to powiedzieć? Z chwilą, kiedy ta pani odkryła własną boskość, odmienił się cały paradygmat jej potrzeb. W jej przypadku nie otrzymała tego, czego pragnęła od Boga, ona otrzymała to od samej siebie.
Komunikacja na poziomie komórkowym
Już od niemalże dziesięciu lat nauczamy was o komunikacji z własną strukturą komórkową. Będziecie musieli zbudować most między tym, o czym wam powiedziano, że jest niemożliwe a tym, co obecnie stało się bardzo możliwe. Będziecie więc musieli się stać jednym z tych, którzy umieją rozmawiać z własną biologią, a to wcale nie jest takie trudne. Częścią daru pracy nad Umową jest umiejętność komunikacji z komórkami ciała. Kiedyś, w przyszłości, przekażemy wam więcej wielowymiarowych informacji o sposobach takiej komunikacji, na razie jednak powinno wam wystarczyć, kiedy powiem, że taka możliwość jest dość oczywista. Tylko doświadczenie życiowe dyktuje wam, że coś takiego jest niemożliwe. Jednakże życie w innych wymiarach, które istnieją równocześnie z waszym, zdaje się błagać, abyście taki dialog rozpoczęli. Zbudujcie most między tym, co niemożliwe a tym, co możliwe; niech to będzie takie małżeństwo. Część tego, jak to uczynić przekazałem wam już dzisiaj we wstępie do niniejszego przekazu: przyjmijcie tę możliwość komunikacji do wiadomości, zawrzyjcie z nią partnerstwo, uwierzcie w jej rzeczywistość, a komórki zaczną was słuchać.

Nadmierne główkowanie

Już wcześniej powtarzałem: Przestańcie nad wszystkim zbytnio główkować! Oddajcie sprawom cześć, przyswójcie je. Doskonale znamy i szanujemy Ludzki proces myślowy i wrodzoną mu logikę, to dzięki niemu doszliście do wspaniałych odkryć naukowych. Jednak proces ten jednocześnie nie pozwala wam na zbudowanie mostu do komunikacji z komórkami, bowiem im bardziej taką możliwość będziecie analizować, tym bardziej ona się od was będzie oddalać. Gdybyście w ten sam sposób zaczęli analizować żywność, to dawno umarlibyście z głodu! Czy z każdym oddechem rozmyślacie nad procesem oddychania? Nie! Może więc przyszła pora, aby w ten sam sposób podejść do własnej sfery duchowej?
Niektórzy chcą się dowiedzieć: „Kryonie, jak możemy zacząć myśleć poza liniowość 4D?” Do tego potrzeba praktyki. Jedną z kluczowych spraw jest tutaj medytacja, umiejętność wejścia w stan „bezmyślności” pozwolić sobie na „nielogiczność” (Nawiasem mówiąc wielu z najlepszych naukowców na Ziemi medytuje regularnie w celu znalezienia rozwiązań kwestii, nad którymi pracują... zatem ich sposób myślenia wybiega poza szufladkę logiki 3D).
Niektórzy taki stan medytacji z otwartymi oczami nazwali „snem na jawie”. Wy też takiego stanu doświadczaliście, gdyż wasi znajomi was określają jako lekko stukniętych! Zatem opanujcie go dobrze, gdyż się wam przyda w urzeczywistnieniu komunikacji z komórkami. Niech to wszystko stanie się waszą rzeczywistością, nie dzielcie jej na rzeczywistość i odmienny stan rzeczywistości. Myślcie o tym jak jedno i to samo. Pamiętajcie, że możecie używać logiki, nawet będąc w tak zwanym odmiennym stanie rzeczywistości. Zrozumcie, na czym on polega i jak się go odczuwa. Moi kochani Ludzcy przyjaciele, w ten sam sposób rozumowali wszyscy żyjący na Ziemi Mistrzowie. Zbytnio więc nie główkujcie nad potęgą własnej wielowymiarowości.
Dopuszczenie, że sprawy mogą pozostać takie, jakie są
Chyba najciężej jest mi wam przypomnieć właśnie o tym. Oto, o co często się modlicie: „Kochany Boże, w ciele czai się wielkie wyzwanie. Może ono nawet zagrażać memu życiu. Dziedzicznie mam skłonność do pewnej choroby i czuję jak ona się do mnie zbliża. Och Boże, mam tę chorobę! Wiem, że ją już mam. Kochany Boże, chcę uzdrowienia. Proszę powiedz mi, co powinienem robić, gdyż jestem zdesperowany. Powiedz, co muszę robić?” [pauza.]
I znów zatoczyliśmy koło i jesteśmy tam, odkąd zaczęliśmy, nieprawdaż? Dlaczego niektórzy zdrowieją, inni zaś nie? Przyczyna: Tutaj wcale nie chodzi o ciebie, kochana Istoto Ludzka, tutaj chodzi o Umowę. Ponownie przeczytajcie powyższą modlitwę. Jest to bardzo ziemska prośba, a nie uniwersalna. W tym przypadku Syn Boży zadałby sobie następujące pytanie: „Czy to, o co proszę jest stosowne w świetle planu Wszechświata według którego teraz żyję na Ziemi? Może bardziej byłoby pożyteczne w szerszej skali, gdybym zachorował i nawet umarł?”
Jak byście się poczuli, gdybym wam powiedział, że może byłoby lepiej, gdybyście jednak zapadli na tę chorobę i przedwcześnie umarli? Co wy na to, jeśli wam powiem, że taka choroba i śmierć lepiej przysłużyłaby się planecie? Czy byście się na nią zgodzili? Człowiek odpowiedziałaby: „Nie”. Syn Boży zaś: „Tak”. Widzicie więc, co to jest boska mądrość? Tutaj chodzi o zrozumienie i współpracę z Umową.
Czyż nie sądzicie, że Mistrzowie wiedzieli o swej śmierci, nawet jeśli miała być przedwczesna? Och, oczywiście, że tak! A czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, dlaczego wielu z nich tak ochoczo tę śmierć przyjmowało? Za sprawą wspaniałości Umowy! Za sprawą odczucia wspaniałości i ogromnej skali takiej Umowy , która wykracza ponad wszystko na Ziemi, choć jednocześnie także dotyczy życia ziemskiego. Co wy na to, jeśli wasze otoczenie i sama planeta bardziej skorzysta na waszej śmierci? Czy byście się na nią zgodzili? Co wy na to, jeśli wasza śmierć wywarłaby na kimś tak ogromny wpływ, że skłoniłaby ich do pójścia tam, dokąd inaczej nigdy by się nie wybrali? Prócz tego, co, jeśli ta śmierć skłoniłby ich do uczynienia czegoś wspaniałego, daleko wybiegającego poza waszą wyobraźnię? Czy byście na nią przystali?
Dobrze zdajecie sobie z tego sprawę, że co powyżej to, to samo sedno Umowy między Człowiekiem i Wszechświatem. Czy stać was no to, aby się jej przyjrzeć? Czy potraficie rozważyć dobro całego rodu ponad dobro pojedynczego życia? Czy możecie poczuć się wobec takiego wyboru w porządku? To bardzo skomplikowane, nieprawdaż? Jest to jednak zarazem przepiękne, czyż nie? Właśnie dlatego tak niezmiernie was kochamy.
Kochana Istoto Ludzka, jak ci się wydaje, ilu widzimy kroczących swą ścieżką Wojowników Światła, którzy są chorzy? Wielu. A ilu z nich jest w wózkach inwalidzkich? Wielu. Czy znaczy to, że coś im nie wychodzi, że jakoś nie potrafią się z Bogiem porozumieć? A może jednak jest zupełnie odwrotnie? Ile maleństw umarło po to, aby ich rodzicie odnaleźli oświecenie? Bardzo dużo. Tutaj chodzi o Umowę. Przestrzegam, nie analizujcie tego zbyt nadmiernie. Nie wiecie, co w oczach Boga stosowne, a co niestosowne, dopóki sami nie wejdziecie na ścieżkę. Nie zakładajcie z góry, co możecie na niej czynić, jak ona ma wyglądać, nie zakładajcie także niczego na temat kogokolwiek innego na Ziemi. Mój przekaz nie jest nawoływaniem Pracowników światła do cierpienia. Każda z waszych ścieżek jest jedyna i niepowtarzalna, każda z nich wspaniała. Ścieżka Syna Bożego różni się, gdyż on potrafi myśleć poza ziemskie ciało, zostawiając tym samym miejsce na poszerzenie obrazu.

Koordynacja czasowa

„Kryonie, a jak jest z koordynacją czasową? Jeśli dobrze to zrozumiemy i zaczniemy nad tym pracować, to kiedy, za jak długo, będziemy mogli rozpocząć pracę z Umową? Czy jest to kwestia miesiąca, roku, czy jak?” Odpowiedź: Natychmiast i nigdy. Już chyba dawno powinniście to rozumieć? Jak wam się wydaje, kim naprawdę jest każdy z was? Jak wygląda wasza przeszłość? Po co tutaj przyszliście? Na ilu Ludzi wpływacie? Co jest najlepsze dla wszystkich? Na tym polega Umowa.

Wartość własna

Ostatni punkt naszej dyskusji zazębia się o pierwszy. Jeśli macie ochotę, choćby zacząć to wszystko rozumieć, nawet w najmniejszym stopniu, to będziecie musieli się zetknąć z zagadnieniem poczucia wartości własnej. Jaki macie stosunek do samych siebie? Pamiętacie kobietę, która się zakochała w sobie i sama siebie zaślubiła? Ona to całkowicie zrozumiała. To żadna zarozumiałość, czy egotyzm. Ludzie obdarzeni miłością własną zakochują się sami w sobie. Całe życie zerkając do lustra chichoczą, gdyż rozumieją, że to, co tam widać to tylko dwoistość, oni wiedzą lepiej! We własnych oczach widzą Obecność Jam Jest. Widzą odwieczną duszę która za każdym razem, kiedy objawia się na Ziemi przybiera inną twarz. Czyż nie brzmi to, jak partnerstwo z Bogiem? Przekazaliśmy wam już przymioty, które pomagają w podniesieniu miłości własnej, sami możecie tych przekazów sobie odszukać.
Oto cała nauka na dzień dzisiejszy. Poruszyliśmy w niej jedno z najważniejszych zagadnień, które kiedykolwiek z wami poruszaliśmy. Widzicie, chodzący po Ziemi Syn Boży rozumie swoje miejsce we Wszechświecie. Człowiek, nawet oświecony, poszukuje tylko ścieżki na Ziemi. Czy rozumiecie, na czym polega różnica? Niniejszym przekazem prosimy was, abyście przyjrzeli się sprawom uniwersalnymi i stali się wielowymiarowi. Po raz pierwszy prosimy was, abyście zaczęli myśleć grupowo, a nie indywidualnie. Abyście wychylili się poza uproszczony sposób myślenia związany z przeszłością i przeszli na oparte na mądrości zrozumienie przyszłości.
Zatem błogosławiony ten, kto rozumie dzisiejszy przekaz i zaczyna postrzegać siebie inaczej, niż uprzednio. Błogosławiony ten, kto opuszcza to miejsce będąc odmienionym. Wielu z obecnych tutaj oraz czytających te słowa będą dotknięci bardziej, niż zdają sobie z tego sprawę. Niektórzy ze zgromadzonych będą już za kilka dni musieli posłużyć się zdobytą tutaj wiedzą. I jeśli odnajdujesz się w tym, co teraz mówię, nasza świta, czyli boska rodzina chętnie i z miłością będzie ci wtedy towarzyszyć. Podczas wycofywania naszych energii z tego miejsca zabierzemy stąd pewne istoty, które były tutaj od bardzo dawna. [w teatrze były duchy!]. Niektóre z nich od dawna wyczekiwały tego momentu; są to jednak energie pozbawione siły życiowej. Tylko wam może się wydawać, że to nie tak, że są to żywe istoty. Sam temat różnic między tym, co to energia, a co życie, jest bardzo ciekawy. Nawet nad tym przyjdzie się wam jeszcze za waszego życia zastanowić, kiedy nauka odkryje nieznane dotąd formy życia w wodzie i w powietrzu. Będziecie wtedy musieli przeredagować samą definicję życia. Chodzi mi oczywiście o wielowymiarowe formy życia. Życie wielowymiarowe często wygląda jak energia gotowa na przeskok w inny wymiar, ale nie oczekuję, abyście to teraz zrozumieli. Niech więc teraz historia i przyszłość tego miejsca zejdą się razem. Niech okaże się to stosownym, boskim i nawet pobłogosławionym wydarzeniem. Nich to wszystko rozejdzie się i mnoży sposób, o którym na razie nic wam nie wiadomo. Niech wszyscy, którzy to przeczytali i dziś tej nowiny wysłuchali doznają ukojenia, zostaną ukochani i na odchodnym przytuleni.
I tak jest.
Kryon
Tł. Julita Gonera

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...