Strony

czwartek, 13 października 2022

Kosmologia wszechświatów

 

 

Transkrypcja czwartego przekazu z konferencji pt. „Zjazd gwiezdnych nasion”, która odbyła się w dniach 10-11 października, 2020 roku w Arizonie.
Kosmologia wszechświatów
Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej.
Jestem świadomy dzisiejszego dnia i tego, co zostało tutaj powiedziane, tego, co tutaj właśnie zaszło. Jestem świadomy wszystkich was siedzących rzędami na widowni, jestem świadomy wszystkich, którzy będą tego słuchali i to czytali w przyszłości. Jak wam to często przypominam, to się nigdy nie zmieni. Kochani, czas wcale nie jest taki, jakim się wam wydaje. Dla was jest on liniowy a dla nas wszystko dzieje się w TERAZ. Dla nas nie ma różnicy między wami teraz, jak tutaj siedzicie i wami tysiąc lat wstecz, kiedy nosiliście inne ciała. Dzieje się tak, gdyż widzimy waszą duszę, waszą duchową tożsamość, rozpoznajemy was z imienia, które śpiewamy wam światłem, bowiem dobrze was znamy. Każdy z was stanowi część rodziny, która jest znacznie większa, niż to się wam wydaje.
Pragnę podzielić się z wami pewną opowieścią. Będzie to opowieść o was samych, lecz opowiem ją wam w sposób, którego nie oczekujecie. Będzie to opowieść, którą nie koniecznie już wam w ten sam sposób opowiadałem. Jest to wspaniała opowieść, wyróżniająca się swą czystością, prawdą i trafnością, choć żaden z naukowców się z nią nie zgodzi. Jeśli pragniecie dowiedzieć się czegoś o początkach tego wszystkiego, to macie pecha kochani, gdyż nie ma żadnych. Jest to założenie, którego ani cała Ludzkość zbiorowo, ani każdy z was z osobna, nie potrafi sobie wyobrazić. W waszym liniowym świecie nie ma czegoś takiego jak „bez początku i bez końca”. Dla Ludzi wszystko jest jak struna, od razu się pytacie: „Jak długa?” Cóż, ona może być dowolnie długa, lecz niezależnie od tego, dla was taka struna musi mieć dwa punkty wspólne: początek i koniec. W ten sposób myślicie o absolutnie wszystkim. O własnym życiu: początek i koniec. O czymkolwiek innym: początek i koniec. O Wszechświecie: początek i koniec. Myślicie tak, gdyż wam się wydaje, że właśnie tak wygląda wasza rzeczywistość.
Gdybyście zrozumieli zjawisko czasu, gdybyście zrozumieli wielowymiarowy charakter pojęć, o których była mowa, to wtedy zaczęlibyście to lepiej rozumieć. Jest to coś więcej jak krąg; co wy na to, jeśli wam powiem, że ta struna nie ma żadnego początku ani żadnego końca? Odpowiecie na coś takiego mówiąc: „Aha, trzeba ją związać w krąg”. A my wam na to: „Och nie, wcale nie trzeba!” Jest to tylko wasze własne wyobrażenie, dzięki któremu z zadowoleniem możecie powiedzieć, że rozumiecie, o co mi chodzi. A co wy na to, jeśli coś istniało zawsze? Czy można powiedzieć, że Bóg miał jakiś początek? Raptem odezwą się wszyscy teologowie i zaprzeczą: „Och, nie, nie, nie, Bóg jest przecież wieczny!” I teraz będziecie ciągnąć dalej: „Jeśli Bóg był zawsze, to czyż nie znaczy to, iż Stworzenie także istnieje od zawsze?” Następnie zaczniecie się na temat tego pojęcia spierać, czy je dyskutować, w zależności od tego, jakie macie podejście do tego, co Bóg stworzył.
Co, jeśli Stwórca, który zawsze był, nie ma żadnego początku i z nim zawsze istniało jakieś Stworzenie? Czyż nie oznacza to, że wasz Wszechświat i w ogóle Wszechświaty istnieją od zawsze? Tak, kochani, nawet teraz istnieje wiele Multiwersum. Wam się tylko wydaje, że wasz Wszechświat jest ogromny i niezmierny. A teraz sobie to wszystko pomnóżcie. Różne Mulitwersum istnieją do zawsze. Jak wam się to na razie podoba, że coś zawsze było i zawsze będzie? Jednak w tym wszystkim wciąż się coś nieustannie stwarza. Jednym z takich aktów stwórczych był wasz Wszechświat stworzony z innych odwiecznych Multiwersum. One także miały swój własny czas powstania, czas końca, na tle innych Wszechświatów, które istniały zawsze, zanim one nastały.
Jak to możliwe, żeby Multiwersum stworzyło nowy Wszechświat? Takie stworzenie opiera się na prawach fizyki, które sami pewnego dnia odkryjecie i przyjmiecie do wiadomości jako prawdę. Na podstawie obserwacji tego, co nazwaliście Wielkim Wybuchem, a co wcale nie było takie wielkie, fizycy nawet już teraz zaczynają rozważać potencjał istnienia wielości Multiwersum. Wielki Wybuch to było coś zupełnie innego. Jeśli chcecie to tak określić, to wasz Wszechświat jest rezultatem specjalnej kolizji innych Wszechświatów, choć nie była to żadna kolizja. Fizyka zawiera w sobie różne gałęzie. Wam się wydaje, że na opisanie rzeczywistości istnieje tylko jeden jej rodzaj. W innych Wszechświatach nawet w innych galaktykach w waszym Wszechświecie prawa fizyki działają trochę inaczej w odpowiedzi na warunki, w jakich te galaktyki, czy Wszechświaty powstały.
„Kryonie, ty teraz mówisz w kółko”. Tak, mówię w kółko. Mówię w kółko, gdyż na razie nie znacie linii, które to wszystko łączą. Na razie nie rozumiecie co te linie znaczą. Istnieje coś, co określę mianem membrany [pojęcie używane w teorii strun]. Jest to energetyczna membrana otaczająca i czyniąca Wszechświat Wszechświatem, lecz jeśli jest więcej Wszechświatów zebranych w Multiwersum, to może zaistnieć sytuacja, kiedy od czasu do czasu te membrany się dotkną. Kochani, a kiedy tak się dzieje, to się wtedy iskrzy, oczywiście mówię teraz w przenośni. Wasz wszechświat powstał, kiedy zetknęły się ze sobą dwie takie membrany. To, co określacie mianem Wielkiego Wybuchu jest niedorzeczne, nawet dla dziecka. Na jego pytanie: „A skąd ty się wzięłaś/wziąłeś?” — odpowiadacie mu roztaczając taki obraz: „Na początku nie było niczego i raptem powstało wszystko”. Nawiasem mówiąc, tak wygląda omawiana nawet obecnie przez fizyków teoria Wielkiego Wybuchu.
Pewnego razu nie było niczego, aż tu raptem powstało wszystko! Na coś takiego nawet dziecko odpowie: „ Zaraz zaraz, przecież to wszystko musiało powstać z czegoś, a nie z niczego”. I tutaj fizyk zwraca się do dziecka, mówiąc: „Dziecko, daj mi spokój, idź się pobawić gdzie indziej”. Widzicie, istnieje coś jeszcze. Nawet przy narodzinach waszego Wszechświata, jeśli tak to chcecie nazwać, istniało coś szczególnego, pewien akt stworzenia. Kochani, materia wcale nie powstała z niczego. Ona zawsze istnieje i wtedy stała się gotowa na przejście w inny wymiar i stać się tym, co obecnie nazywacie waszym Wszechświatem. I wtedy się to wszystko zaczęło, cała ekspansja powoli stwarzająca całe galaktyki. Galaktyki następnie stały się innymi rzeczami. Ze świstem przelatująca wszędzie materia, nieco spowolniła, a to wszystko trwało miliardy lat. W przeciągu tych miliardów lat — i to jest bardzo ważne — takie same procesy, które stworzyły życie na innych planetach, stworzyły je także na waszej.
Życie powstaje zupełnie naturalnie w procesie i z pierwiastków, które sami znacie. Wasza tablica Mendelejewa wygląda mniej więcej tak samo, jak gdzie indziej, no może z wyjątkiem jednego, czy dwóch pierwiastków, których na Ziemi nie ma, bądź których jeszcze nie odkryliście. Te same pierwiastki, które stworzyły życie na Ziemi, stworzyły je także wszędzie. Jest to coś, co łączy was wszystkich. Pierwiastki wszędzie są te same. Kiedy połączyć to wszystko razem, kiedy słońca są tych samych rozmiarów, kiedy panuje podobna grawitacja, pogoda, jest woda, to wtedy powstaje wiele Ziem. Możecie się zapytać: „Jakżeż może być inaczej? Jak można patrząc w niebo i gwiazdy mówić, że jesteśmy sami, tylko dlatego, że na razie nikt nam nie pomachał i nie powiedział: Cześć!?” Nawiasem mówiąc, tak głosi jedna z najpopularniejszych teorii zakładająca, że jesteście sami, gdyż jak na razie nikt się wam nie przedstawił, zatem pewnie w ogóle nie istnieje. Taki rodzaj myślenia jest bardzo powszechny. Istnieje jednak pewna przyczyna, dlaczego na razie nikt się wam nie przedstawił. Jeśli wciąż macie co do tego jakieś wątpliwości, to mówię, że obcy rzeczywiście istnieją.
Powoli, wraz ze stygnięciem materii we Wszechświecie, kiedy on sam się rozrastał zajmując swe właściwe miejsce wśród innych, powstały wszystkie widoczne wam teraz galaktyki, widoczne wam teraz gwiazdy, planety wokół tych gwiazd, które obecnie obserwujecie, bądź tylko się domyślacie, że istnieją na podstawie innych obserwowanych danych. I dopiero wtedy, według planu, rozpoczęło się życie.
A co się działo z Ziemią, gdy życie zaczynało się na innych planetach galaktyki? Tak samo, jak wszędzie indziej, życie na Ziemi było wtedy w powijakach, gdyż wszystko w galaktyce ma mniej więcej tyle samo lat. Zdarza się jednak czasami, że choć życie na jakiejś planecie powstanie, to nie będzie się mogło utrzymać, gdyż warunki na to nie są jeszcze odpowiednie. Kochani, życie na Ziemi w naturalny sposób powstawało i zanikało pięć razy. Kiedy mówię teraz o życiu, mam na myśli bakterie, rośliny, czyli bardzo podstawowe elementy życia, które muszą zaistnieć, zanim to życie może się rozwijać dalej. Życie wtedy na Ziemi nie mogło się utrzymać, gdyż nie stworzyło koniecznego do tego cyklu. Na innych planetach życie rozwinęło się od pierwszego razu, zatem miało ono nad wami wielką przewagę, rozwijając się miliony lat wcześniej. Na innych planetach życie także rozwijało się zupełnie naturalnie, dopóki nie stały się gotowe do całkowitej zmiany. W tej chwili nie mówię o waszej Ziemi, lecz o wielu innych.
Każda z tych planet ma swoją wersję opowieści o Adamie i Ewie opowiadającą o tym, jak podobnym wam samym tamtejszym Ludziom na wiele sposobów dostarczono iskry boskości. Czasem iskra ta pochodziła bezpośrednio od Stwórcy, czasem dostarczano jej za pośrednictwem Ludzi z innych planet, jednak zawsze ten proces musiał być jakoś zapoczątkowany. I faktycznie, na wielu innych planetach o pewnej porze pojawia się anioł, czy coś, co jest przez tubylców postrzeganie jako istota anielska, który przekazuje im iskrę boskości i wiedzę, dzięki której powstają całe społeczności kultury i cywilizacje. To samo wydarzyło się na Ziemi i ze zwierzęcia przekształciliście się we wspaniałość, zostaliście stworzeni na wzór i podobieństwo Stwórcy i tak samo, jak wszędzie indziej, od tamtej pory rozpoczęła się wasza cywilizacja.
Powstanie tych cywilizacji wcale nie jest sprawdzianem Ludzi; jest to raczej sprawdzian światła i ciemności. Na przestrzeni upływu bardzo długiego czasu, przynajmniej tak, jak wy ten upływ mierzycie, niektóre z tych planet wzniosły się na poziom Synostwa Bożego. Odkryto tam naturę wielowymiarowości, uzmysłowiono sobie ciemność, w której tkwiono, i się z niej samodzielnie wydostano. Upłynęły tysiące lat, zanim sami się zorientowali, że zdołali odmienić własną świadomość. A świadomość ich odmieniła się do tego stopnia, że zaczęli żyć w jednym ciele setki lat i świadomie mogli manipulować prawami fizyki. [Ciało ludzkie jest zaprojektowane na wiek około 950 lat- przyp. tłum.] Czyli robili to samo, co Mistrzowie żyjący na Ziemi. I kiedy się rozejrzeli dokoła to zauważyli, że wszystko, co uczynili jest dobre [Aluzja do Ks. Rodz. 1:31] I wtedy zwrócili swój wzrok i uwagę na planety wokół innych gwiazd, aby obdarzyć je tą samą możliwością wyboru, aby w ten sposób zacząć tworzyć rodzinę wzniesionych Synów Bożych i wzniesionych planet, które w przyszłości być może odmienią wibracje całego Wszechświata.
Po jakimś czasie, kiedy wystarczająco dużo planet się przemieni, na co wcale nie trzeba ich aż tak wiele, cały Wszechświat może zacząć wibrować inaczej. A kiedy i ten Wszechświat stanie się częścią innych Multiwersum, to być może wtedy, razem stworzą następny Wszechświat i jeszcze jeden, i jeszcze jeden? Katalizatorem całości, wyznacznikiem, kiedy to ma się stać jest odpowiedni poziom wibracji. Jak blisko dany Wszechświat może naśladować wibracje Mistrza Stwórcy, zanim się doń nie zbliży na tyle, aby ich membrany się dotknęły i powstał następny Wielki Wybuch? Kochani, a przecież wszystko wibruje.
Właśnie opowiedziałem wam kosmologię wszystkiego! Och, to jest takie piękne! I jedna planeta dotknęła drugiej i ta dotknięta dostała szansę na przejście przez ciemność i światło, mogła wybierać. Jednym planetom się to udało, innym zaś nie. Jednak wystarczającej ilości planet to się udało tak, że mogły się rozejrzeć i uznać, że wszystko, co uczyniły jest dobre; a następnie spoglądając w niebo, popatrzyli na inny gwiazdozbiór, poza swoim i tam się udali. Kochani tak w galaktyce działo się miliony lat, a nawet więcej może dwa, trzy, cztery… A co się wtedy działo na Ziemi? Ziemia wciąż starała się rozwinąć życie. Pięć razy w ciągu milionów lat na tej planecie coś się zaczynało i kończyło nie mogąc utrzymać iskry życia.
W końcu udało się wam z fotosyntezą i na dobre rozpoczęło się tutaj życie takim, jak go znacie obecnie. W międzyczasie inne cywilizacje, na innych planetach, dostępowały wzniesienia i zasiewały inne planety, które z kolei zasiewały jeszcze inne. Uwierzcie mi, że kiedy przyszła kolej na was, byliście wtedy młodziutcy, młodziusieńcy, prawdziwe nowe dzieci w sąsiedztwie. Kiedy rozpoczęliście własną wędrówkę poprzez cywilizacje, wojny i wszelkie ciemne energie, robiliście to tak samo, jak wszyscy inni. Waszej wędrówce przyglądano się z dwunastu wzniesionych planet. Obserwatorzy wiedzieli, kim jesteście i przyglądali się wam, chcąc zobaczyć, co będzie dalej. Zgodnie z zasadą wolnego wyboru nie mogli tutaj przybyć, nie mogli się wam ukazać, ani was dotknąć. Wszyscy inni, którzy także chcieli was odwiedzać byli trzymani z daleka i wciąż są trzymani z daleka, abście mogli mieć doprawdy wolny wybór, niezależnie czy w jego procesie osiągniecie wzniesienie, czy doprowadzicie się do samozagłady. Zasada wolnego wyboru jest aż tak ważna, gdyż wtedy wszystko, co wybieracie robicie to samodzielnie z własnej, wolnej, nieprzymuszonej woli.
Padło pytanie: „Kryonie, dlaczego Bóg po prostu nie włączy światła i wtedy wszyscy jesteśmy w domu?” Dzieje się tak, gdyż za sprawą tej zasady sami macie szansę dokonać czystego wyboru, gdyż to wasza świadomość decyduje o tym, co się tutaj ma dziać. Wszyscy was obserwują. Ostatni z nich, Plejadianie, sami przeszli to samo co wy i doszli do takiego punktu w rozwoju, kiedy spoglądając na wszystko uznali, że to było dobre. I wtedy przybyli do was. Dzisiaj, naszym spotkaniem, celebrujemy to wydarzenie. Niedawno nawet, z tego podium, z ust siedzącej przy mnie nauczycielki Peggy, którą wielce czcimy, padły słowa: „Jak na górze tak i na dole”. Jest to oznajmienie mówiące, że boskość tkwi wewnątrz każdego z was. Ona leży tutaj, na tym gruncie, wraz z waszą wspaniałością, gdyż oto wyszliście z zakrętu i zaczęliście podążać w kierunku, w którym wszyscy mieli nadzieję, że się zwrócicie.
W tej chwili, na zasadzie wolnego wyboru, raz puszczonej w ruch kuli nie da się już zatrzymać. Ją można przyspieszyć albo spowolnić, ale już nie zatrzymać. Ta kula to Nowa Lemuria. Jest to kula wzniesienia tocząca się jednocześnie w waszych czasach i przez całą waszą historię oznajmiając, iż właśnie ta planeta doszła to tego przedziwnego miejsca, w którym będzie się uczyć, co będzie dalej. Przechodzicie ze starego w nowe, odkrywacie, jak się przechodzi z wymiarowości oznaczonej pojedynczymi liczbami do prawdziwej wielowymiarowości. Jest to czas niezręczny tak samo, jak czas dojrzewania waszych dzieci, kiedy to stają się humorzaste, wyglądają jakoś komicznie i przedziwnie się zachowują. Stare Dusze, oto właśnie gdzie się znalazłyście. I mówię teraz jednocześnie do wszystkich zebranych przede mną oraz do tych, którzy będą tego słuchali i to czytali później. Wszystko, o czym wam przed chwilą opowiedziałem, to prawda. Wasi naukowcy, którzy na razie na to wszystko tylko kręcą z niedowierzaniem głowami, za niedługo sami będą musieli to uznać. Jeśli zaś nie, to będą musieli to zrobić wtedy, gdy na trawniku już wylądują obcy, żeby się z wami przywitać. A tak się stanie, gdyż tak się zachowuje rodzina. Plejadianie też poznali swych nasiennych rodziców, gdyż zbliżają się czasy, kiedy wszyscy będziecie się zbierać razem i wzajemnie przyjmować do wiadomości swoje istnienie. A z jakiego powodu oni na razie się jeszcze wam nie pokazali? Takich powodów jest kilka. Przede wszystkim dlatego, że nie wierzycie w ich istnienie, nie jesteście na takie spotkanie gotowi. Po drugie, wciąż za wiele w was starej energii i stąd jesteście zbyt niebezpieczni. Czy możecie to sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby oni teraz wylądowali sobie jakimś dziwnie wyglądającym pojazdem o nieznanym napędzie na trawniku przed Białym Domem? Czy muszę wam mówić, co by się wtedy stało? Wciąż jesteście niebezpieczni, niegotowi. Nadejdą jednak takiego czasy, kiedy posiadłszy wyższy poziom świadomości będziecie takiej wizyty oczekiwać. Osiągnięcie takiego poziomu świadomości rozpocznie się, gdy zaczniecie słyszeć głos Gwiezdnych Matek i uzmysłowicie sobie rzeczywistość wszystkiego, co tutaj zostało powiedziane; kiedy uzmysłowicie sobie, ile miłości weszło w stworzenie świadomości na wzór i podobieństwo Stwórcy.
Jak na górze, tak i na dole. Na razie jesteście tymi na dole, lecz przyjdzie pora, kiedy zespolicie się z tym, co na górze i wtedy między górą i dołem ciężko będzie rozpoznać jakąś różnicę. Jest to obietnica tego, jakich czasów należy na planecie oczekiwać. Nie nastąpi to ani teraz, ani nawet za następnych sto lat, ale jednak nastąpi. Jednakże różnica między teraz i tym, jak sprawy będą wyglądały już za sto lat jest naprawdę zdumiewająca. Wcale nie mam teraz na myśli postępu technicznego. Za sto lat zapanuje tutaj wyższy poziom świadomości, a to doprawdy wielka różnica. Przecież tego was nauczamy.
Przybyłem tutaj w roku 1989. Byłem tutaj w samym środku precesji równonocy doskonale zdając sobie z tego sprawę, że w polu istniał potencjał, że tym razem nie ulegniecie zagładzie, jak to przepowiadało wasze Pismo Święte, jak to wam przepowiadali prorocy. I rzeczywiście przeżyliście. Och, kochani, to piękne, gdyż wskazuje na to, że już teraz widać ciut-ciut waszej wspaniałości, której dotychczas bardzo tu brakowało. I to dlatego teraz jestem tutaj oraz dlaczego żyją teraz wszystkie Gwiezdne Nasiona, z którymi się w ciągu naszego spotkania spotkaliście. I dlatego powiedziano tutaj to, co powiedziano. Czy doprawdy chcecie wiedzieć, kim są Gwiezdne Nasiona? Każdy z was jest Gwiezdnym Nasieniem. Przyszła pora, abyście to sobie uświadomili i zrozumieli własny potencjał. Czy to wszystko, to prawda? Czy tak jest faktycznie? Czy to możliwe, że pochodzicie  skądinąd? Właśnie dlatego jestem w was zakochany. Ludzka miłość się potęguje pod wpływem obserwacji procesu dojrzewania swych dzieci aż do momentu, kiedy stają się dorosłe, kiedy same nagle uzmysławiają sobie, kim są, kiedy zdobywają samoświadomość i rozpoczynają podróż ku odkryciu tego, kim są naprawdę, skąd się tutaj naprawdę wzięły? Co będzie dalej? A to nadchodzi. Im bardziej tego oczekujecie tym szybciej to się stanie. Och, jeszcze z wami będziemy się spotykać, gdyż mam wam do powiedzenia jeszcze więcej. Na razie, na zakończenie naszej konferencji poświęconej spotkaniu Gwiezdnych Nasion mówię wszystkim:
I tak jest.
Kryon

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...