Strony

piątek, 30 czerwca 2023

Rozmowy z Aniołem, cz. II

 Może być rysunkiem

Czerwcowa afirmacja:[powtarzana trzykrotnie]
Kochany Duchu, dziękuję za mą boską iskrę. Jestem gotowy/gotowa ją wzmocnić. Uzmysławiam sobie istnienie Złotego Anioła wewnątrz, przedstawiającego moje własne Wyższe Ja. Kochany Duchu, prowadź mnie za pomocą podszeptu intuicji ku światłu, ku większemu zrównoważeniu i mądrości w życiu codziennym. Kochany Złoty Aniele wewnątrz, wyrażam przyzwolenie na zespolenie mojej codziennej świadomości z Twoją boskością. Wspólnie okazujmy światu miłosierdzie, wspólnie promieniujmy radością, spokojem, zrównoważeniem i jednością.
Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej.
Poniższy przekaz jest drugim z serii Rozmów z Aniołem. Powtarzam to, co już wam mówiłem w zeszłym tygodniu: po drugiej stronie zasłony nie ma pojedynczych istot, zatem pytanie typu KTO oraz jak ma na imię anioł, z którym macie się spotkać, nie ma sensu. Podobnie jest z w przypadku medytacji, podczas niej też nie spotkacie pojedynczego anioła. Wam ciężko to zrozumieć, trudno osobie liniowej stawiać się na spotkanie i nie zadać pytania: Przepraszam, ale jak ma na imię anioł, z którym mam się spotkać?
Jednym z powodów, dlaczego w ogóle chcecie to wiedzieć, jest bezpieczeństwo, innym zaś to, że macie swoich anielskich faworytów, no i po prostu chcecie to wiedzieć. A co wy na to, że energia, która stawi się na takie spotkanie będzie tak elegancka, tak miłująca i tak piękna, że obojętne wam będzie, jak ma na imię? Co wy na to, że energia ta was otoczy tak gęstą miłością, że będzie wam wszystko jedno, jak jej na imię?
Lee doświadczył czegoś takiego ponad trzydzieści lat temu, kiedy nareszcie zasiadł do otrzymania pierwszego przekazu, kiedy to jako liniowy Człowiek o ścisłym umyśle inżyniera nareszcie się zapytał: „Jeśli rzeczywiście tam jesteś, to mi to udowodnij”. Już niejednokrotnie wam o tym opowiadałem. Lee nie mógł wtedy zadać lepszego pytania, gdyż jak tylko je usłyszałem, to mu zaraz udowodniłem. Doszedł wtedy to takiego punktu w swym życiu, w którym wyczerpał wszystkie inne opcje samodzielnego dojścia do odpowiedzi na pytanie, co się w jego życiu wtedy działo, postanowił więc przyjąć wyzwanie i zasiąść na krześle. Och, kiedy usiadł do przekazu, nie odezwałem się ani słowem, nie przekazałem ani jednej informacji. Po prostu objąłem go i ukochałem. Kochani, wcale nie musiałem mu wtedy nic mówić. Po prostu go ukochałem i ta miłość sama w sobie stanowiła sedno całego przekazu. Lee się rozpłakał, gdyż zrozumiał to, co pragnąłem mu przekazać. Odczuł wtedy największą miłość, jakiej kiedykolwiek doświadczył. Już więc nie pytał ani kim jestem, ani o mą płeć. Nie musiał mi zadawać takich pytań, gdyż to, czego doświadczył wybiegało poza wszelką liniowość. Można powiedzieć, że zabrałem go wtedy do samego punktu zerowego miłości. On tę miłość odczuł wszystkimi komórkami ciała.
Może nie opowiadał wam, jak wtedy zareagował; jego reakcja była bardzo liniowa, gdyż raptem wstał z krzesła i się zezłościł. [Kryon się śmieje.] Jego złość oczywiście wynikała z ego, gdyż Lee poczuł się nią zmanipulowany, choć nie potrafił się jej na dłużej oprzeć i odczuwa ją zawsze, kiedy otrzymuje przekaz. Odkrył, że ona nigdy się nie zatarła, że nie sposób się do niej przyzwyczaić, że nawet teraz często czuje ją tak intensywnie, że aż płacze. Miłość się nie nudzi. Miłość się nie nudzi.
Anioł, z którym się dzisiaj spotkacie będzie wyglądał podobnie, jak go opisałem w pierwszym przekazie naszej serii. Możecie powiedzieć, że będzie tak samo wspaniały, jak ten pierwszy. Nowinę, którą wam przekaże, będzie dotyczyła najwspanialszych przeżyć w waszym życiu.
Posłuchajcie mnie uważnie. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszyscy mieliście miłe dzieciństwo, ale każdy z was kiedyś był radosnym, skorym do zabaw dzieckiem. Byliście wtedy tak bardzo otwarci na okazje do zabaw, że nie posiadaliście się z radości, kiedy się pojawiały albo stawaliście się smutni, kiedy ich nie było. Podczas dzisiejszej medytacji w Kręgu Dwunastu przekażę wam coś, o czym jeszcze nigdy wam nie wspominałem, co jeszcze bardziej uwypukli to, o czym mowa, ale na razie tego nie musicie wiedzieć. To, co już na ten temat wiecie wystarczy, żeby odebrać bardzo dojrzałą i ważną nowinę od drugiego anioła. Odczujecie i zrozumiecie jej wagę, jak tylko ją usłyszycie, gdyż jest to czysta prawda. Oto ona: Powróćcie do dziecka, powróćcie do dziecka, powróćcie do dziecka.
Znajdą się tacy, którzy odpowiedzą: Nie! To nie tak. Jestem dojrzały, dziecinne sprawy do mnie już nie pasują. [Aluzja do 1 Listu do Koryncian, 13:11 – przyp. tłum.]
Odpowiem wam tak: Anioł wcale nie każe wam stawać się dziecinnym, jedynie pragnie dopełnienia waszej osobowości. To, czego nauczyliście się w pierwszych sześciu latach życia należy do prawdopodobnie najważniejszych spraw, których się kiedykolwiek uczyliście: jak się bawić, jak być ufnym, jak umieć się chichotać z niczego, jak pragnąć zabawy tak bardzo, jak tylko można oraz pamiętać związane z nią poczucie beztroski.
Niechaj słowa tego przekazu zapadną w was głęboko, niech przenikną całą strukturę komórkową, niechaj ona znów zacznie ją odczuwać, gdyż tutaj właśnie o to chodzi. Po co to sobie przypominać? Dlaczego Duch nieustannie przypomina wam, aby pamiętać o dziecku wewnętrznym? Jeśli wciąż tego nie wiecie, to powtórzę, iż dzieje się tak, ponieważ radość i śmiech wyzwalają procesy biochemiczne, których inaczej nie da się wyzwolić. Pewne procesy biochemiczne są wyzwalane tylko przy pomocy dziecka wewnętrznego, tylko jako rezultat perlistego śmiechu i beztroskiej radości. Czy wam o tym wiadomo?
Zwracam się do tych z was, którzy stali się zbyt dorośli, którzy są dumni z tego, że sprawy dziecinne pozostawili za sobą: stając się za nadto poważni wyzbywacie się możliwości powstania w ciele procesów biochemicznych, które mogą was uzdrowić. Procesy biochemiczne przecież mają za zadanie utrzymywanie w ciele naturalnej równowagi. Wasze ciała pragną żyć w równowadze. Wiele ze środków chemicznych, które przyjmujecie na poprawę zdrowia nie działa, gdyż ma wiele działań ubocznych; wprowadzają równowagę w jednym narządzie a zaburzają ją w drugim i wtedy musicie brać kolejny lek. Nowy lek zaś burzy naturalną równowagę w jeszcze innym miejscu. Co wy na to, że w celu wyzdrowienia wystarczy przywrócić tę naturalną równowagę? Czasem wszystko, co trzeba zrobić w danej sytuacji to się całkowicie i zupełnie poddać: „Poddaję się” – mówicie wtedy i podnosicie ręce do góry. W procesie poddania się dzieje się coś jeszcze zaczynacie się śmiać sami z siebie.
Wielu z was już doświadczyło czegoś podobnego. Jak tylko podnosicie ręce do góry, myśląc, że to koniec, nie macie już więcej nic do stracenia, buch, wkracza dziecko wewnętrzne. Zaczynacie się z nim śmiać i chichotać wyzwalając biochemię radości. Oto najbardziej uzdrawiająca podpowiedź, jaką wam kiedykolwiek zdradziłem.
Trzeci anioł będzie opowiadał o biologii, może nawet powie wam na jej temat coś, czego jeszcze nie słyszeliście. Powie wam to, co powinniście usłyszeć o tym, co, jak i dlaczego. Drugi anioł jednak podpowie, że już teraz, bez wiedzy o tym, co, jak i dlaczego, bez konieczności czytania kolejnych książek, bez poddawania się procesom, bez zdobywania żadnych stopni, każdy żyjący na Ziemi Człowiek ma w sobie umiejętność samodzielnego przywracania równowagi w procesach biochemicznych poprzez więź z dzieckiem wewnętrznym.
Tak, zawsze znajdą się tacy, którzy mi odpowiedzą: „Ja tak nie mogę, bo nie mam dobrych wspomnień o moim dziecku wewnętrznym”. Opowiem takim w ten sposób: To sobie te wspomnienia przeredagujcie! Albo przeredagujcie wspomnienia z dzieciństwa, albo zastąpcie je nowymi. Może w tym celu zechcecie się wybrać na wycieczkę to jakiegoś lunaparku? Wtedy wasze dziecko wewnętrzne ożyje. Udajcie się do takiego parku i podpatrzcie, jak się tam bawią inne dzieci. Przyglądajcie się ich zabawom, jak piszczą z uciechy, jak się chichoczą i mówcie do siebie: „Ja też! Ja też się tak bawię”.
Jeśli macie kłopot z dotarciem do dziecka wewnętrznego, to używajcie afirmacji, które wam swego czasu przekazaliśmy. Dzięki nim wasze ciało zrozumie, że to w porządku, jeśli w opałach dajecie przyzwolenie na śmiech i zabawę, na wręcz głupawe zachowanie. Ciało po jakimś czasie też to sobie przypomni i będzie mówiło: „Tak, w dzieciństwie w takich sytuacjach był śmiech i takie głupawe zachowanie”. Może więc tajemnicą samouzdrawianie jest właśnie nauczenie się takiego głupawego zachowania? Jakkolwiek byście tego nie nazwali, warto zrobić wszystko ku temu, żeby to sobie przypomnieć, gdyż wyzwolone przez dziecko wewnętrzne procesy biochemiczne zaczną w sposób nieoczekiwany równoważyć ciało. Zaczniecie przyjmować coraz mniej leków.
Kochani, nie opowiadałbym wam o tym, gdyby to była nieprawda. Wszystko, o czym mowa, to część przywracania zdrowia – przywracania właściwej równowagi. Jam Jest zakochany w was wszystkich Kryon.
I tak jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...