Strony

sobota, 24 sierpnia 2019

Dzień dobry wszystkim!

Obraz może zawierać: 1 osoba

http://audio.kryon.com/en/New%20Paradigm%20for%20all-SAT-MINI.mp3

[Głos Marilyn Harper] Dzień dobry wszystkim! Dobrze widzieć waszą energię, światło, miłość i blask. Jako istoty światła promieniujecie jaśniej niż piękne żyrandole na tej sali. Każdy z was promieniuje niepowtarzalnym blaskiem. Przedstawiamy się tym, z którymi jeszcze się nie spotykaliśmy: jesteśmy Adironnda i przybywamy tutaj z całą Radą Światła, która staje tutaj na wasze wezwanie.
Pragniemy przekazać wam dzisiaj bardzo szczególne informacje, więc wcześniej poprosiliśmy nasze medium Marilyn aby wybrała jedną kartę, ale ona się sprzeciwiła mówiąc, że na scenie nie będzie mogła jej odczytać. [Mowa o aplikacji Kryon Daily Affirmations, które się wyświetlają w postaci kart – przyp. tłum.] Ale przecież my możemy to zrobić za nią, czyż nie? Oto przekaz na teraz dla ludzkości, więc weźcie głęboki oddech i posłuchajcie: „Moje związki są oparte na miłości i uczciwości, są otwarte i pełne wzajemnego szacunku i zaufania. Lubię przebywać wśród ludzi i ludzie lubią moje towarzystwo.” Aha! Taka prosta przesłanka, czyż nie? Bardzo prosta. Niech energia tej przesłanki zostanie natchniona waszym oddechem... Lubicie przebywać w towarzystwie ludzi, ludzie lubią przebywać z wami...
Często słyszymy, jak niektórzy mówią: „Och, żeby tylko znaleźć się gdzie indziej niż na Ziemi! Chcę  znaleźć się wśród gwiazd, pragnę powrócić na swoją rodzinną planetę, do domu. Chcę być wszędzie, tylko nie tutaj!” A to szkoda, [gromki śmiech na sali] ponieważ sami podnosiliście rękę, czy płetwę, cokolwiek w przeszłym wcieleniu na znak zgody, na życie na Ziemi. Obecne czasy, to czasy ogromnej transformacji, przemiany... Wielu z was, prawdopodobnie większość... Tak, wszyscy z was jak tutaj siedzicie, żyliście w różnych kluczowych czasach planetarnej historii. Wcielaliście się tutaj, kiedy planeta przechodziła okresy globalnych przemian, kiedy zmieniała swą wibrację. Wtedy mówiliście także: Przyjdzie czas, że znów będziemy pomagać.”
I oto nadeszły te czasy i ponownie jesteście tutaj. Przed rokiem 2012 mówiliście: Jestem częścią wszystkiego, jestem Stwórcą i stworzyłem wszystko.” I tak jest w rzeczy samej. Ale mówiliście także: „Stworzyliśmy wszystko, ale nie wiemy dlaczego stworzyliśmy trudności, przez które następnie musieliśmy przechodzić!” Przecież niektórzy stworzyli dla siebie, bądź są przekonani, że stworzyli sobie raka, albo wierzą, że stworzyli sytuację, w której ich dziecko zginęło w wypadku samochodowym. „Dlaczego stworzyłem sobie tę parodię?” Przeglądając następnie własny Akasz, widzicie pełno takich rzeczy, ale obecnie, wibracje tego wszystkiego są zupełnie inne. Teraz wibracja nie mówi wam, że to wy to wszystko sobie stworzyliście, bowiem czasem rzeczy się zdarzają, czyż nie? Czasem takie wyzwanie losu, to tylko wyzwanie. Co w nim ważne, to to jak na nie reagujecie. Jak ustosunkowujecie się do wszystkiego, co się w waszym świecie dzieje.
Czy odpowiadacie okazując waszą prawdziwą, kochającą naturę i wrodzony szacunek do bliźniego? Czy inni także w ten sposób odnoszą się do was? Niektórzy odpowiadają mi na to „Tak”. Inni zaś mówią: "Nie, to wcale nie tak!” Jeśli w tej chwili przecząco kręcicie głowami, to weźcie głęboki oddech, bowiem jedynym pewnikiem jest to, iż inni wciąż stanowią lustrzane odbicie was samych. Zapytacie się: „Dlaczego inni mieliby odbijać coś takiego właśnie mnie? Nie wydaje mi się, że pod tym względem mam coś jeszcze do nauczenia. Przecież ja to wszystko wiem.”
Ilu z was w tej chwili mówi, że wy to wiecie, że to wcale żadna nowość?” Wiedzcie, że trzy najbardziej niebezpieczne słowa we wszystkich językach świata to „Ja to wiem.” Bowiem to, co słyszycie i czego się w danym momencie dowiadujecie to jest dokładnie to, czego powinniście się teraz nauczyć i inni wam to odzwierciedlają. Zatem jeśli nie czujecie, że jesteście traktowani z miłością, czcią, otwartością, zaufaniem i szacunkiem, to zastanówcie się, czy podchodzicie do innych, będąc uczciwymi, otwartymi, okazując im szacunek? Dobrze wiemy, że takie podejście jest możliwe i wiemy również, iż kluczem w przyjęciu takiej postawy jest uważność.
Uważność sprawia, że czujecie, kiedy ktoś naciska wasze guziki - a przecież zawsze tak jest, bowiem na tym polega ewolucja ludzkości. Obecne czasy, to następny jej krok, którego się podejmujecie dobrowolnie nawet, jeśli niektórym się wydaje, że idą przez życie na wspak, kopiąc i krzycząc. Ha ha ha! No i co wam z tego kopania i krzyku? [gromki śmiech na sali] Za późno, przecież już się zgłosiliście! Widzicie, ludzkość dokładnie teraz, w tym momencie, sama w sobie, stanowi przesłankę miłości! Zdajemy sobie sprawę, że istnieje wiele piosenek o miłości. „Miłość jest wszystkim czego potrzebujesz” [Beatles’ów] „Przepadła moja miłość, fura i pies...” [na tę parodię niemalże wszystkich piosenek w stylu country, publiczność reaguje śmiechem – przyp. tłum.] Tak, czy inaczej - wyrażana energia - to miłość.
Kiedy więc ktoś z rodziny wam przeczy, czy stara się nacisnąć jakiś guzik, to wiedzcie, że oni tylko robią to, co do nich należy. Oni także dobrowolnie się zgodzili czegoś was nauczyć. Niedawno nasze Medium Marilyn udzieliła wywiadu z Lee Carroll dla programu Beginnings [w którym Lee przedstawia sylwetki innych channellerów i nauczycieli nowego paradygmatu – przyp. tłum.] Jeśli nie widzieliście jeszcze tego programu to zapraszam, bowiem oglądając go można się wiele nauczyć. Wywiad z Marilyn jest rozrywkowy i oglądali go także jej bracia. Jeden z nich jest Świadkiem Jehowy, drugi ministrem w Zborach Bożych, a trzeci pracuje jako doradca w AA [Anonimowi Alkoholicy] Żaden z braci nie skomentował wywiadu, tylko doradca AA zapytał się, co to jest channelling? Ona mu na to odpowiedziała: „Ty też jesteś channellerem wtedy, kiedy pomagasz komuś wznieść się powyżej tego, co już przeżyli. Channelling to przekazywanie przesłanek dla duszy.” My także się tym zajmujemy i wy też, ukochane istoty światła; tą przesłanką jest miłość, prawda tego, że potęga miłości potrafi nawet wznieść was ponad krzesła, może otworzyć wasze serca, jeśli na to zezwolicie. Jeżeli nie wyrazicie takiego zezwolenia, to pytamy się: Dlaczego?
Dlaczego wciąż, gdzieś w zakamarkach duszy, trzymacie się tego przestarzałego programu mówiącego wam, że nie zasługujecie na tę miłość, że nie jesteście jej godni? Przybywamy tutaj, aby to naprawić, bowiem doprawdy jesteście tej miłości godni! Zasługujecie na miłość, zaufanie i komunikację opartą na uczciwości i wierze; zasługujecie także, aby wasze związki odzwierciedlały to wszystko, bowiem wy już to odbijacie! Prosimy was, abyście zaufali samym sobie, abyście dopuścili do głosu własną Obecność i się z nią połączyli. Weźcie głęboki oddech i jeszcze jeden. Widzicie, kiedy oddychacie, jesteście obecni. Wiemy, że lubicie przebywać w głowie i nieustannie myśleć. Pytacie się: kto jest taką pełną miłości obecnością w moim życiu? My nią jesteśmy! Jest nią także osoba siedząca obok was. Zwróćcie się do tej osoby i spojrzyjcie jej w oczy, zobaczcie tę miłość. Przecież wasze szyje się ruszają! [gromki śmiech na sali] Niektórzy będą się musieli obrócić inaczej, bo siedzą na końcu!
Widzicie, cały świat się uczy, świat się uczy i transformuje, a wy wszyscy, stanowicie integralną część tej transformacji. Powtarzamy wam niejednokrotnie: Wszyscy jesteście tymi, nadejścia których  oczekiwaliśmy! To jest wasza odpowiedzialność i dlatego na wasz widok jesteśmy tak bardzo podnieceni. Głęboko was kochamy, widzimy was od zewnątrz i od wewnątrz, widzimy wasze światło, zwątpienia, nawet łzy oraz śmiech. Kiedy się śmiejecie, otwieracie serca i wtedy wchodzą przewodnicy robiąc to, co do nich należy. My to wszystko widzimy i dlatego uważamy się za wybrańców losu. Wy także jesteście takim wybrańcami. Mówimy wam teraz Namaste. Namaste!
[Głos Lee Carroll] Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Wszystko, co wam we wszystkich naszych przekazach opisujemy na temat Przemiany i Przebudzenia, dotyczy pojęcia określonego dwoma słowami: Nowy Paradygmat. Znaczenie tego pojęcia obejmuje wszystko, całe życie, jak się na tej planecie sprawy mają, wszytkie sprawy! Tutaj nie chodzi o jeden sektor rzeczywistości, Nowy Paradygmat nie odmienia tylko spraw duchowych, on odmienia wszystko we wszystkich dziedzinach życia. Jeśli więc rozumiecie znaczenie Nowego Paradygmatu w ten sam sposób kochani, to zobaczycie jak on zacznie się na planecie ujawniać. Wy przecież już to widzicie.
Porozmawiajmy o tym jak Nowy Paradygmat widać na praktycznym przykładzie życia codziennego każdego z was, właśnie tutaj i teraz, na tej sali i podczas czytania tego przekazu. Co was czeka? Jeśli obecnie znajdujecie się na rozdrożu bowiem czujecie, że coś się zmieniło, albo, że stoi teraz przed wami konieczność podjęcia jakiejś ważnej decyzji, to możecie się zapytać tak: Dlaczego czuję teraz to, co czuję? Niektórzy z was martwią się w tej chwili o najbardziej podstawowe rzeczy, bowiem stoicie na pewnym progu, bądź sami go stanowicie i ta sytuacja wydaje się wam dziwna, czy inna od tego, czego się spodziewacie. Zwykle dorośli tłumaczą sobie takie sytuacje mówiąc, jestem tutaj, bowiem spotkało mnie A, B czy C, teraz więc udam się tu czy tam, bowiem w ten sposób tak zwykle robi się w sytuacjach A, B, czy C. Innymi słowy, sami dobrze wiecie, co oznaczają A, B i C, bowiem są to rzeczy/wydarzenia, które każdy logiczny umysł rozpoznaje, jako kolejny krok w życiu.
Oto co wobec tego pragnę wam powiedzieć. Przede wszystkim pragnę, abyście się na moment zatrzymali i zastanowili. Jeśli doprawdy obecnie zachodzi zmiana pardygmatu, to oznacza ona, że to, czego doprawdy oczekujecie w bieli [zrodzonego na planecie] światła a nie w ciemności, w której dotychczas żyliście, to to, iż owa biel stworzy Nowy Paradygmat. Przechodzicie z jednego koloru w drugi, przechodzicie z ciemniejszego odcienia w jaśniejszy. Jeśli w ten metaforyczny sposób spojrzycie na własną świadomość i jej paradygmat zauważycie, że nie można już liczyć czy polegać na tym, na czym się polegało dotychczas, że zawsze pewne rzeczy wiodą do innych. I to jest bardzo dobra wiadomość! Mówię wam, że w przeszłości wszystko toczyło się pewnym torem i to wcale nie było takie dobre. Obecnie znajdujecie się na progu [czegoś nowego] i mówicie sobie: „Spróbuję tego, popchnę tutaj, ale to i tak nie wyjdzie, bo to nigdy przedtem też nie wychodziło! Ale i tak spróbuję jeszcze raz.” Z góry więc zakładacie, że w oparciu o przeszłe doświadczenia to, co zamierzacie zrobić znów wam nie wyjdzie!
Taki czas decyzji być może jest związany z waszym wiekiem, każdy człowiek posiada swój zegar [biologiczny] biegnący zawsze w jednym kierunku, naprzód i jego tykanie powoduje, że pewne okresy życia sprzyjają podejmowaniu decyzji co robić dalej. Czasem taka pora życiowych decyzji przypada, kiedy jesteście młodzi, czasem ona przypada na czas, kiedy już odchowaliście dzieci, albo kiedy kończą szkoły bądź kiedy zaczynają uniwersytet. Tak czy inaczej, nadchodzi w waszym życiu czas podjęcia pewnych decyzji i czujecie go inaczej niż zwykle.
Oto, co rozumiem pod określeniem „inaczej niż zwykle.” Musicie wymazać spodziewany rezultat tych decyzji. Musicie wymazać spodziewane rezultaty zwyczajnych, powszednich działań. Musicie wymazać spodziewane rezultaty zwyczajnych, powszednich działań. Znacie ludzi, którzy już przeszli przez podobne doświadczenia, przez które obecnie sami przechodzicie, albo którzy wcześniej stali na podobnym progu, albo dopiero stać będą. Pragniecie zasięgnąć od nich porady i pytacie się: „Co najlepiej teraz robić? Która decyzja zdała egzamin w twoim życiu?” Kochani, zdrowy rozsądek dyktuje, żeby właśnie tak postąpić, zasięgnąć rady u kogoś, kto już przez coś podobnego przechodził. Mówię wam jednakże, że obecnie istnieje pewna różnica, bowiem wchodzicie w czasy, których jeszcze nikt z was nie doświadczał. Możecie się więc pytać ile tylko chcecie, ale - jeśli wejdziecie w kolejną fazę życia z otwartym umysłem, bez oczekiwań opartych o przeszłość, to sprawy potoczą się zupełnie inaczej.
To jest najlepsza wiadomość, jaką mogę wam przekazać, bowiem wszystko, czego oczekujecie niekoniecznie musi się teraz wydarzyć. Zwracam się teraz do kogoś na sali: „Czy jest teraz odpowiednia pora, aby złożyć pewne podanie?” - A czego po tym się spodziewasz? Jakie obawy wnosisz w kolejny rodział życia? Co ci na ten temat mówiono?
Ile razy siedząc przed wami przypominałem, że kiedy udajecie się do lekarza, to taka wizyta przypomina niemalże wyrok i egzekucję wydane w oparciu o przeszłość! Uczciwa praktyka lekarska się zmieni, bowiem obecny paradygmat jest inny i inaczej określa kim jesteście. Zatem w przeszłości lekarz mógł mieć rację co do stanu ludzkiego zdrowia, ale jego diagnozy już nie są dla was wiążące! Co wobec tego robić? Wysłuchajcie lekarza rozumiejąc, że to co mówi i w co sam wierzy, jest oparte o stary paradygmat. Ale to nie jest wasz paradygmat. Wiele ludzi znajduje się obecnie w podobnej sytuacji co wy i muszą podjąć decyzję co do następnego etapu życia, biorąc pod uwagę wiek, bądź stan zdrowia. Mówię więc wam, że tam, dokąd idziecie to dziewiczy grunt, niezapisana tabliczka. Sami więc możecie zapisać, co się wam tam przydarzy, nie mając wobec tego żadnych uprzedzeń. To jest dla ludzi najtrudniejsze.
Wiele lat temu przekazałem wam przypowieść pod tytułem „Przypowieść o brakującym moście.” [poniżej w tej grupie – przyp.tłum.] Przypowieść traktuje o człowieku imieniem Wo, czyli jej bohaterm jest Wo-man. [po ang. kobieta, czyli każdy człowiek niezależnie od płci – przyp. tłum.] Ha ha! Wo jechał drogą wiodącą do mostu, który musiał przejechać w celu przedostnia się na drugą stronę doliny. Będąc już w drodze Wo zrozumiał, że tego mostu nie ma i miał pokusę, aby się zatrzymać i przemyśleć dalsze postępowanie, wytyczyć inną trasę. Wo jednakże nie zrobił nic takiego, bowiem on jest człowiekiem Nowej Ery. On wie dokładnie to samo, co wy sami, wie, że wkracza na dziewiczy grunt więc zamiast na hamulec, naciska gaz i jedzie jeszcze szybciej! Wo wie, że za zakrętem będzie coś, co mu podpowie, co będzie dalej. Czego się nie spodziewa, to to, że tuż za zakrętem widzi nowy most, który był w budowie od przynajmniej dziesięciu lat, choć budowa była nieoznaczona i jak dotychczas umykała jego uwadze! Wo z łatwością pokonał most.
Kochani, jeśli można się tak wyrazić, w eterze istnieje wiele różnych rzeczy, które są w budowie z myślą o was. Za parę miesięcy, czy lat, kiedy znów ze sobą będziemy rozmawiać powiecie mi śmiejąc się „To mi się wydawało nie do wiary, ale tylko posłuchaj, raptem poznałem pewnego człowieka, ni z tego ni z owego znalazłem coś, albo powiecie mi, że to czy tamto się stało. Jedyną różnicą w tym wszystkim jest to, że wy tego wszystkiego oczekiwaliście! Błogosławiona istota ludzka, która rozumie, że nie jest ofiarą starego paradygmatu życia na Ziemi, która rozumie, że pełni instrumentalną rolę w procesie malowania bielą światła, które podąża wszędzie tam, gdzie i wy. Oczekujcie w waszym życiu dobrych, radosnych zmian, a nie ich przeciwieństwa! Nie kształtujcie swych oczekiwań na tym, co mówią wam inni, bądź na tym, co się stało w życiu innych ludzi. Kochani, wtedy czasy były inne! Obecnie stoicie wiedząc, że jesteście godni i wspaniali oraz że Bóg właśnie takimi was widzi. Służycie reszcie planety jako katalizatory, oni was obserwują jak się w tej chwili zachowujecie. Niezależnie od tego, jak się potoczą dalsze losy ludzkości, niezależnie od tego, o czym doniosą wam serwisy informacyjne, czy jakie rewelacje zobaczycie w telewizji, wiedzcie, że jesteście ponad to wszystko, wiedzcie, że przyciągacie do siebie pewne rzeczy właśnie dlatego, że ich  oczekujecie.
To tak jakbyście byli magnesami, jakbyście zamawiali danie w restauracji. Wiele z was już czegoś takiego doświadcza i gdybym ich wam tutaj przedstawił, to ze łzami w oczach opowiedzieli by wam najpiękniejsze historie, jakich dotychczas nigdy nie słyszeliście. Opowiedzieliby wam o tym, jak wciąż żyją bowiem nie uwierzyli w to, co mówił im lekarz. Opowiedzą wam o tym, jak przejęli kontrolę nad czymś, co zawsze wydawało się poza kontrolą. Opowiedzieliby wam o tym, jak stali się mistrzami tego, co wydawało się nie do okiełznania, bowiem wzięli głęboki oddech i powiedzieli: Ja jestem wspaniały. Daj mi to, o co proszę albo coś więcej i jeszcze lepszego, aby stało się w moim życiu!
A gdzie wy sami odnajdujecie się w tym scenariuszu? Wszystko o czym mówię jest praktyczne! Ziemia się zmienia, nadeszła Przemiana, jak zresztą już wcześniej była o tym mowa. Teraz jednakże, siedząc tutaj, bądź czytając w obliczu tego, co następnie powinniście w życiu zrobić pragnę, abyście wiedzieli, że to jest piękne, odprężcie się więc, weźcie głęboki oddech i ruszajcie do przodu z miłością, oczekując w życiu wspaniałych rzeczy. I one się staną. Na tym polega Nowy Paradygmat, w którym światło zwycięża. To się wam może wydawać dziwne, niezwykłe i nawet nie do wiary i niech tak będzie, a wy stańcie się tymi, którzy to udowodnią! Udowodnijcie, że stare prawdy poszły do lamusa, róbcie swoje, idźcie do przodu i następnie opowiadajcie innym o wspaniałych rzeczach, które się wam przytrafiły. Kiedy się będą was pytać, dlaczego, powiedzcie im, że na Ziemi nastały nowe czasy, Nowy Paradygmat. Powiedzcie im, że miłość zaczyna wygrywać! Tutaj jest coś więcej, tutaj zawsze jest coś więcej, ponieważ rzeczy są inne od tego, jakimi były, choćby wczoraj, czy przedwczoraj. Opuście to miejsce choć trochę przemienieni tym, co tu usłyszeliście. Upomnijcie się o to wszystko, jak o swoją własność. I jeśli tak postąpicie, to poznacie powód, dlaczego przybywa do was Kryon.
I tak jest.
Kryon

Tłumaczyła: Julita Gonera
Edytor: Jadiga Fedynkiewicz
Fot. Mary Baxter St Clair



czwartek, 22 sierpnia 2019

W myśl zasady

Brak dostępnego opisu zdjęcia.



http://audio.kryon.com/en/Monument%20Valley%20(6).mp3

W myśl zasady "lepiej późno niż wcale", poniżej polska transkrypcja z walentynkowego przekazu Kryona, który miał miejsce podczas wycieczki po Monument Valley skądinąd znanej wszystkim kinomanom jako tło wielu amerykańskich westernów. 😉
[Przekaz Kryona rozpoczyna się w 6:29 minucie nagrania, poprzedza go medytacja prowadzona przez Elana Cohena] Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Jesteśmy w słodkim miejscu. Niniejszy przekaz to szósty z wycieczki po Monument Valley [na pograniczu Arizony i Utah] i przypada na 14 lutego 2019 roku; według zwyczaju waszej kultury jest to święto miłości. Dzisiejszy przekaz niczym się nie różni od przekazów o miłości dawanych wam każdego innego dnia ale dzisiaj, jest on szczególnie na czasie. Ponownie kochani pozwólcie, aby z błogosławieństwem Przodków związanych z tym miejscem, jeszcze raz wam opowiedzieć - tym, którzy być może jeszcze tego nie słyszeli – o majestacie Źródła Stwórczego.
Niemalże każdy żyjący na Ziemi człowiek, niezależnie od systemu wyznawanej wiary, zna pojęcie Źródła Stwórczego. Według niektórych religii, cały Wszechświat został stworzony przez nie. W porównaniu z Wszechświatem, jesteście nieskończenie malutcy, a samo Źródło nieskończenie wielkie. Jeśli pragniecie przypisać Źródłu, jak to często robicie, pewne cechy, to określacie je jako czystą miłość. Ono jest niczym innym, jak tylko miłością, która jest tak czysta jak tylko czyste może być światło i nie ma tam żadnej ciemności. Owa miłość jest piękna, dobroczynna i miłosierna. Jak już wcześniej mówiliśmy, miłość Stwórcy do człowieka jest tysiąc razy większa od miłości jaką żywicie do dzieci, zwierząt domowych, czy przyjaciół. Kochani, ta miłość skupia się na żywych częściach Źródła Stwórczego, czyli na was. W galaktyce istnieją inne formy życia i Źródło się skupia na nich tak samo jak na was, bowiem źródło Stwórcze jest Wszystkim co Jest. Czystość miłości Stwórcy przenika wszystko.
Powodem, dla którego jeszcze raz... Jeszcze raz poruszam ten temat, jest to, że pragnę wam przypomnieć, kochani, że to wy sami stworzyliście zasłonę, przez którą następnie tę miłość oglądacie. Po waszej, ludzkiej stronie zasłony istnieje dwoistość. Jako istoty dwoiste doświadczacie i światła i ciemności i wszystkiego, co stwarza natura ludzka. Taki stan rzeczy jest właściwy i sprawiedliwy, bowiem umożliwia wam wolny wybór, dzięki któremu postrzegacie wszystko: jin i jang, pozytywne i negatywne dokonując samodzielnego wyboru. Pozwólcie jednak, że wam powiem, iż po drugiej stronie zasłony Źródło Stwórcze, wielkości którego nawet nie potraficie sobie wyobrazić, nie posiada żadnej dwoistości. Niektórzy zgadzają się z tym, co zostało powiedziane i potakując mówią: „Oczywiście, że po drugiej stronie nie ma dwoistości!”
No tak... ale czy doprawdy to rozumiecie? Dwoistość istnieje tylko tutaj, na Ziemi, są tacy, którzy nieustannie starają się być coraz lepsi, żyjąc w niewielkiej ilości światła. Podążają wg zasady wolnego wyboru, jednak swoje zmagania przypisują drugiej stronie zasłony. W świetle tego, Bóg w swej Istocie, staje się dysfunkcyjny. Patrzycie na tę czystą miłość i jako ludzie mówicie: „Natura ludzka jest ułomna, zatem wszystko co nas otacza, musi być takie samo!” Macie więc Boga gniewnego oraz takiego, którego niełatwo zadowolić. Macie takiego, który torturuje dzieci! Właśnie w takiego Boga wierzycie według jednej z religii! Ponowie powtarzam wam, wzięliście własne cechy i przypisaliście je temu, co święte. Porozmawiajmy więc, dokąd taki stan rzeczy was doprowadza i co się wtedy dzieje, ponieważ kolejnym krokiem jest stworzenie grzechu. Jeśli zatem zapytać tych, którzy wierzą w istnienie pojęcia grzechu, co to jest, to odpowiedzą wam, iż to jest coś, co się nie podoba Bogu. Wszystko zatem, co się Bogu nie podoba staje się grzechem. Oczywiście, skoro jest grzech, musi także istnieć przebaczenie.
Kochani, pozwólcie, że wam coś powiem. Czysta miłość, absolutnie przeczysta miłość nie może się czymkolwiek zrazić, ponieważ nie posiada żadnych upodobań. Bóg nie posiada ludzkiego mózgu z receptorami przyjemnych i nieprzyjemnych bodźców oraz osądu czy coś jest dobre, czy złe. Czysta miłość, to czysta miłość i żadne z tych rzeczy do niej nawet nie docierają. To tak, jakbyście chcieli błotem obrzucić światło z nadzieją, że się doń przyklei tak samo, jak przykleja się do was, a przecież miliardy ludzi obrzucają Boga błotem! Kochani, przebaczenie w sferze duchowej stało się niemalże przemysłem.
Pragnę, abyście się na moment nad czymś zastanowili. Załóżmy, że chcecie sprawdzić, jak dzieci wyrażają wolną wolę i w tym celu organizujecie pewien eksperyment, według którego umieszczacie je w pomieszczeniu, gdzie prawie nic nie widać. Dzieci więc natykają się na ściany, zderzają się z innymi dziećmi, a wy, za każdym razem, kiedy tak się staje karacie je. Takie zachowanie nazywacie grzechem i następnie za nie karzecie. Wyciągacie dzieci, karzecie je i z powrotem wpuszczacie do środka. Karzcie je za to, że wpadły na ścianę, bowiem dobrze nie widziały, dokąd idą. Dokładnie tak samo wam się wydaje, że Bóg postępuje z wami samymi. Nie wszystkim z was tak się wydaje, ale miliardy ludzi właśnie tak myśli. Kochani, właśnie to stanie się częścią globalnego Przebudzenia, Przemiany. Obudzi się zmysł duchowej logiki, że Bóg nie jest człowiekiem i tak nie postępuje!
Pojęcie grzechu stworzyło pojęcie przebaczenia wraz z całym jego przemysłem! Jeśli nie wydaje się wam, że to jest przemysł, ponieważ dotyczy sfery duchowej, to tylko przyjrzyjcie się własnej historii. Niedawno byliśmy we Włoszech, w Asyżu, gdzie rozmawialiśmy o Świętym Franciszku. W tamtych czasach najświętszą osobą w kościele był mieszkający w Rzymie papież [Innocenty III - ten sam, który jest odpowiedzialny za krucjatę przeciwko katarom. Transkrypcje z przekazów Kryona z krainy katarów znajdują się poniżej w tej grupie. - przyp. tłum]. W tamtych czasach papież trudnił się sprzedażą przebaczenia za grzechy. [Później w historii sprzedaż odpustów stała się główną przyczyną rozłamu w kościele Zachodnim, dając początek Reformacji – przyp.tłum] Można powiedzieć, że takie zachowanie papieża było skrajnie niestosowne. Św. Franciszek tę niestosowność zauważył, bowiem był człowiekiem nieskazitelnie czystym i pełnym miłości Źródła Stwórczego; nie był napuszony, jak papież. Żywot Franciszka jest zdumiewający, jest on obecnie świętym kościoła, chociaż nigdy nie był księdzem. Ha ha, ale był pociągający, tak samo jak każdy inny, czysty Syn Boży. Franciszek przyciągał czystością i miłością nawet księży; swymi słowami i czynami, całym swoim życiem dając ludziom przykład tego, kim można być. Jak już była o tym mowa, Franciszek przekupił papieża. Ha ha ha! Potrzebował pieniędzy na budowę zakonu, szpitala i dla zwierząt. Do spotkania musiało dojść, ponieważ Franciszek w całej swej czystości przyciągał księży, stając się dla kościoła niebezpiecznym! Spotkał się z papieżem i powiedział: „Jeśli dasz mi pieniądze na to, na co potrzebuję, to przestanę ich przyciągać, a ty wtedy przestaniesz sprzedawać odpusty!” I papież przystał na taką umowę! W kościele w Asyżu wisi obraz przedstawiający to zdarzenie. [Na zdjęciu pod niniejszym wpisem, piąty panel po lewej stronie licząc od góry – przyp.tłum]
Oczywiście, przewodnicy pokazują wam ten obraz mówiąc, że to, co Franciszek trzyma w ręku to lista jego własnych grzechów, ale tak naprawdę to jest obraz przedstawiający spotkanie św. Franciszka z papieżem, na którym Franciszek trzyma zwój z listą spisanych przez siebie warunków ugody. Zwój w jego rękach jest więc listą wymagań, kontraktem, według którego papież miał zaprzestać handlu odpustami! Ha ha ha! A teraz wam powiem, co w tym kontrakcie było spisane, co odmieniło stosunek do papieża, odmieniając sam kościół, czyniąc go bardziej czystym. Oto rodzaj przemysłu, który dla wielu stał się przebaczeniem. Pod pewnym względem jest to swoisty przemysł strachu, bowiem jeśli nie otrzymacie przebaczenia za grzechy rzekomo prosto od Źródła czystej miłości,to wtedy zaczynacie się obawiać o swoją duszę. Kochani, nic z tych rzeczy nie pochodzi od Boga, to nie może pochodzić z czystego Źródła światła i miłości, które nie posiada ludzkiej świadomości. Coś takiego to czysto ludzki wymysł, pochodzący od człowieka i systemów wiary opartych na doktrynach. Najbardziej niestosowne, co w obecnych czasach wciąż istnieje na tej planecie to strach przed Źródłem Światła. Jedynym pragnieniem tego Źródła jest was kochać.
Tematem przekazu dzisiejszego dnia jest miłość. Wcześniej braliście udział w ćwiczeniu o przebaczeniu, w którym nie chodziło o przebłaganie Ducha, ale o wymazanie pewnych przewinień wobec ludzi. Teraz pragnę z wami porozmawiać właśnie o takim rodzaju przebaczenia. Pragnę porozmawiać o tym, co takie przebaczenie znaczy w sposób, w jaki o tym jeszcze nie mówiłem. Pragnę abyście się wszyscy teraz odprężyli w ramionach Boga, cokolwiek to pojęcie dla was znaczy. Podczas mojej opowieści zobaczcie na moment to bezcenne, czyste światło. Ponownie, nasze opowiadanie dotyczy logiki, ponadto określa jak działa mózg ludzki. Robię to, abyście zrozumieli co się dzieje w waszym mózgu, kiedy zaczynacie przebaczać. Pragnę wam pokazać, co wtedy przychodzi do was bezpośrednio od tego Przeczystego Światła.
Kiedy byliście dziećmi, każdy z was oparzył rękę, ramię czy nogę. Takie wydarzenie jest znane wszystkim dzieciom, bowiem niezależnie od tego, ile razy wasi rodzice przestrzegają was, abyście się nie oparzyli, to nadchodzi taka pora, kiedy sami musicie się przekonać, czy to prawda, co mówią rodzice. W momencie kiedy jako dzieci, kiedy jeszcze nawet nie umiecie dobrze mówić, parzycie sobie rękę, czy tylko palec, to takie przeżycie na zawsze pozostaje wyryte w mózgu. Ono zostaje na zawsze w synapsach, w neuronach, w miejscu odpowiedzialnym za długoterminową pamięć.
Pamięć oparzenia zostaje w was na całe życie. Za chwilę się przekonacie, dlaczego o tym mówię. Pamięć oparzenia zostaje z wami na stałe. Miło by było, gdyby można je było wymazać, zapomnieć o nim, ale nie da rady. Wasz mózg to nie komputer i nie posiada przycisku „wymaż”. Pamięć o oparzeniu pozostaje tam na stałe. Na stałe! W przypadku oparzenia, taka pamięć ma związek z przetrwaniem, ona więc tkwi tam, bowiem musi, żebyście nie zapomnieli jak niebezpieczne jest gorąco. Tak działa mózg.
Coś podobnego dzieje się jednakże z czymś jeszcze. Kochani, tak samo na zawsze zapada w waszej pamięci zdrada. [O zdradzie Kryon mówił także przy okazji całej listy „ciężarów” w przekazie z Sacramento 2018, z którego transkrypcja znajduje się poniżej w tej grupie – przyp.tłum]. To samo dzieje się z pamięcią o nieuprzejmości, traumie, krzywdzących rodzicach. Te wszystkie doświadczenia zapisują się w waszym mózgu w tym samym miejscu, gdzie pamięć o oparzeniu i pozostają z wami na stałe. Tej pamięci nijak nie da się wymazać.
Wcześniej dzisiejszego dnia robiliście ćwiczenie, podczas którego spisywaliście niektóre z takich doświadczeń, co samo w sobie mogło być dla was trudne, choć chcielibyście o nich zapomnieć, bowiem samo ich wspomnienie, tak samo jak wspomnienie oparzenia, przywodzi pewne uczucia, które do dziś przyprawiają was o łzy i smutek, sprawiając, że czujecie się bardzo nieszczęśliwi. Większość z was unika tych wspomnień, choć w pewnym stopniu wszyscy je macie. Niektórzy mają ich więcej niż inni. Zatem spisaliście te doświadczenia i następnie je spaliliście podczas specjalnej ceremonii tak, aby dać sobie samemu do zrozumienia, że tych wspomnień już nie ma.
Ale ja wam przecież przed chwilą powiedziałem, że tak nie jest. Odprawiona ceremonia komunikuje mózgowi, że ich już nie ma. Pozwólcie więc, że wam powiem, co dzisiaj zrobiliście podczas ćwiczenia i ceremonii, niech dowiedzą się o tym i ci, którzy teraz mnie słuchają lub czytają. W przeszłości przekazałem wam przypowieść o tym, jak podobną ceremonię odprawiała Lemurianka, która listę takich rzeczy spisanych na liściu paliła w lawie wulkanu. [patrz przekaz skierowany do kręgu Sióstr Lemuryjskich z 2017 przekazany w Minneapolis, którego polska transkrypcja znajduje się na stronie Dr. Amber Wolf – przyp. tłum] Już wcześniej przekazywałem podobną nowinę jak coś, co można zrobić, a dzisiaj braliście udział w podobnej ceremonii. Zatem pozwólcie, że przekażę wam pewną wizualizację na temat tego jak transformować coś, co jest w waszym mózgu wyryte na zawsze - tak samo, jak pamięć o oparzeniu - aż do chwili kiedy bierzecie ostatni oddech. To, co teraz zapisaliście na skrawku papieru, cokolwiek by to nie było i tym, którzy słuchają tego teraz lub czytają, polecam spisać sobie każdą zdradę, wszystko, co dręczy was dniem i nocą, spędza sen z powiek, czego nie możecie zapomnieć, bo to jest dla was tak okropne, smutne, cokolwiek by to nie było, nawet, jeśli to jest jakieś wspomnienie, kiedy prosicie siebie o przebaczenie, gdyż ono ciągle do  was powraca i wy się nim niczym batem biczujecie.
Zobaczcie teraz ten obraz, co się w waszym mózgu dzieje, kiedy przebaczacie. To wszystko ma do czynienia z potęgą miłosierdzia i miłości. W tym jin i jang, czarno białym scenariuszu opisującym wszystko, co istota ludzka jest zdolna uczynić, jedną z najpiękniejszych rzeczy jest to: - Wewnątrz każdego z was tkwi wielowymiarowa cząstka Źródła Stwórczego, która jest zdolna zrobić coś, co daleko wybiega poza możliwości działającego w pojedynkę człowieka. Tylko sobie pomyślcie, Wyższe Ja - to wasza dusza, której, mówiąc w przenośni, jedna stopa znajduje się na tej stronie zasłony, a druga po drugiej. Wyższe Ja stanowi więc pomost, przewód, do którego zawsze staracie się dotrzeć. Pozwólcie, że wam powiem, pomostu się używa właśnie do takich rzeczy, bowiem Wyższe Ja służy jako bezpośrednie łącze do najczystszej miłości i światła, jakie sobie tylko możecie wyobrazić. Zatem spróbujmy, czy potraficie to sobie wyobrazić, bowiem to właśnie robiliście wcześniej obserwując ogień [trawiący listy]. Ogień Wyższego Ja nie jest ogniem niszczącym, to jest ogień okalający, który schodzi i otula pamięć danego wydarzenia miłosierdziem. Oto teraz zobaczcie, jak do waszego mózgu dostaje się taki niepochłaniający płomień z drugiej strony zasłony i jak niczym pancerz otacza nie porządaną pamięć. Tej pamięci nie da się usunąć z mózgu, ale oto wchodzi weń ten wspaniały płomień i tworzy wokół niej przepiękny pancerz miłosierdzia, otaczając ją całą do tego stopnia, że to, co pragniecie komuś wybaczyć - bądź grupie ludzi, albo samemu sobie - zostaje otoczone wielowymiarowym pancerzem światła i miłosierdzia. W mózgu w miejscu pamięci, formuje się otoczka miłosierdzia i za każdym razem, kiedy do tego wspomnienia powracacie ono pozostaje otoczone miłosierdziem i miłością tak silnie, że już nigdy nie można się przez tę otoczkę dostać do samej pamięci. Wyobraźcie sobie, że ten pancerz miłosierdzia jest tak silny, że ne można się przezeń przedostać nawet za pomocą narzędzi. Zatem zamiast wymazania pamięci wy ją transmutujecie, pokrywając miłością. Ta wizualizacja, która jest bardziej prawdziwa niż się wam wydaje, musi być dla was logiczna. Kochani, tutaj chodzi o złożoność procesów świadomości i nasza wizualizacja je upraszcza, tak aby to wszystko można było sobie wyobrazić, zrozumieć i używać.
Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że wszystko, co zapisaliście na papierze jest niezmienne i na zawsze i mają rację, ale wasze podejście do tych wspomnień może ulec zmianie, może ulec zmianie to, jak na nie reagujecie, jak one od teraz współgrają z waszą świadomością, to wszystko nie jest na zawsze i daje się przekształcić. Psycholodzy pracują z tym od dziesiątek lat. I oto ja wam powtarzam to samo. Mówię wam, że taka pamięć jest na zawsze. W świecie liniowym istnieje wiele rzeczy, które się ciągle i nieustannie powtarza w myśl zasady im więcej, tym lepiej. W świecie wielowymiarowym raz zapaliwszy światło, ono świeci na zawsze. To coś zupełnie innego. Znajdą się tacy, którzy będą wam mówić ile razy trzeba policzyć paciorki różańca, albo ile razy trzeba zmówić pewną modlitwę, zanim Bóg was wysłucha, ale ja wam mówię, że Bóg zna was tak dobrze, że jeśli tylko spojrzycie w Jego oczy, to ta pamięć znika. Wystarczy spojrzeć tylko raz. Oto jak wielką posiadacie moc w stosunku do samych siebie.
Zatem pragnę, abyście ponownie zobaczyli jak palicie w ogniu waszą listę, jak to robiliście wcześniej, zobaczcie nie tylko płonący w ogniu papier, ale także zobaczcie jak raptem łączycie się z drugą stroną zasłony, jak te wszystkie rzeczy pokrywają się otoczką miłosierdzia, niezależnie, czy to było coś, co przebaczacie komuś innemu, czy samemu sobie. Ktoś z zebranych na sali musiał to usłyszeć, bo to ma do czynienia ze śmiercią dziecka, a taka śmierć bardzo głęboko zapada w pamięci. Mamo! Czegoś takiego nigdy się nie zapomina, to jest bardzo smutna pamięć, ale zastosuj ten proces i otocz wszystko miłosierdziem, a zaczną ci się objawiać pewne rzeczy. Objawi ci się, że dusza twego dziecka wciąż jest tutaj i się do ciebie uśmiecha, mówiąc: „Dziękuję, mamo! Nigdy nie chciałem wyryć czegoś takiego w twoim mózgu. Posłuchaj, pragnąłem dla ciebie tylko miłości, tylko miłości!”
Osoba, której na Ziemi przebaczacie może - ale nie musi - być żywa. Pamiętajcie, że to co zrobili, to było najlepsze na co ich było stać w tym jing i jang świecie dwoistości. To, co mieli wam do zaoferowania, nie było dla was dostatecznie dobre i wyryło coś u was w mózgu, ale dzisiaj pokryliście to wszystko miłosierdziem prosto ze Źródła oraz światłem i więcej już do tych wspomnień nie będziecie mieli dostępu. Raptem poczujecie ulgę odetchniecie i powiecie: „To tak, jakbym zrzucił z siebie całą walizkę ołowiu! Czuję się wolny, jakbym się unosił w powietrzu. Już nie muszę o tym myśleć, ani się z tym borykać.” A wszystko dlatego, że pokryliście te wspomnienia miłosierdziem. Lepiej już nie można, kochani. Oto osiągacie równowagę. Nie możecie w sobie nosić tych rzeczy i uważać się za osoby zrównoważone, bowiem posiadając taki bagaż nie jesteście zrównoważeni, zawsze coś was gdzieś ciągnie. Pokazałem wam, jak taką równowagę osiągnąć.
To nie powinno stanowić dla was żadnej niespodzianki, że dzisiaj, w Walentynki, opowiadam raz jeszcze o niewiarygodnej miłości istniejącej po drugiej stronie zasłony, którą żywi do was Bóg. Tam nie ma żadnego gniewu, ani bojaźni, bowiem Bóg nie rozumuje jak człowiek. Źródło Stwórcze, jeśli w ogóle można powiedzieć, że myśli – gdyby można określić Boga jako myślącego - nie posiada żadnych myśli z wyjątkiem tego, jak wyświetlić, wprawić w ruch, wypromieniować, jak najwięcej miłości i miłosierdzia do was - żyjących w ciemnym, nie-jasnym miejscu, w którym teraz sami zaczynacie tworzyć więcej światła - i zrobić to wszystko w najlepszy sposób na jaki Go stać. To dlatego tak się cieszymy waszą Przemianą, bowiem widzimy, że nadejdzie taki czas, kiedy owa nie-jasność zniknie, a sama zasłona stanie się bardziej przezroczysta. Zapamiętajcie moje słowa: Nadejdzie taki dzień w waszej historii, kiedy oglądając się wstecz rozpoznacie wszystko, o czym wam mówiłem o nadawaniu Bogu cech ludzkich i potraktujecie to jak bajkę dla dzieci, bowiem wtedy już będziecie znali prawdę, że Bóg to miłość.
I tak jest.
Kryon
[Nagaranie kończy pieśń śpiewana przez Elana Cohena, którą także śpiewali uczestnicy wcześniejszego spotkania z Kryonem w Sedonie. Pieśń nosi tytuł "I am love"]
Tłumaczyła: Julita Gonera
Edytor: Jadwiga Fedynkiewicz

środa, 21 sierpnia 2019

Poniżej czwarty z czterech przekazów Kryona ze spotkania w San Jose

Brak dostępnego opisu zdjęcia.


http://audio.kryon.com/en/The%20tree-hugger.mp3
Poniżej czwarty z czterech przekazów Kryona ze spotkania w San Jose, które odbyło się w dniach 2-3 lutego. Zamieszczam w odwrotnej kolejności żeby potem było łatwiej czytać w poprawnej... 😉🙃

Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Trzydzieści lat temu pojawiłem się w życiu mojego partnera w sposób bardzo enigmatyczny. On się tego najpierw przestraszył, ale później mu przeszło. Niektórzy pytają Lee, jako człowieka posiadającego umysł ścisły, co było punktem zwrotnym, co ostatecznie przekonało go do prawdziwości tego, co się z nim stało? Otoczenie podsycało jego obawy, bowiem wielu ostrzegało mówiąc: „Ostrożnie Lee, to jest zło!” A przecież mimo wszystko, Lee stał się channellerem. Co więc było przeważającym faktorem, który skłonił go do zmiany zdania? Zaraz wam opowiem.
Znam tego człowieka na tyle, żeby wiedzieć jak go do czegoś przekonać. On nie był na mnie gotowy,  bowiem żadna logika nie potrafi wyjaśnić miłości. To jest po prostu niemożliwe. Ale za każdym razem, kiedy siadał, aby przekazywać nowiny, obmywaliśmy go tak cudowną miłością, piękna której Lee nigdy przedtem nie doświadczył. Nigdy! W młodości należał do jednej z religii i w tym kościele czuł miłość. Tak, tam była miłość i ta miłość sprawiła, że Lee do niego chciał należeć, ale podczas channellingu, kiedy sam na sam zasiadał przygotowując się do przekazu, doświadczał czegoś, co pochodzi prosto od Ducha. I ta miłość ostatecznie go przekonała.
Kochani, miłość nie posiada żadnej logiki, sami wiecie, że jej nie da się nijak wytłumaczyć. Jak już wcześniej wam mówiliśmy podając przykład kochanków, miłość może wyglądać zabawnie. Dwoje ludzi najpierw zaczyna do siebie wzdychać i nareszcie jeden do drugiego mówi: „Kocham cię!” A ten drugi mu na to: „Co chcesz przez to powiedzieć?” Ha ha ha! – „Wytłumacz mi, co przez to rozumiesz?” Ha ha ha! To przecież nie tak, bowiem tego nie da się wytłumaczyć. Zresztą kto by chciał? Wszyscy wiecie, że nawet miłość między dwojgiem ludzi jest piękna, posiada pewne cechy, które wprawiają was w stan podniecenia, tracicie sen, bowiem czujecie tyle miłości! Najpiękniejsze, co człowiek może doświadczyć, to właśnie się zakochać! Zakochujecie się w innych, zakochujecie się w zwierzętach, ale możecie także zakochać się w Bogu!
Stan zakochania jest doświadczeniem bardzo bezpośrednim, niczym nawiązanie więzi i tego nie da się opisać. Tego się nie da opisać. Ludzie będą się was pytać, co miało miejsce na dzisiejszym spotkaniu? Tego nie da się wytłumaczyć. Jedni mogą powiedzieć: „Nauczyłem się czegoś nowego.” Ale to pociąga następne pytanie: „A czego?” Ha ha! Tego nie da się wytłumaczyć, czyż nie? Co wy na to, że miłość jest tak ogromna, że pod jej wpływem sami odmieniacie własne serca? Co wy na to, że miłość tak dalece wybiega poza wszelkie znane pojęcia, że nie sposób ją komukolwiek wytłumaczyć.  Ale sami po takim spotkaniu jak nasze wracacie do siebie czując się odmienieni.
Co by się stało, gdybyście raptem odkryli w sobie coś, czego istnienia przedtem się nie domyślaliście, że jesteście kochani w sposób, którego dotychczas nie odczuwaliście? Być może wtedy zatrzymalibyście się i zaczęli się zastanawiać, a niektórzy, tylko niektórzy, nawet zaczęliby płakać z wdzięczności. Tutaj nie chodzi o to, że Bóg was kocha. W tym miejscu przypomnę wam, co mówiłem o jedności. Jeśli Duch/Bóg jest Mistrzem Stworzycielem, Mistrzem Fizykiem, Mistrzem Biologiem, jest tym, który skomponował życie na Ziemi, to ta piękna Istota zna każde źdźbło, każdy chwast, każdy liść, każde ziarnko piasku na Ziemi w sposób nieliniowy, wielowymiarowy, jako Stwórca Wszechrzeczy. Nie możecie więc powiedzieć, że właśnie teraz odkryliście, że Bóg was kocha! Zaraz wam powiem, co teraz odkrywacie. W Jedności ze Wszystkim Co Jest odkrywacie, że wszystko was kocha!
Czy znacie jakiegoś zagorzałego miłośnika natury, takiego eko-wariata? [tutaj Kryon używa pejoratywnego określenia „tree hugger”, dosł: „przytulacz drzew”- przyp. tłum] Oj, przepraszam, w naszym gronie siedzi ich kilku! [Śmiech na sali] być może nawet byliście takimi eko-wariatami długo, zanim odkryliście cokolwiek, co można uznać za duchowe. Być może to właśnie wy twierdzicie, że dla was kościół to las. Tak się to wszystko zaczyna... udając się do lasu czujecie tam bezwarunkową miłość stworzenia do stworzenia... świta wam, że stanowicie część całego ekosystemu i przechodząc blisko drzew, niektórzy z was wyczuwają ich świadomość, odwieczność, drzemiącą mądrość Matki Natury i będąc w lesie mówicie : „Jestem w domu! Czuję, że tutaj jest moje właściwe miejsce, jestem integralną częścią tego wszystkiego.” Natura więc stanowi wasz kościół. I wcale się nie mylicie! Tak zaczyna się zrozumienie jedności.
Jeśli zapytać eko-wariata: „Czy las cię kocha?” to odpowie wam: „Właśnie dlatego tam chodzę! Tak! On mi daje ukojenie, dobrze mi się tam oddycha, czuję emanującą zewsząd miłość.” Nawet, gdyby eko-wariat nie był zbytnio uduchowiony to powiem wam, że i tak to, co w lesie czuje, to miłość Boga! Jak więc wytłumaczyć moment Aha! - nagłe uzmysłowienie tego, iż miłość , którą żywi do was Bóg to także miłość , którą żywi do was każda cząstka materii we Wszechświecie? Eko-wariacie, wchodząc do lasu doświadczasz czegoś i dobrze o tym wiesz! To doświadczenie nie tylko świadczy o tym, że stanowisz jedność z przyrodą, ale także, iż owa przyroda się o ciebie troszczy. Natura troszczy się o swoje dzieci, więc kiedy idziesz do lasu, nie mówi ci: „Trzymaj się z daleka, boś jest zły!” Nie, las cię gościnnie wita.
Drzewa oddychają dając wam tlen. Jednym z najwspanialszych przeżyć jest odwiedzenie lasu deszczowego ponieważ, jak o tym już wspominaliśmy, najwięcej tlenu produkują właśnie mchy. Na świecie jest o wiele więcej mchu niż liści. W lesie deszczowym mchy obrastają pnie drzew i kiedy się tam wchodzi to samopoczucie od razu się poprawia. Czujecie się odurzeni tlenem. Skąd tyle tlenu? Kochani, przecież on jest wam niezbędny do życia. Zatem las was dotlenia, drzewa was gościnnie witają.
Gdybyście więc mogli to upojne uczucie przenieść tam, gdzie mieszkacie na co dzień, tam, gdzie być może ciężko nawet o skrawek zieleni, nawet jeśli stopami zamiast ziemi, dotykacie beton, to nawet wtedy możecie jednocześnie być w lesie! Bowiem powietrze, którym oddychacie pochodzi z drzew rosnących w lasach pokrytych mchem. Biorąc wdech, powietrze wam mówi: „Znam cię i cię kocham, trwasz w jedności ze wszystkim co jest.” A to przecież stanowi część Źródła Stwórczego!
Czy potraficie więc zrozumieć jedność do tego stopnia, aby posiąść zrozumienie tego, iż miłość Boga jest tożsama z miłością, którą żywi do was każda cząstka materii? Bowiem ona należy do Stwórcy, który zna was po imieniu! To dlatego tak często powtarzamy wam, którzy oglądacie Boga jakby w zwierciadle, niejasno, malując Go jedynie w oparciu o własne doświadczenia, że taki Bóg staje się wtedy rodzicem, charakter którego przybiera rysy waszych własnych rodziców. Dlatego na przestrzeni całej historii pojmujecie Boga jako posiadającego ludzkie cechy rodzica. To jest najlepsze, na co was stać, bowiem nie potraficie sobie wyobrazić nic ponad to. Rezultaty takiego obrazu widać wszędzie i wiele religii przedstawia Boga jako dysfunkcyjnego rodzica. I tak Bóg, który kocha was ponad wszelką miarę staje się tym, który karze was ponad wszelką miarę. To bezsens. Mówiąc tak wcale was nie osądzamy, bowiem ten obraz pochodzi ze starszej energii, zanim ludzka sfera duchowa zaczęła się rozwijać na tyle, abyście zaglądając za zasłonę mogli Go zobaczyć trochę wyraźniej.
Pierwsze, co za zasłoną ujrzeliście to wcale nie był gniew, lecz światło. Zebranych na tej sali/czytających ten przekaz często się krytykuje za wiarę. Niektórzy oskarżają was o brak konkretów; bowiem nie macie ani proroka, ani doktryny! Według nich więc bujacie w obłokach w jakiejś wyimaginowanej krainie wiecznej miłości... I niech was Bóg za to błogosławi, bujacze w obłokach! [Śmiech na sali] Bowiem taki bujacz w obłokach staje się następnie już nie tylko eko-wariatem gotowym przytulać drzewa, ale tuli się do samego Boga! On zaczyna rozumieć, że prorok wcale nie jest nieodzowny, jeśli człowiek sam potrafi naśladować Stwórcę! Wtedy wcale nie paradujecie jak bożki lecz tworzycie jedność Boga Jedynego i bierzecie czynny udział w Jego pięknie. Mądrość pochodzi właśnie z takiego uczestnictwa w pięknie Jedności i zaczyna się rozrastać.
Trzydzieści lat temu Lee zupełnie nic nie wiedział o dniu dzisiejszym. W międzyczasie więc, wzrastając, musiał się nauczyć jak schodzić sobie samemu z drogi, musiał się nauczyć jaka jest różnica między informacją natchnioną a podszeptem ego. Musiał się nauczyć jak zachować własną tożsamość podczas przekazu natchnionego. I jego metoda zachowania tożsamości jest zupełnie inna od tej, która jest właściwa każdemu z was, kochani. Lee odczuwa proces przekazu jako wlewającą się weń miłość, której wartki strumień niemalże pozbawia go możności mówienia. Kiedyś proces otrzymywania przekazu pozbawiał go zdolności myślenia, Lee więc rozpoczął od zapisywania przekazów, bowiem to mu się wydawało najbezpieczniejsze. Obawiał się, co na to powiedzą ludzie. Kiedy nareszcie zdobył się na publikację książek, to nazwisko autora umieścił na tyle okładki drobnym drukiem, żeby nikt nie zauważył. On się po prostu bał. Zanim się pozbył lęku, minęły całe lata. [W procesie channellingu] wszystko,co ludzkie musi ustąpić, a to zabiera czas i tego się trzeba nauczyć. Zaraz wam powiem, co się dzieje dalej. Po pewnym czasie ciało zaczyna rozumieć, o co chodzi.
Kochani, czy rozumiecie, że z chwilą, kiedy rozpoczynacie proces oświecenia, wasze ciało wie, co robicie? Stwórca stworzył każdą jego komórkę, a wzorzec Stwórcy przecież tkwi w waszym wnętrzu. Wrodzona mądrość ciała zna zatem i Boga i Wyższe Ja. Wszystko, co według was stanowi wyższą część was samych, do zrozumienia czego, tak bardzo dążycie, stanowi także część Źródła Stwórczego. Kiedy więc rozpoczynacie proces oświecenia, ciało doskonale to rozumie i stopniowo przyzwala na coraz szersze zrozumienie. Oto, co w ciągu trzydziestu lat działo się z siedzącym przed wami na krześle człowiekiem. Po jakimś czasie Lee zaczął rozróżniać co pochodzi od niego, od jego własnej świadomości, a co pochodzi od czystej świadomości drugiej strony zasłony. Na początku to wcale nie było dla niego takie oczywiste więc i przekazywane nowiny były tajemnicze. Przekaz nie spływał naturalnie, Lee mówił z długimi przerwami między kolejnymi zdaniami.
Kiedy nareszcie zdecydował się przekazywać nowiny na żywo, przed zebraną w tym celu grupą, za każdym razem kiedy to robił, oblewał się zimnym potem. Był wtedy bardzo zdenerwowany, miał ogromną tremę; to był dla niego doprawdy ogromny wysiłek. A potem przyszedł czas, kiedy zaczęło mu iść łatwiej. Potem, kiedy nauczył się rozróżniać między własną, a czystą świadomością, ha, ha, czyli trochę ponad dziesięć lat temu, kiedy brał prysznic, [śmiech na sali] zapytałem go: „Czy jesteś gotów przejść na kolejny poziom?” Widziałem, jak moje pytanie wprawiło jego umysł na wysokie obroty oraz malujące się na jego twarzy rozczarowanie. Lee się wydawało, że już osiągnął najwyższy poziom! Ha ha ha! Pod pewnym względem, w starej energii być może i tak było, ale powiedziałem mu, że na następnym poziomie następuje zlanie, dzięki któremu zawsze jesteśmy w stanie natchnienia. To jest trochę inny rodzaj natchnienia niż ten, któremu się obecnie przysłuchujecie. To jest stan bytu, w którym człowiek żyje jedną nogą po jednej, a drugą po drugiej stronie zasłony. Tak żyjąc postrzega się ludzi w zupełnie inny sposób. Dzięki takiemu zlaniu się, Lee nie musi tak ciężko pracować, aby wejść w odpowiedni trans, gdzie ego na stałe siedzi sobie na tylnym siedzeniu i choć czasem irytuje, to nigdy nie przejmuje kierownicy. Oto jak obecnie do was przemawiam, właśnie dzięki takiemu zlaniu.
Co do procesu otrzymywania przekazu natchnionego zawsze zadajecie bardzo liniowe pytania typu: „Jak się robi to, czy tamto, co mam zrobić z dwoistością?” nigdy nie rozumiejąc, że się po prostu nadmiernie wysilacie. W celu otrzymania przekazu nie musicie robić prawie nic! Jedynie zaakceptować to wspaniałe zlanie się, które nadchodzi samoistnie, poprzez rozwój świadomości oraz dzięki wrodzonej mądrości ciała. Wtedy wasze własne Wyższe Ja na stałe się do was wlewa. Ha ha ha.
A wiecie, co to takiego medytacja? To inaczej wysiłek w celu dotknięcia tej części was samych, dzięki czemu spowalniacie proces starzenia, bowiem w medytacji oddychacie bardziej poprawnie i dobrze wiecie, że im dłużej potraficie wytrwać w medytacji, tym lepiej! To, kochani było bardzo poprawne w starej energii. Prawda w dobie obecnej wygląda inaczej i zaraz ją wam powiem. Medytacja to nic innego jak sposób na dotarcie do zlania się na stałe z własnym Wyższym Ja, podobnie jak Lee teraz ze mną. Każdy z was to może osiągnąć i to bez niczyjej pomocy! Zlewając się z własnym Wyższym Ja nie trzeba się już wysilać, tak jak w medytacji, aby ten stan medytacji utrzymać. Ot, wstajecie rano i już jesteście połączeni, kładziecie się spać połączeni. Bowiem po jakimś czasie dochodzicie do wprawy i zawsze jesteście w stanie ciągłej uważności, wiedząc dokładnie, co się dzieje w waszym otoczeniu jednocześnie będąc połączonym z drugą stroną zasłony.
Zwracaliśmy się do tych, którzy nazywają siebie New Age, aby przestali ludzi odpychać i zaprzestali szczycić się swą innością. Wiem dobrze, dlaczego tak robicie, chcecie bowiem, żeby was zostawiono w spokoju. Robicie tak, aby móc wyznawać Boga we własny sposób, aby po swojemu zgłębiać własną sferę duchową bez konieczności naginania się do innych. Jak już wam to nie raz wspominaliśmy, jeśli zaakceptujecie zlanie się z własnym Wyższym Ja, to przestaniecie być poczytywani za dziwaków. Nie tylko będziecie wtedy zupełnie normalni, ale wybiegniecie daleko poza normę! Podniesie się wasz współczynnik miłości daleko ponad ten, który posiada większość ludzi, w oczach większości więc będziecie odbierani jako kochający, mądrzy i bezpieczni ludzie. Wspólną cechą wszystkich Synów Bożych jest to, że odbierano ich jako bezpiecznych. Do nich można się było zawsze i ze wszystkim zwrócić, ludzie pragnęli przebywać w ich otoczeniu. Mistrzowie z nikim nie wchodzili w konkurencję na poglądy. Oni wszyscy posiadali coś wspólnego, mianowicie, umieli słuchać! Ci, których wysłuchiwali wiedzieli, że są przez nich jednocześnie zrozumiani i kochani.
Tak wygląda Nowy Człowiek. Eko-wariat tego jeszcze w sobie nie ma, choć doprawdy niewiele mu brakuje. Niewierzącemu w sferę duchową eko-wariatowi nic nie brakuje! Wystarczy mu tylko dać wiedzę o tej sferze, o duszy, która jest częścią Wszystkiego co Jest i wtedy już wiadomo, dlaczego las się z nimi wita, kiedy doń idzie. Czy wiecie, że Gaja została stworzona specjalnie dla was? Niektórzy są zdania, że to właśnie człowiek jest najgorszym, co Gaję spotkało! Ha ha ha! Przejdzie wam! Nauczycie się na czym polega partnerstwo z nią i przestaniecie ją zanieczyszczać. Powinniście jednak pamiętać tę prawdę, iż Gaja została stworzona specjalnie dla was. Ona jest waszą najlepszą przyjaciółką i jest niesamowicie bliska waszemu Wyższemu Ja, które tak bardzo pragniecie dotknąć.
Kończąc niniejszy przekaz, pragnę wam przekazać pewną wiedzę i mądrość, która brzmi następująco: Każdy z was jest częścią systemu piękna tej Ziemi, nigdy nie rodzicie się tutaj, aby cierpieć. To w starej energii was tak nauczano, bowiem to było wszystko, co wtedy wiedziano. Stańcie się tymi, którzy rozpoczną coś nowego. To coś nowego polega na staniu się samowystarczalnym, świadomym Boga wewnątrz, żyjącym w jedności ze wszystkim człowiekiem, co z kolei przywiedzie was do mądrości i zrównoważenia, dzięki którym odpadną od was zmartwienia i niepokój o własne przetrwanie, one muszą na zawsze znaleźć się na tylnym siedzeniu, bowiem to, czym pod wpływem zlania się z Duchem będziecie emanować - jest piękne i oparte na świetle. Tak będzie wyglądać wasza nowa normalność. Obecnie na Ziemi, światło ruchem wahadłowym wychyla się od ciemności ku światłu, oświetlając po drodze wiele niestosownych rzeczy. Niechaj to samo stanie się i w was, niech światło wskaże niestosowności w waszym życiu tak, aby było wam łatwo je odrzucić jak gorący kartofel! Abyście zmienili kierunek, bowiem teraz pójdzie wam z tym łatwiej, każda komórka ciała was w tym wesprze, tak samo jak wesprze was każde drzewo, powietrze, którym oddychacie oraz całe Stworzenie! Niech tak się stanie. Opuśćcie to miejsce, stając się innymi, niż doń przybyliście.
I tak jest.
Kryon

Tłumaczyła: Julita Gonera
Edytor: Jadwiga Fedynkiewicz

wtorek, 20 sierpnia 2019

Poniżej druga z pięciu polskich transkrypcji przekazu Kryona na temat lemuryjskiego Koła Nauki.

Obraz może zawierać: góra, ocean, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

http://audio.kryon.com/en/Far%20fetched%20Reality%20TW2.mp3
Poniżej druga z pięciu polskich transkrypcji przekazu Kryona na temat lemuryjskiego Koła Nauki.

Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze służby Magnetycznej. Zgromadzona przede mną grupa słucha o tym, co się działo na Lemurii. Niniejszy, to drugi przekaz z serii pięciu na ten temat. Kiedy rozmawiamy o zagadnieniach, które stanowią dla was pewną zagadkę, kiedy opowiadamy wam o bardzo odległej przeszłości, na prawdziwość której na razie nie posiadacie żadnych dowodów, wszystko o czym mowa możecie potraktować jako mitologię. Każdy, kto przez przypadek natrafi na niniejszy przekaz o Lemurii założy z góry, że wszyscy, którzy posiadają ezoteryczne inklinacje są do siebie bardzo podobni. Biorąc za prawdziwe coś, co nigdy nie miało miejsca w historii ludzkości, zbierają się razem w krąg i sobie śpiewają. Im się wydaje, że to wy! Wystarczy się tylko popytać kilku osób. Im się wydaje, że na wytłumaczenie wielu z tych rzeczy, w prawdziwość których wierzycie, nie ma żadnych dowodów.
Kochani, oto co pragnę wam dzisiaj powiedzieć. Powód dla którego nauczamy was o tym, jest taki, żebyście potrafili zrozumieć jak bardzo Duch, Bóg, Stwórca, was czci. Nie interesuje nas przekazywanie informacji o historii, która nigdy nie miała miejsca tylko dlatego, żeby wam poprawić samopoczucie. Nie mamy zamiaru opowiadać wam bajek, ani mitów, żeby podbudować wasze samopoczucie. To, że istnienia Lemurii nie sposób dowieść, wiąże się z innymi zagadnieniami, które obecnie także nie posiadają na swe istnienie żadnego dowodu. Tak będzie dopóki, dopóty nie zaczniecie kopać głębiej niż dotychczas... tak będzie, dopóki geolodzy nie dostąpią olśnienia, co doprawdy się na tej planecie działo, zamiast snuć przypuszczenia w oparciu o to, co na razie daje się zobaczyć oraz jakie przyjmujecie założenia. Innymi słowy, pragnę teraz zwrócić się do wszystkich, którzy interesują się nauką z prośbą, aby wydostali się na moment ze swoich szufladek, aby odłożyli na stronę wszystko, czego się w tych szufladkach nauczyli na temat tego, co faktycznie mogło się na Ziemi dziać.
Istnieje wspaniała, nawet jeśli to tak można określić, czarująca informacja o historii ludzkości, której jeszcze nie zdołaliście odkryć. Przyczyną tego po części są grupy zorganizowanych wierzeń rozsiane po całej Ziemi, które od swych zwolenników wymagają członkostwa i dowodu przynależności. W każdej z takich grup czuć miłość Boga, bowiem ona wam wszystkim kochani, towarzyszy zawsze i wszędzie. To ciekawe, że grupy, których możecie być członkami, z uporem biorą was na stronę mówiąc: „Pamiętajcie, to my jesteśmy tymi wybranymi, którzy wierzą poprawnie!” Kiedy coś takiego słyszycie, to powinniście natychmiast wstać i wyjść. Miłości bożej nie da się ograniczyć żadnymi regułami, czy przykazaniami. Nikt tego nie potrafi, bowiem owa miłość jest większa niż wszystko, co sobie potraficie na ten temat wyobrazić.
To, co się na Ziemi działo jest wspaniałe! Zamysł, że na Ziemię przybyli Plejadianie i odmienili wasze DNA choć może się wydawać wydumany i obecnie nie do udowodnienia, za 50 lat będzie w podręcznikach szkolnych! Nie ma innego wytłumaczenia na to, skąd się tutaj wzięliście. A może Plejadianie sami tutaj przybędą, aby dostarczyć wam tego dowodu? Stanie się tak, jeśli do tamtego czasu przekroczycie następny próg dojrzałości świadomości, który wykaże, iż ludzie już więcej nie będą ze sobą wojować i będą gotowi na kolejne Przebudzenie. Spotkacie się ze swoją gwiezdną rodziną! Do tego spotkania musi dojść! Tak jest zawsze; takie spotkania są nieuniknione, kiedy jesteście na nie gotowi. A Będziecie gotowi, kiedy posiądziecie wyższy stopień świadomości istot ludzkich wyglądem zupełnie przypominających was samych, które nie posiadają zaszufladkowanego systemu wierzeń według którego można zabić, kiedy ktoś nie wyznaje wiary poprawnie. Te szufladki mogą pozostać, ale muszą osiągnąć wyższy stopień świadomości, dzięki któremu będą mówić: „Jesteśmy jednością i wiemy, że istnieje wiele sposobów na oddawanie czci Bogu wewnątrz każdego z nas. My robimy tak, jak dyktuje nam nasza kultura, oni czczą Go według ich tradycji. Czyż to nie wspaniałe, że kochamy Boga i każdy z nas czci Go we właściwy sobie sposób?” To jest dopiero dojrzałość! To jest dopiero dojrzałość!
Kochani, obecnie nie posiadacie jeszcze takiej dojrzałości. Niemalże wszystkie religie tej planety wierzą w miłość Boga; to dlatego tak kurczowo się trzymają doktryn wiary, bowiem im się wydaje, że jako jedyni mają rację, powołując się na cuda obecne w ich religii. Gdyby się jednak rozejrzeli, to zauważyliby, że i w innych religiach cuda się zdarzają tak samo. A gdyby wszyscy się temu dokładnie przyjrzeli, to byście zauważyli, że cuda zdarzają się w każdym zorganizowanym systemie wiary. Bowiem kochani właśnie w ten sposób się do was odnosimy: poprzez cześć i piękno oraz możliwość darzenia was dobrymi i dobroczynnymi rzeczami. I tak się dzieje w każdej zorganizowanej religii. Członkowie tych religii, zbyt mało się rozglądają dokoła, aby zauważyć, że tak jest wszędzie.
Pewnego dnia jednakże i to się odmieni i zaistnieje w bardzo dobroczynny sposób poprzez olśnienia, których doznają niektórzy przywódcy, ponieważ takie zamysły do siebie dopuszczą. Tylko to sobie wyobraźcie! Weźmy na przykład przywódcę największego systemu wiary na Ziemi. Ten przywódca powinien obecnie doświadczać pewnych zmian! Przywództwo tego systemu wiary powinno w tej chwili przejść na inny tor. I to się stało! Czy zauważyliście? Czy zauważyliście dokąd ta organizacja zmierzała, a przecież jej przywódca został zastąpiony nowym papieżem! Czy wam się wydaje, że to był przypadek ? Wam się wydaje, że to wszystko przypadki, że to, o czym mówimy to zbieg okoliczności, a przecież to podają w waszych serwisach informacyjnych!
Geolodzy. Posłuchajcie! Jakie wydarzenie zmusiło was do rewizji wszystkiego, co się wam wydawało, że wiecie na temat tego, jak długo trwają zachodzące na planecie procesy geologiczne? Wielu z was doświadczyło w waszym życiu erupcji wulkanu Mt. St Helen [1980r – najbardziej katastroficzna erupcja w historii USA – przyp. tłum] Ta erupcja zmieniła wszystko, czego was nauczano do tej pory i dobrze o tym wiecie. Jeśli słuchacie mego przekazu, to wtedy już żyliście na Ziemi i dobrze wiecie, co się wtedy stało. Wam się wtedy wydawało, że pewne procesy trwają tysiące lat zanim dochodzi do erupcji. Wam się wydawało to i owo na temat tego, jak powoli zachodzą pewne rzeczy, a tutaj byliście świadkami tego, jak to samo, o czym się mówiło, że może trwać tysiące lat wybuchło w oka mgnieniu! To wam dało do myślenia, że być może, zanim ludzkość pojawiła się na Ziemi, procesy geologiczne zachodzące na jej powierzchni zachodziły według zupełnie innego paradygmatu niż to się wam wydawało.
Niestety, posiadacie pewne uprzedzenia, według których obserwowane przez was zjawiska traktujecie jako coś, co się dzieje po raz pierwszy właśnie teraz! Dlatego następnie mówicie: Tak długo woda drąży pewne skały, tyle trwa proces erozji, a tyle trwa sedymentacja...” zupełnie nie rozumiecie, że zanim się tutaj znaleźliście, rzeczy wyglądały zupełnie inaczej.
Lemuria istniała naprawdę. Jak wcześniej była o tym mowa, była rezultatem wybrzuszenia bańki magmy pod płaszczem litosfery w jednym z miejsc na tej planecie, gdzie istnieje wzmożona aktywność wulkaniczna. Gromadząca się magma nigdy nie wydostała się na zewnątrz, zamiast tego w miejscu, które obecnie nazywacie Hawajami miały miejsce boczne erupcje, bańka magmy jednak rosła i rosła i wypiętrzyła Hawaje do tego stopnia, że stały się jednym wielkim wypiętrzonym masywem górskim. Ten obszar był już wtedy wulkanicznie aktywny, a wszystko to miało miejsce zanim się tutaj pojawili ludzie. Lemuria istniała bardzo długo jako góra Mu piętrząca się w środku Oceanu Spokojnego i stanowiła jego charakterystyczny punkt. Wypiętrzenie Hawajów nie stało się za sprawą tarcia płyt kontynentalnych, ale właśnie było rezultatem wybrzuszenia litosfery w gorącym, aktywnym wulkanicznie miejscu Ziemi. Ta bańka w końcu się skurczyła. Zanim jednak tak się stało, napierw zaczęła się powiększać i to właśnie wtedy miały miejsce boczne erupcje. Lemurianie się ich bali i zaczęli opuszczać swój dom. Góra Mu topiła się powoli; tak potoczyły się losy Lemurii, która była obszarowo stosunkowo duża i bardzo wysoka, o czym zresztą już wam bardzo dokładnie tłumaczyliśmy w szeregu przekazów na ten temat. Wtedy także opowiadaliśmy jak wyglądało wasze życie i czego was tam uczono. [Polskie transkrypcje całości przekazu Kryona o życiu na Lemurii znajdują się na stronie Dr. Amber Wolf, a link do niej w dokumentach niniejszej grupy – przyp. tłum] mimo tego niektórzy wciąż powtarzają: „To wszystko jest nie do wiary; nie wierzę, aby Lemuria kiedykolwiek istniała!”
Lemuria choć zatonęła, to wcale nie zniknęła z powierzchni Ziemi, stając się archipelagiem znanym w dobie obecnej jako Hawaje. Kochani, Lemurianie nie wiedzieli, co się stanie z ich domem, nie wiedzieli, że nie zniknie w toni oceanu. Tylko garstka pozostała na miejscu, reszta się ewakuowała. Ci, którzy pozostali, zostali obdarzeni pewną spuścizną, choć być może nie zdają sobie z tego sprawy. Gdzie szukać bezpiecznego miejsca na wyspie, która się nieprzerwanie kurczy, będąc zalewana, w rezultacie czego kontynent MU na oczach staje się archipelagiem? Gdzie wtedy byłoby najbezpieczniej? Takie miejsca były w dolinach i szczelinach jak najdalej od brzegu! Lemurianie więc uciekali w głąb i szukali schronienia w górach, przyglądając się jak woda pochłaniała coraz więcej lądu. To, co było stokiem górskim, raz po raz szybko zamieniło się w plażę, choć wciąż było dokąd uciekać.
Najwięcej z tych, którzy przeżyli zatopienie Lemurii znalazło się w miejscu, które obecnie nosi nazwę Kauai. Kochani, wyspa Kauai do dzisiejszego dnia jest pod ochroną! Jest chroniona przed inwazją, przed.... nazwijmy to niestosownym wykorzystywaniem ziemi; jest więc chroniona na wiele sposobów. Nie wiem, czy to zauważyliście, na przykładzie [huraganu] Inki. [1992] Ile znacie przykładów huraganów, które w ostatnim momencie robią skręt o 90 stopni? Mieszkańcy Flordy dobrze się orientują jak się śledzi huragany i przewiduje ich trasy, klimatolodzy wam wytłumaczą, że żaden huragan się tak nie zachowuje, a przecież w przypadku Kauai właśnie tak było! Wiele razy w historii tak było, że pozostałości świętej Lemurii były specjalnie chronione tak, jak to było podczas huraganu Inki.
Kochani, Kauai jest najbardziej „lemuryjska” z całych Hawajów. Zapytajcie o to Mele’ha, [Dr. Amber Wolf—przyp. tłum] która tam umarła. W podaniach odziedziczonych po starożytnych Przodkach, Hawajczycy opowiadają o Menehune, pewnych mitycznych istotach zamieszkujących szczeliny i zbocza oraz pewne fragmenty wybrzeża i miejsca w morzu, niedostępne turystom. Menehune to Plejadianie, którzy pozostali na Lemurii i mówi się o nich jako o istotach magicznych, bowiem wciąż posiadają swoje magiczne cechy. Mieszkają tam od tak bardzo dawna, że nawet dzisiaj Hawajczycy opowiadają o dolinach przez nich zamieszkiwanych.
Na istnienie Góry Mu nie ma obecnie żadnego dowodu. Jednakże geolodzy, gdybyście mogli udać się wzdłuż poboczy tej zatopionej góry poniżej powierzchni wody, to tych dowodów wcale nie trzeba szukać zbyt głęboko, być może wystarczy zejść tylko na głębokość 600-700 stóp [183 – 213m] bowiem musicie dotrzeć do głębokości poniżej najniższego w historii poziomu wody, który wynosi ok. 400 stóp [122m] musicie dotrzeć do poziomu, o którym z historii wiadomo, że nigdy tam nie było żadnego lądu, gdzie wam się wydaje, zawsze była tylko woda. To właśnie tam możecie znaleźć lawę, która świetnie pewne rzeczy zachowuje.... Jeśli zaczniecie wiercić w odpowiednim miejscu, to dostaniecie się do skał osadowych, które narastały na szelfie tysiące lat. Gdybyście posiedli techniczne możliwości takiego odwiertu, to byście znaleźli dowód na to, co mówię, znaleźlibyście ślady zachowanej przez lawę roślinności, której tam nie powinno być. Mowa o roślinności, nie o ropie naftowej. Lawa świetnie to wszystko zachowuje, otulając dokładnie tak, jak wtedy rosło. Być może kiedyś zdobędziecie takie możliwości techniczne, dzięki którym będziecie mogli lawę przeanalizować i wtedy powiecie: „Wygląda na to, że ten teren kiedyś był wypiętrzony znacznie wyżej!” Jeśli tak się stanie za waszego życia, to pragnę, kochani, abyście sobie wtedy przypomnieli dzisiejszy przekaz! Być może wtedy uwierzycie w to, co wam mówimy o wspaniałości istoty ludzkiej, że to prawda a nie żadna bajka, oraz że nie opowiadam tego tylko, aby rozerwać dziwaków z New Age.
Wasza nauka nadgoni zaległości poznawcze i to, co niegdyś było nie do wiary, zostanie udowodnione. A to wszystko zaczyna się właśnie teraz! Problem, jaki w związku z tym może się pojawić to to, że o tym nie będzie się nauczać w szkołach, chyba, że znajdą się ludzie postępowi, którzy pomyślą o tym, aby to zmienić i te zmiany wprowadzą w życie. Zmiany edukacyjne zachodzą chyba najwolniej, wolniej nawet od zmian w życiu politycznym! Ha ha! Przed wami więc pewne zadanie. Stare dusze na tej sali dobrze wiedzą, do kogo się obecnie zwracam, macie pewne zadanie, aby podążać za tymi odkryciami i je następnie zaprezentować szerszej publiczności, tak, aby dowiedzieli się o tym przeciętni ludzie. Zapomnijcie o publikacjach naukowych oraz o całym rygorystycznym procesie, któremu takie publikacje są poddawane. Uwierzcie mi, kiedy zwykli ludzie zaczną używać wynalazków, o których wasze rządy mówią, że są niemożliwe, to wieść o nich rozpropagujecie szybciej zwracając się bezpośrednio do szerokiej publiczności, pomijając środowiska akademickie, czy procesy, którym poddaje się publikacje naukowe. Od razu publikujcie w Internecie i zachęcajcie wszystkich do wzięcia udziału w pewnych doświadczeniach i eksperymentach. W ten sposób zawstydzicie świat akademicki. Jeśli zaś z odkryciami zwrócicie się najpierw do uczelni, czy do rządów, to wieść o tych odkryciach dotrze do publicznej wiadomości za dziesiątki lat! Jeśli zaś się od razu zwrócicie do ludzi, to zaczną pewnych rzeczy używać, zanim ich istnienie zostanie potwierdzone przez rządy i zarządy [akademicke]. Tak wygląda nowy paradygmat rozpowszechniania informacji i dobrze wiecie, jak go używać. Od tego macie Internet i media społecznościowe, które właśnie dlatego tak szybko się rozwinęły, aby umożliwić planecie szybszy dostęp do informacji oraz naukowców, którzy się nie boją tych narzędzi używać, nie obawiają się utraty posady na uczelni, którzy tworzą grupy i zespoły naukowe, nie w celu zdobycia nagrody, ale w celu rozwiązania pewnych ważnych zagadnień. To już się dzieje, oczekujcie tego.
Obecne czasy szybko się zmieniają, Lemuria istniała jako wyspa, jako nieduży kontynent i tam się działo wiele pięknych rzeczy. Jako ludzkość, jako społeczność, byliście wtedy bardzo, bardzo młodzi. Kochani, a obecnie, wychodzicie dopiero co z niemalże średniowiecznej ciemności. Będziecie świadkami przemian, które, jak was uprzedzaliśmy, mogą zaszokować, wprawić w zdumienie, ale stare dusze mimo wszystko zdobędą się na uśmiech i przyglądając się temu wszystkiemu powiedzą: „Tak, na to czekaliśmy, nadchodzi początek początku!”
Ciąg dalszy nastąpi za chwilę.
I tak jest.

Tłumaczyła: Julita Gonera
Edytor: Jadwiga Fedynkiewicz

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Przekaz dla Kręgu to swoisty ósmy świąteczny podarek i gorąco zachęcam zarówno panów jak i panie do przeczytania i przypomnienia!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 Kochana świetlana Rodzino, poniżej zamieszczam dwujęzyczny tekst nowej piosenki przekazanej Mele'ha (Dr. Amber Wolf) przez Gwiezdne Matki w dzień przesilenia zimowo/letniego (21 grudnia, 2018) oraz daję znać, że polska transkrypcja przekazu skierowanego do Kręgu Sióstr Lemuryjskich, spotkanie którego odbyło się 15 grudnia, 2018 w Miami za parę godzin ukaże się pod następujący adresem: https://amberwolfphd.com/lemurian-sisterhood/ls-audio-and-transcripts/ls-transcripts-polish

Przekaz dla Kręgu to swoisty ósmy świąteczny podarek i gorąco zachęcam zarówno panów jak i panie do przeczytania i przypomnienia!


 Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz


http://audio.kryon.com/en/The%20Seven%20Gifts%20part%20two-%20Miami-18.mp3

Poniżej polska transkrypcja drugiej części przekazu Kryona z Miami pt. "Siedem świątecznych podarków". Miłego darzenia!

Witam was kochani! Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej. Niniejszy przekaz stanowi część drugą przekazu zatytułowanego przez nas „Siedem świątecznych podarków”. Rozpoczęliśmy od podarków jeden, dwa i trzy, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo praktyczne i wymagają, abyście wzięli wolne. Jak mówiliśmy wcześniej, kolejne cztery podarunki będą bardziej ezoteryczne.
Na wstępie małe przypomnienie. Okres świąt to wspaniała pora dawania i otrzymywania prezentów i nie jesteście jedyną kulturą, która celebruje takie święta. Podczas ostatniego przekazu wspólnie doszliśmy do wniosku, że wy także powinniście coś podarować sobie samym i to nie tylko jeden podarek, ale siedem! Ta liczba jest celowa, bowiem siedem od zawsze symbolizuje zmianę i boskość. Oczywiście, siedem niekoniecznie od razu kojarzy się ze zmianą, ale zawsze kojarzy się ze świętością. Uzmysłowienie własnej boskości często prowadzi do przemiany! Zatem liczba siedem bardzo często przewija się wszędzie tam, gdzie na przestrzeni historii macie do czynienia z boskością. Nie zapominajmy, że liczba siedem występuje w opowieści o historii stworzenia: mamy Siedem Sióstr! Prezentujemy więc listę siedmiu podarków i jak wcześniej mówiliśmy, rzucamy wyzwanie, abyście podarowali sobie te wszystkie podarki, gdyż dzięki nim możecie się odmienić.
Zastanówcie się jak dawno temu - tak naprawdę - podarowaliście coś sobie samym? Z dzisiejszej serii czterech, trzy podarki będą ezoteryczne i jeden praktyczny, ale żadne z nich nie są łatwe. W pierwszej części przekazu mówiliśmy wam, że pierwsze trzy podarki wymagają, abyście wzięli dzień wolny. Dla niektórych to samo w sobie stanowiło pewną trudność. Aby podarować sobie dzisiejsze cztery podarki, nie potrzeba brać wolnego, ale one raptem mogą się okazać trudniejsze! Te podarki okażą się trudniejsze i za chwilę się przekonacie, dlaczego. Samo wyzwanie tkwi w tym, aby je sobie podarować. Pamiętajcie, że to są podarki od was dla was. Żadnego z tych siedmiu nie można podarować komuś innemu, każdy z nich jest wyłącznie dla was samych.
Podarek numer cztery: Dzień Synostwa Bożego [zwanego potocznie - choć nieściśle - Mistrzostwem - przyp. tłum.]. Pragnę wam ten dzień opisać bliżej, bowiem będziecie się musieli do niego trochę przygotować. Kochani, mówiliśmy, że każdy z was już posiada Synostwo Boże wewnątrz, ale często ten fakt przysłania wiele rzeczy takich jak: nawyki oraz kultura, w której żyjecie; innymi słowy, wszystko to, do czego jesteście przyzwyczajeni, czego was nauczono, plus natura ludzka. Wszystkie te rzeczy wchodzą w skład przyczyn, przez które ciężko wam zauważyć własne Synostwo Boże, a przecież wy się z nim rodzicie! Każdy z was się rodzi wspaniały i za sprawą wolnego wyboru może podążać w kierunku, który sam sobie wybierze. Jak więc wyglądałby dzień w życiu Syna Bożego? Tutaj nie chodzi o przykład z waszej historii, ale o przykład dnia codziennego, współczesnego Syna Bożego.
Już od samego początku naszej dyskusji niektórzy odpowiedzą mi: „To nie dla mnie, to na pewno dotyczy innych!” Ha ha! Tylko się przyjrzyjcie, jak się zmieni wasze życie, kiedy choć na jeden dzień zmienicie podejście do samych siebie! Budzicie się rano i mówicie: „Ja jestem wspaniały. Na wszystko, co mnie dzisiaj spotka spojrzę oczami własnego Wyższego Ja i będę się zachowywać jak Syn Boży! We wszystkim, co mnie dzisiaj spotka, będę się doszukiwać Boga, miłości i miłosierdzia i za każdym razem kiedy tak będę postępować, stanę się trochę młodszy, bowiem tak działają miłość i miłosierdzie; one spowalniają proces starzenia i wpływają na wszystkie procesy komórkowe.” Nawet lekarze mówią, że ludzie w nieustannym stresie skracają sobie życie a ci, którzy okazują miłość i są miłosierni - żyją dłużej.
Być może wasz dzień zwykle zaczyna się wcześnie, ale nie bierzcie wolnego, róbcie tego dnia to, co zawsze. Na przykład jedziecie na zakupy, albo do pracy i na ulicach panuje duży ruch, ktoś zajeżdża wam drogę, coś do was wykrzykuje, trąbi i gestykuluje w waszą stronę. Jak się człowiek zwykle zachowuje w takiej sytuacji? Pragnę żebyście tego nie pamiętali i zamiast tego, byście spojrzeli na tę osobę inaczej; bądźcie wobec niej miłosierni, być może ma ciężki dzień, tak samo jak i wam to się czasem zdarza. Oto, w jaki sposób pragnę, abyście się na takich ludzi tego dnia patrzyli. Wtedy nie będziecie reagować automatycznie trąbiąc, czując się winnym, albo znieważonym, bowiem wszystko, co będziecie czuli, to obecne wewnątrz was Synostwo Boże. Wtedy, nawet nie znając ludzi, ani jak się nazywają widzicie ich otoczonych złotym światłem, które sami tworzycie i im posyłacie. Czy już się zaczynacie domyślać, dokąd zmierzam? Kto was w domu najbardziej drażni? Ha ha ha!... A tutaj, choć na jeden dzień raptem, zaczynacie to wszystko postrzegać inaczej i odmawiacie bycia poirytowanym! „To mnie nie rozdrażni ani zirytuje, bowiem wewnątrz mnie żyje Synostwo Boże! Jestem wspaniały w miłości.” Patrząc więc na wszystkich, którzy w domu, czy najbliższym otoczeniu najbardziej was irytują, nagle dostrzegacie, że są zupełnie tacy sami jak wy, wtedy zaczynacie rozumieć, że oni we właściwy sobie sposób robią wszystko najlepiej, jak potrafią. Być może, że to wy sami ich drażnicie i irytujecie! Zatem, zamiast automatycznej reakcji robicie krok w tył i otaczacie ich i siebie złotym światłem. Nie zdziwcie się, jeśli ci ludzie to od razu poczują. Och, to będzie dla was doprawdy cudowny podarek, jeśli zdołacie złagodzić istniejące między wami i domownikami napięcie i rozdrażnienie tylko poprzez brak reakcji z waszej strony, poprzez miłosierną obserwację sytuacji bez jej osądzania i te osoby będą mogły to wszystko wyczytać z waszych oczu. Być może w waszej kulturze jest przyjęte, aby w podobnych sytuacjach podnosić głos, ha ha ha, a wy zamiast tego zachowacie się inaczej, dając do zrozumienia, że jesteście wspaniali i wznosicie się poza nawyki kulturowe oraz że wewnątrz was żyje Synostwo Boże!
Następnie tego dnia docieracie do pracy, a tam od razu napotykacie osobę, której nie znosicie, bowiem jest bardzo irytująca! Postępujecie z nią podobnie, jak z domownikiem. Teraz przychodzi wam to łatwiej, bo już posiadacie doświadczenie. Dostrzegacie w tej osobie samego siebie, rozumiecie, że ona idzie przez życie najlepiej jak tylko potrafi, w oparciu o własną wiedzę, a może wy też ją drażnicie, tylko nie zdajecie sobie z tego sprawy? Teraz zaczynacie otaczać siebie i tę osobę złotym światłem. Na tym właśnie polega Mistrzostwo!
A teraz coś praktycznego. Jesteście na lunchu ze znajomymi. Konwersacja przy stole zaczyna wkraczać na zwykły tor i każdy zaczyna na coś narzekać. Jedni narzekają na życie, inni na politykę, wytykając jak się sprawy toczą, a jak się powinny toczyć tak, że podczas całego spotkania słuchacie samych negatywnych rzeczy, ale dzisiaj siedzicie cicho, niczego na razie nie mówiąc. To milczenie nie jest wam właściwe więc znajomi zaczynają się dziwić, dlaczego nic nie mówicie i dobrze wiecie, że za chwilę wszystkie oczy się skupią na was i padnie pytanie: „A ty co na to? Dlaczego nic nie mówisz?” Posłuchajcie uważnie, bowiem teraz podam wam praktyczny przykład tego, jak wygląda Synostwo Boże w życiu codziennym.
Mówicie im prawdę, mówicie, że coś się wam stało, że od pewnego czasu odkryliście pewną rzecz i choć to wam zabrało trochę czasu, to teraz już wiecie, co to jest. Mówicie na przykład tak: „Kochani, zauważyłem, że kiedy narzekam, to mam niestrawność i źle się czuję. Cała negatywność świata zaczęła mi od pewnego czasu szkodzić, nawet jedzenie przestało mi smakować. Kochani, wszystko o czym dzisiaj rozmawialiście to prawda i macie rację, te sprawy powinny się odmienić, ale ja odmieniłem/am coś we własnym życiu. Za każdym razem, kiedy słyszę coś negatywnego od razu wyobrażam to sobie jako naprawione! Wszystko, o czym była mowa, wyobrażam sobie jako już poprawione. Wszyscy macie rację, ale mówiąc od siebie powiem szczerze, że lepiej mi się trawi, jeśli wyobrażę sobie, że to wszystko znalazło już pomyślne rozwiązanie. Oto, co odkryłem/am w stosunku do samego siebie.” Z takim argumentem trudno dyskutować. Nikomu nie zaprzeczyliście, waszą odpowiedzią nie sprawiliście, że ktoś poczuł, że nie ma racji. Powiedzieliście jedynie coś od siebie w oparciu o to, co sami w życiu odkryliście, co zdaje u was egzamin. Tak właśnie wygląda Synostwo Boże. Swoim zachowaniem nie sprawiacie, że wasze otoczenie czuje się pozbawione racji, nikogo nie krytykujecie, wywyższając się nad pozostałymi, zamiast tego, zapraszacie, aby i oni coś spostrzegli na przykładzie własnego doświadczenia. Gwarantuję wam, że pod koniec lunchu przynajmniej jeden ze znajomych podejdzie do was mówiąc: „Powiedz mi na ten temat coś więcej, też chcę mieć w życiu to samo, co ty.” Wtedy możecie powiedzieć coś więcej na temat odkrytego przez was Synostwa Bożego wewnątrz. Tak wygląda podarek Dnia Synostwa Bożego. Rzucam wam wyzwanie, abyście taki dzień sobie zrobili. Zastanówcie się najpierw, jakie sytuacje mogą was tego dnia spotkać oraz jak na nie zareagujecie. Pomedytujcie zanim wyjdziecie z domu i zakomunikujcie: „Kochany Duchu, dzisiaj jestem Synem Bożym. Kochany Duchu, przynieś mi dzisiaj sytuacje, przez które przejdę jak Mistrz. To jest podarek numer cztery. Widzicie, te rzeczy wcale nie są takie proste.
Numer pięć: Dzień uzdrowienia. Co mówię w tej chwili to żadna nowość: wasze komórki słuchają, co się do nich mówi. To już jest fakt dowiedziony przez epigenetykę, według której największy wpływ na stan komórek ma świadomość oraz otoczenie. Co wy na to? Jak wam się wydaje, kim jesteście naprawdę? Kochani, zauważcie, co na ten temat dyktuje wam rodzima kultura, bowiem stan zdrowia oraz to, jak się starzejecie to produkt wszystkiego, co wam na ten temat się mówi. Czy ostatnio oglądaliście telewizję? Tam mówi się wam pewne rzeczy, na przykład, jeśli jesteście w określonym wieku, to podaje się wam, na co powinniście się uskarżać, w związku z czym, które leki powinniście zażywać, a wy sobie po prostu siedzicie przed ekranem i to programujecie. Kochani, oni was w ten sposób ustawiają! Oni wam mówią, co w pewnym wieku powinno być z wami nie tak; a co, gdybyście sami przejęli kontrolę nad tym wszystkim? Dzień uzdrowienia pozwoli wam na przejęcie kontroli nad własnym zdrowiem. Budzicie się rano i mówicie sobie: „Jestem wspaniały. Urodziłem się wspaniały. Hej komórki, dzisiaj będziemy ze sobą rozmawiać i pragnę, abyście mnie teraz posłuchały”... Następnie przekażcie im całą listę rzeczy, które pragniecie uzdrowić. Sporządźcie sobie taką listę zawczasu i głośno odczytujcie ją tego dnia co godzinę! - „Komórki, słuchajcie, oto znów podaję wam naszą listę!” Powiedzcie komórkom, że przestajecie się starzeć, powiedzcie im, że są zdrowe!
Znajdą się tacy, którzy mi na to odpowiedzą: „ Kryonie, za późno, ja już jestem chory.” Pozwólcie więc, że się was zapytam: Czy ta choroba jest częścią waszej struktury komórkowej? Nie, przecież to jest intruz, czyż nie? Powiedzcie więc komórkom ciała, żeby się go pozbyły, bowiem wasze ciało wie, jak to zrobić. Nauka może tego nie wiedzieć, ale ciało wie! Istnieje cała masa dowiedzionych przykładów spontanicznych uzdrowień za sprawą afirmacji, które się wypowiada z głębokim przekonaniem efektywności. Niech was nie zdziwi, kiedy natychmiast poczujecie poprawę, kiedy opuszczą was bóle głowy, kiedy opuszczą was inne bóle i niedomagania, kiedy od razu zaczniecie się czuć zdrowsi i młodsi. Och, cóż to za świetny podarunek! I to jest podarunek od was dla was. Tak na biologię działa potęga świadomości. Każdy z was posiada kontrolę nad własnym ciałem. Już od lat wam o tym mówimy. Tutaj należy dodać, że jeśli będziecie tę listę powtarzać bez przekonania, to nic z tych rzeczy nie zadziała. Wrodzona mądrość ciała doskonale wie, kiedy mówicie prawdę, a kiedy tylko udajecie! Tutaj więc wcale nie chodzi o sporządzenie listy i jej zdawkowe powtarzanie. Dzień uzdrowienia to dzień, w którym sami sobie nareszcie darujecie zdrowie! To ci dopiero prezent! I tak wygląda podarunek numer pięć. Według numerologii tybetańskiej, liczba 5 oznacza zmianę. Czy zaczynacie się domyślać, jak uzdrowienie może was odmienić?
Podarek numer sześć: Pragnę abyście się zastanowili, co tego dnia pragniecie robić. To może być bardzo proste, bowiem to będzie dzień spędzony tak, jak tego pragniecie. Na przykład, tego dnia będziecie jedli w ulubionej przez was restauracji, zamiast jeść tam, gdzie chcą inni. „Dzisiaj mam zamiar robić to, co lubię i na co mam ochotę! Dzisiaj to ja wybieram muzykę do słuchania.” Podarunek szósty polega na darowaniu sobie wszystkiego, co poprawia wam samopoczucie, a czego zwykle nie pozwala wam robić otoczenie. „Cały dzień będę robić to, co lubię!” Oczywiście znajdą się tacy, którzy na to będą się pytać: „Co z tobą nie tak?”- możecie im na to odpowiedzieć: „Wszystko w porządku, po prostu daję sobie prezent i cały dzień robię to, co lubię, bowiem mnie się to należy!”
Wam się wydaje, że to takie proste? A jak dawno temu robiliście coś, według własnego upodobania? Miłosierni pracownicy światła są specjalnie zaprojektowani, aby najpierw myśleć o innych. Wy jesteście specjalnie tak zaprojektowani, aby zawsze ustępować innym. Jak dawno temu więc jedliście coś, na co mieliście ochotę? Ha ha ha! Zróbcie to niezależnie od tego, co powiedzą inni nawet, jeśli tego dnia będziecie musieli jeść sami. Z pewnością taki samotny posiłek sprawi wam przyjemność bowiem to będzie podarunek od was dla was.
Numer siedem jest inny, nie zabierze wam zbyt wiele czasu, ale może być trudny do wytłumaczenia. Nazwę go Dniem aniołów. Ten podarunek najlepiej sobie podarować, kiedy wokół was nikogo nie ma. Nie chcę, aby ktoś was wtedy obserwował, poczekajcie więc, aż znajdziecie się sami. Długo czekałem, aby wam przekazać ten podarunek boskości. Kiedy znajdziecie się całkowicie sami i nikt wam nie będzie przeszkadzał, stańcie w samym środku pokoju, niech w nim panuje niezmącona cisza. To najlepiej zrobić wieczorem, kiedy dociera do was najmniej szumu z ulicy. W tej ciszy pragnę, abyście wyciągnęli obie ręce do góry, tak wysoko, jak tylko możecie i głośno powiedzieli: „Anioły obecne w tym pokoju: kocham was! Dziękuję za to, że mnie kochacie, że towarzyszycie mi całe życie. Dziękuję, że dzielicie ze mną i radość i smutki.” Pragnę, abyście poczuli dreszcze w wyciągniętych ramionach, w momencie, kiedy anioły odwzajemnią wasze podziękowania, kiedy także powiedzą wam, że was kochają. Poczujcie to. Dobrze będziecie wiedzieli, jak to się stanie, bowiem to poczujecie! Cóż za wspaniały podarunek w postaci dobrej, solidnej komunikacji z królestwem, którego na co dzień nie widzicie, a które doskonale was zna i nieustannie wam towarzyszy. Ach, cóż to za wyzwanie! Kochani, jeśli zrobicie tak, jak was o to proszę, to poczujecie anielską obecność i ona was odmieni.
Oto przekazałem wam siedem podarunków. Przypomnijcie sobie, co wam w przeszłości mówiłem na temat tego, kim jesteście? Kochani, wszystko jest dokładnie odwrotnie do tego, co wam na ten temat powiedziano, kiedy w obecności anioła padacie na kolana! Anioły są na wasze usługi, bowiem to się wam należy! Istota ludzka żyjąca na planecie jest wspaniała i własnym życiem odmienia tę planetę. Wasza duchowa grupa wsparcia dobrze o tym wie i jest gotowa uchwycić was za ręce i całe życie pomagać. Czyż to nie piękne? Czy dajecie temu wiarę? Jeśli dacie sobie te siedem podarków, gwarantuję, że się odmienicie. Możecie nawet postanowić dawać sobie te podarki co roku, ha ha ha!
Dzisiejszego dnia przekazałem wam prawdę. Miłość się potęguje, kiedy obdarowujecie siebie, wtedy łatwiej wam czuć miłosierdzie i łatwiej doświadczyć Synostwa Bożego. Stać się Mistrzem! Dobrze będziecie wiedzieli, co mam w tej chwili na myśli. Obecnie obchodzimy święta, mamy festiwal światła, niechaj to światło w was rozbłyśnie!
I tak jest.
Kryon

Tłumaczyła: Julita Gonera
Edytor: Jadwiga Fedynkiewicz
Obraz: Brian Yeakey

niedziela, 18 sierpnia 2019

"Przypowieść o ogródku"

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz
http://audio.kryon.com/en/Parable%20of%20the%20Back%20Yard.mp3

"Przypowieść o ogródku"

Witam was kochani; Jam Jest Kryon ze Służby Magnetycznej! Obiecywałem przypowieść więc ponownie opowiem wam o dobrze znanym bohaterze wielu naszych przypowieści, człowieku imieniem Wo. Tych, którzy słuchają tego po raz pierwszy informujemy, iż Wo nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, nie posiada określonej płci, jest człowiekiem o imieniu Wo [w org. ang. Wo-man – przyp. tłum] w przypowieści mówimy o nim „on” tylko ze względu na wymogi języka. Ta przypowieść więc dotyczy wszystkich. Niektórzy szybko się w niej rozpoznają, inni zaś nie, bowiem przypowieść jest gatunkiem metaforycznym. Kochani, przypowieści zawsze posiadają znaczenie przenośne, służą jako metafora czegoś innego. Czasami tłumaczymy wam to znaczenie, czasami nie. Dzisiaj wszystkie metafory pragniemy wam wyjaśnić i będziemy to robili w toku naszej przypowieści, którą zatytułujemy „Wo i jego ogródek.”
Od razu się domyślacie, że ogródek to coś więcej i macie rację. Za chwilę dodamy coś więcej. Wo całe życie miał ogródek, do którego był bardzo przywiązany, tak samo jak wielu z was. Taki ogródek może się wam kojarzyć z dzieciństwem, jeśli go wtedy mieliście. Pamięta się go wtedy z punktu widzenia dziecka i przypomina się wszystko co tam było, co tam się budowało, w co bawiło, a wszystko dla wygody i zabawy. W przypadku naszej przypowieści, ogródek to przenośnia rzeczywistości, symbolizująca was samych, wasz sposób myślenia i postępowania, bowiem to wszystko kształtuje się od wczesnego dzieciństwa. Wo doskonale pamięta swój ogródek, jakby to było wczoraj, kiedy jego tato posadził w nim drzewo. Sadzonka już od początku była spora i ojciec najpierw sprowadził koparkę, aby wykopać odpowiedni dół. Ojciec zasadził to drzewo specjalnie dla syna. Drzewo zostało posadzone, kiedy Wo miał niecałe pięć lat i dobrze ten dzień pamięta. Ojciec powiedział mu wtedy: „Jak trochę podrośniesz, to mi pomożesz i razem zbudujemy w jego konarach drewniany domek. To ci się na pewno bardzo spodoba!” I tak się stało. Po upływie kilku lat, drzewo urosło niemalże na oczach Wo, jego konary na tyle się rozrosły, że stanowiły doskonałe oparcie dla ciężaru ojca i samego Wo oraz całego fortu-domku i narzędzi potrzebnych w jego budowie. Ojciec i syn rozpoczęli więc budowę.
Kochani, taki fort-domek to symbol dzieciństwa. W naszym przypadku Wo miał bardzo udane dzieciństwo i mile je wspomina. Wo pamięta coś jeszcze, z czego co po dziś dzień się śmieje. Jego ojciec podchodził do budowy fortu powoli i metodycznie, budując go bardzo solidnie. Podczas budowy ojciec przyniósł jeszcze dwie beczki, takie metalowe, które często służą za kosze na śmieci i wkopał je dnem do góry koło drzewa, żeby dodatkowo wzmocnić część podpory budowli. Waga tych beczek skupia się na tym, że tak, jak zostały wkopane ręką ojca, stały się stałą częścią ogródka i tkwiły na swoim miejscu nawet wtedy, kiedy Wo stał się już dorosłym człowiekiem. Te beczki były bardzo praktyczne i przetrwały nawet sam fort-domek! Przekształciły się w piknikowy stół. Wystarczyło tylko coś na nie położyć jako blat i wtedy taki stół służył na wszelkie okoliczności ogródkowych przyjęć i pikników. W cieniu drzewa dobrze się przydawał przez całe lata. A kiedy ktoś potrzebował miejsca do stolarki, to beczki też się przydawały jako stół roboczy. To był także świetny warsztat, więc beczki pozostały jako stała część ogródka. To ciekawe, że niektórzy sąsiedzi spoglądając na beczki pytali się Wo: „No jak tam, beczki pewnie kiedyś przyjdzie wykopać, one przecież wyglądają jak zwykłe śmietniki.” – na co Wo nieodmiennie odpierał - „Nie, beczki zostają!”  W sąsiedztwie zaczęto się więc z tych beczek śmiać mówiąc, że pewnie prędzej przyjdzie Porwanie Kościoła nim znikną beczki [Element doktryny protestanckiej przyjęty w Ameryce Płn zwłaszcza wśród Born Again na podstawie 1 Listu Św Pawła do Tesaloniczan 5:1-11- przyp.tłum.] Wszyscy w sąsiedztwie się z nich śmiali.
Kochani, wy też w swoich ogródkach macie takie beczki. Ich się nie rusza, nie da się, bo sama myśl o tym nawet nie przychodzi wam do głowy, bowiem one symbolizują wasze podstawowe prawdy. Pytanie: „Czy to wy je wkopywaliście, czy je wkopał tato?” Hmmm... Oczywiście one są przenośnią, bowiem niektórzy z was nie mieli taty, ale dobrze wiem, że rozumiecie tę metaforę, dobrze o tym wiem. Która ważna w waszym życiu osoba ciesząca się autorytetem wkopała takie beczki w waszym ogródku? One potem tak mocno wrosły w całość, że ciężko wam się od nich oderwać. Zresztą wcale nie macie ochoty się odrywać, bowiem ich stale używacie. A jak czegoś się stale używa, to się tego nie wyrzuca.
Drzewo też wciąż się rozrastało. Opowiem też, co się w tym samym czasie działo z fortem-domkiem. W tym miejscu nie sposób zachować neutralności płciowej, więc Wo miał i fort, bo tego pragnie każdy chłopiec, ale on miał także i domek, bo tak marzą dziewczynki. Jeśli Wo jest kobietą [ang. Woman] to w dzieciństwie był dziewczynką i koniecznie chciał mieć domek. W tym miejscu więc oddajemy cześć podziałowi na płcie. Domek- tak samo jak fort - reprezentuje wewnętrzne dziecko. To było miejsce do zabawy w dom, do podwieczorków na niby, do zabawy z lalkami. To był także fort obronny i wiele innych różnych rzeczy. Bawiliście się tam, kiedy mama i tato byli w pracy. Ogródek więc staje się symbolem dzieciństwa, życia, symbolem systemu przekonań wyniesionych z domu.
Och, a drzewo? Ono wciąż się rozrasta. Kurczowo się tego wszystkiego trzymacie, bowiem pewne rzeczy w życiu musicie traktować jako solidne i niezmienne. Ciężko wam, kiedy nie macie w życiu niczego solidnego, na czym można by się oprzeć. W przypadku Wo, drzewo było tym czymś, co służyło mu za oparcie nawet długo potem jak zniknął fort-domek, on się go trzymał kurczowo i drzewo wkrótce niesamowicie się rozrosło. Teraz wypełniało sobą niemalże całą przestrzeń i swą gęstą jak las koroną zacieniło cały ogródek. Już jako dorosły mężczyzna Wo często siadał w jego cieniu sącząc przez słomkę orzeźwiający napój mówiąc: „Ale tak dobrze!” Rozglądając się dokoła, Wo rozpamiętywał przeszłość wszystko chwaląc: „Ale fajnie, dziękuję beczki i drzewo, pamiętam jak dziś dawny fort-domek i tamtą zabawę... Myśląc nad tym trochę dłużej, oczywiście przyznawał, że w życiu spotykały go także rzeczy negatywne, choć wymieniając je przed samym sobą wiedział, że przez wszystko udało mu się przejść, bowiem był człowiekiem zrównoważonym.
Nie potrafił jednak sobie wytłumaczyć, skąd się w ogródku wzięły szczury? „Mamy szczury!” – mówił ze zdziwieniem – „one na pewno nie są stąd, one przychodzą od sąsiada! Ale nie mam zamiaru się z sąsiadem o to wykłócać, bo go bardzo lubię. Na pewne tematy się z sąsiadami nie rozmawia. Na pewno nie rozmawia się ani o szczurach, ani o tym jak się wychowuje dzieci. Sąsiadów się tylko kocha. [w jęz. ang. „sąsiad” to także biblijny bliźni – przyp. tłum] Nie wiem dokładnie, jak to z tymi szczurami, ale one jakoś przedostają się przez płot.”
Oczywiście, szczury symbolizują życiowe wyzwania i kłopoty. To są takie sprawy, którym nie za bardzo chcecie się przypatrywać, choć w pewien właściwy każdemu z was sposób tak, czy inaczej się do nich zabieracie. W niektórych ogródkach tych szczurów jest za dużo. Wtedy właśnie stajecie się dysfunkcyjni, zaczynacie się stresować i zapadacie na zdrowiu. Wo jednakże dobrze rozumiał życie i umiał sobie ze szczurami radzić, bowiem był człowiekiem zrównoważonym, był dobrym człowiekiem.
Ale do tego doszły jeszcze węże. Nie wiedział dokładnie, jak one się dostają do ogródka, ale wiedział na ich temat wystarczająco wiele, żeby być przekonanym, że one przedostają się do niego spod płotu. Nie było ich zbyt wiele, ale Wo się ich bał i kiedy widział to, uciekał do środka i dzwonił po kogoś innego, żeby je zabrał. Wąż to symbol strachu przed czymś, nad czym nie posiada się żadnej kontroli. To może być strach przed śmiercią, chorobami, czyli jest to wszystko, co nie jest zwykłym szczurem. Wo mówił wtedy: „Przecież walczę z wężami, wcale ich nie unikam i kiedy się pokazują to stawiam im czoła, a następnie znów wychodzę na zewnątrz, popijam przez słomkę i twierdzę, że wszystko jest w porządku.”
I tak się sprawy toczyły, aż do pewnego dnia, kiedy przyszło trzęsienie ziemi... Wo pamięta, jak wtedy siedział w ogródku i sobie popijał przez słomkę myśląc, że wszystko jest w porządku. Wtedy och, wszystko wokół się zatrzęsło i Wo usłyszał trzask łamiącego się drzewa, następnie konar albo dwa spadły na ziemię. Fort-domek się rozchwiał. Sam Wo przeżył trzęsienie bez szwanku, nikt z jego sąsiadów też nie ucierpiał. Po trzęsieniu ziemi, w którym nikt nie zginął nastały jednak niesamowite zmiany! Jak trochę ochłonął z wrażenia, Wo powiedział: „Nie wiem, co się stało, ale chyba wszystko jest w porządku. Drzewo teraz wygląda inaczej, fort-domek też nie jest ten sam, ale tak ogólnie, chyba wszystko jest w porządku.”
Tak, wszystko było w porządku, dopóki nie pojawili się inspektorzy. Inspektorzy to przenośnia niemalże wszystkiego w waszym życiu, co przedstawia władzę. Czasem zamiast władzy inspektorzy symbolizują objawienie. To ciekawe, czyż nie? Inspektorzy oznaczają więc to wszystko co wymaga od was zaprowadzenia zmian w ogródku. W przypadku Wo, to mogą być inspektorzy budowlani, bowiem wiadomo, że było trzęsienie ziemi. Co ciekawsze, to niektórzy w sąsiedztwie Wo nie mieli żadnego trzęsienia ziemi! Ha ha, ale Wo go doświadczył tak samo, jak jeden z sąsiadów. To już powinno wam dużo dać do myślenia o tym, jak w przypowieściach nie wszystko jest powiedziane i wyjaśnione do końca.
Wo był starą duszą, dobrym człowiekiem i posiadał świadomość gotową do dalszej ewolucji. Trzęsienie ziemi zaprowadziło zmiany w ogródku. Pewnego dnia przybyli inspektorzy mówiąc: „Porozmawiajmy o drzewie” – na co Wo odpowiedział: „Jak mi powiecie, że drzewo trzeba ściąć to już teraz sobie idźcie z powrotem, bo nie mam zamiaru nawet tego słuchać!” „Nie, nie, Wo, drzewa wcale nie trzeba wycinać, ale teraz jest za ciężkie i pora je przyciąć.” – wyjaśnili i zaczęli mu tłumaczyć jak działa Gaja. „Wo, w lesie Gaja sama sprawuje pieczę nad drzewami, poprzez pożary, choroby i wiatry, sama obala nadwątlone drzewa i jakkolwiek go nie nazwać, Gaja posiada pewien system, który dba o te sprawy, ale to drzewo nie rośnie w lesie, ono sobie rośnie tutaj w ogródku i to ty jesteś teraz za nie odpowiedzialny. To drzewo musi być odpowiednio przycięte. Poza tym, takie drzewo trzeba było od dawna regularnie przycinać.”
Jeśli dobrze śledzicie moje wyjaśnienia, to zrozumiecie, że drzewo to symbol wszystkiego, czego Wo  się trzymał dla bezpieczeństwa i wygody, co stanowi podstawę jego życia, więc konieczność przycinki to przenośnia mówiąca o tym, że w zależności od tego, kto tego słucha, to może oznaczać, że w życiu taki przegląd wartości, na których opiera się cała rzeczywistość, należy przeprowadzać regularnie, a Wo tego nigdy nie robił. Większość ludzi zresztą też tego nie robi. Dla was wszystkich, drzewo to drzewo, aż tu nagle się dowiadujecie, że o nie trzeba dbać i regularnie przycinać.
Wo nie chciał nawet patrzeć na przecinkę. „Musicie mnie zapewnić, że drzewo tę przecinkę przeżyje!” - „Ono nie tylko przeżyje, ono dzięki temu będzie żyło całe dekady dłużej!” – zapewniali. „Ono jest wspaniałe i ani nam w głowie je uszkadzać, my je tylko przytniemy, Wo, żeby mu się lepiej rosło.”
Kiedy robotnicy skończyli przecinkę, Wo wszedł do ogródka choć nie wiedział, czego się spodziewać. Kiedy zobaczył okrojone drzewo to upadł na kolana i zaczął szlochać. „Wyście go nie przycięli, wyście go ścięli!” Oczywiście Wo przesadzał, drzewo wciąż żyło, ale ponieważ Wo nigdy nie widział przyciętego drzewa, to roztaczający się przed nim widok go zaskoczył. Szczelna korona miała teraz prześwity, robotnicy usunęli wiele gałęzi i konarów. Ale prócz tego Wo zauważył także, że wokół drzewa znikły gryzące owady. Dopiero teraz Wo zrozumiał, że to właśnie nieprzycinane drzewo raziło go tymi owadami, kiedy on sobie popijał przez słomkę w jego cieniu, a teraz gryzące owady znikły. Poza tym Wo teraz będzie musiał nosić przeciwsłoneczne okulary, bo w ogródku jest za dużo światła! - „Nie ma żadnego cienia!” Inspektor jednakże zapewnia, żeby się nie martwić, bo wkrótce i cień się znajdzie, bowiem drzewa odrastają bardzo szybko. Wo rozumiał, co mu powiedzieli inspektorzy, ale widok drzewa i ogródka wcale mu się nie podobał. Nawet nie mógł rozpoznać dawnego drzewa, znikły konary i korona wyglądała zupełnie inaczej, drzewo zmieniło się nie do poznania i zostało przycięte niemalże do zera. To wtedy inspektor wyjawił Wo: „Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale w procesie wycinki wykopaliśmy także beczki.” Ha ha ha. Wo na to: „Co? Wyrzuciliście beczki?!” -„Spokojnie, nic się nie stało, Wo, wszystko jest w porządku!” A on się oglądał przez ramię spodziewając się Porwania Kościoła! –„Wykopali beczki!!” „Podczas wykopywania beczek coś zauważyliśmy. Wo, czy wiesz, że w ich środku było gniazdo węży?”- „Co?!” „Tak, tam się zagnieździły węże! Czy ty kiedyś w ogóle zaglądałeś tam do środka? Od ilu lat one stoją tak wkopane?” Teraz dopiero Wo sobie uzmysłowił, że przecież jeszcze ani razu pod beczki nie zaglądał, a przecież to właśnie stamtąd wychodziły węże! Kochani, węże to metafora wszystkiego, czego nie chcecie oglądać, to są absolutne prawdy, które przekazał wam ojciec, Gdybyście mieli pod nie zaglądać to wydawałoby się wam, że bezcześcicie jego pamięć. Nie ruszacie więc tych ważnych rzeczy, których nauczył was ksiądz, czy pastor, mama czy tato, bądź uwielbiany przez was profesor. Nie ruszacie więc tych beczek, przez szacunek dla ich pamięci, a pod nimi kryją się węże! One się tam zagnieździły, bo nikt beczek nigdy nie ruszał. Wydaje mi się, że rozumiecie tę przenośnię.
„Wo, przepraszam, że ci o tym wspominam, ale wydaje mi się, że domek na drzewie trzeba usunąć! Oczywiście można go zreperować, ale to jest drogie, lepiej się więc go pozbyć. Zresztą to jest budynek wzniesiony bez odpowiedniego pozwolenia, więc i tak nie powinno go tutaj być. Patrz, nie ma fundamentu, przecież on kiedyś ci się zwali na głowę!” Wo zupełnie zdrętwiał i nie wiedział co odpowiedzieć. Wskazał ręką, aby zabrali fort-domek. I domek zabrali. Na drugi dzień inspektor przyznał, że rozbiórka domku zajęła dłużej, niż się spodziewano. „Dlaczego?”- zapytał Wo – „Tam się zagnieździły szczury!” - „To one nie przychodziły z sąsiedniego ogródka?” – „Och nie, one przychodzą z domku!” –„Wo, jak dawno temu tam zaglądałeś?” - „Nie zaglądałem tam od czasów dzieciństwa, domek został mi na pamiątkę.”
Kochani, pragnę abyście się dobrze tej przenośni przyjrzeli, bowiem są wśród was tacy, którzy też pielęgnują pewne pamiątki i nie ruszają dziecka wewnętrznego, bowiem ktoś wam powiedział, że dorośli muszą się odpowiednio zachowywać, więc żadnych chichotów i śmiechów! Ktoś wam powiedział, że w pewnym wieku już się nie bawi w piasku. Posłuchajcie, posłuchajcie: jeśli zaczniecie odwiedzać swe wewnętrzne dziecko, ono wam może uratować życie! To dziecko wewnętrzne jest tym, kim naprawdę jesteście. W nim kryje się piękno i niewinność. Wo przestał odwiedzać swój fort-domek. Był dorosłym, zrównoważonym człowiekiem, ale kiedy przestał odwiedzać swój drewniany fort, tam zagnieździły się szczury, pojawiły się węże i wszystko inne.
Niedługo po inspekcjach, Wo znów siedział sobie wygodnie w ogródku i sączył przez słomkę napój, a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Ha ha ha! Słońce dobrze przygrzewało i Wo zauważył coś jeszcze: kolor! Zaczęły rosnąć kwiaty! Od urodzin Wo, kwiatów w ogródku nigdy nie było! Wo zauważył, że wciąż wszytko jednak było w porządku. Drzewo wciąż żyło, może i w dalszym ciągu służyło wsparciem i zapewniało wygodę. Teraz jednakże rosły na nim nowe gałęzie i inaczej układał się rzucany przez nie cień. Fort –domek pozostał w pamięci Wo i kiedy tylko sobie przypominał to wybuchał dziecinnym chichotem i piszczał z zachwytu. A beczki? Ha ha ha! Beczki zostały wykopane, zresztą komu takie starocie są w ogródku potrzebne?
Oto koniec naszej przypowieści. Kochani, a jak wygląda wasz ogródek? Ilu z was odczuło trzęsienie ziemi? Zdradzę wam jeszcze jedną tajemnicę. Każdy z was inaczej odczuwa trzęsienie ziemi. Ono miało miejsce i wczoraj i w roku 2012, a może przyjdzie dopiero jutro. To jest wydarzenie, które wstrząsa fundamentami waszych przekonań i ono wcale nie musi być negatywne. Możecie opuścić to miejsce zrozumiawszy całą przypowieść. Zanim dzisiaj pójdziecie spać, możecie dostąpić objawienia i powiecie wtedy: „Widzę swój ogródek, on nie wygląda najlepiej. Nie chcę przeżywać trzęsienia ziemi, ja chcę tylko nowe drzewo!” - Tak mówi stara, mądra dusza - „Duchu, nie musisz mnie ściągać do parteru, żebym zrozumiał pewne sprawy!” Inni z kolei w życiu zostaną zmuszeni do przyjrzenia się zagadnieniom, których wcale nie chcieli oglądać. Krzykną wtedy „Boże, coś mi uczynił? Za co mnie tak karzesz? W czym tak ciężko zgrzeszyłem? Dlaczego ja?” W tej chwili zwracam się do kogoś na tej sali. „Jestem dobrym człowiekiem, dobrą starą duszą, wierzę w te rzeczy, więc dlaczego to się ze mną dzieje?” Odpowiedź: „Boś uparty i dobrze o tym wiesz! Przejdziesz przez to wszystko i kiedy już się znajdziesz na drugim brzegu, to w ogródku będziesz miał więcej światła i twoje drzewo będzie przycięte, ale nie ścięte. Kochany, dobrze mnie w tej chwili rozumiesz.”
Każdy z was się właśnie tak zachowuje. Absolutnie każdy człowiek, chociaż każdy z was jest na swój sposób odmienny pod każdym względem, to wszyscy posiadacie ogródek. Zastanówcie się nad tymi rzeczami, nad światłem na Ziemi i zachodzącymi tutaj zmianami. Rozważcie zmiany, które mogą zajść w świadomości każdego z was, a nawet zmiany w waszych przekonaniach, kiedy was pytam, kim naprawdę jesteście?
A teraz powróćmy do nowiny przekazanej dzisiejszego ranka. [pt. „Wybór” – poniżej w tej grupie – przyp. tłum] Kiedy zaczniecie się zastanawiać nad tym, kim jesteście, co dla tej planety znaczycie oraz po co tutaj w ogóle jesteście, odpowiedzi na wszystkie te pytania są piękne, bo w nich zawarty jest majestat i wspaniałość, o czym się przekonacie odpowiadając na wszystkie podjęte dzisiejszego dnia na konferencji kwestie. Oto nowina od Kryona, którą przekazuję wam już od trzydziestu lat. Ona jest zawsze ta sama, my tylko ją za każdym razem opowiadamy, używając innych słów.
I tak jest.
Kryon

Tłumaczyła: Julita Gonera
Edytor: Jadwiga Fedynkiewicz
Obraz: Johanna Basford

Witam was kochani, Jam Jest Kryon

  Witam was kochani, Jam Jest Kryon ze służby magnetycznej. Wsłuchajcie się w szelest wiatru i szum morza. Te rzeczy powinny was napełnić ...